beacie n.
dostałem wczoraj mail od naszej (mojej córki i mojej) przyjaciółki z krakowa: czytam twoje felietony, niestety się zgadzam i rozumiem, co piszesz.
żeby cię wyrwać z odmętów politycznej brzydoty i głupoty kompatriotów, takie oto miejsce gdzie słowo polskie brzmi pięknie, muzyka wychodzi na człowieka a teatr jest tylko na scenie…
do maila dołączony jest link z adresem NINATEKA.PL (teatr, kino, sala koncertowa, galeria sztuki znajdziecie tu wszystko to, z czego składa się współczesna kultura audiowizualna).
życzliwa ludziom i chłonąca piękno przyjaciółka nasza po wielu latach spędzonych we francji, dokąd wyjechała w czasie stanu wojennego wróciła do rodzinnego miasta. pełna nadziei ma to, że w przyjaznym otoczeniu ludzi, których rozumie i którzy sami rozumieją ją w pół słowa, będzie mogła mogła tu mieszkać wraz z trójką swych dorastających dzieci. dziś dorosłe już dzieci rozproszone są po świecie, najmłodsza latorośl studiuje w dublinie, a ona sama coraz bardziej uświadamia sobie, że nie tak miała wyglądać polska jej marzeń…
ach, beato cudna, przeczytałem ponownie (po wielu latach) najbardziej chyba skandalizującą książkę międzywojnia (karol zbyszewski – „niemcewicz od przodu i z tyłu”) i nic już nie przeraża, ani nawet nie dziwi. może z wyjątkiem powtarzanego jak mantra utyskiwania na to, że pewien znany polityk podzielił polaków…
sytuację w kompatriotii najlepiej oddaje zasłyszana ostatnio w nowym jorku opowiastka o tym jak to żydzi z pewnej synagogi pożarli się o to, czy powinni zwlekać swe dupska z ławek podczas odmawiania „i niech t” („słuchaj Izraelu” – jedna z ważniejszych modlitw) jedni bowiem wstawali, a inni nadal pławili się w dupnym komforcie. doszło do tego, że nie było już grupy trzymającej słuszność, a synagoga, w której przecież przechowuje się arkę przymierza, stała się miejscem obżydliwych awantur.
gdy pewnego dnia przedstawiciele obu wysokich awanturujących się stron przyszli do rabina, by rozstrzygnął spór, ten wyłgał się jednak sprytnie od podejmowania decyzji. rozumiał bowiem, że nic ona nie załatwi, jakkolwiek by brzmiała.
– nie umiem tego rozstrzygnąć, powiedział. ale pójdźmy razem do założyciela naszej synagogi i niech on nam powie jaka jest tradycja, związana z szema izrael.
poszli więc do bardzo już starego rabina, który, złożony ciężką niemocą, nie wychodził już z domu.
– rebe, czy jest tradycją, że w czasie odmawiania szema izrael siedzi się w ławce?
– nie, to nie jest tradycja
-to znaczy, że trzeba słuchać szema na stojąco?
– to też nie jest tradycja
– rebe, ale przecież jak żadne z rozwiązań nie jest utrwalone tradycją, to żydzi będą bez przerwy kłócili się w synagodze!
– i to właśnie jest tradycja!
natan gurfinkiel



Podzielam zainteresowanie tą lekturą. Najciekawsza dysertacja doktorska wszechczasów 🙂
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/zbyszewski.jpg