Pan Prezydent zawetował ustawę mającą zakazać prywatyzowanie terenów leśnych. Oświadczył, że powodem jego decyzji jest zapis, mówiący o możliwości przekazania części terenów leśnych na cele publiczne, co ponoć ma być furtką do ich prywatyzacji. Cytując klasyka, jest pewna oczywista oczywistość, że cele publiczne to nie cele prywatne. Chodzi o możliwość przekazania terenu pod budowę linii energetycznej, drogi, linii kolejowej itp. Z prywatyzacją ma to tyle wspólnego, co działanie Pana Prezydenta z uczciwością.
Przypomnę, co pisaliśmy na ten temat w Raporcie Gęgaczy:
>>Nikt prywatyzacji lasów nie planował. PiS wymyślił nie istniejące zagrożenie, po to by udawać obrońcę rzekomego dobra narodowego.
Zwróćmy uwagę na wyjątkową metodę tego oszustwa:
- PiS zaczyna okłamywać obywateli, że rząd chce prywatyzować państwową własność terenów leśnych;
- Przejęci, okłamani ludzie, zaczynają składać podpisy pod organizowanym przez PiS wnioskiem o referendum w obronie państwowej własności lasów;
- Okłamani wyborcy głosują przeciw Bronisławowi Komorowskiemu, „bo będzie sprzedawał lasy”;
- Zwycięski nowy prezydent Andrzej Duda ogłasza, że składa wniosek o referendum przeciw prywatyzacji lasów;
- Wniosek o referendum nie zawiera jednak pytania o prywatyzację lasów lecz o „utrzymanie dotychczasowego systemu” przedsiębiorstwa, które lasami zarządza;
- Okłamani ludzie gotowi są za tym zagłosować, bo pytanie jest tak pokrętnie sformułowane, że większość wyborców nie rozumie różnicy i myśli, że broni lasów a nie bizantyjskich przywilejów grypy ludzi, którzy lasami rządzą (bo na tym, polega właśnie „utrzymanie dotychczasowego systemu” przedsiębiorstwa Lasy Państwowe);
- Senat odrzuca wniosek o referendum, bo jest niekonstytucyjny, oszukańczy i bez sensu;
- Beata Szydło występuje w telewizji i mówi, że PO i Senat „zlekceważyły podpisy milionów wyborców”. Tym czasem żadne „miliony wyborców” nie wnioskowały o to by urzędnicy państwowego przedsiębiorstwa mogli zarabiać po 18 tysięcy i więcej i mogli kupować leśniczówki za 6 tysięcy złotych, a wnioskowane referendum nie zawierało w ogóle pytania o własność terenów leśnych. Dzień później Jarosław Selin kłamie w TVN24, że rząd jednak chciał prywatyzować lasy, bo chciał, by Przedsiębiorstwo Lasy Państwowe, jako przedsiębiorstwo będące własnością państwa, wpłacało część swoich zysków do skarbu państwa. Co ma wpłacanie części zysków właścicielowi (państwowemu) do prywatyzacji? Rozumowanie karkołomne: skoro państwo chce na lasach zarabiać, to znaczy, że chce je sprywatyzować (!?). To rozumowanie przekracza wszelkie granice absurdu.
A na koniec najsmakowitszy kąsek tego wątku: „utrzymanie dotychczasowego systemu” oznacza, że przedsiębiorstwo Lasy Państwowe MOŻE bez przeszkód SPRZEDAWAĆ LASY! Właśnie tak. Zgodnie z prawem wystarczy, że nadleśnictwo jakiś las „uzna za nieprzydatny” i już. Kryteria tego „uznania” są, jakże by inaczej, uznaniowe. A więc tak naprawdę, gdyby doszło do tego referendum, zmanipulowani ludzie glosowali by ZA sprzedawaniem państwowych lasów, myśląc, że glosują PRZECIW niemu. Doprawdy nieźle to sobie PiS i Andrzej Duda wymyślili.<<
Obecnie do tej gry w zielone doszły nowe elementy: Najpierw rząd PO zgłosił poprawkę do konstytucji zakazującą prywatyzacji lasów. PiS głosował przeciw i poprawka nie przeszła. Następnie Sejm uchwalił ustawę zakazującą prywatyzacji lasów. Obecnie Prezydent Andrzej Duda ją zawetował. Pozostał więc następujący stan prawny – leśnicy mogą, jak dotąd, bez problemu sprzedawać komu chcą działki i inne nieruchomości leśne. Mogą też nabywać po preferencyjnych cenach nieruchomości leśne (także lasy), a następnie po paru latach sprzedawać po wyższych cenach. Jeden z moich rozmówców zdradził mi „patent”, jak to robić. W Przedsiębiorstwie Lasy Państwowe, „przydatność” działek leśnych rozumiana jest jako możliwość pozyskiwania tarcicy, czyli wyrębu. Należy więc dokonać wyrębu na znacznej części działki, na tej podstawie uznać ją za „nie przydatną” (bo już nie ma czego rąbać) i wówczas, zgodnie z ustawą, wolno ją sprzedać. Jak na razie jest to jedyna „prywatyzacja” lasów, bo innej nikt robić nie zamierzał.
