Dwa razy w SO pisałem o poprzednim nuncjuszu więc wypada bym napisał i o nowym mianowanym 6 sierpnia. To w Kościele katolickim ważne święto – Przemienienie Pańskie, albo z łacińska Transfiguratio. Powiedziałbym zobowiązująca data, choć dobre zmiany w ostatnim roku nastroiły mnie sceptycznie.
Rzecznik episkopatu ks. Paweł Rytel-Andrianik przeprowadził dla KAI wywiad z nowym nuncjuszem. To kurtuazyjna rozmowa, w której nie zabrakło swoistego hołdu złożonego polskiemu papieżowi. Na pytanie o związki z Janem Pawłem II abp Salvatore Pennacchio odpowiedział:
Uważam się za duchowego syna świętego papieża Jana Pawła II, który udzielił mi sakry biskupiej w dniu 6 stycznia 1999 r. w Dzień Objawienia Pańskiego i posłał mnie jako nuncjusza apostolskiego do Rwandy. Od pierwszej posługi w Panamie, jako adept w Nuncjaturze (1979), do posługi w Tajlandii i w niektórych krajach azjatyckich południowo-wschodnich, święty Jan Paweł II swą ojcowską troską otoczył sprawowanie przeze mnie posługi, którą sam zdecydował się mi powierzyć. Na znak wdzięczności wobec świętego Papieża wybrałem na motto biskupie słowa Nolite timere (Nie bójcie się) pomny wezwania „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi!”, z którym polski Papież zwrócił się podczas Mszy św. inaugurującej jego pontyfikat”.
Zobaczymy, czy akurat to synostwo duchowe zaowocuje zmianami w polskim Kościele katolickim, który, tu wypada się zgodzić z redaktorem Adamem Szostkiewiczem przeżywa intensywną dewojtylizację.
Sympatycznym nowego nuncjusza czyni jego słabość do futbolu, bo akurat w Polsce przyczyni mu pewnie popularności. Mnie wprawdzie piłka nożna nie interesuje (choć podobnie jak abp Pennacchio w młodości grywałem) ale, dla porządku odnotowuję pasję nuncjusza:
Mam zamiłowanie do piłki nożnej, w którą grałem w młodości. Obecnie, zważywszy wiek, a także i wagę, mogę cieszyć się piłką nożną oglądając transmisje telewizyjne lub, kiedy mam okazję – na stadionie. Naturalnie, jako prawdziwy neapolitańczyk jestem kibicem „Napoli”, klubu który właśnie zawarł kontrakt z dwoma bardzo dobrymi polskimi piłkarzami”.
Mam też nadzieję, że poza piłką nożną i udziałem polskich piłkarzy w „Napoli” nuncjusz zainteresuje się prawdziwymi problemami polskich katolików, które wykraczają daleko poza futbolowe fascynacje. Trudno bowiem przypuszczać, że kupiony za 30 milionów euro przez ulubiony klub nowego nuncjusza „Napoli” Arkadiusz Milik będzie miał czas na takie pogawędki (nie wspominając już o kościelnych kompetencjach znakomitego piłkarza).
Spędziłem w Neapolu trzy lata, które pozostaną jednym z najpiękniejszych epizodów w moim życiu. Chętnie podzieliłbym się z neapolitańskim nuncjuszem moim widzeniem spraw Kościoła, ale obawiam się, że z mojej oferty nie skorzysta.
A mówiąc poważnie. Wśród wymienianych języków jakimi posługuje się Penacchio nie ma języka polskiego, a to oznacza, że informacje o Polsce będzie czerpał z drugiej, albo i trzeciej ręki. Jak wiadomo jednym z głównych zadań nuncjusza w danym kraju jest dostarczanie solidnych i pewnych informacji o kandydatach na biskupów. Tych informacji na pewno nie będą udzielać ludzie spoza kościelnych kręgów, którzy po prostu nie będą mieli dojścia do nuncjusza. Kiedyś bywało, że decydujący był głos rządu (nie tylko w czasach PRL-u!).
Jedyna nadzieja w tzw. środowiskach katolicyzmu otwartego, a nawet opozycyjnego wobec obecnego betonu biskupiego, który został ukształtowany dzięki poprzednim dwóm nuncjuszom, zwłaszcza dzięki Józefowi Kowalczykowi. Był on nie tylko Polakiem, ale po prostu był częścią miejscowego lobby. Na pewno dostęp do ucha nuncjusza będą mieli byli ambasadorowie polscy w Watykanie (Hanna Suchocka i Piotr Nowina-Konopka), dla których obecna władza PiS-u nie jest zbyt łaskawa. Obecny ambasador z nominacji PiS-u jest raczej źródłem kłopotów we wzajemnych relacjach.
W wielu krajach świata to zakony są najbardziej sprawdzonym źródłem informacji o lokalnych problemach. Na pewno tak było w poprzednich placówkach Salvatore Pennacchio. Czy i tak będzie w Polsce czas pokaże. Byłoby dobrze gdyby posłuchał, co na temat obecnego episkopatu ma do powiedzenia np. dominikanin Ludwik Wiśniewski czy jezuita Stanisław Opiela. Nie jest też wykluczone, że poprzestanie na głosach „braci w biskupstwie”, a wtedy marny los opozycjonistów, zaś na nowo zakwitnie Tadeusz Rydzyk.
Stanisław Obirek



Przecież to jest koleżka z roboty w Rwandzie arcybiskupa Hosera. Point de rêveries, Messieurs!
Panowi się minęli. Hoser był w Rwandzie do od 1975 do 1996, choć nie w miesiącach gdy trwało tam ludobójstwo w 1994 roku. Pennacchio został nuncjuszem w 1998. To wcale nie wyklucza wzajemnej znajomości, a nawet sympatii. Nie ulega zaś wątpliwości, że obu łączy uwielbienie dla św. Jana Pawła II. A co do marzeń? Jednak nuncjusz to nie car tylko przekaziciel woli zwierzchnika.
Minęli i nie minęli – zaraz do tego wrócę.
Ale po kolei: „nie w miesiącach, gdy trwało tam ludobójstwo…” – dokładniej, to Hoser załapał się na końcówkę ludobójstwa, bo do Rwandy wrócił w lipcu 1994, gdy masakry jeszcze trwały. Absurdem byłoby zarzucanie mu współudziału. Można mu zarzucić ślepotę lub tchórzliwe milczenie, gdy mordercza fala narastała od początku lat 90., czy, lata później, podławe i wykrętne komentarze. Był w tej kwestii dalece nie ekscentrykiem wśród ludzi Kościoła.
A wrócił do Rwandy w lipcu 94, tym razem z poważnym umocowaniem hierarchicznym, bo jako wizytator apostolski na czas nieobecności nuncjusza, i współorganizował eksfiltrację do Ugandy (i dalej, np. do Francji) księży rwandyjskich upapranych we krwi aż po pachy.
Potem, w 1996, Hoser wrócił do Europy, ale jedną nogą (tą grubszą) był ciągle w Afryce obecny.
Do dziś funkcjonuje w Watykanie jako spec od Afryki, jeden z najpoważniejszych wśród „białoskórych” – nie dziwota, był w Afryce ponad dwadzieścia lat. I to od I synodu afrykańskiego za Jana Pawła II, poprzez II afrykański za Benedykta, który go na synod wyznaczył, po synod o rodzinie już za Franciszka, gdzie brylował w najbardziej chyba konserwatywnej grupie, grupie kardynałów afrykańskich.
Bo przy tym, tak między nami, amatorami piłki, ma w Afryce porozprowadzanych swoich fumfli. Współkonsekratorem jego święceń biskupich w 2005 był, obok Dziwisza, arcybiskup rwandyjski i w tymże roku już sam współkonsekrował dwóch nuncjuszy apostolskich w Afryce. Powtórzę: nie dziwuję się, notuję znaki aktywnej obecności.
W 2001 (za nuncjatury Pennacchio w Rwandzie) Hoser założył i pilotował Federację Afrykańskiej Akcji Rodzinnej, z siedzibą w Kigali. Federacja zajmuje się głównie rozpowszechnianiem katolickiej odmiany ginekologii i bezprezerwatywową profilaktyką AIDS przy pomocy wstrzemięźliwości. Dodam, że w 1978 Hoser wystartował założeniem Rwandyjskej Akcji Rodzinnej.
Przepraszam za tę przydługą dygresję o nieobecności/obecności Hosera w Afryce.
Ad rem: jasne, że nuncjusz jest przekazicielem woli zwierzchnika, ale przedtem też jego informatorem. Chodzi więc o „dostęp do ucha” nowego nuncjusza – o wadze tego dostępu sam Pan wspomniał.
Ciekawe, kto wkrótce zastąpi Dziwisza.
To wszystko naturalnie prawda. Obserwujmy więc dalszy rozwój wypadków.
Pozwalam sobie zwrócić uwagę na mój tekst w ostatnim „Przeglądzie”: http://www.tygodnikprzeglad.pl/franciszek-wyjechal-rydzyk-zostal/ nie ma tam mowy o nowym nuncjuszu, ale ogólnie jestem raczej pesymistą.
Dziękuję, dobry i ciekawy artykuł. Lubię od dawna Pana skłonność do podkreślania tego, co ładne.
I co dobre. Jak Franciszkowa zapowiedź dymisjonowania biskupów, którzy nie zgłaszali przypadków kościelnej pedofilii. To skutkuje, choćby we Francji, zeszłego roku, naprostowaniem arcybiskupa, uczestniczącego w lekceważeniu faktów od lat znanych diecezji Lyonu.
Pisze Pan: “Być może jedyną odczuwalną konsekwencją /…/ będzie bardziej świadoma polityka nominacji biskupich”. Uśmiecham się pod wąsem: też kończy Pan pytaniem o nominacje. Tak, poczekajmy (choć i tu raczej nie mam złudzeń, i nie tylko z powodu, na który Pan wskazuje).
Czytam: “Polscy księża go lekceważą”. Nie tylko polscy, i nie tylko księża. On zresztą sam czasem wręcz prosi się o to niezbornymi wypowiedziami, jak np. (cytuję Pana): “niestety, na pytanie bp. Zadarki padła fatalna odpowiedź łącząca kwestie związane z uchodźcami z problematyką gender”. No, ale od wyrafinowania intelektualnego to był Benedykt.