Andrzej C. Leszczyński: Władza. Krótki kurs (odrobinę aluzyjny)7 min czytania

()

arystoteles2015-12-17

Nikt, tylko my

Polityka, zgodnie z klasycznym (Arystoteles) ujęciem, jest sztuką rządzenia państwem służącą dobru wspólnemu. Władza – „możność czynna”, jak określa ją metafizyka – ma wartość wtórną, instrumentalną, można się nią dla dobra wspólnego posługiwać. Włodzimierz I. Lenin pojmuje politykę inaczej. Ma służyć w pierwszym rzędzie zdobyciu i utrzymaniu władzy – wartości wyższej, niż wartość narzędzia przydatnego do realizacji celów społecznych. W polemice z socjaldemokratą Karlem Kautskim nazywa rzecz bez ogródek: nie liczy się efekt finalny polityki, czyli wyzwolenie proletariatu, lecz jej podmiot sprawczy – musimy tego dokonać my, bolszewicy. W ten sposób dał świadectwo żądzy władzy dla niej samej. Coś podobnego wyraził kilkadziesiąt lat później Władysław Gomułka mówiąc, że raz zdobytej władzy się nie oddaje.

Władzę, która stanowi wartość samą w sobie, nazywa się zazwyczaj tyranią. Tyran o nic nie dba tak bardzo, jak o zachowanie swego statusu. Za nic ma budowanie wspólnoty, która mogłaby mu zagrozić. Arystoteles: „Należy do sposobu rządzenia tyranów, że się ludzi pobudza do wzajemnego oczerniania się i do starć; przyjaciół przeciw przyjaciołom, lub przeciw możnym, a bogatych jednych przeciw drugim; że się poddanych zubaża, aby zdobyć środki na utrzymanie straży, a nadto, by ludzie, pochłonięci dzień w dzień zajęciami, nie mieli czasu na knowania”. Zasada divide et impera (dziel i rządź) stała się z czasem socjotechnicznym środkiem stosowanym także w ustrojach, które trudno określić mianem dyktatorskich. Jednak istota tej zasady ma rodowód jak najbardziej dyktatorski. Przeciwstawianie w państwie jednych grup drugim (proletariatu – burżuazji, robotników – studentom, światłych inżynierów społecznych – ciemnemu ludowi, patriotów – genetycznym zdrajcom, narodu – zaprzedanym klikom) jest świadectwem troski nie o dobro wspólne, lecz o samą władzę.

Narzędzia służące zachowaniu władzy są opisywane zarówno w literaturze fachowej jak i w beletrystyce. Wskazuje się, że nic tak nie sprzyja zachowaniu władzy, jak rewolucyjny chaos (Ernesto Che Guevara mawiał, że rewolucja jest jak rower – jeśli nie posuwa się naprzód, to pada). Marian Massonius pisał o rewolucji bolszewickiej, że jej celem jest „[…] jak najzupełniejsze zniszczenie całego dotychczasowego składu życia. Nie tych jego składników i czynników, które z jakiegokolwiek punktu widzenia okazałyby się niepożądane, lecz jego całości. Zniszczenie tak gruntowne, aby uniemożliwiało ono zupełnie jego choćby częściowe odbudowanie, rozpylenie na drobny proszek, roztarcie na miazgę”.

Rewolucyjne przełomy to czasy demagogów. Słowo to ma w grece kilka odcieni znaczeniowych. Demos to lud, stąd pojęcie demokracji. Czasownik demagogéo mówi o zdobywaniu popularności, pociąganiu, oczarowywaniu. Demakidion zdrabnia pojęcie ludu w sposób protekcjonalny – to ludek, poczciwy, kochany ludek. Demagogía jest sztuką przewodzenia ludowi rozumianemu właśnie jako demakidion, ludek. Demagog oddziałuje na uczucia i nastroje ludku pochlebstwami, nierealnymi lecz oczekiwanymi obietnicami, wszystkim, co może być przydatne dla łatwego osiągnięcia własnych celów. Demagog jest manipulatorem. Słowo to – mówiące pierwotnie o czynności wykonywanej ręcznie – oznacza dziś przekształcanie poglądów i postaw ludzi poza ich świadomością (tzw. ręczne sterowanie). Nie ma tu nawet cienia ochlokracji, władzy tłumu (óchlos). Tłum jest tylko tworzywem ugniatanym przez demagoga.

