Podniecenie skandalem na sejmowej komisji sprawiedliwości udziela się wszystkim.
Niepotrzebnie, ponieważ nie ma on żadnego praktycznego znaczenia.
Nic nie ma znaczenia przy rządach tej formacji. Ani prawo, ani procedury, ani przyzwoitość w takim najzwyklejszym tego słowa rozumieniu.
Nie wiem czy któraś z posłanek lub posłów gorąco protestujących przeciw temu co się działo na komisji zdobędzie się na refleksję prostą i oczywistą – że swoją tam obecnością legitymizuje to co robi banda kaczystowska.
Zawsze rząd będzie mógł powiedzieć, że owszem, procedowano w obecności posłów opozycji, a to że zostali przegłosowani – cóż, matematyka demokracji.
Posłowie PiS odrzucili projekt zakazujący aborcji. Awantura na komisji, przewodniczący uciekł z posiedzenia
Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka odrzuciła w głosowaniu obywatelski projekt ustawy „Stop aborcji”. Posiedzenie komisji było kilka razy przerywane. Opozycja protestowała przeciwko nieregulaminowego trybowi zwołania komisji i domagała się wpuszczenia przedstawicieli organizacji pozarządowych. – Nigdy nie widziałem sytuacji, żeby przewodniczący uciekał z sali oraz aby anulować przepustki ludziom, którzy chcieli przysłuchiwać się dyskusji – oceniał przebieg obrad Bartosz Arłukowicz (PO).
Jeśli kogoś razi słowo banda to trudno, ale nie umiem inaczej określić grupy przestępców, a za takich przecież uważa się osoby łamiące prawo. Na dodatek nieresocjalizowalnych recydywistów.
Nie jest to więc, jak mogłoby się wydawać – inwektywa lecz chłodne i w miarę precyzyjne oddanie charakteru organizacji, która zawłaszcza nasz kraj kawałek po kawałku.
To co wyprawiał wczoraj marszałek sejmu (nie pierwszy raz zresztą) zmusza do zastanowienia się nad sensem dalszego uczestnictwa w tej farsie.
Prostak bez elementarnej kindersztuby ruga jak gówniarzy posłów i posłanki zgłaszające się do zabrania głosu, a następnie żąda by najpierw uzgodnili z nim o czym będą mówić, wówczas on zadecyduje czy im głosu udzieli.
Nie chodzi już nawet o żaden regulamin sejmu, ale o skalę absurdu, na który wszyscy patrzą względnie spokojnie i co najwyżej zdobywają się na protesty słowne uważnie patrząc czy są w pobliżu kamery.
Media przechodzą nad tym do porządku dziennego, komentatorzy nader rzadko zabierają głos na ten temat czyli – godzą się de facto na istniejący stan rzeczy.
Mimo wszystkich upokorzeń i ewidentnych przypadków łamania prawa im wciąż wydaje się, że biorą udział w obradach sejmu demokratycznego państwa.
Czy mają jakieś wyjście? Teoretycznie tak, nawet kilka, ale wiemy dobrze, że nie są zdolni przedsięwziąć czegokolwiek.
Dlaczego? Wolałbym na to pytanie nie odpowiadać, choć mam na ten temat swoje zdanie.
Wielokrotnie powtarzałem, także tu na SO, że jeśli chce się coś ugrać z takim przeciwnikiem, trzeba go zaskakiwać, trzeba sprawić by to on musiał się ustosunkowywać do czyichś działań, a nie tylko czekać co on zrobi i reagować.
To bowiem oznacza przyjęcie jego reguł gry czyli – z góry przewidywalną przegraną.
Przykład: durnowata licytacja „odnowionej” PO na pieniądze wypłacane rodzicom. Oznacza jedynie kompletny brak koncepcji i chodzenia na pasku Kaczyńskiego, zabawę w teatrzyk według jego scenariusza.
Odrzucenie przez komisję sejmową projektu ustawy o całkowitym zakazie aborcji było do przewidzenia. Pisałem o tym w niedzielę.
