jestem od jakiegoś czasu u rodziny w gdańsku. zanurzony w codzienność polskiego blokowiska, nierozpoznawalnie wtopiony w tłum, oglądam rzeczywistość bez makijażu, na który skazani są cudzoziemcy.
tłum, którego jestem cząstką, małym ziarenkiem, jest jednorodny etnicznie – żadnych bardzo piwnych oczu, o których pisze anna izabela nowak. oczy słowianek, są niebieskie i zimne z przerażenia. modre oczy, wlepione w telewizyjny ekran, i uszy słuchające wymądrzających się polityków. przełykacze telewizyjnych mądrości są wystraszeni coraz bliższą perspektywą bezpowrotnego wtopienia się tych bardzo piwnych w homogenicznie słowiański tłum.
jak dotąd politycy zachowują się dzielnie. premier kopacz zapewnia, że jesteśmy silni, zwarci, gotowi, że jej ukochane błękitnookie siostry i bracia tych sióstr są bezpieczni. to samo mówił rydz- śmigły w pamiętnym wrześniu sprzed lat – silni zwarci, gotowi. zapewnienia pani premier wywołują natrętne wspomnienie słów: nie oddamy ani guzika.
te zostały już jednak odcięte od żakietów niebieskookich słowianek. pierwszą reakcją na falę uchodźców u bram europy było zobowiązanie się do przyjęcia kilkudziesięciu rodzin syryjskich chrześcijan. przeważają w nich również bardo piwne oczy, ale przynajmniej wnętrze jest w porządku. nie rzymscy to wprawdzie katolicy, ale bądź co bądź wyznawcy jezusa, a nie mahometa. ideologia polski jako przedmurza ma się dobrze…
ten spontaniczny gest podzięki za przyjęcie z ZSRR stu dwudziestu tysięcy polaków przez muzułmański iran podczas wojny nie został doceniony, choć obejmowała ona również reakcję krajów europejskich na wprowadzenie stanu wojennego.
w moim kraju osiedlenia, danii, 13 grudnia zastał wielu polaków. kopenhaskie autobusy jeździły po mieście z hasłem na karoserii „polska – sąsiad w potrzebie” organizacje społeczne, samorządy i prywatne osoby zabrały sie natychmiast do organizowania pomocy humanitarnej. parlament podjął jednomyślną niemal uchwałę, na mocy której polacy otrzymali prawo do pomocy społecznej na równi z obywatelami danii. podobnie zachowywała się francja i inne kraje europejskie. nic więc dziwnego, że rząd polski, wbrew nastrojom społecznym (bo przedtem obywatelom uporczywie wbijano do głowy, że polska jest najważniejsza), poczuł sie zobligowany do poczynienia jakiegoś gestu solidarności z obleganą przez uchodźców europą. ta jednak nie doceniła tego odruchu serca i domaga się od nas większego udziału w rozwiązaniu problemu, przed którym stoi nasz bezpieczny dotąd i zamożny kontynent.
europa, jaka marzy się tłumowi niebieskookich słowian, bezpowrotnie przestała istnieć. mniejszość muzułmańska w krajach europejskich jest źródłem wielu kłopotów, ale odgradzanie się, wnoszenie muru, tak jak to zrobili węgrzy, nie rozwiązuje problemów, bo islamofobia sama jest problemem.
publicyści politycy przytaczają na wyprzódki argumenty, które już w początkach obecnego tysiąclecia można było wyczytać u oriany fallaci w jej ostatniej książce przed śmiercią „wściekłość i duma” („la rabbia e l’orgoglio”) tyle tylko, że nie mają oni swady autorki. nośność intelektualna książki oriany fallaci jest tego typu, że gdyby zamiast muzułmanów obrała żydów za temat, mogłaby się doczekać nagrody z rąk goebbelsa.
odarta ze swady i temperamentu argumentacja włoskiej pisarki, powtarzana przez krajowych polityków reprezentuje już tylko intelektualną miałkość i emocjonalną atrofię.
