Grzech czwarty: żerowanie intelektualne
Swobodne przytaczanie cudzych ustaleń i interpretacji da się również prześledzić w relacjach między książką Domosławskiego a pracami innych autorów.
Rok po śmierci pisarza ukazała się niewielka książka Krzysztofa Mroziewicza, Prawdy ostateczne Ryszarda Kapuścińskiego, złożona z czterech esejów, kilku ciekawych spostrzeżeń, prywatnych wspomnień. Siłą opowieści Mroziewicza jest to, że drogi zawodowe dziennikarzy przecinały się kilkakrotnie. Pracowali w tych samych redakcjach (PAP, „Polityka”), spotkali się w Indiach. Mroziewicz-ambasador gościł wówczas reportera i organizacyjnie wspomagał jego wyprawę. Książka wyznacza pewne punkty interpretacyjne, ujawnia konteksty i oddaje realia. Napisana została z perspektywy długiej znajomości i wspólnego doświadczenia zawodowego. Skądinąd Mroziewicz mógłby wiele dopowiedzieć Domosławskiemu, a fakt, że nie został wzięty pod uwagę jako jeden z informatorów, pokazuje merytoryczne błędy w dobieraniu przez biografa rozmówców. Nie wydaje się możliwe, aby pominięcie Mroziewicza było przypadkowym niedopatrzeniem. Tym bardziej, że informacje z książki Mroziewicza w nieco zmodyfikowanych frazach „przeskoczą” do biografii Artura Domosławskiego. U Mroziewicza czytamy:
„Cyrankiewicz (…) zezwolił redakcjom, aby wysłały młodych reporterów do nowych krajów Azji i Afryki. Wiesław Górnicki pojechał do Egiptu, Kazimierz Dziewanowski – do Iraku, Wojciech Giełżyński – do Indonezji, Jerzy Zieleński – na Cejlon (obecnie Sri Lanka), a Kapuściński do Indii”[xv].
U Domosławskiego:
„ktoś w Biurze Prasy KC postanawia, że w ramach przyjaźni polscy reporterzy będą wyjeżdżać (…). Przyszłe dziennikarskie gwiazdy pokolenia wyruszają w drogę: Kazimierz Dziewanowski – do Egiptu, Syrii, Libanu, Iraku, Wiesław Górnicki – też na Bliski Wschód i do Indonezji, Wojciech Giełżyński – do Maroka. Kapuściński ma pojechać do Indii”[xvi].
Widoczne jest nie tylko literackie współbrzmienie, ale także semantyczne podobieństwo tych zdań. Problem polega na tym, że Domosławski nie wskazał źródła swojej inspiracji, a książka Mroziewicza nie została nawet ujęta w bibliografii.
Inny przykład pochodzi z książki Beaty Nowackiej i Zygmunta Ziątka Ryszard Kapuściński. Biografia pisarza, którzy ustalili, na jakie języki tłumaczony był Cesarz:
„już w 1983 roku pojawiało się tłumaczenie włoskie, a rok później – niemieckie, francuskie, niderlandzkie i duńskie, w 1985 – szwedzkie, po roku – norweskie i japońskie. Rok 1987 przyniósł jeszcze tłumaczenie na język rosyjski, 1988 – na perski, a 1989 – na hebrajski. Do końca lat osiemdziesiątych ukazywały się również następne wydania tej książki po angielsku, hiszpańsku i węgiersku”[xvii].
Domosławski wymienia przekłady w podobnej kolejności:
„Do końca lat osiemdziesiątych sam tylko Cesarz wychodzi po włosku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, niderlandzku, duńsku, szwedzku, norwesku, japońsku, rosyjsku, persku, hebrajsku, węgiersku”[xviii].
Takie ustalenia od badaczy wymagają wielu godzin żmudnej pracy. Domosławski tych zapożyczeń nie odzwierciedla w przypisie.