Jeśli jeszcze sprawdzi się moje czarnowidztwo co do dalszego ciągu, czyli licytacja kto doprowadził do zwycięstwa czarnego marszu, Kaczyński będzie mógł odetchnąć pełną piersią.
Chyba, że się pomyliłem (modlę się o to) i dzielne panie nie uspokoją się pozornym odrzuceniem ustawy (decyzja komisji to jeszcze przecież nie koniec tego projektu) i z równą poniedziałkowej determinacją będą cisnąć by dopiąć ostatecznie swego.
Nawiasem mówiąc w całej dyskusji aborcyjnej zabrakło mi zasadniczego pytania: dlaczego państwo w ogóle ma się zajmować takimi sprawami? Po co w ogóle jakakolwiek ustawa na ten temat, nieważne czy zaostrzająca czy liberalizująca?
W jaki sposób ta tematyka wpływa na funkcjonowanie państwa jako takiego? Po mojemu – w żaden. No to — po co te nerwy, krzyk i zamieszanie?
To, czym powinno zajmować się państwo wynika z samej jego definicji i nie widzę tam miejsca na sprawy aborcji czy in vitro chyba, że chodziłoby o refundację tych zabiegów ze wspólnej kasy. Ale tylko wtedy i w takim zakresie.
Nie mam nic przeciw antyaborcyjnym poglądom Kościoła. Ma prawo je mieć i ma prawo je głosić.
Nie ma jednak prawa obarczać państwa odpowiedzialnością za nieudolność swego nauczania i brak wpływu na wiernych i żądać by państwo było egzekutorem reguł nie przez nie ustanowionych i wkraczało prawem w dziedziny, które nie są do jego prerogatyw zaliczane przez nikogo w świecie mniej więcej cywilizowanym
Kościół w swym pełnym fałszu nauczaniu ani się zająknie, że Dekalog to świeckie normy, które dopiero później otrzymały sankcję religijną, a nie odwrotnie. .
Środowy manewr był czytelny i jasny. Wybitny dyplomata p. Waszczykowski – jak to dyplomata – wypaplał wszystko, o czym zwykły dyplomata by zmilczał, choć i tak media nie podchwyciły sprawy. W Parlamencie Europejskim trwała debata na temat praw kobiet w Polsce i trzeba było za wszelką cenę udowodnić, że Europa nic nie wie o Polsce i o tym co się w niej dzieje. Stąd chwilowe „uwalenie” projektu i powtarzane jak mantra „to nie jest projekt PiS, to nie jest projekt PiS”, na który spora część dziennikarzy dała się nabrać.
Nabrać, bo decydując o tym, który projekt ma być procedowany, a który nie, PiS dokonał wyboru bardzo jednoznacznego i na nic zda się zaklinanie rzeczywistości.
Śmieszne, sztuczne i czasem wręcz nieudolne zapewnienia posłów i posłanek PiS, że nigdy nie byli za całkowitym zakazem aborcji pokazywały o co naprawdę chodzi.
Pani europosłanka Wiśniewska na dodatek w przepięknym przemówieniu dała do zrozumienia, że zdobycie prawa do głosowania przez Polki w 1918 roku to też zasługa PiS. Tak przynajmniej wynikało z konstrukcji jej tekstu.
Obywatel Kaczyński snując swe insynuacje pod adresem Donalda Tuska ani się zająknie o tym, że brak poparcia jego kandydatury w przyszłym roku może ostatecznie zepchnąć Polskę na margines, z którego bardzo trudno będzie wrócić. Kraj, który tak ostentacyjnie deprecjonuje własnego polityka to nie jest kraj z gatunku przewidywalnych, a tylko z takimi wielcy tego świata chcą robić interesy na większą skalę.
Nawiasem mówiąc byłbym wdzięczny za pomoc w odpowiedzi na pytanie: co miał prezes Kaczyński na myśli sugerując, że Tusk mógłby zostać „świadkiem koronnym dużym lub małym”, ponieważ zagadka ta może stać się przyczyną mojej bezsenności.
Nigdy nie kryłem, że nie mam najlepszego zdania o obecnych politykach, obojętnie z jakiej opcji. Z kilkoma wyjątkami, które nie zmieniają ogólnego obrazu.
A jednak marzycielska natura podpowiada mi akcje z ich udziałem, które mogłyby zaskoczyć przeciwnika i skłonić go do nieprzemyślanych (z braku czasu na wydanie instrukcji) ruchów i wypowiedzi.
Np. taka rzecz.
Przychodzi dzień trzeciego czytania ustawy, z góry wiadomo, że przegłosowanej ze względu na matematykę.
Posłowie PO i Nowoczesnej (na innych nie ma co liczyć) wychodzą z sali, w której i tak nie są do niczego potrzebni poza legitymizacją kolejnego draństwa i robią debatę – happening na korytarzu albo wręcz przed budynkiem parlamentu pod gołym niebem w obecności ulicznych widzów wyjaśniając im skąd to niecodzienne miejsce obrad. Argumentów za tym nie brakuje.
Na koniec ogłaszają tekst własnej uchwały na aktualny w izbie temat.
Oczywiście narażają się na konsekwencje. Kuchciński nie przegapi okazji, by obciąć im diety za ten dzień, choć nie sądzę by zdobył się na coś więcej jeśli grupa będzie odpowiednio liczna.
Reakcja posłów PiS (szczególnie jednego) bardzo by mnie ciekawiła. Zwłaszcza po pierwszym zamieszaniu i wściekłych atakach, do których są oni wyjątkowo starannie przyuczeni.
A gdyby podobna sytuacja powtórzyła się kilkakrotnie? Nadal PiS twierdziłby, że w Polsce wszystko jest normalnie? Nieważne kto, kogo i jak by obwiniał. Jako normalne nie określiłby tego nikt.
Ale przede wszystkim – to PiS musiałby znaleźć sposób – odpowiedź na taką zagrywkę. A zanim by znalazł można by wymyślić kolejną.
I tak dalej, i tak dalej. Nie dać spocząć, nie dać odsapnąć.
Ot, takie tam marzenie.
Nie twierdzę, że to najmądrzejsza rzecz na świecie, to tylko przykład możliwy do zrealizowania, ale myślę, że lepsza, niż udawanie normalnego w domu wariatów – a tak trzeba dziś określić status posłów opozycji w polskim sejmie.
Jeśli ktoś (a są tacy) uzna, że jest to działanie niepoważne, to mu powiem, że niepoważne to jest traktowanie tego co się dzieje w sejmie jako rzeczy poważnej.
Czy to w ogóle jeszcze jest parlament?
Uchwalanie programów przez partie, licytowanie się na zasługi, mniej lub bardziej kąśliwe uwagi pod adresem kogoś kogo podejrzewają o chęć przewodzenia opozycji – to wszystko rybki drugiej świeżości, które Kaczyński ma wmontowane w system.
Trzeba po pierwsze atakować, a nie być atakowanym, po drugie atakować bronią, której przeciwnik jeszcze nie zna.
Innej drogi nie widzę.
Jerzy Łukaszewski


Owszem, chciałoby się wyłączyć z tej farsy, tak jak wyłączamy telewizor słuchając bredni, ale nie uważam żeby opuszczenie obrad przez opozycję było dobrym wyjściem. Do ludzi trafiałyby wtedy wyłącznie komunikaty PiS o tym jak stara się poprawić państwo a opozycja myśli tylko o sobie. Proszę spojrzeć na polityków, którzy znaleźli się poza Sejmem – rzadko trafiają do mediów. Kiedy np. Palikot był w Sejmie to każda jego barwna opinia była cytowana i komentowana przez media wielokrotnie, wprost nie wychodził z telewizji i miał okazję podawać swoje argumenty. Kiedy znalazł się poza Sejmem, praktycznie zniknął. Dlatego posłowie powinni ścierać się z władzą, pokazywać te prostackie zachowania, matactwa, mówić o konkretnych przewałkach na Sali sejmowej.
Starcia opozycji i PiS, relacje z tych starć wraz z przytaczaniem użytych argumentów, powodują, że coraz więcej ludzi widzi co się dzieje, jaki PiS jest naprawdę, czym różni się od wszystkich partii jakie dotychczas rządziły. Jest to też okazja do kontroli opozycji przez opinię publiczną, nie wystarczy zapewnienie że PiS coś tam wyrabia i jest zły a my (opozycja) jesteśmy przeciw. Opozycja nie jest najwyższych lotów i też musi się jeszcze zmienić.
Gdyby opinia publiczna była taka kumata i wkurzona to by już dawno PiSu nie było. Ale dotychczasowe wkurzenie nie pobudza do takich działań o których marzy autor. To nie są czasy pierwszej Solidarności gdzie była spora klasa robotnicza (też nie taka kumata) i np. strajk pielęgniarek wspierany był strajkiem górników popierających ich postulaty. Teraz nie ma klasy robotniczej a ludzie nie mają jakiejś wspólnej idei, nie mogą też stale i w dużej liczbie chodzić na protesty. Ale protesty uświadamiają znacznej liczbie ludzi, że nie jest dobrze, nie ulegają wtedy bezmyślnie propagandzie. Jest OKO.press i podobne portale ale jak wiele osób je śledzi?
Chciałbym żeby w obronie każdego skrzywdzonego przez PiS pojawiały się masowe protesty, ale to w tej chwili nierealne. Nawet gdyby ludzie otrzymali płatne urlopy to nie da rady tak często protestować. Przy okazji protestów, ale także poza nimi, należy przypominać wszystkie nieprawości władzy. I chwała każdemu kto tutaj działa, czy to mniej czy bardziej aktywnie. Przypomina się ostatnio czasy KOR, ale ile osób w tym uczestniczyło?
@PIRS no wybaczy pan, ale czas działania KOR był jednak inny. Dziś nikt idący na protest nie ryzykuje więzieniem (na razie) więc są to rzeczy nieporównywalne.
Palikot zniknął ze sceny, ale wyobraża pan sobie, że zniknie 150 posłów, którzy robią obrady na ulicy? Aż takie durne nasze media nie są.
No, ale tak jak powiedziałem – nie twierdzę, że to najlepszy pomysł, ale każdy, który ukruszy drobinkę z PiSowskiej skały wart jest spróbowania.
Dziś słuchałem pani Nowackiej (może to wczorajszy wywiad, nie wiem), która zapowiedziała, że poniedziałek to było tylko preludium. Mam nadzieję.
Media zawsze będą tam, gdzie ciekawiej,
Jesli poza parlamentem udałby się ciekawy happening, to właśnie tam będzie spora część mediów.
Co powiedzą w TVPiS jest mało istotne, bo jedni i tak uwierza w każde słowo Jarosława i TVP im do tego niepotrzebne, a drudzy są zdania, że w TVPiS prawdę powiedzą tylko, jak się pomylą, więc tym się opozycja w najmniejszym stopniu przejmować nie powinna.
PIRSie – na Sali sejmowej mówić, ani nic pokazywać nie mogą, bo nie są dopuszczanie do głosu, więc przebywanie tam nie ma sensu. To jeden z pomysłów.
Innym mogłoby być przyniesienie megafonu i zabranie głosu w momencie, gdy marszałek wbrew regulaminowi nie dopuszcza do głosu.
@MR E
Ależ telewizje często pokazują debaty, a co smakowitsze spory powtarzają wielokroć. Gdyby opozycja nie brała udziału w debatach to późniejsze komentarze do podjętych decyzji nie miałyby odpowiedniej mocy argumentów. A tak obszernie relacjonują przekręty PiS w czasie debaty.
No tak, ale wtedy widz ma wrażenie, że wszystko jest normalnie. Ot, kłócą się. A nie jest normalnie i to trzeba zaakcentować.
Niech pan powie tak z ręką na sercu: po co opozycja w ogóle siedzi w tych ławach? Na co ma nadzieję?
Bo wie pan, takich od „dawania świadectwa” i „moralnych zwycięstw” to już mieliśmy sporo.
PiS stchórzył przed kobietami. No to trzeba iść za ciosem póki mają gacie pełne „dobrej woli”. Inaczej zdążą ochłonąć.
CZY TO W OGÓLE JESZCZE JEST PARLAMENT?
A był kiedykolwiek? Panie Jerzy?
Bojkotowanie obrad nie ma sensu, bo już raz robiła to PO i bardzo na tym straciła, na zasadzie nieobecni nie mają racji. Mnie się zdaje, że opozycja osiągnęłaby dużo więcej gdyby:
– próbowała zjednoczyć wszystkie partie, NGOSy wraz z KOD i kobiety z czarnego poniedziałku wokół organizacji referendum na rzecz nowych wyborów i rozwiązania sejmu, (chodzi o społeczne referendum takie, jak proponował na SO pan Waldemar Sadowski,
– prowadziła publiczny rejestr łamania konstytucji i prawa przez PiS,
– włączała się w każdy poważny protest społeczny.
– organizowała ogólnopolskie demonstracje na rzecz odsunięcia PiS od władzy,
– przygotowywała projekty zmiany systemy politycznego w Polsce……
– powołała i wspierała ruch obywateli na temat zmian systemu politycznego.
– prowadziła szeroką akcję informacyjną o szkodliwych działaniach PiS dla Polski.
Panie Sławku – bojkot a bojkot. Ja nie mówię o wyjściu z sali i pójściu na kawę (choć to akurat najbardziej prawdopodobne w ich przypadku), ja mówię o organizacji „obrad równoległych” i to nie jeden raz a na dłużej – np. kilka dni z rzędu. Plus publicznie do kamer zadawane pytanie: po co mamy tam być skoro nie dopuszcza się nas do głosu, łamie regulamin sejmu, ubliża godności posłanek i posłów.
W zjednoczenie opozycji nie wierzę, bo przecież pan Schetyna nie pozwoli by jakiś tam Petru był uznany za jej przywódcę (i odwrotnie).
Więc to tylko takie sobie teoretyzowanie dla uświadomienia sobie co by było można, a czego się nie zrobi.
Nikt natomiast nie odpowiedział mi na pytanie: po co opozycja siedzi w tych ławach? Nie mając nawet wpływu na swobodę poruszania się po sejmie, jak to pokazują ostatnie wypadki. Dla mnie to jest wspieranie PiS swoją obecnością, która stwarza pozory istnienia normalnej demokracji.
Legitymizuje draństwa PiS, a i tak jest wszystkiemu winna 🙂
Proszę posłuchać felietonisty TV TRWAM
https://www.youtube.com/watch?v=jPSk_DaejGU
Panie Jerzy – wydaje mi się, że rozumiem Pańskie propozycje. Obrady równoległe, zorganizowanie „Sejmu Cieni” do którego zaprosi się przedstawicieli: NGOSów, protestujących kobiet z czarnego poniedziałku, przedstawicieli KODu, opozycji pozaparlamentarnej, nestorów polskiej opozycji antykomunistycznej, poprzednich prezydentów na czele z Lechem Wałęsą. Coś takiego miałoby sens jako wspólny, zbiorowy namysł nad nieszczęściem PiSu u władzy(diagnozą) i wyjściem z tego nieszczęścia, z jednoczesnym zaprojektowaniem Polski po zniszczeniach tym wewnętrznym najazdem hunów. Jednocześnie powołano by Komitet Wykonawczy czyli coś w rodzaju rządu dla realizacji decyzji podjętych demokratycznie na tym forum. Tyle tylko, że to musiałoby być obok, a nie zamiast Sejmu. Ryzyko bojkotu parlamentu polega na tym, że PiS tylko na to czeka, żeby pod nieobecność opozycji, wspólnie z głuptasami z ruchu Kukiz uzyskać większość konstytucyjną i uchwalić „swoją” ustawę zasadniczą. Rozumiem i podzielam Pańskie zniesmaczenie dekoracyjną rolą opozycji w Sejmie, ale to nie do końca jest jej zupełna bezsilność. Wszystkie protesty, głosowania, sprzeciwy pozostają w archiwach druków Sejmowych oraz w archiwalnych przekazach medialnych. To dowody na późniejsze procesy barbarzyńców i faszystów z PiSu.