Pan Prezydent zapewne, zgodnie z obietnicą, zarządzi referendum, w którym (zgadnijcie) zada pytanie o co? Czy o tereny leśne, czy o zachowanie uprzywilejowanego statusu przedsiębiorstwa? Zresztą nie ma to większego znaczenia, bo referendum najprawdopodobniej będzie nieważne. I tą metodą, i wilk syty i owca zjedzona.
Na koniec tego wątku, pragnę zaznaczyć, że niezależnie od opisanego tu przekrętu, uważam wszelkie zakazy prywatyzacji czegokolwiek za głupie i szkodliwe, z wyjątkiem prywatyzacji wojska, policji, służb specjalnych, prokuratur i sądów, ale akurat te instytucje Jarosław Kaczyński sprywatyzuje bardzo chętnie. Sobie. W końcu prywatną partię i prywatnego prezydenta już ma, a za miesiąc będzie miał i prywatny rząd.
I z tym optymistycznym akcentem czytelników pozdrawiam. Gra w zielone trwa.
Krzysztof Łoziński



„Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”.
Po chwili (w odpowiedzi na reakcję posłów) słowa te zostały sprostowane: „… że białe jest czarne, a czarne jest białe”. Później jednak: „Nie przekonają nas zresztą i w tym pierwszym względzie”.
Źródło: exposé, 19 lipca 2006 r.
*
I trochę optymizmu:
„Chciałem rządzić, już gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu”.
Źródło: wywiad dla „Wprost”, 15 stycznia 2007 r.
Toć wiadomo było, że D**a będzie wetował wszystko co pochodzi od tego sejmu. Jakaś rewelacja? Myślę, że nikt w prezydenturze nawet nie czytał dobrze tego co przyszło, tylko poszło weto z automatu. Z innymi ustawami przecież postąpił podobnie. Ot, taki poziom polityki poniżej d**y.
Sensacją to będzie weto w nowym rozdaniu sejmowym. Proponuję liczyć 🙂
Prezydęt Du.a zawetował ostatnio 3 ustawy. Jedną z nich jest drobna nowelizacja ustawy o mniejszościach narodowych w kierunku zgodnym z cywilizowanym ich traktowaniem, bez żadnych przywilejów. Weto prezydenckie nie jest nawet absurdalne, jest idiotyczne. Zrażać sobie mniejszości w imię czego? Ksenofobii i szowinizmu Pisowskiego? Za przerproszeniem Du*a i jego otoczenie pracują w pocie czoła nad własnym politycznym losem. Zaszkodzić wielu środowiskom zawsze można tylko po co?
@slawek, on pewnie nie wie nawet o co dokładnie chodzi i że te rzeczy się już u nas dzieją.
http://ruslan.pecado.pl/upload2/readfile.php?file=ruslan/kart.jpg
Na całych Kaszubach ma pan tablice drogowe w dwóch językach i jakoś dotąd nikt nie płakał, że go to coś kosztuje. Chcieli to zrobili. Normalny człowiek zauważyłby, że ustawa mówi o prawie, a nie o obowiązku dwujęzyczności. Chcę, mam kasę to robię, a nie to nie.
Za trudne dla D**y.
@j.Luk – wygląda na to, że Du*a na złość PO zaszkodził bogu ducha winnym mniejszościom. W imię miłości tak wal bliźniego swego aż koszula spadnie z niego. Du***e dwujezyczność kojarzy się wyłącznie z językami od butów.