Cudza praca wykorzystana została w Non-fiction w różny sposób. W wielu miejscach występują zbieżności cytatów z Kapuścińskiego, które wyszukali autorzy Biografii pisarza. Widoczne jest to w sytuacjach, gdzie cytat pochodzi ze starej prasy, jest tak samo skrócony i – co najważniejsze – powtórzone w nim są te same przekształcenia! Domosławski identycznie przekręca tytuł artykułu i pisze: „Metryka naszego pokolenia”, zamiast: „Metryka naszego urodzenia”. Po prostu przepisuje myśl i cytat z książki Nowackiej i Ziątka. Fragment pochodzi ze „Sztandaru Młodych” z roku 1957, a wyszukany i przywoływany przez autorów Biografii poprzedzony został uwagą:
„W programowym pod tym względem artykule Metryka naszego pokolenia, będącym polemiką z manifestem suwerennej prywatności Krzysztofa Kąkolewskiego, pisze on: »Wiek XX przyspieszył obroty ziemi i zakołysał kontynentami. Azja, którą zamieszkuje«…”[xix].
Domosławski zaproponował podobny wstęp, a cytat, co charakterystyczne, zaczął od drugiego zdania:
„W osobistym manifeście Metryka naszego pokolenia, na krótko przed ostatecznym zdławieniem październikowej odnowy w Polsce, Kapuściński, pisze »Azja, którą zamieszkuje«…”[xx].
W dodatku przekręca sens komentarza Nowackiej i Ziątka, którzy odnoszą się do artykułu Krzysztofa Kąkolewskiego, zamieszczonego na tej samej stronie „Sztandaru Młodych” i to właśnie Kąkolewski (a nie Kapuściński) manifestuje prywatność i perspektywę osobistą. Przypomina mi się tytuł pewnego tomiku poetyckiego: „Złodziej cukierków”.
Zbieżność sekwencji cytatów, użytych przez Nowacką i Ziątka, a później przez Domosławskiego, można prześledzić w relacji o wojnie w Zanzibarze, czy we fragmencie poświęconym „rewolucji” 1980 roku[xxi]. Nb. strajki w stoczni w obu książkach nazwane są w tytule „rewolucją”. Powtarzalność analogicznych cytatów z Ryszarda Kapuścińskiego wydaje się jednym z rodzajów nieudokumentowanych zapożyczeń. Procedury filologiczne, określają sposoby sygnalizowania tego typu zabiegów, poprzez umieszczenie informacji w przypisie „cytat za:..”. Zresztą w miejscach, gdzie biograf korzysta z cytatu z języka obcego, tłumaczonego przez Nowacką i Ziątka, wówczas używa tej formuły, aby odnotować źródło. Natomiast w innych przypadkach brakło dobrej woli i rzetelności.
Domosławski używa też interpretacji zaproponowanych przez autorów Biografii pisarza – choćby we fragmencie poświęconym przygotowaniom do amerykańskiego wydania Cesarza. W wielu miejscach kwestia źródeł (i ich umiejscowienia w przypisach) jest trudna do rozstrzygnięcia, ponieważ autorzy korzystają z podobnych materiałów wyjściowych, więc ścieżki interpretacyjne bywają już przetarte, choć nie wiadomo, kto krążył nimi po raz pierwszy.
Niezbędna jest jednak konkluzja, że swój potężny tom Domosławski zawdzięcza mrówczej pracy wielu badaczy i interpretatorów, a równocześnie z dezynwolturą traktuje stan badań i ustalenia swoich poprzedników. Inna sprawa, że to nie ustalenia akademickich badaczy napędzają narrację Domosławskiego. Są wykorzystywane pretekstowo, tam gdzie praca byłaby mozolna i nie prowadziła do sensacyjnych wniosków. „Prawda objawiona” książki sprzedanej w niemal 150 tysiącach egzemplarzy, nie może polegać na odpowiadaniu na pytanie, co było impulsem do wydania Cesarza. Takie drobiazgi mogą interesować jedynie garstkę zapaleńców, a nie tłumy, odszukujące drogę do dawno nieodwiedzanej księgarni.

