Imponujące, trochę przerażające, zabawne3 min czytania

()

kmputer2016-05-27. W dzisiejszych czasach — zwłaszcza w tym kraju (zwrotu znienawidzonego przez tzw. patridiotów używam rzecz jasna z premedytacją) — wiadomość z dziedziny maksymalnie odległej od polityki i jakichkolwiek kwestii gospodarczych budzi zapewne zdumienie. W dodatku jest to wiadomość o dokonaniu, z którego ludzie pracy całego świata (to kolejny szymel pojęciowy, którego niegdyś używaliśmy aż do orgazmu niektórych ciotek rewolucji...) nie będą mieli nic a nic, czyli tzw. pełne gucio — w każdym razie przez najbliższe sto lat zapewne.

Przeto — z punktu widzenia autora niniejszej notki — jest to wiadomość piękna, wzniosła i godna upowszechnienia. Tym bardziej, że umoczony w nią jest „nasz człowiek” (kumpel autora sprzed ponad półwiecza, marcowy emigrant, dziś full professor w Uniwersytecie Lexington w stanie Kentucky, jeden z najwybitniejszych informatyków-teoretyków świata, czyli przemiły, dowcipny i piekielnie zdolny Witek Marek; sorry, Victor Marek).

Chodzi o dwie sprawy. Po pierwsze, o dość banalne i dokładnie niczemu nie służące pytanie matematyczne. Mianowicie, przyjmijmy, że liczby naturalne (takie jak 1, 2, …)… pokolorowaliśmy dowolnie dwoma kolorami, na przykład niebieskim i czerwonym. Weźmy teraz pod uwagę te trójki takich liczb, które są „pitagorejskie”, tzn. suma kwadratów dwóch z nich jest równa kwadratowi trzeciej. Pytanie brzmi: czy jest możliwe takie pokolorowanie  liczb naturalnych, by żadna z trójek pitagorejskich nie była tego samego koloru? Postawił je w latach osiemdziesiątych Ronald Graham, matematyk z University of California (to jest, nawiasem mówiąc, jeden z najważniejszych dla matematyków ośrodek naukowy świata; kto wie, może wręcz najważniejszy w ostatnich latach). Graham za odpowiedź na to pytanie wyznaczył — chyba wzorem polskich matematyków sprzed wojny — niewygórowaną nagrodę $ 100.

I… przez całe dziesięciolecia zagadka nie miała odpowiedzi. Teraz jest. Wspomniany Witek Marek zaprzągł do pracy potężny komputer i uzyskał rozwiązanie; kto chce wiedzieć — jakie, odsyłam do słynnego pisma Nature.

http://www.nature.com/news/two-hundred-terabyte-maths-proof-is-largest-ever-1.19990

Ale zupełnie nie chodzi o samo rozwiązanie mało istotnego w końcu problemu, mającego — powiedzmy to wyraźnie — niewielkie znaczenie poznawcze; ot, ciekawa zagadka i tyle (dodam jednak, że jej rozwiązanie jest  prostu niesłychanie dziwaczne). Ale to rozwiązanie – i to jest niesłychana sensacja — ma potworną zupełnie objętość… 200 terabajtów. To jest mniej więcej tyle, ile  zajęłaby po zdigitalizowaniu… calutka Biblioteka Kongresu USA. No i tego w żaden sposób nie da się — oczywiście — sprawdzić. W każdym razie nie da rady tego zrobić żaden człowiek na świecie.

I tu powstaje kolejny problem: na ile możemy w naszej cywilizacji zaufać maszynie?

Tak dotarliśmy do kwestii, która — przy całej swojej pozornej marginesowości — jest dla naszej cywilizacji po prostu kluczowa. A mój młodszy kolega z wydziału przeszedł do historii jako autor najdłuższego dowodu matematycznego wszystkich czasów. Fajnie, co?

Gratulacje, Witku. To nie jest nowina dobra. To jest nowina wspaniała.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.