nadchodzące lata nie będą łatwe, ale w ciągu mego życia nasłuchałem się już do woli przepowiedni na temat nadciągającej apokalipsy. w ostatnich latach przed przyjęciem polski do UE duńscy lewacy straszyli swych ziomków widmem 20 milionów polaków, którzy zaleją duński rynek pracy i doprowadzą duńczyków do nędzy.
do ameryki napływały w ciągu ostatnich dwóch stuleci liczące miliony ludzi fale imigrantów. były one wchłaniane powoli i opornie. segregacja rasowa nie była jedynym problemem. ameryka zazdrośnie strzegła supremacji WASP-ów (white anglo-saxon protestants) w wielu dziedzinach życia. kennedy był pierwszym katolikiem, któremu udało się się zostać prezydentem. w czasach obamy w białym domu nie trzeba nawet wspominać jak zmieniła się sytuacja.
również w europie wielu imigrantów zdołało osiągnąć wysoką pozycję, choć do całkowitego równouprawnienia jest jeszcze bardzo daleko. ci którzy wspięli się wysoko po szczeblach drabiny, zawdzięczają to swym ponadprzeciętnym zdolnościom. o prawdziwie egalitarnym społeczeństwie można będzie mówić dopiero wówczas, gdy głupi przybysz będzie miał szanse robienia kariery na równi z rdzennymi mieszkańcami kraju.
kiedy w latach 70. pracowałem w „dansk flygtningehjaelp” („duńskiej radzie pomocy uchodźcom”) sformułowałem bardzo popularną wśród kolegów z pracy „doktrynę gurfinkla” – jeżeli jakiś uchodźca spełnia nawet kryteria do przyznania mu azylu w myśl przepisów konwencji NZ z 1951 roku, to ze względów humanitarnych należy wydalić go bezzwłocznie z terytorium danii.
dziś, z perspektywy czasu mogę zmodyfikować swą niegdysiejszą doktrynę – apokalipsą nie będzie napływ uchodźców. prawdziwa apokalipsa już się dokonała i jest nią odgradzanie się europy od uchodźców i zamienianie jej w obóz warowny.
natan gurfinkiel



A czemu się dziwisz? Nie da się porównać ani emigracji polskiej, ani jakiejkolwiek innej z imigrantami z innego kręgu kulturowego, co zawsze wzbudza niepokój. Społeczeństwa nie składają się z intelektualistów, nie licz więc na bardzo przemyślane reakcje, szczególnie w dobie internetu, z którego jak na razie przeciwnicy fali imigracyjnej potrafią korzystać skuteczniej. Tzw. zwykły człowiek ceni sobie spokój, pewność, a choćby tylko przewidywalność. W tym przypadku nie mają żadnego z tych czynników, więc reagują odruchami samoobronnymi.
Żadne dotychczasowe porównania nie zdadzą się na nic. Nikt z nas tak naprawdę nie wie, co będzie dalej. Jak u Breughla – prowadzi ślepy kulawego. Rób swoje, tłumacz, wyjaśniaj, ale nie dziw się niczemu. Jeśli ja, który szuka, czyta, słucha i zbiera informacje nie mam pojęcia z czym mam do czynienia, to czego chcieć od ludzi, którzy na to wszystko nie mają zwyczajnie czasu?
Jeśli ja, który szuka, czyta, słucha i zbiera informacje nie mam pojęcia z czym mam do czynienia, to czego chcieć od ludzi, którzy na to wszystko nie mają zwyczajnie czasu?
…………………………
no właśnie…
jurku, dżentelmen w moim stadium młodości mało czemu już się dziwi, a też rzadko ma ambicje zbawiania świata, rozumiem więc, że twe uwagi bardziej biorą siȩ z naukowego imperatywu kronikarza, aniżeli z tego co napisałem.
moje postępowanie jest dość podobne. odnotowuję plemienne zachowania polaków jako nacji – z dziennikarskiego obowiązku opisywacza. można z tego wysnuć wniosek, że jako nacja zachowujemy się haniebnie wobec uchodźców, ale wielu ludzi rozpiera duma z powodu takiego właśnie zachowania i partia, która teraz prze do władzy zbija na tym kapitał polityczny.
hasło „polska jest najważniejsza” nigdy mi się nie podobało, bo za bardzo przypomina „deutschland über alles”. niemcy potrafili się z niego otrząsnąć, my wciąż tkwimy na etapie plemiennym.