Przykro mi, ale akurat jestem w posiadaniu odpowiedzi Artura Domosławskiego na zarzuty pani Glensk, z których absolutnie jednoznacznie wynika, że zarzuty te są funta kłaków warte. Gorzej – pani Glensk popełnia szereg skandalicznych wręcz błędów. Jeśli dodać do tego jej żenujące czy wręcz kuriozalne insynuacje, że Domosławski mało co się na nią nie rzucił w sądzie, to obraz całości jest wyjątkowo ponury. Przykro mi, że SO coś takiego opublikowało. Można bowiem nie zgadzać się z Domosławskim, ale na litość boską – nie na takim poziomie, że tak jak autorka ordynarnie się kłamie i przeinacza fakty, cytaty i słowa
Szkoda, że osoby minusujące moją wypowiedź nie mają odwagi podać jakiegoś argumentu za p. Glensk. A zainteresowanym służę na priva odpowiedzią Domosławskiego na te zarzuty. Skądinąd SO też je posiada… Warto też, zanim się ktoś wypowie, przeczytać rozmowę z Domosławskim:
http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/opinie/20150528/domoslawski-nie-mam-poczucia-ze-przegralem-ten-proces
@Jacek Rakowiecki
Informuję, że nie jest prawdą,że Urszula Glensk „ordynarnie (…) kłamie i przeinacza fakty, cytaty i słowa”…
Zapewniam pana oraz czytelników pańskich komentarzy, że argumenty podniesione przez autorkę są właściwe i prawdziwe.
W egzemplarzu, na który powołuje się Urszula Glensk „stoi” tak, jak to ona napisała… 🙂
Ponadto fakty (ugoda oraz wyrok) mówią więcej, niż nerwowe ruchy podsądnego i jego akolitów… 🙂
Proszę w takim razie o fotokopię rzeczonego fragmentu tej wersji książki, na którą powołuje się p. Glensk… bo jak na razie nawet w sądzie nie potrafiła go przedstawić. Zwykłą podłością jest też fakt, że ocenia Pan mnie jako „akolitę” autora. Niestety – obraźliwych epitetów używa się, gdy nie ma się w ręku faktów. Także twierdzenie, że żądanie sprostowania ordynarnych kłamstw to „nerwowe ruchy” jest po prostu podłe i prostackie… Mam 30-letnie doświadczenie redaktorskie i potrafię samodzielnie dokonać analizy zarzutów p. Glensk, znałem i bardzo wysoko ceniłem p. Kapuścińskiego, znam też p. Domosławskiego. Amicus Plato…
Jest pan bardzo „wyrazisty” w wyrażaniu samodzielnego (zapewne) oburzenia… 🙂
Podłość, prostactwo i ordynarność (pleonazm z 30. letnim doświadczeniem)to niewiele w kwestii rzeczowości jak na kogoś, kogo boli określenie „akolita”… 🙂
Widziałem egzemplarz Urszuli Glensk.
Mamy te fotokopie.
Czytałem tą książkę, dobry tekst i biografia człowieka z krwi i kości. W porównaniu do biografii autorstwa brytyjskich autorów, dzieło Domosławskiego jest bardzo łagodne wobec bohatera. Np. argument autorki iź kłamstwem jest to, że Kapuściński dystansował sie od redakcyjnych kolegów bowiem istnieje zdjęcie na którym wraz z nimi uśmiechał się….
Smutne gdy decyzje o ksiąźce zapadają w sądzie. Tworzenie list książek zakazanych ma długą tradycję, najwyraźniej wiecznie żywą.
@MaSZ
Mam identyczne wrażenie. Ale argumenty autorki z semantycznego podobieństwa zdań wprowadzają w tę w sumie smutną historię akcent humorystyczny.
Najgorsza możliwa obrona Domosławskiego to wynajęcie kolegi z redakcji. Megalomania P. Rakowieckiego jest znana. Nawet w odpowiedziach jako rzecznik prasowy TVP – zbyt gorliwy nawet jak na panujące tam włazidupstwo władzy rozstał się z telewizją publiczną – podkreślał swoje 30-letnie doświadczenie jako dziennikarza prasowego, co w żaden sposób nie odbijało się na logice tekstów rzecznika prasowego. Szkoda, że nie dodawał też doświadczeń polegających na zarżnięciu kilku tytułów prasowych (samo mianowanie go na naczelnych tych pism nazywano dużą dezynwolturą lub szaleństwem wydawców).
Jacek Rakowiecki to mistrz insynuacji (sugerował, że Max Kolonko chce wyłudzić ministerialne dotacje na telewizję polonijną), mistrz blagi i poprawnościowego bełkotu. Przed wyborami prezydenckimi zasłynął wizjami na swoich wpisach facebookowych, w których Duda i PiS mieliby jego i podobnych bohaterów zamykać na stadionach, a może w obozach koncentracyjnych. To także rzemiocha manipulacji – przepraszając za słowa prezentera bezczelnie atakującego red. Warzechę, jednocześnie sam zaatakował Warzechę, czyniąc mu podobny zarzut co redaktor z telewizji, którego nazwiska nie ma co pamiętać.
