Śmiejmy się, gdy nie jest do śmiechu
Motto:
Prezesie, historia ci może wybaczy,
ale u mnie masz przerąbane.
Warto sobie przypomnieć parę starych a ciągle aktualnych anegdotek i trochę literackiej klasyki, co właśnie zamierzam zrobić.
Zacznijmy od długonosych obietnic wyborczych (np. dla każdego tatusia 500 zł na każde 200 browarów).
Za czasów Gierka krążyła taka anegdotka:
Dwa tygodnie przed świętami władza ogłosiła, że każdy dostanie za darmo szynkę na święta.
Tydzień przed świętami ogłoszono, że może nie będzie to szynka, ale coś z wieprzowiny.
Dwa dni przed świętami ogłoszono, że tej wieprzowiny nie dostanie każdy, a tylko ci, co się upomną, dostaną po ryju.
Reformy – potocznie: majtki damskie, wełniane reformy – Słownik Języka Polskiego PWN
Władza wówczas też ogłosiła przywileje dla emerytów: mogą przechodzić na czerwonym świetle i kąpać się w miejscach niedozwolonych. Ustanowiono też dla nich hasło na pochody poparcia dla reform emerytalnych władzy: „popierajmy partię czynem, umierajmy przed terminem”.
Oczywiście wszystkie analogie są zupełnie przypadkowe…
W okresie stanu wojennego pojawił się na murach Warszawy ciekawy napis, zgrabnie unikający wulgaryzmu: „Junta juje”. Oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe.
A teraz przejdźmy do literackiej klasyki. Popularny ostatnio stał się Orwell, ale ja proponuję autora z kręgów cywilizacyjnych bliższych sułtanowi Sulejmanowi Karłowatemu, ze wschodu.
Był taki rosyjski pisarz Michaił Sałtykow Szczedrin, który w 1869 roku opublikował książkę „Dzieje pewnego miasta”. Miasto nazywało się Głupów, a jego mieszkańcami byli Głupowianie. Oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe.
Głupowianie ubolewali nad tym, że w Głupowie nie było władzy. Chodzili po różnych kniaziach i prosili o nadanie miastu władzy. Większość kniaziów mówiła roztropnie: „a na cholerę wam władza?”. W końcu pewien kniaź ustanowił w Głupowie władzę – horodniczego. I wszystko co się działo dalej było tego konsekwencją… Oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe.
Pierwszy horodniczy (który wcale nie miał na imię Antoni) wyprowadził w pole wojsko. Ale wieczorem zrobiło się zimno i w polu pokazały się wilki, a wojsko, poza wyjściem w pole, nie wiedziało co robić. Wówczas horodniczy wydał historyczny rozkaz: „dygotać!”. Oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe.
Nastał później horodniczy, który robił porządek. Tam, gdzie wcześniej szumiały łany pszenicy, teraz był porządek! Na skutek porządku w mieście pojawił się głód. Głupowianie wszczęli bunty, a horodniczy zrozumiał, że coś tu musi nadejść: albo zboże, albo garnizon.
Goniec na koniu pognał do Petersburga, a Głupowianie wychodzili na drogę i patrzyli. Pewnego dania na horyzoncie ukazał się tuman kurzu. „Zboże jedzie, zboże!” zakrzyknęli Głupowianie, a z tumana kurzu dobiegł głos wojskowej trąbki. To szedł garnizon.
Tak więc nie cieszcie się Głupowianie, gdy nadciąga tuman (oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe).
Był też horodniczy Pozytywka. Miał w głowie pozytywkę. Codziennie wychodził na balkon swego pałacu i mówił; „psiakrew, nie ścierpię!”. Lud wiedział, że władza jest mocna i panował spokój. Ale pozytywka zaczęła się psuć. Horodniczy coraz rzadziej wychodził na balkon i Głupowianie wszczęli bunty. Pozytywkę wysłano do naprawy do Petersburga, horodniczy znów wyszedł na balkon, wydał ukaz „o naprawie władztwa” i powiedział „psiakrew, nie ścierpię!”. Znów zapanował ład i porządek. W końcu do tego prowadzi „ustawa naprawcza”. Oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe.
