WaszeR Londyński: Co będzie, gdy…3 min czytania

()

londyn most2016-11-08.

…już za chwilę w wyborach prezydenckich w USA zwycięży Donald Trump i zostanie 45. gospodarzem Białego Domu?

Hipotetyczną katastrofę dla Ameryki i świata omówiły już wzdłuż i wszerz, nawet po przekątnych, najtęższe mózgi. Wiemy wszystko. A ja twierdzę, że nie do końca. Są jeszcze możliwości do rozpoznania. Diametralnie inne.

Oto wizja moja:

Specjalnymi przywilejami będą się cieszyć różne trampy — obieżyświaty i włóczykije – oraz… młodzi trampkarze. I niektórym dopiero teraz oczy niewiedzy się otworzą, gdy dotrze do nich wreszcie, że piłka jest okrągła, a bramki są dwie. Preferowane i promowane będą ćwiczenia na trampolinie, oczywiście w obowiązkowych trampkach, które to staną się światowym przebojem obuwniczym.

Rozwiną się nowe gałęzie przemysłu oscylujące wokół tych zagadnień. Najznakomitsze biura projektowe i indywidualne tuzy designerskie prześcigać się będą w projektowaniu i opracowywaniu coraz to fantastyczniejszych wzorów obuwia, odzieży i sprzętu mających służyć promowanym dyscyplinom. Gwałtownie wzrośnie znaczenie kultury fizycznej i aktywnego ruchu na świeżym powietrzu. Nie będzie miejsca, zakątka świata, którego utrampkowiona stopa ludzka nie zadepcze. Rozwiną się zapewne nowe dyscypliny sportowe, powstaną niedoceniane dotąd koncepcje tras sportowo-turystycznych. Dla przykładu: dla początkujących — nieforsowny jogging wzdłuż linii demarkacyjnych; dla zaprawionych — nowoczesny triathlon: maraton wokół różnych oddzielających murów i zasieków, przełaje na tramporolkach z pokonywaniem tych przeszkód i skoki przez nie; dla sportowej ekstremy adrenalinożernej można by wytyczyć przejścia przez nieużywane pola minowe, z niewykluczonym przypadkowym ostrzałem dla dopingu.

A to wszystko razem jedynie dla naszego zdrowia psychofizycznego. Koniec z gigantycznymi wydatkami na profilaktykę, doraźność i przewlekłość. Koniec z wizytami u psychiatrów, psychoanalityków i szamanów. Koniec z cywilizacyjną otyłością i innymi cukrzycami czy nadciśnieniami. Na tej fali wypłynie też wreszcie właściwy typ modelki — wysportowana forma skrzyżowania anorektyczki z za-pulchniaczką.

Ocieplą się stosunki międzyludzkie w czasie spotkań na szlaku. Ochłodzi atmosfera ziemska nabuzowana konsumpcyjnym zasiedzeniem. Pozbawimy glob marazmu i konfliktów społeczno-polityczno-religijnych. Same plusy dodatnie!

Czego więc chcieć od Donalda Trumpa? Że jest nietuzinkowy, nie powiela spalonych już schematów? No, czego chcieć? I to jeszcze kracząc przed jego wyborem-niewyborem. A poza tym i tam ichnia matka-Polka w polityce…

Połowa amerykańskiego elektoratu już dawno zrozumiała to, co dotarło do mnie przed momentem, a czym w tej chwili mam przyjemność dzielić się. Niech tam więc sobie w buty wsadzą zwolennicy Simone Weil, francuskiej filozofki i mistyczki z pierwszej połowy XX w., jej proroctwo – „Sprawiedliwość i uczciwość są stałymi uciekinierami z obozu zwycięzców„. Bo nas, zwolenników przedstawionej tu wizji, to nie przekonuje. Niezdecydowani jankesi powinni spojrzeć nad Wisłę, o ile wiedzą gdzie to jest. Aż tam, na przedmurze Rosji, zaszła dobra zmiana i wszystko gra, aż dudni.

Szczyptę racji ma natomiast Mark Twain, który zalecił kiedyś przetrwalnikową formę pobłażliwości jako drugą stronę medalu: „Bądźmy wdzięczni idiotom, gdyby nie oni, reszta nigdy nie osiągnęłaby sukcesu„.

Trzymajmy się więc tego w trosce o własny ton na czasy po katharsis.

WaszeR Londyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Stary outsider 09.11.2016