W Klubie Ogólnoświatowych Przemian. W Klubie Ożywczego Postępu. W Klubie Odpowiedzialnych Poczynań.
Jakkolwiek trywialne lub wzniosłe by były człony drugi i trzeci, Ameryko, KOP ci dobrze zrobi, bo równasz do najlepszych, a i we wspólnocie przecież siła. Dla nas też z korzyścią, gdyż wniesiesz w posagu do wspólnego kotła swoje ukochane przez wszystkich zielone. Na żółtej smyczy. Od których momentalnie zazieleni się nadzieją jesienny krajobraz europejskiego ponuractwa.
Dobrze ci zrobi, bo pewnie długo, boleśnie i z opuszczonym wzrokiem będziesz wychodziła, i na wciąż rozchybotanych nogach, z szoku powyborczych konsekwencji.
Dobrze ci zrobi, bo pewnie długo, boleśnie i z opuszczonym wzrokiem będziesz wychodziła, i na wciąż rozchybotanych nogach, z szoku powyborczych konsekwencji.
Tymczasem, malkontenci, choć kac z czkawką czają się za rogiem, dajmy się ponieść fali entuzjazmu.
Niech żyje więc nowy gigant — Panamerykańsko-euroazjatyckie Stany Zjednoczone! Od Waszyngtonu, poprzez Ankarę do Moskwy, a stamtąd szerokim łukiem do Warszawy i Budapesztu. Poczekamy jeszcze na Marsyliankę, która, jak to wstydliwa kobieta: i chciałaby, i boi się. Ale cnotę już szykuje. A może dołączy jeszcze skośnooka Kitajka z demokratycznymi tradycjami? Ona tak żarłocznie i ze wschodnim wdziękiem idzie do przodu zapewniając na światowym poziomie full service z etykietą Made in China. I wreszcie będzie można odtańczyć w euforii wiązankę narodowych skoczności, płynnie przechodząc od trepaka do kozaczoka, a od kozaczoka do kankana: nóżka tu, nóżka tam; stukają obcasiki, furkoczą piórka nad kuperkami, połyskują cekinki. Ubaw na sto dwa! Lata. Ku zachwytowi przymulonej gawiedzi. Boć to i same właściwej urody i obyczajów dziewoje będą w tym doborowym towarzystwie. Oho! — jest i jakiś młodzian w twarzowej huzarce. I tylko on jeden z ogniem wykrzesuje synkopami swojego czardasza. Pozostałe przy nim to melodyjki lekkie, łatwe i przyjemne. Bardziej przewidywalne. A może ty, Ameryko, wniesiesz coś dziko-zachodniego, jakiś wojenny taniec Siepaczów?
No a ten niepasujący do rozochoconego babińca facet? Co z nim? Najwyżej zostanie księgowym tego bur… hep! – sorry, już chyba czkawką odbiła mi się ta elekcja — tego budzącego namiętności przedsięwzięcia. Chyba że Matrioszka zaprotestuje, a to czerstwa kobita – samogonem wypędzona, mrozem wychowana, machorką odczyniona. Jeszcze nie raz, nie dwa może kota popędzić nie tylko rozlazłej blond Jankesce. A zresztą: ich jest więcej, przecież to Matrioszka Trojańska! Należy mieć się na baczności.
No a ten niepasujący do rozochoconego babińca facet? Co z nim? Najwyżej zostanie księgowym tego bur… hep! – sorry, już chyba czkawką odbiła mi się ta elekcja — tego budzącego namiętności przedsięwzięcia. Chyba że Matrioszka zaprotestuje, a to czerstwa kobita – samogonem wypędzona, mrozem wychowana, machorką odczyniona. Jeszcze nie raz, nie dwa może kota popędzić nie tylko rozlazłej blond Jankesce. A zresztą: ich jest więcej, przecież to Matrioszka Trojańska! Należy mieć się na baczności.
Ale koniec z żartami: stało się — kolejny wypadek przy manipulowaniu demokracją. Zakrawa już na jakiś globalny trend.
A ten świat realny, ten biedny i zagoniony, zajęty rozwiązywaniem nierozwiązywalnych często problemów w swoich krajach i regionach, tak naprawdę nie podnieca się tym, gdzie jakiś czubek wykorzystując własne bałamuctwa bez mrugnięcia okiem łykane przez pospólstwo, przemoc lub legalne demokratyczne instrumenty, ustanowił nową satrapię tudzież został bardzo ważnym przywódcą jeszcze ważniejszego państwa. Kanada ma na głowie przeforsowanie w Europie CETA; Wielka Brytania zajęta jest Brexitem; Francja Brexitu wykorzystaniem; Niemcy — liftingowaniem politycznej twarzy Merkel; Ameryka Środkowa i Południowa mają biedę, bezrobocie i bezprawie lęgnące się w slumsach oraz kartele narkotykowe na karku; skąpana w uprzedzeniach i przesądach afrykańska nędza wyrzyna się wzajemnie dając bogactwa nielicznym, a na dno egzystencji spychając pozostałych; Bliski Wschód wrze niebezpiecznie; Chiny zamartwiają się osłabieniem własnej ekspansji gospodarczej, itd., itp.
Najbardziej więc niech się martwi cioteczka Glory Hallelujah, to jej rodzinny problem i w jej wizerunek wali. Niech tam beneficjenci Fabryki Snów w proteście gromadnie opuszczają Beverly Hills, biznes — Wall Street, frustraci niech emigrują na Marsa. Na tych pierwszych z otwartymi ramionami czeka Bollywood, drugich chętnie zgarną azjatyckie nie tylko papierowe tygrysy, trzeci… niech lepiej pozostaną w pieleszach.
No bo co da ucieczka?! Dziś w cenie jest sztuka przetrwania. I przełykania gorzkiej pigułki wstydu. Wiemy coś o tym tu, nad Wisłą, proszę Amerykanów.
God Save America.
WaszeR Londyński