*
To co Pan napisał o Schetynie dotyczy całej PO. Nie są w stanie otrząsnąć się z szoku po porażce. Co więcej żyją przeszłością i nie rozumieją, że ich historyczna rola, podobnie jak Unii Wolności, a później SLD się powoli kończy. Na razie są największą partia opozycyjną w Sejmie i nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że to jest apogeum ich siły nawet opozycyjnej. Zresztą podobnie z Petru – jego kalkulacje również są zbyt partykularne. Jeszcze gorzej z M. Kijowskim z KOD, który odgrywa rolę coraz bardziej dekoracyjną a przez to kombinuje jak koń pod górkę. Dopóki wszyscy oni nie zrozumieją, że zbudowanie takiej alternatywnej płaszczyzny parlamentarnej ale i wykonawczej jest dla nas wszystkich szansą typu być albo nie być , dopóty będziemy mieli marnowanie wysiłków w rozproszeniu. Liczyłem, że KOD coś takiego zaproponuje i zrobi, ale nadzieje te okazały się płonne. Dzisiaj nie mam pojęcia kto miałby taki autorytet żeby zjednoczyć to towarzystwo. Może Lech Wałęsa? A może Frasyniuk? Nawet gdyby taki „Sejm Cieni” (to robocze określenie) powstał pierwotnie bez PO czy innego ważnego podmiotu, to siła pozostałych zjednoczonych szybko by go do tego przyciągnęła. Żeby tworzyć fakty zaskakujące PiS trzeba działać wspólnie.
P.S. Ostatnio coś zapominam puenty. Link ze „świętym” przemawiającym do widzów TV TRWAM przypomina „Proste pytania” Władysława Loranca z okresu po stanie wojennym 19892 r. (Młodszym czytelnikom należy przypomnieć, że to były szef Radiokomitetu z okresu 1981-1982). Loranc, mimo że o głowę inteligentniejszy od Macierewicza, prowadził program równie śmieszny i nieskuteczny jak ten ostatni. TV Trwam ma śladową oglądalność ok. 1,5 % i takie osobliwości jak Macierewicz występują w niej jako urozmaicenie fanatyzmu religijnego. Z punktu widzenia pewnych kategorii psychiatrycznych mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem. Jemu się wydaje, że on sam zręcznie manipuluje opinią publiczną. W istocie sam jest najbardziej zmanipulowany, bo ewentualni widzowie, którzy wierzą w takie brednie są jądrem twardego elektoratu. Przekonywanie przekonanych czasami obraca się przeciw agitatorom.
tak, mniej więcej o to chodziło. I rzeczywiście nie wziąłem pod uwagę sprawy większości konstytucyjnej. Ale to są szczegóły do dopracowania.
A propozycja jest o tyle ciekawa, że ostatnio minister Zalewska oskarżyła nauczycieli i Broniarza, że „działają w porozumieniu z KOD”.
I teraz czekam na reakcję KOD. Jeśli zaprzecza, to znaczy, że są kompletnymi … no … tego tam…
Ja bym odpowiedział: – Tak i co z tego?
Oni już pokazują, że boją się zwartych szeregów, więc zamiast zaprzeczać, należy coraz częściej pokazywać, że one rzeczywiście są.
Przy okazji – Kongres Kultury Polskiej.
Co tak cicho o nim? Inteligencji to nie rusza?
