nowy lejałt naszej witryny ma wbudowaną weń politykę historyczną, mimo że w skali państwa za nią nie przepadamy. w naszym skromnym medialnym wymiarze polega ona na zamieszczaniu obok bieżącego tekstu kilku archiwalnych — tego samego autora. w taki oto sposób trafiłem na felieton p.t. (jeszcze), napisany półtora roku temu. zdążyłem już było o nim zapomnieć i nie zajrzałbym do niego, gdyby historia nie wtargnęła tak bezceremonialnie w moje pole widzenia, bo oto jeden z moich warszawskich znajomych, zobaczywszy w modnej kopenhaskiej restauracji dziewczynę w hidżabie z czarnym chłopakiem, zapytał mnie czy dużo jeszcze mamy tych czarnych. czegoś takiego najmniej bym się spodziewał po tym miłym i bardzo inteligentnym muzyku.
rzecz traktuje zatem o islamofobii i każdej innej ksenofobii – z antysemityzmem na czele,
(w polsce mało jest obcych. za każdym razem, ilekroć odwiedzam ojczyste strony, co robię dość często, pierwsze co rzuca mi się w oczy, to etniczna jednorodność tłumu. po pstrokaciźnie kolorów skóry i rozmaitości strojów w mojej kopenhaskiej dzielnicy, czy w paryżu, londynie lub amsterdamie, tłum na ulicach polskich miast szarzeje mi w oczach. być może ludzie wtopieni w ten miejski krajobraz, w którym są sami swoi, zgodnie nielubiący obcych, czują się bezpiecznie, ale ja nie mam tego poczucia bezpieczeństwa. jak poucza doświadczenie, antysemityzm może znakomicie obchodzić się bez żydów, a islamofobia bez arabów i innych muzułmańskich nacji.
teraz, po ostatnich wydarzeniach w paryżu przez świat przetacza się fala islamofobii. strach przed tym co (jeszcze) może nastąpić podsuwa pomysły ograniczenia swobód i zaostrzenia rygorów wobec, zwłaszcza, wyznawców islamu. w mediach i na portalach internetowych czyta się liczne elaboraty z a priori założoną tezą, że terroryzm wynika z samej już nawet istoty islamu, co ma uzasadnić restrykcje.
na forach internetowych, szczególnie w polsce, choć wyznawców islamu jest (jeszcze) dość mało, roi się od nawoływań do bardziej zdecydowanej walki z islamskim zagrożeniem, nim europa zamieni się w „eurabię”, a USA w „islamerykę”. ton tych pokrzykiwań jest dla mnie łatwo rozpoznawalny i wywołuje szczególnie przykre skojarzenia, bo niezbyt różni się od antysemityzmu, a intelektualnie jest na poziomie „protokołów mędrców syjonu”. islamofobia nie może stać się remedium na terror muzułmańskich ekstremistów, ponieważ nie jest ona w ogóĺe polityką – jest psychozą)…
reakcje na mój odbiór polskiej ksenofobii były nawet przychylne, ale przyjaciołom z kraju trudno jest przełknąć krytykę polski. czytam więc komentarz bardzo utalentowanego autora, którego poważam, lubię i cenię za poczucie humoru i erudycję — że nie tylko polska domaga się radykalnych posunięć. takie same głosy rozlegają się w zasiedziałych europejskich demokracjach i wychodzą od decydentów.
inny autor, popierający w zasadzie moje spojrzenie na sprawę, zapytuje przy okazji czy „regularne (zdarzyło to się tylko raz – n.g) zamieszczanie karykatur ośmieszających Mahometa jest już islamofobią, czy jeszcze jedynie łagodną próbą sprowadzenia „kozo..bów” na słuszną drogę?”
pamiętam, że nim jeszcze powstało SO byłem na kolacji z parą przyjaciół, których znam jeszcze z czasów studenckich. była z nimi ich przyjaciółka i sąsiadka. kiedy rozmowa zeszła na antysemityzm, przyjaciółka mych przyjaciół — osoba bardzo mądra, o nieposzlakowanej porządności, z piękną kartą z czasów demokratycznej opozycji w PRL obruszyła się:
— przecież w polsce nie wandalizuje się cmentarzy tak jak w austrii i nie napada się na żydów tak jak we francji, a mimo to więcej mówi się o polskim antysemityzmie niż o austriackim i francuskim
— wiesz, powiedziałem, niech oni zajmują się swoimi antysemityzmami, a my skoncentrujmy się na naszych, bo jeżeli będziemy się upierali, że polacy nie mogą być antysemitami, bo są polakami (o ich niezdolności do bycia antysemitami najlepiej świadczy polskie pierwszeństwo wśród yad vashemowych drzewkowiczów) to nigdy nie uporamy się z problemem. póki co enuncjacje polskich polityków przypominają utyskiwania kowalskiego, przychwyconemu na gorącym uczynku kradzieży — dlaczego ciągle tylko kowalski i kowalski, a przecież nowak kradnie więcej ode mnie, a o nim się nie mówi.
mój tekst kończył się zdaniem: jeżeli wiedzeni strachem odstąpimy od zasad demokracji i państwa prawa, podarujemy terrorystom łatwe zwycięstwo, którego (jeszcze) nie mogą być pewni…
appendix:
nie dalej jak któregoś z ostatnich dni przeczytałem w wyborczej omówienie programu marcina mellera śniadanie mistrzów.