A na końcu był horodniczy Benewoleński, który ułożył „Ustawę o właściwej rządcom miasta dobrotliwości”.
Zacytuję ważniejsze jej zapisy:
- niech każdy rządca miasta będzie dobrotliwy;
- skazywać, rujnować czy też w inny sposób niszczyć mieszkańców należy rozważnie, ażeby od takiego rujnowania nie zmniejszył się Imperium Rosyjskiego awantaż;
- obywatela przechodzącego mimo od razu za kołnierz chwytać i do kozy wsadzać nie należy;
- prawa należy wydawać dobre, naturze ludzkiej odpowiadające. Praw zaś sprzecznych z naturą, a zwłaszcza niejasnych i niewygodnych do wypełnienia do wiadomości publiki nie podawać:
- w czasie wystąpień publicznych i przemówień zachować na mordzie łagodny uśmiech, by nie budzić przerażenia;
- oświatę wprowadzać łagodnie, w miarę możności unikając rozlewu krwi;
- co do reszty postępować wedle uznania.
Już nie w tej książce, ale w jednym z opowiadań, prześmiewca Szczedrin podał zalecenie dla czynowników: „w nastroje władztwa wpatrywać się uważnie, zaś podszeptom zdrowego rozsądku ulegać w umiarkowanym zakresie”. Oczywiście wszelkie analogie są przypadkowe.
I na koniec jeszcze cytat z innego klasyka, z powieści Piotra Wojciechowskiego „Czaszka w czaszce”. Rozmowa dwóch Kozaków:
– I co teraz będzie – pyta młody Kozak starego.
– To co zawsze, wiosną zazieleni się step i przyjdzie nowa władza po nowej trawie.
I tym to sposobem, wszystkim przyjaciołom na Nowy Rok, nowej władzy po nowej trawie życzę.
Krzysztof Łoziński




Panie Krzysztofie, do dzisiejszej sytuacji pasuje jak ulał rosyjskie „Nowe ułożenie praw” z 1647 roku, w którym to czytamy m.in. o karach za zaczepianie cara idącego do cerkwi. Zdarzało się bowiem, że ktoś zabiegał drogę Najjaśniejszemu Panu celem wręczenia jakiejś petycji.
Otóż taki ktoś miał być karany „… wedle uznania Jego Cesarskiej Mości”.
Podobieństwo, rzecz jasna, przypadkowe.
Panie Krzysztofie, ach ta niedoceniana „czwarta władza.”
Rósł sobie w ogrodzie mały oset z gatunku cholera wi jaki.
Co poniektórzy mawiali, że to niebezpieczny chwast i podobnie jak inne należy wy..pielić. Co czyniono dość skutecznie.
Tylko ta władza czwarta krzyczała, ogród ma posiadać wszystkie roślinki, ma być różnorodność! Niech będzie! Nikomu nie szkodzi!
Popatrzcie jaki ten oset jest mały i nawet ładny.
Minęły lata i okazało się, że oset który zmienił się w olbrzymi krzew, budzi u części żyjących w ogródeczku zachwyt.
Więcej ostów, wołano! Osty też są piękne!
A nasz ostokrzew mówi, zara zara, przygarnę inne roślinki, przyda się nawóz. Ta część ogrodu to obecnie moja własność i nie widzę powodu aby nie zająć jeszcze większej połaci ziemi, wszak rosnę, podobam się, mam twarde korzenie obecnie, jak trzeba to pokłuję durnia co szarpie mnie za liście.
I mieszkańcy nabrali szacunku do tak potężnego obecnie kwiatka. Dzisiaj nikt mnie nie ruszy, nawet ekipa uzbrojonych ogrodników a najważniejsze podobam się, choćby ze względu na bezpieczne miejsce pod moimi gałęziami. Tam nic nie kłuje! Trzeba tylko schylić się wejść pod liście. Potrzebny jest nawóz, prawda?
I kto nie widział problemu tegoż „kwiatuszka?”
Czwarta władza! Która usypiała swoją pisaniną wyborców będących odżywką dla kolejnego zwycięzcy w demokratycznych wyborach.
Osty też pięknie wyglądają! Do kłucia można przywyknąć, trzeba zwyczajnie uważać..
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku…