Meksykański detektyw w muzeum Polin

 

 

2018-04-19.

[dropcap]N[/dropcap]iektóre moje teksty, na ogół  dotyczące spraw zydowskich, przedrukowywane są na stronie REUNION 69,  którą prowadzą w Szwecji emigranci “marcowi”. Nieznany mi Ryszard K. skomentował mój wpis Detektyw w Muzeum Polin relacją o wrażeniach swego kolegi – naukowca, meksykańskiego turysty. Muzeum Polin zostało nagrodzone tytułem najlepszego muzeum europejskiego któregoś tam roku.

Sam chciałbym być tak łatwo nagradzanym.

Oddaję głos Ryszardowi K.

Tak się złożyło, że po raz pierwszy (i jak dotąd ostatni) zwiedzałem Muzeum „POLIN”  następnego dna po jego uroczystym otwarciu w końcu października 2014. Na frontonie hotelu „Europejskiego” powiewał jeszcze sztandar Izraela , bo Prezydent Rivlin nie zdążył jeszcze wyjechać z Warszawy.

Zamiast opisywać swoje własne wrażenia i wnioski (bardzo podobne do opinii Mariana Marzyńskiego) opowiem pokrótce co ze zwiedzania Muzeum wyniósł mój przyjaciel, meksykański fizyk Rafael Barrio, który w Polsce był po raz pierwszy. Spotkaliśmy się jeszcze w Paryżu, dokąd przyleciał by wraz ze mną wybrać się na sympozjum „BIOMAT-2014” zorganizowane w Centrum Banacha w Bedlewie pod Poznaniem, w dniach 2-8 listopada. 

Postanowiliśmy zatrzymać się przedtem na kilka dni w Warszawie, żeby Rafael mógł obejrzeć miasto, zwiedzić kilka muzeów (w tym Muzeum Chopina, bowiem Rafael jest także pianista i kompozytorem), a dopiero potem zjawić się na sympozjum.

Wiadomości Rafaela o Polsce, a tym bardziej o Żydach polskich, można uważać za nieistniejące. Owszem, stykał się z Żydami w Meksyku, ale w jego pojęciu była to jedna z odmian Europejczyków którzy przybyli do Meksyku wraz z innymi falami emigracji, czy to z Rosji, czy to z Włoch – sam Rafael jest z pochodzenia Hiszpanem po matce (ojciec też z Hiszpanów, ale zasiedziałych od wielu pokoleń), i ma z tego tytułu także paszport hiszpański. Żeby zilustrować pojecie Rafaela o Żydach, dodam tylko, ze gdy zwiedzaliśmy razem dom-muzeum Trockiego w Coyoacan, Rafael po raz pierwszy dowiedział się (ode mnie), że Trocki był Żydem – dla niego był to po prostu „Rosjanin”.

No i co taki nieuprzedzony człowiek wyniósł ze zwiedzania Muzeum „Polin”, w którym spędziliśmy razem dobrych parę godzin, w czasie których ja sam wstrzymywałem się od komentarzy, a Rafael pilnie czytał angielskie napisy i objaśnienia? To, co malowało się na jego twarzy pod koniec, po przejściu przez kilka ostatnich sal poświęconych Zagładzie, można nazwać bezgranicznym zdumieniem. – Jak to wszystko mogło się stać w kraju, w którym Żydzi i nie-Żydzi (nie mówił „Polacy”, bo w jego pojęciu wszyscy obywatele polscy w 1939-m roku to „Polacy”, ewentualnie z drugorzędną (!) przynależnością religijna) żyli ze sobą w takiej harmonii i przyjaźni, tak się wzajemnie kochali i wyręczali, tak byli ze sobą związani, na dobre i na złe? Nie do pojęcia! Jak to hitlerowcom udało się zamroczyć w ciągu kilku miesięcy ten szlachetny i życzliwy Żydom naród? – po czym starałem się delikatnie zasugerować swemu meksykańskiemu przyjacielowi, ze być może nie wszystko było na przestrzeni prawie tysiąca lat aż taką idyllą, jak by to wynikało ze wspaniałych zbiorów w tym Muzeum, i z komentarzy do nich.

Dodam tylko, ze następnego dnia wybraliśmy się z Rafaelem do Muzeum Powstania Warszawskiego (o którym Rafael tez w Meksyku nigdy nie słyszał przedtem). Muzeum wzruszające i ciekawe. A Rafael wywnioskowali, ze po krwawych walkach w 1944-m roku Powstańcy zwyciężyli Niemców, którzy musieli opuścić Warszawę uciekając na zachód. A zwycięstwo powstańcy zawdzięczali w dużej mierze nie tylko własnemu bohaterstwu, lecz także masowym zrzutom z powietrza, które zapewnili Anglicy i Amerykanie (pod sklepieniem Muzeum królował autentyczny samolot RAF, a na dole były pokazane kontenery zrzucane z powietrza).

