Detektyw w Muzeum Polin

 

2018-03-04.

[dropcap]N[/dropcap]apisałem kiedyś, że Muzeum POLIN – poza tym, że jest imponującym zbiorem dokumentów o stosunkach polsko-żydowskich na przestrzeni dziejów, popełnia fatalny błąd w montażu. Ciśnie się do głowy słowo AUTOCENZURA; ale ja wolę myśleć, że tylko zabrakło talentu twórcom. W tej sprawie wyjątkiem na wystawie jest Barbary Engeling i Jacka Leociaka arcydzieło sztuki muzealnej: HOLOKAUST.

Dziś rano zgubiłem się po raz drugi w czeluściach tego muzeum. A jest to labirynt nieprzyjazny zwiedzającym, doprowadzający ich do klaustrofobii, pozbawiony oznakowania kierunku ruchu (artysta nie zajmuje się takimi drobiazgami: świetlne strzałki w podłogach są w co trzecim pomieszczeniu), a może świadomie wprowadzający w błąd, jak to robi IKEA, zmuszając nas do chodzenia w kółko, żeby więcej kupić.

Pękniecie montażowe jest w okrągłym źle oświetlonym przejściu z jednej sali do drugiej, gdzie rzadko ktoś się zatrzymuje, poświęconym polskiemu antysemityzmowi, uwieńczonym cytatem z żydowskiej gazety „Izraelita” z roku 1912. Gdy zwiedzałem muzeum po raz pierwszy cytat ten brzmiał (cytuję z pamięci): W KAŻDYM ANTYSEMICKIM KŁAMSTWIE KRYJE SIĘ CZĄSTECZKA PRAWDY. Teraz dawny cytat zastąpiono nowym: PROSZĘ MI PRZYNIEŚĆ EGZEMPLARZ ANTYSEMICKIEJ GAZETY, W KTÓREJ NIE BYŁOBY JEDNEGO KŁAMSTWA.

W tym ciemnym korytarzyku dokumentacja rodzącego się antysemityzmu kulturowego (osobisty istniał zawsze) składa się z reprodukcji książki „Protokoły mędrców Syjonu”, które wystawa nazywa prowokacyjnym kłamstwem – i kilku, w małych formatach, ledwo w marnym świetle czytelnych, reprodukcji antysemickich pomyj książkowych.

W tym miejscu muzeum, które szanuje inteligencję widza, powinno na większej przestrzeni ulokować dokumentację rodzącego się zjawiska antysemityzmu XX wieku, uświadamiając mu, że niemieckie morderstwo Żydów, które nastąpi, nie wywodzi się z polskiej próżni społecznej. Ale nie to muzeum.

Po hollywoodzkim festiwalu średniowiecza z pocztem łaskawych dla Żydów królów polskich i filosemickich magnatów, po gigantycznych makietach polskich miast, w których mieszkało 100, 200, może 500 Żydów, rozwija się (za grube pieniądze darczyńców), wątek Polski jako „żydowskiego raju”, bo tak pewien średniowieczny polski Żyd napisał do innego średniowiecznego Żyda w Czechach.

Mamy lata dwudzieste i trzydzieste, życie żydowskie w Polsce kwitnie. Bohaterem tej społeczności jest Julian Tuwim, który wielkimi literami pisze: JESTEM ŻYDEM SPOLSZCZONYM, PRZYWIĄZANYM NA CAŁE ŻYCIE DO POLSKIEJ TRADYCJI, a dalej: DLA ANTYSEMITÓW JESTEM ŻYDEM, DLA NIEKTÓRYCH ŻYDÓW – ZDRAJCĄ. TRUDNO! Oto puenta „żydowskiego raju”.

Niedługo potem spadną nam na głowy niemieckie bomby, zapadnie noc Zagłady, potem będzie wyzwolenie, z którym wystawa nie wie co zrobić, bo z jednej strony brakuje już miejsca (skradło go średniowiecze), a z drugiej: jak potraktować powojenną żydokomunę? Gdzieś w kącikach pojawiają się fragmenty dwóch moich filmów. Jeden to POWRÓT DO POLSKI (Marzyński wraca do innej Polski, w której zaimponował mu „karnawał Solidarności”), drugi to SKIBET, w którym młodzi Żydzi na statku w Kopenhadze uczą się żydowskich piosenek – marząc o powrocie do Polski.

Wychodzącym z muzeum młodym Izraelczykom (bo jest to muzeum izraelskie – inaczej nie wiem, jak mogłoby się utrzymać), w głowach szumi wodospad przegadanych informacji, a jak już uwolnią się od tego labiryntu, zobaczą polsko-angielski elektroniczny kwestionariusz, w którym (nie wierzę własnym oczom!) wciąż jest to głupio-prowokacyjne pytanie: Czy uważasz, że Polska jest krajem antysemickim?

Muzeum POLIN, nagrodzone tytułem najlepszego muzeum Europy, odpowiada na to pytanie zdecydowanym NIE. Stad tylko krok do nowelizacji ustawy o IPN. Podobno Ministerstwo Kultury ma ograniczać środki na Muzeum. Ja gdybym był ministrem, to bym dosypał.

Marian Marzyński

Life on Marz (2007) & RISD Student Films (1972-1976)

“My name is Marian Marzynski,” I introduced myself in broken English to my film class. “It’s too long,” they said. “Can we call you Marz?” In 1972, my students at the Rhode Island School of Design were the siblings of those who rebelled in the 60s. This new generation’s

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com