Na czym polega skuteczność demagogów i manipulatorów, to problem odsyłający do przedmiotu ich oddziaływań, czyli do zbiorowości ludzkich. Czy manipulator wpływa na zbiorowość i formuje ją zgodnie ze swoimi zamierzeniami – czy też wydobywa i ujawnia coś, co już w zbiorowości tkwi (Michał Anioł mówił o rzeźbiarstwie, które jest odsłanianiem czegoś, co tworzywo już w sobie ma)? Jest kreatorem – czy akuszerem zachowań zbiorowych? Pytania te przypominają dyskutowaną czasami kwestię skutków wywoływanych przez alkohol. Są tacy, co twierdzą, że wódka otwiera duszę pijącego i pokazuje to wszystko, co znajduje się w jej najgłębszych otchłaniach. Inni mówią, że wódka niczego nie ujawnia, lecz pokazuje swą moc sprawczą, polegającą w tym wypadku na destrukcji normalnej do tej pory psychiki: upicie się jest psychozą. Znajoma aktorka mówi, że w jej rodzinnych stronach (Rzeszowszczyzna) zdecydowanie dominuje pierwsze podejście. Tamtejszy ojciec już podczas pierwszej wizyty upija dokładnie kandydat na zięcia, by przekonać się, jaki naprawdę jest. Można sądzić, że i w jednym i w drugim wypadku obydwie wykładnie dopełniają się wzajemnie. Wódka wywołuje zapewne to, co w zalążkowym stanie tkwi w psychice pijącego; demagog może manipulować ludźmi w stopniu określonym przez cechy, jakimi się charakteryzują. W przypadku mas są to zazwyczaj cechy sprzyjające demagogowi. Mówi o tym Zygmunt Bauman: „[…] liczne są zastępy ludzi, którzy bardzo chętnie by się zrzekli swojej wolności w zamian za to, by ktoś inny zdjął z ich barków odpowiedzialność: za to, żeby ktoś za nich decydował, żeby powiedział, co robić. Ta pokusa jest równie katastrofalna w skutkach, jak pokusa absolutnej wolności, której uległ Raskolnikow”.

Uległość wobec demagoga uznanego za autorytet można dostrzec u ludzi uchodzących za elitę intelektualną czy polityczną. Dawno temu, podczas nieoficjalnego spotkania w hotelu asystenckim w Brzeźnie, Stefan Kisielewski opowiadał, jak to będąc posłem, podczas wizyty w ZSRR, namówił swych partyjnych kolegów sejmowych do złożenia kwiatów na grobach katyńskich. Kiedy po powrocie wezwano ich do odpowiednich komitetów, tłumaczyli się, że myśleli, że to naprawdę Niemcy zabili polskich jeńców. Ciekawe, ilu dzisiejszych posłów powie kiedyś, że naprawdę wierzyli w deklarowaną przez swoich liderów dobrą zmianę.

Narkotyk

Uzależnienie od władzy bywa groźniejsze od innych uzależnień. To wyraz libido dominandi (Blaise Pascal), pragnienie dominacji, bycia uznanym, podziwianym. Alfred Adler mówi o woli mocy, która najbardziej trawi ludzi niemocnych. Z poczucia niższości i potrzeby kompensacji bierze się agresja mająca wydobywać „ku górze”. Muszę przyznać, że kiedy czytam o takiej agresję, przychodzą mi na myśl małe pieski, osobliwie ratlerki, trzęsące się z niepokoju i wiecznie ujadające. Kompensacyjna agresja widoczna jest szczególnie wyraźnie u osób niespełnionych życiowo, samotnych, nie realizujących się w innych dziedzinach. Podczas wspomnianego spotkania w hotelu asystenckim spytałem Stefana Kisielewskiego, dlaczego – poza krótkim okresem posłowania – nie chciał, pisząc przecież wciąż o polityce, czynnie jej uprawiać. Zachichotał po swojemu, po czym odpowiedział: nie musiałem, miałem swoje normalne życie. Zachodnie demokracje zwracają na to baczną uwagę: by kandydat do jakiegoś stanowiska miał swoje normalne życie. Rodzinne czy zawodowe; by osiągnął już jakiś sukces, jakieś spełnienie, finansowe, twórcze, emocjonalne itp. W przeciwnym wypadku władza mogłaby stać się jedyną racją istnienia. Wtedy, rzeczywiście, raz zdobytej władzy nie sposób oddać, to już sprawa życia i śmierci.

Nie byłoby może od rzeczy szukać jakichś głębszych asocjacji między agresywnością ratlerków i znaną teorią kurduplizmu Kisiela, który wskazywał na niski wzrost największych tyranów ludzkości jako źródło ich niezwyczajnej woli mocy. Robespierre, Napoleon, Lenin, Stalin, Putin, Pol Pot – wszyscy poniżej 170 centymetrów wzrostu. Luke Harding (wydalony z Rosji reporter „Guardiana”, autor książki Mafijne państwo Putina) mówi, że rosyjski rząd tworzą głównie niscy ludzie („premier Miedwiediew jest prawdopodobnie jednym z najniższych ludzi w całej Rosji”). Można oczywiście wskazać przykłady wysokich tyranów, takich jak prezydent Baszszar al-Asad, jednak zdecydowanie przeważają tamci. Henryk Elzenberg pisał, że złą przysługę wyświadcza człowiekowi ten, kto go chce wynieść na piedestał bogów. „Czyż taki nie wie, że aby się na piedestale nie wydać karłem, trzeba być wielkości więcej niż naturalnej”. Andrzej Wajda pokazuje w Dantonie Maksymiliana Robespierre`a (Wojciech Pszoniak) przemawiającego w Konwencie. Kamera fotografuje go przez moment z tyłu, zza mównicy, dzięki czemu widzimy coś, czego nie widzą zgromadzeni na sali: Nieprzekupny staje na palcach.

Platon zauważa w Państwie, że byłoby najlepiej dla sprawiedliwości, gdyby rządy sprawowali ci, którzy nie mają na to specjalnej ochoty.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.