BM: Mój (wycięty?) komentarz był może jak dla tej rubryki zbyt osobisty i emocjonalny? O.K.
Ale nie ulega wątpliwości, że mamy (podobnie jak w przypadku Ulbrichta i narastającej lawinowo fali uchodźców z socjalistycznego raju) z procesem w którym jest sprzężenie dodatnie o nieznanych współczynnikach. Więc wymyka się spod kontroli. Kilku zbliżonych do szefów europejskich państw już przyznało, że to „przekroczyło ich oczekiwania”. Będzie przekraczało co i raz, coraz bardziej stromo. Blokowanie rzeczowej informacji na temat rozmiarów nie jest wynikiem „politycznej poprawności”. To jest, teraz, polityków przestrach, że wywołają kryzys zaufania do nich samych. U nas, odwrotnie, jest do przewidzenia, kto spróbuje w tym zamieszaniu zmobilizować dla wyborczego poparcia rodzimych ksenofobów.
NG: Tak dla porządku, tych 150 000, co ich przyjęli przyjaźni tym Nasranim (po ichniemu – Chrześcijanie) Irańczycy, to kiepski przykład. Po pierwsze – nie przyjęli, tylko wpuścili. Do kraju przydepniętego wojskowym butem Rosji i W. Brytanii, więc nie mieli nic do gadania. Po drugie, nie musieli ich brać na swoje utrzymanie – to załatwiali alianci.
@gurnatko, może i plemiennym, ale ta fala trafiła nas w złym momencie (tak jakby kiedyś był dobry moment). Na razie nasze plemię celebruje odzyskaną wolność i dlatego hasła typu „Polska jest najważniejsza” trafiają do serc i umysłów.
Druga sprawa to to co pisze Andrzej. Skala tego co się dzieje jest poza wszelkim wyobrażeniem. Gdyby przyjechało 10 – 20 rodzin i nasi rodacy ich chcieli usuwać, pierwszy bym ich nazwał ksenofobami i jeszcze gorzej. Ale przy takim exodusie ludzi zaczyna ogarniać zwyczajny, ludzki strach, a na niego nie ma sposobu. Nic tu rozumem nie zdziałasz. To nie ma nic wspólnego z rasizmem, ksenofobią, parafiańszczyzna itd. Zobacz relacje z Lesbos. To jest STRACH. Strach blokuje wszystko, a jak dodasz do tego paru łajdaków, którzy potrafią go wykorzystać, to nie widzę tego wszystkiego w różowych barwach.
Z ostatniej chwili z Niemiec. Gdzie popyt, tam podaż: niemiecka policja przechwyciła w piątek kilkaset podrobionych syryjskich paszportów blanco. Bo Merkel ogłosiła, że będzie przyjmować tylko tych co muszą rzucać się przez morze z obszarów wojen, a nie tych bałkańców i azjatów, co tylko chcą mieć niemiecki socjal. Ani tych z Maroka i Burkina Faso. Orban zaakceptował z ulgą fakt, że nie jest krajem docelowym, tylko tranzytowym i ogłasza, że to nie jego problem, tylko tych Europejców, co razem z Amerykanami to wszystko wywołali. Jobik z nim, dzięki Bogu przyhamował trochę przepływ, co oczywiście oburza naszych humanitarnych, bo oni tam w nieludzkich warunkach cierpią na dworcach wiedeńskich i innych, zamiast w Monachium i Berlinie, gdzie byłoby to samo, gdyby ich wpuścić jednocześnie.
@j.Luk; A. Goryński – zachowania, o których jak jeden mąż rozprawiamy całą trójką można, a nawet trzeba starać się zrozumieć, ale usprawiedliwić ich nie da się w żaden sposób – jeżeli nadal chcemy spoglądać na siebie w lustro bez obrzydzenia.
rasista jest rasistą niezależnie od tego czy jest nim ze strachu, czy z pychy i wyniosłości.