Broniarz już się oburzył na tak niegodne posądzenie… A wystarczyło powiedzieć: oczywiście, że ludzie KODu się do naszego protestu dołączają, przecież teś są obywatelami.
À propos Kongresu – istotnie, trochę było nas mało pod Pałacem (8.10.2016), jednak tu i ówdzie pokazano…
Szanowny J.Luku – spodziewasz się, że to grono zarabiaczy naszych pieniędzy zdecyduje się na ich niezarabianie? Że ta zbieranina nominatów partyjnych szych pozwoli sobie wyrwać choćby złotówkę? Dopóki nie będą mieli świadomości, że jak bat na tłuste doopska, pojawi się kadencyjność w tej „Izbie” i do tych „nieprzypadkowych Geniuszy” nie dotrze konstatacja o konieczności powrotu pod swój adres zamieszkania i konieczności spojrzenia sąsiadom w twarze – bądź pewien, że dalej będziemy dla „Nich” – przypadkowym społeczeństwem. Oczywiście – jest trochę sensownych ludzi w opozycji – ale Oni sensowni byli również wśród swoich sąsiadów. Ja poproszę Hazelharda o wskazanie mi szkoły, która kształci „Posłów Zawodowych” Jeśli w tym kraiku można być partyjnym globtrotuarem Niesiołowskim i całe życie spędzić na pieprzeniu głupot – to jaką widzisz szansę na zaprzeczenie kopernikańskiemu prawu gorszego pieniądza wśród gorszego pieniądza? Czarno to widzę. Oto jedna z interpelacji poselskich – cytuję – :………”Polska jest jednym z 6 krajów na świecie, w których Przebudzenie Mocy trafi do kin po 18 grudnia. Premiera filmu „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” niemal na całym świecie nastąpi 18 grudnia 2015 roku. Jesteśmy aktualnie jedynym europejskim krajem, w którym odbywa się ona dopiero 25 grudnia” – kto? Ano poseł Siedlaczek z przesławnej PO………..„Czy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa narodowego zechce zwrócić się do polskiego dystrybutora filmu o przyśpieszenie premiery filmu „Gwiezdne Wojny”?” Grudzień 2015.
I sądzisz J.Luku, że coś sie z tym idiotą da zrobić? Albo Tuz PO – Szejnfeld Adam…cyt: „Zdaję sobie sprawę, że operatorzy telefonii komórkowej są firmami prywatnymi, jednak chyba nic nie stoi na przeszkodzie, aby polski rząd podjął rozmowy mogące w sposób znaczący ułatwić polskim przedsiębiorcom kontakty handlowe z Wietnamem” A.Szejnfeld dzisiaj z poręki PO posłuje do Parlamentu Europejskiego.
J.Luku – obawiam się, że tę Kartaginę trzeba po prostu zburzyć. Bo nakładanie nowej farby na te starocie – zapytaj jakiegoś malarza pokojowego co o tym sądzi. To już się raczej nie nadaje do remontu. I choćbyś nie wiem jak kasandrzył – to zawsze się znajdzie całe grono przekonywaczy, że było tak pięknie – nie biorących pod uwagę, że to PIĘKNIE zgotowało nam to BRZYDKO, które dzisiaj mamy.
Pozdrawiam
Nosz … ja tylko pomarzyć chciałem 🙂
@J. Łuk, @Sławek
Będę żenić panów pomysły.
Zwracam uwagę na perspektywę czasową w aspekcie wykonawstwa. Bazuję na tym, co dziś i w najbliższym tygodniu (nie wiem, co będzie dalej, bo gdzieś się zawieruszyła talia do tarota). Tekst do kosza, gdyby się miała zacząć prawdziwa zawierucha, o czym na końcu.
Podoba mi się pomysł JŁ jako parodniowy happening, ewentualnie do powtórzenia, jak chwyci i jakby pojawił się kolejny mocny temat do „obrad przed Sejmem”. Można, w miarę trzymając się realiów, pomarzyć o tym, że opozycja, nawet taka, jaka jest, zechciałaby.