Rakowiecki może też być wykorzystywany do pałowania (słownego, rzecz jasna) dziennikarzy, tak jak wtedy, gdy zaatakował zadającego „niewłaściwe” pytania dziennikarza TV Republika, za które ówże został siłą wyrzucony z konferencji prasowej Owsiaka. To także niezrównany stylistyczny dżentelmen: swoim oponentom zarzuca tkwienie „mentalnie w XIX w.” i człowiek niezwykle kompetentny – w oficjalnej odpowiedzi do jednej z redakcji nazywał synod biskupi soborem.
To, że ktoś taki był rzecznikiem TVP daje obraz patologii mediów publicznych. To, że ktoś taki jako dawny kumpel z redakcji Domosławskiego zostaje wynajęty do pałowania kobiety, źle świadczy o zleceniodawcy i potwierdza jego cechy drobiazgowo wyłożone przez polemistkę.
Radziłbym Domosławskiemu lepiej dobierać pałkarzy. Weźmy metodę z Non-fiction i zestawmy obok siebie kilka cytatów z Rakowieckiego: „zarzuty te są funta kłaków warte”, „Jeśli dodać do tego jej żenujące czy wręcz kuriozalne insynuacje, że Domosławski mało co się na nią nie rzucił w sądzie, to obraz całości jest wyjątkowo ponury”, „autorka ordynarnie się [pisownia oryg.] kłamie i przeinacza fakty”. Skądś znamy te metody, ten język, prawda?
Rakowiecki grozi, że wyśle zainteresowanym jakąś tajemniczą odpowiedź Domosławskiego, kwestionującą rzetelność P. Glensk, podważającą wyrok sądu i rozganiającą dość już rozległy smrodek wokół dzieła obrazoburczego… Nie wiem, dlaczego Domosławski nie przedstawił tego dzieła sądowi i opinii publicznej, trudno też zrozumieć, dlaczego sobie dobrał tak kiepskiego herolda.
Szanowny Panie Tremer,
Mogę tylko odpowiedzieć, że poziom Pańskiego ataku i zawartych w nim kłamstw i insynuacji świadczy tylko o Panu. Jestem jednak przyzwyczajony: skopiował Pan praktycznie w 100% listę inwektyw, którymi kilkakrotnie obrzuciło mnie wSieci braci Karnowskich i „Gazeta Polska” więc musi być Pan naprawdę starannym czytelnikiem i kopistą dziennikarstwa „niezależnego”. Przyznać muszę, że darował Pan sobie tylko z tamtych stron dodatkowych argumentów, że jestem Żydem, ubekiem i zdrajcą, co znacznie zubożyło Pańską argumentację, ale z kolei dodał Pan cenny epitet „pałkarz”, co zasługuje na uznanie dla jakości Pana polemicznego talentu… Choć nie ukrywam, że fakt, iż na stronie SO można publikować takie posty, jak Pański, znaczy, że coś tu się zmieniło. Nie dziwi mnie w tym kontekście także poziom publikacji p. Glensk, choć u Pana mogłaby się jeszcze sporo douczyć. Także Pańska pryncypialna obrona tuzów dziennikarstwa, czyli red. red. Warzechy, Kolonki i Rachonia na tych łamach świadczy, że nawet w SO po wyborach idzie nowe…
Drogi Panie, dysponuje kopiami elektronicznymi z Panskich pism, także wpisow facebookowych. Tego samego domaga sie Pan ws. roznic tekstu w kolejnych dodrukach Non-fiction. Moge przeslac na priva zainteresowanym 🙂 co do reszty Panskiego tekstu – ostrosc ataku odpowiada Pana inwektywom, sorry. Przywolywanie jakichs nazwisk prawicowych dziennikarzy, inwektyw, ktorymi Pana obrzucal kto inny… Coz, mialem chyba racje co do Pana talentow polemicznych… Panski kolega grozi sadem Pani Glensk, Pan pietnuje SO za wpuszczenie krytycznego glosu – gratuluje wspolnoty metod