2015-09-15.
ECHA WYDARZEŃ: Memoriał Kamili Skolimowskiej. Najlepszy, bo bardzo naturalny wyraz pamięci o wielkiej mistrzyni (n/z), która odeszła tak wcześnie, i w dramatycznych okolicznościach. Szczera i głęboka pamięć koleżanek i kolegów, którzy stawiają się tłumnie na arenie zawodów, to coś jeszcze wymowniejszego od słów oraz pomników…
Do tego ponad 18 tysięcy (płatnych, z biletami?) widzów biorę za dowód, że stolica nie dała się odzwyczaić od lekkiej atletyki. Co jest zarazem wieścią sercu miłą, ale także… zobowiązaniem. Żeby częściej…
Zawody zamknęły dobry sezon. Dla wielu straszliwie pracowity. Zawodowe uprawianie sportu to nie tylko radosna zabawa oraz łatwo przychodzące tworzenie widowisk dla trybun.. Ze startu – na start, z samolotu – na zawody i znów do samolotu. Jak Paweł Fajdek, który na „Narodowy” przybiegł wprost z lotniska, a potem rozgrzewką popędzał czas. By później machnąć prawie 82 metry, wygrać kolejne zawody, tak znów zdystansować rywali wypoczętych i wyświeżonych, że tylko wypadało im klaskać arcymistrzowi młota… On był w tym sezonie nauczycielem… Jak Anita Włodarczyk, znów też zwycięska, choć smutna, że rekordu świata w tych zawodach nie pobiła… Fajny to smutek, gdy człowiek już ma rekord a chce go jeszcze szybko wyśrubować, prawda? Jak Piotr Małachowski, lider światowego rzucania dyskiem, jak inni….
Dużo w sezonie trzeba było wydatkować energii, ale że rok przedolimpijski gra się nie tylko o zawody i zaszczyty oraz premie, także o pozycję wyjściową w Igrzyskach. Rywale zobaczyli z kim przyjemność, a to wprawdzie ich też dopinguje, bo sportową złość wzmaga, lecz też na swój sposób obezwładnia. Relaks, wolniejsze ładowanie akumulatorów, odnowa medyczna… Kto zna sport – wie, że bezruchu na leżaku to nie oznacza. Może mniej ton przerzucanego żelastwa, wolniej, spokojniej, ale na tym poziomie zaangażowania w sport, czas wypoczynku jest także na swój sposób pracowity… Może pobudka trochę później…
Głupia sprawa. Koszykarze wygrali w mistrzostwach Europy parę spotkań, przegrali szansę awansu dopiero w meczu z Hiszpanami. Ponieważ Hiszpanów od lat mam za czołówkę czołówki, a wcześniejsze wygrane też wydały się wartościowe – myślałem, że przyjdzie dzielić zadowolenie oraz nadzieję. Zadowolenie – że jednak z reprezentacją jakby jest lepiej niż długimi laty; nadzieję – że wprawdzie szansa olimpijska umknęła, to przyczółek jest. Nie tylko biadolenie, że „za Zagórskiego” to była prawdziwa koszykówka, prawdziwy związek fachowców, a teraz…
I co? Czytam recenzje tęższych fachowców, z Andrzejem Pstrokońskim na czele (długo grywał w reprezentacji, ma też papiery trenerskie) i… dowiaduję się, ze: Hiszpania w obrazie tego turnieju nie taka jak myślałem – w tym personalnie; nasza koncepcja grania wciąż archaiczna, i w ogóle – dobrze to nie było, a być powinno. „Szansa była, ale się zmyła”.. Do tego związek ponoć kulawy i tak dalej. Gdzie racja? Wolałbym tę optymistyczną, ale… po lekturze różowych okularów jeszcze nie zakładam…
Z siatkarzami sprawa ma się jaśniej. Grają w Pucharze Świata jak z nut. Ściślej – jak mistrzom globu przystało. Wygrywają, nawet, jeśli po meczu swoje granie oceniają krytycznie; zwyciężają – nawet jeśli przegrywali 0:2. Klasa sportowa, pewność siebie i pokora; zlepione w drużynę. Podoba mi się!
Rafał Majka sprawił sobie prezent na 26 urodziny – jest podium (trzeci) w hiszpańskiej Vuelcie! ”Majka wyrównał osiągnięcie Zenona Jaskuły, który w 1993 roku był trzeci w innym z trzech wielkich wyścigów – Tour de France” – przypominają komentatorzy. 12 sekund od drugiego miejsca, a najważniejsze, że o podium wojował do końca.
Fachowcy zachwycają się też, że pan Rafał posiadł umiejętność bardzo szybkiej regeneracji, co w wyścigach etapowych jest ogromnie ważne. Żeby się umieć „wyjechać do dna”, a następnego dnia stawać na starcie jako „świeżak”. Gotowy do natarcia.
Pamiętam z Wyścigu Pokoju wiele takich scen – na mecie na oko bezsilny, ale jako zwycięzca, nazajutrz znów wojownik… Ma znów nasze kolarstwo mocnych liderów – Majka, Michał Kwiatkowski, jeszcze kilku jadących tymi śladami. Ciekawe będą mistrzostwa świata!
Gesty. Cenię w sporcie wynik, ale cenię też gesty. Jak wspomniane w pierwszej części koleżeństwo, które nakazuje zmęczonym przecież sezonem tuzom la brać udział w zawodach odświeżających pamięć o Koleżance. Jak boiskowa decyzja wyznaczonych do wykonywania „ jedenastki”, by przekazać szansę p. Błaszczykowskiemu – wrócił do reprezentacji, niech się upewni, że jest nam potrzebny. Jak prośba p. Gortata do trenera, by go nie wprowadzał na boisko, gdy koledzy bez asa z NBA grają akurat świetnie i wygrywają…
…Bez futbolu – nie ma sportu, więc… Czekam, kto mnie i środowisku piłkarskiemu wreszcie powie: jak to jest, że nawet drużyny „delegowane” do rozgrywek europejskich mają tak mało energii, że już nie wystarcza na rozgrywki krajowe? Co z Legią, jeszcze bardziej – co z Lechem? Aż głupio.
Czytam wspomnienie posła – ekspiłkarza – menadżera Cezarego Kucharskiego. „Trafiłem do Legii mając 23 lata, wróciłem ze szwajcarskiego Aarau i doznałem… szoku kulturowego. Jeśli idzie o prowadzenie się piłkarzy, długo nie byłem w stanie wielu kwestii zrozumieć.” I tak dalej. Z tezą np., że gdyby wtedy piłkarz WK – dziś zadowolony ze swojej kariery …”miał podejście takie jak Robert Lewandowski, to biorąc pod uwagę skalę talentu, grałby może w podobnych klubach jak Lewy. A nigdy nawet nie zbliżył się do podobnego poziomu…”
Może dzisiejszy profesjonalizm klubowy mamy już bez reszty inny, niż sygnalizowany wspomnieniem; pewnie jest zupełnie inaczej, ale suma wydarzeń sportowych wciąż każe szukać odpowiedzi na pytanie: jak zdecydowanie wyjść z dołka?
Andrzej Lewandowski


