ECHA WYDARZEŃ: Dziatwa znów poszła do szkół! Dziatwa – kto jeszcze wyraża się tak staroświecko?
Dziś panuje dyskusja o 6-latkch. Doktrynalna, programowa, jakże napuszenie mądra. Za mojego czasu dyskusji chyba nie było, za to… maturę osiągnąłem jako 17-latek. Aga Osiecka była jeszcze kilka miesięcy młodsza, podobno o tym, że tak młodo może zacząć studia na UW decydować miała adnotacja na podaniu do ministerstwa. Podobno…
W ogóle gadania to mamy w nadmiarze. I udawania odkrywczości. Także w dziale styku: szkoła – wychowanie fizyczne – sport. Teraz urzędowo dokonano odkrycia, że pod względem sprawności dzieci mamy tak różne, iż wf wtedy dopiero będzie wf-em, jeśli system ocen tę prawdę uwzględni. I żadne tam normy, że na dobrą ocenę trzeba setkę pokonać w tyle sekund, wykonać bezbłędnie skok zwany tygrysim, poprawić wyskok dosiężny do poziomu „x” i tak dalej. Chodzi nie o wynik, ale o uczestnictwo. Każdy na miarę swoich możliwości, ale każdy.
Bez zwolnień wypłakanych u rodziców. Którzy – sami już dotknięci wf-em złym oraz archaicznym – pociechom za łatwo (brakiem wiedzy, co czynią) – sprzyjają… Czyli – wf, jako sport dla każdego. Ale – obowiązkowy…
Każdy przejaw wyżu zainteresowania sprawą witam życzliwie. Ten, więc – także. Refleksji jednak nie odgonię. Bo widzę tendencję odkrywania Ameryki, która już dawno została odkryta. Toż dobrzy nauczyciele wychowania fizycznego różnych dawnych czasów (nie tylko magistrowie wf, lecz np. przyuczeni łacinnicy, jak mój, p. Tupalski)) zawsze wiedzieli, że nie odgórny program decyduje o jakości zajęć oraz ich atrakcyjności, lecz wiedza, nos oraz inicjatywa pedagoga. I tak właśnie postępowali… jak teraz następcy mają robić, bo MEN przykazuje.
Znam przykład wuefisty, który – gdy nastała moda aerobiku, przekształcił to w lekcję; na starym magnetofonie – muzyka, pod muzykę – ćwiczenia. Nikt nie przynosił zwolnienia, były prośby o powtórkę, „po lekcjach”… I gdy tamten czas wspominam, sam siebie pytam, czy obecny „szum ministerialny” jest na tyle szczery, że spowoduje wzrost liczby prawdziwych wuefistów, i takich będzie premiował, czy też tylko „stawianie stopni” będzie wyglądało inaczej?
Chcę wierzyć w impuls nowoczesności oraz wyobraźni. Że np. celem będzie nie przepłynięcie 100 metrów w określonym czasie, lecz przepłynięcie „w ogóle” – tzw. karta pływacka niech nie będzie normą, która paraliżuje. Dla każdego ucznia. Jeśli już tyle basenów wybudowaliśmy i tyle szkół dzieciaki na wf tam posyła…
Chcę też uwierzyć, że równocześnie wróci się do porządnego sportu szkolnego w obowiązkowym programie edukacyjnym, ale w ramach zajęć dobrowolnych i pozalekcyjnych. Dla tych, którzy mogą i chcą być sportowo lepsi w gronie podobnych rówieśników. Gdzie już są – trening, szkolenie, zawody…
Jakoś nie słyszę o wiązaniu obu działów w system, a kiedyś się o to bardzo starano… Z różnym powodzeniem, ale jednak.