Marta Masada powiedziała coś, co nie spodobało się w prawicowym internecie. Ruszył hejt. Bez pardonu. Nam pisarka mówi: — Nie jestem celebrytką. Jestem zwykłym człowiekiem, który dowiedział się, jak łatwo ulec manipulacji i że gdy wychyli się z poglądami, to go zglanują.
Nie ją pierwszą hejtowano. Ale hejt, jakim oberwała w sieci młoda pisarka Marta Masada, wzniósł się na wyjątkowy „wysoki” poziom: „Jestem ciekaw za ile się ta szm… sprzedała faszystom brukselkowym?”. „Jak dumna suwerenna Polska nie jest po jej myśli, to znaczy, że przeciwko, czyli za naszym okupowaniem i zgnojeniem, wyj***c ją”. „Ona się nie sprzedała, ona nigdy nie była Polką, to jest jakaś podłożona świnia trojańska”. I wreszcie: „To powinno się końmi rozerwać. Ścierwo. Padlina. Brak słów. Zresztą samo nazwisko mówi za siebie”. To przykłady tylko z jednego prawicowego portalu.
pisarka tłumaczy powód tego zalewu wyzwisk:
– Dzisiaj, będąc przez kwadrans w pokoju, gdzie byłyśmy przygotowywane [do programu – przyp. red.], wyraz „suwerenność” padł, nie wiem, 15 razy, w jednym wystąpieniu. Zaczyna mnie to coraz bardziej niepokoić, bo ten dyskurs jest tak profilowany. Ta suwerenność, ta suwerenność i ta dumna Polska suwerenna – to są naprawdę już takie niepokojące… – mówiła Masada. Pełną wersję rozmowy można obejrzeć na stronie TVN24.
Drugie śniadanie mistrzów 18.06.2016
Gośćmi Marcina Mellera w programie „Drugie śniadanie mistrzów” byli: Marta Guzowska, Jan Englert, Krzysztof Materna i Jakub… czytaj dalej ” Gośćmi Marcina Mellera w programie „Drugie śniadanie mistrzów” byli: Henryk Sawka, Janusz L. Wiśniewski, Adam Nowak i Szczepan… czytaj dalej ” Gośćmi Marcina Mellera w programie „Drugie śniadanie mistrzów” byli: Leszek Talko, Jerzy Sosnowski, Cezary Łazarewicz, Paweł…
Odbiór jej słów po prawej stronie internetu był prosty: pisarce nie podoba się podkreślanie suwerenności Polski. Mało tego – „niepokoi ją” polska suwerenność. W ten sposób Masada, krytyk literacki i autorka książki „Święto Trąbek”, trafiła na łamy Prosto z Mostu, do Dziennika Narodowego czy na Lemingopedię:
kochani moi przyjaciele, wiem że wasz niepokój o polsce bierze się z najlepszych intencji. chciałbym tylko, byście bodaj przez chwilę pomyśleli, że wasza obrona dobrego imienia kraju będzie nadużywana przez tych, dla których patriotyzm jest nierozerwalnie spleciony z nienawiścią do obcych.
nie o taką przecież polskę nam chodzi.
natan gurfinkiel



„nie o taką przecież polskę nam chodzi”
Nam, to znaczy komu?
Bo oni bidule może chcą i najlepiej dla tej Polski, tylko nic dla niej nie zrobią, bo nie potrafią.
Nauczyli kmiotków, że „o Polskę trzeba walczyć”, no to chcą chociaż walczyć, skoro budować nie umieją. No ale z kim walczyć, skoro wrogów jak na lekarstwo?
Nie ma wyjścia – trzeba sobie tego wroga znaleźć i tym samym sens własnego istnienia.
No i łapie się każdego kto się nawinie.
Ta przerażająca nieumiejętność zadawania najprostszych pytań, co przecież pozwalają zaraz demaskować rozmówcę – debila i odkrywać cały jego głąb. Pamiętam (już 20 lat) rozmowę Pani Dziennikarki z Panem Skinem. „Czemu nienawidzisz Niemców?” Bo to nasi odwieczni wrogowie!
I nie padło oczywiście to najprostsze, co powinno: „Czy chcesz, żeby zawsze tak było?”
Może będziemy musieli dla tych naszych interfacetek i interfacetów medialnych napisać jakieś rozmówki, skracające durne dialogi do maksimum sześciu pytań i odpowiedzi. Jeśli oni się dostosują, to może będę mógł znowu oglądać to niejadalne śniadanie.