Wreszcie jestem zadowolony z czegoś, co zrobił prezydent Duda. Jestem prawie przekonany, że zajęcie przezeń stanowiska w sprawie reformy oświatowej PiS to spektakl według scenariusza Oberprezesa.
Ale „prawie” ma tutaj pewne znaczenie. Bo jeśli to autentyczna oznaka nieposłuszeństwa pierwszej – de nomine — osoby w państwie, to widzimy powstawanie rysy w monolitycznym bloku władzy.
A jeśli ustawka? Tyz piknie. Reforma przedstawiana przez minister Zalewską, to katastrofa narodowa. A tak! „Takie będą Rzeczpospolite…” Więc nawet rozłożenie jej w czasie już będzie złem zdecydowanie mniejszym. I, po czarnym proteście, kolejnym dowodem na to, że opór społeczny, w różnych jego odmianach, odnosi pożądany skutek.
Prezes Tysiąclecia może wiele, ale nie wszystko. Jest raczej dyktatorkiem niż demiurgiem. I tu raz jeszcze przypomnę – aby utrwalić – proste stwierdzenie Trenera Tysiąclecia, Kazimierza Górskiego; tak się gra jak przeciwnik pozwoli.
Nic nie składa się z samych plusów, ani z samych minusów. Niezależnie od tego, ile w posunięciu pana prezydenta jest samodzielności – i czy w ogóle – jego obraz poprawi się i jego partii może to przynieść jakąś korzyść. Jemu na pewno. A do ogółu ma dotrzeć przekaz: jesteśmy elastyczni, można z nami pogadać, słuchamy Polaków, etc.
Tyle tylko, że Polacy zapamiętają, że to gadanie to nie było mozolne ucieranie poglądów, lecz krzyk protestu. Wywalczone ustępstwo przynosi ulgę i satysfakcję, ale nie uczucie wdzięczności. Raczej wskazówkę jak się bronić przed dobrą zmianą.
Pochodną tego może być odejście pani minister. Z jej krzywdą. Świeciła twarzą za partię, która ją wystawia do wiatru. Można to jej ułatwić prestiżowo. Zwolnienie ministra Szałamachy było uzasadnione tym, że jego resort finansów dodano wicepremierowi i szefowi resortu rozwoju. Już sobie wyobrażam jak MEN dodaje się resortowi kultury i dziedzictwa wicepremiera Glińskiego.
Jak już jesteśmy przy zwolnieniach, to wiele się musi stać, żeby szef uznał, że trzeba wyrzucić z sań – wilkom na pożarcie – Mateusza Morawieckiego. Ale się stanie. To mamy jak w banku, bo w gospodarce cudów na ogół nie bywa. Proces Tuska mało kogo w takich okolicznościach zachwyci. Potrzebne będą igrzyska znacznie bardziej bulwersujące.
Czy prezes się na taką dymisje zdecyduje? Może, ale nie musi. Ale minister Macierewicz to już odejdzie tylko pod rękę z Kaczyńskim.
Ernest Skalski



Panie Erneście,
jedna prośba…
(jak i prośba do wszystkich, by tę prośbę kierować do innych publicystów)
używajmy cudzysłowów, tam gdzie przydatne..
np.:
>Tyle tylko, że Polacy zapamiętają, że to gadanie to nie było mozolne ucieranie poglądów, lecz krzyk protestu. Wywalczone ustępstwo przynosi ulgę i satysfakcję, ale nie uczucie wdzięczności. Raczej wskazówkę jak się bronić przed dobrą zmianą.
Zmieńmy to na
>> Raczej wskazówkę jak się bronić przed „dobrą zmianą”.
mała rzecz, a jednak..
serdeczności i wyrazy szacunku
P
Zmiany a przyzwyczajenie..
Co jakiś czas okoliczne markety robią miszmasz w ustawianiu pólek z towarami.
Wpadam na kwadrans bo się spieszę i to czego szukam zniknęło,,, no nieee,, trudno.
Pytam nieuchwytną obsługę sklepu, towar jest ale w innej lokalizacji bo w trosce o mnie, aby mnie było wygodniej robić zakupy wszystko poprzestawiano. Tracę czas , siły , na bezproduktywne pętanie się po dużej powierzchni i staję w kolejce do kasy czekając aż przyjmą łaskawie moje pieniądze a ja zamiast kwadransa spędzam pól godziny albo więcej.
Jestem poirytowany ale to mija, a za dwa dni podobna zabawa w zakupy w innym sklepie.
Mam wrażenie że z edukacją jest podobnie.
Regały z wiedzą zmieniają wygląd, rozdziela się ja na mniejsze a potem łączy bo tak ma być lepiej… a potem znowu zmienia się ich rozmiary, przemalowuje, dodaje ozdoby itd.
A na regałach bajzel, same nowe książki tak jak żarełko, co było smaczne nie do kupienia, zamienniki niesprawdzone w innej bardziej atrakcyjnej oprawie ale cholera wie czy strawne dla dzieci, sprzedawcy wiedzy często niekompetentni, sfrustrowani, straszy ich się wywaleniem na ulicę, więc udają że wszystko wpakują do łebków swoim podopiecznym itd.
A kupujący czyli rodzice?
Poirytowani na maksa, tak długo trwa irytacja jak pociechy chodzą do szkół.
Protestują, chcą stabilności w szkolnictwie, chcą aby potomstwo było mądre!
Chcą dobrych szkól dla swoich pociech!
A tu wała!
Następni zarządcy marketu edukacyjnego znów coś zmienią, na regały rzucą inne książki a tym co chcą wiedzieć więcej zaproponują wiedzę z internetu, bo tam wszystkiego można się nauczyć, prawda?
Dokładnie wszystkiego…
Tylko że w markecie to ma sens. Bo zmiana ekspozycji ma właśnie zmusić nas do pętania się po hali; być może, coś kupimy, czego nie planowaliśmy (żeby nie było wątpliwości: też mnie to irytuję, bo zrozumieć – nie znaczy polubić…). I podobno – mówią statystyki – rzeczywiście to działa i zwiększa obroty. W edukacji jest bez sensu
oj, tez nie wierze, zeby prezydent na cztery litery mial swoje zdanie, na jakikolwiek temat! to jest ponad jego sily.
taka marioteka w rekach prezesa, jak on pociagnie sznureczkiem tak zatanczy prezydent.