Pieniądze za wyniki – temat wciąż wraca. Nie dziwota, bo jeśli słusznie uznano, że od pewnego punktu karier zawodniczych sport ma naturalne prawo stania się zawodem – to i kasa jest naturalna. Nie pod przysłowiowym stołem (jak bywało, gdy cały świat oszukiwał zgodnie tzw. paragraf 26 Karty Olimpijskiej), lecz na stole. Nie udawany sztygar, lecz prawdziwy mistrz prawdziwego sportu. Który „inwestuje” siebie, i chce z tego żyć możliwie najlepiej. Tyle za to, tyle za tamto. Medal, rekord, życiówka; wygrana, remis itd.…
Zdrowiej, gdy się o tym mówi, gdy wie fiskus, mniej zdrowo, gdy… Znaki zapytania nie przestały istnieć wraz z uświęceniem profesjonalizmu. Bo system dotowania – budżetowego, samorządowego, sponsorskiego itp. jest jednak różny w różnych sportach. Taki futbol jak był tak jest i będzie na szczególnych prawach (sumami szokuje i na mój gust już sam sobie tym szkody nieść dawno zaczął); tenis operuje kwotami, które innym tylko się jawią w snach, mistrzyni nart bywa figurą wielomilionową, idol skakania łatwo staje się „słupem reklamowym” itp.
Nie ma, i nie będzie jednej normy dla wszystkich, bo „teatr sportowy” różne ma sceny… Różna jest nośność reklamowa, różna widownia, różny odbiór…
Nawiasem, niektórzy część własnej kasy przeznaczają na swoją sportową „spółkę z oo” (popytajcie świat tenisowy, albo pannę Justynę), inni będą „ na garnuszku”. I federacje międzynarodowe też miewają różne priorytety. I kasy – wspólnego mianownika nigdy nie będzie…
Dlaczego mnie naszło? Bo czytam m.in. o premiach dla lekkoatletów, którzy pięknie, na „biało – czerwono” pokolorowali nam ostatnio mistrzostwa świata. Gdyby przydarzyło się to piłkarzom…
Co dała IAAF (taka lekkoatletyczna FIFA)? „Polscy lekkoatleci zarobili w mistrzostwach świata w Pekinie – w przeliczeniu na złotówki – ponad 1,1 miliona „W ekipie najbardziej wzbogacili się złoci medaliści – Anita Włodarczyk i Paweł Fajdek (rzut młotem) oraz Piotr Małachowski (dysk). Wszyscy otrzymają czeki po 60 tys. dolarów… Srebrny medal, czyli ten, który wywalczył Adam Kszczot (RKS Łódź) w biegu na 800 m, wyceniony został na 30 tys. dolarów. Z kolei brązowe – tyczkarzy Pawła Wojciechowskiego (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL) i Piotra Liska (OSOT Szczecin) oraz dyskobola Roberta Urbanka (MKS Aleksandrów Łódzki) i młociarza Wojciecha Nowickiego (Podlasie Białystok) – na 20 tys. dolarów.”
Na marginesie: „Włodarczyk była bliska poprawienia własnego rekordu świata. Rzuciła młotem 80,85, czyli o 23 centymetry mniej niż jej rekordowy wynik z Władysławowa (1 sierpnia). Gdyby jej się udało, to wówczas otrzymałaby dodatkową nagrodę w wysokości 100 tys. dolarów”. Czyli – rekord przyszedł… za wcześnie. Finansowo.
„Czeki z IAAF otrzymają także: czwarta w skoku wzwyż Kamila Lićwinko (Podlasie Białystok) – 15 tys. dolarów; szósty w pchnięciu kulą Tomasz Majewski – 6 tys.; siódma na 800 m Joanna Jóźwik (oboje AZS AWF Warszawa) i także siódmy na 400 m przez płotki Patryk Dobek – po 5 tys. oraz ósma na 1500 m Angelika Cichocka (oboje SKLA Sopot) – 4 tys. dolarów. …”
Dalej:„Polscy reprezentanci dostaną dodatkowo premie z Ministerstwa Turystyki i Sportu. 200 tysięcy złotych premii przewidziano dla mistrzów, 150 tysięcy dla wicemistrzów, 100 tysięcy dla brązowych medalistów. Oprócz tego są jeszcze stypendia i specjalne nagrody ministra sportu….”
I tak dalej i tak dalej. W pewnym sensie – materialnie też złote to były mistrzostwa… Ale porównać się z tuzem futbolu – z jego kasą solową to nawet zespół la równać się nie może… Tak to już jest w sporcie. Demokracja – demokracją, a sprawiedliwość itd… A teraz? Teraz czekam na mecz piłkarzy z Niemcami, o punkty…
Andrzej Lewandowski