Czasami zaobserwowanie reakcji osób całkowicie postronnych i nieuprzedzonych powie nam więcej, niż nasze własne wrażenia, jak by nie było, naznaczone własną wiedzą i uprzedzeniami. A tu miałem do czynienia z tym co w fizyce można nazwać „czystym doświadczeniem”, nieobciążonym korelacjami z innymi dodatkowymi parametrami, które mogą zaciemnić obraz.

Jednym słowem, tym razem zgadzam się w zupełności z opinia Mariana.


Rocznica powstania w getcie

Napisała do mnie  Anna Moskal,  aktorka, żona, matka dwóch synów:

To wszystko co piszesz o Muzeum Polin i swoich odczuciach, oraz ten blog ostatni z wrażeniami tego niezwykłego fizyka, pianisty i kompozytora – to wszystko prawda. Takie może być odczucie zwiedzającego. Dokładnie to samo odczuwałam w Muzeum Żydowskim w Berlinie i mały jeszcze wówczas synek zapytał :”to jak to Mamusiu, Niemcy się przyjaźnili z Żydami??? A potem Ich wszystkich chcieli wymordować???”. Próbowałam tłumaczyć, że nie wszyscy i że połowa Niemców była żydowskiego pochodzenia Itd.itd. Ale w pewnym momencie głos uwiązł mi w gardle i zostałam ze swoją bezradnością sama.

Bo jak zrobić muzeum uprzedzeń, muzeum antysemityzmu, muzeum zawiści, muzeum nienawiści i nierówności. Takiego muzeum nikt w żadnym patriarchalnym, dumnym, białym narodzie nie postawi żaden prezydent, żaden rząd, żadna instytucja kulturalna. Zapytajmy Polaków czy Niemców kto był w Auschwitz, kto był w Sachsenhausen, kto przeczytał książkę o Jedwabnem, obejrzał “Pokłosie” Pasikowskiego, czy “Idę” Pawlikowskiego, kto był w teatrze na “Naszej klasie” Słobodzianka albo  “Zapiskach z wygnania”  Baral ?  “Idę” zobaczyło w polskich kinach 60 tys.ludzi, po nominacji do Oskara drugie tyle poszło do kin, żeby się ustosunkować..

Marianie, ja myślę, że wstyd to bardzo trudne uczucie… Niedojrzały człowiek nie radzi sobie z poczuciem winy, tak samo niedojrzały naród, niedojrzale społeczeństwo. Co gorsza w wielu miejscach na świecie obserwujemy odradzające się pędy faszyzmu, w odniesieniu do różnych grup etnicznych i społecznych, wobec mniejszości. To przerażające i smutne, że niczego się jako ludzkość nie nauczyliśmy po tej hekatombie jaką była druga wojna światowa i Holokaust.

Dziś rocznica wybuchu Powstania w Getcie. Jadę samochodem do serwisu naprawić klimatyzację, o godzinie 12 w południe zaczynają wyć syreny. Zatrzymuję samochód na światłach i wysiadam, obok jeszcze tylko kierowca autobusu… Wyłącza maszynę, otwiera drzwi i wychodzi na ulicę. Tak jak to robimy tradycyjnie 1 sierpnia przy okazji rocznic Powstania Warszawskiego… Światło się zmienia, my dalej stoimy, minuta ciszy… Minuta. Zaczyna się trąbienie klaksonami, krzyki, ktoś wysiada z samochodu obok zapytać o co chodzi, z drugiego wyskakuje agresywny Wszechpolak i skacze do oczu kierowcy… Mówię spokojnie, to alarm puszczony przez władze miasta – ma uczcić rocznicę rocznicę powstania w Getcie. Zakłopotany kierowca obok wsiada z powrotem do auta. Wszechpolak wraca do siebie, mnąc pod nosem przekleństwa pod moim adresem. Alarm się kończy, wycie syren cichnie…wsiadam do samochodu i odjeżdżam na następnym zielonym. To tylko minuta.

W uszach dźwięczą mi słowa Warszawiaków sprzed 70 lat “Żydzi się palą”… Pod powiekami obrazy i zdjęcia z nowej książki Grabowskiego i Engelking… Czy naprawdę coś się zmieniło? Postanawiam nie rozdzierać szat i zacząć od siebie… Dziś porozmawiam z synami… O historii.

Marian Marzyński

Life on Marz (2007) & RISD Student Films (1972-1976)

“My name is Marian Marzynski,” I introduced myself in broken English to my film class. “It’s too long,” they said. “Can we call you Marz?” In 1972, my students at the Rhode Island School of Design were the siblings of those who rebelled in the 60s. This new generation’s

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com