Chyba nie można jednak na dłużej zdezerterować z właściwej sali obrad, choćby dla powodu, o którym wspomniał S: pod nieobecność opozycji da się uchwalić nawet ustawę o zmianie Konstytucji (wystarczy obecność 231 posłów i 2/3 ich głosów). Zaczynam od „chyba”, bo nie można wykluczyć, że strzeli im do łbów zebrać się którejś nocy, nie informując o posiedzeniu opozycji, i sobie uchwalą, co chcą.
O nabudowywaniu natomiast na happeningowym pomyśle jakichś trwałych struktur typu sejm czy rząd cieni – nie ma co marzyć. Nawet jako marzenie jest to, na dziś, demobilizujące (dokładnie jak KOD-owe pomysły na edukację społeczeństwa w perspektywie kilku pokoleń. Dla jasności: nie neguję wagi długoterminowych działań, wolę tylko, żeby nie mylić ich z planami na tuż, tuż).
Jeszcze nie czas na Rząd Tymczasowy. Nie wykluczam, że taki rewolucyjny czas może nadejść i nas zaskoczyć (bo on na ogół zaskakuje). Na przykład w hipotetycznej sytuacji, j.w., uchwalenia nowej konstytucji. PIS coraz ostrzej pogrywa na granicy masy krytycznej. W ubiegłym tygodniu widzieliśmy jak na dłoni, że zdaje sobie z tego sprawę dopiero po fakcie.
@Sir Jarek
Mimo, że mamy durnych i interesownych posłów, stoję nadal przy JŁuk: można zasadnie pomarzyć, że wyniuchają, że im się opłaca np. poobradować przed Sejmem. Będą kamery, mikrofony, publiczność, to ich kręci.
Dziewuchy do czegoś tam zmusiły sejm, wyjątkowo syfiasty. Było takie fajne kino w ostatnich latach? PiS wykonujący w pornolu bezpruderyjne fikołki? Ich Genialny Strateg skapował, pewnie w ostatni poniedziałek wieczorem, że jego głąby mają w tym (na razie) interes. No, właśnie, interes. Nie można wykluczyć, że głąby z opozycji też dostrzegą, gdzie jest z kolei ich interes (na razie).
Przyjdzie się jeszcze zastanowić nad tym, jak ograniczyć choć trochę pogłowie interesownych głąbów w sejmie, czyli nad Szkołą Zawodowych Posłów.
Od wielu lat rozgłaszam pomysł ograniczenia kadencji posłów, jak również senatorów. Utrzymywanie bandy chciwych nierobów wiedzących, że nie można się ich pozbyć wynaturzyła im mentalność do stopnia dzisiejszego. Największym szkopułem w ich pozbyciu się są oni sami, bowiem żaden z nich, ale to absolutnie żaden, nie zrezygnuje dobrowolnie z możliwości napełniania kieszeni naszym kosztem. Jak temu zaradzić?! I to jest główne zagadnienie, które należy rozwiązać.
Jedyną drogą (być może są inne?), którą dostrzegam jest rozwiązanie siłowe. Co zresztą sugeruje SIR JAREK aluzją do cytatu z Katona (popieram!!!). Ja rozumiem, nikt tego nie chce powiedzieć wprost, ale robi to półgębkiem, lecz proszę mi wskazać inny sposób na odgonienie tych nienażartych wieprzów od koryta. Dlaczego to prezydent może być wybrany tylko na dwie kadencje, a byle posiołek może trwać i trwać w parlamencie, przechodząc z partyjki do partyjki? Na dodatek wprowadza tam swą posielską progeniturę. Rozzuchwala to ich niebywale i tkwiąc przy korycie znajdą tysiące argumentów jacy to są potrzebni, bo przecież to wszystko dla Ojczyzny i Obywateli, ich trud i wysiłek. Kwiki i chrząkania wzbijają się pod niebiosa szczególnie wtedy gdy czyją na sobie szklane oko kamery. Operacja chłostania spasionych sempitern będzie bolesna (oby)!