2018-05-20,
Nie jestem socjologiem ani politologiem. Analizując dla siebie to co się w Polskim społeczeństwie i polskiej polityce dzieje, podobnie jak wielu z nas opieram swoje oceny i analizy na gruncie tych właśnie nauk i wyjaśnień.
Wszystko dotąd, od zamachu na Konstytucję i Trybunał, przez chaos prawny, smoleńską religię, schamienie parlamentarzystów, kumoterstwo, nawet wycinanie puszczy, po zabiegi populistyczne i sprzyjające PiS sondaże, było dla mnie polityką, socjologią, moralnością tłumów.
Aż do teraz, aż do toczącego się w Sejmie protestu rodzin osób niepełnosprawnych, niebywałej arogancji władzy, całkowitego desinteressement ze strony instytucji Kościoła.
Tu nie widzę polityki. Widzę głębokie skarlenie moralne tych, którzy dostali zaszczyt rządzenia tym krajem, a czynią to w najgorszy i najobrzydliwszy możliwy sposób.
*
Ten artykuł jest skierowany, wybaczcie bracia niewierzący w Boga, do katolików, gdyż słów kilka o szatanie chciałem napisać. Nie wierząc w Boga nie wierzy się też w istnienie diabła, dlatego zaznaczam, że nie do Was kieruję te słowa, choć nie zabraniam czytać.
Zdaję sobie jednak sprawę, że obserwując dzisiejszą rzeczywistość łatwiej w istnienie diabła uwierzyć.
Odrzucam więc typowe sposoby pojmowania rzeczywistości i zwracam się w kierunku religii, w sposób całkowicie odmienny niż to, do czego ona rządzącym służy. Religia, Kościół Katolicki, ludyczna wiara katolicka, wszystko to zawłaszczyli w celu zdobycia poparcia, nawiązali sojusz z KK dla swojego politycznego interesu.
Nie studiowałem teologii, ale jestem katolikiem, chodziłem na lekcje religii, mam katechizm, mam Biblię i wierzę w istnienie diabła. Ale nie tego potwora z rogami, ogonem i czerwonymi ślepiami, nie jak go opisuje Księga Rodzaju jako węża, ale właśnie jako upadłego anioła, demona, ducha złego, który realizuje na ziemi swoją przewrotną misję grzechu, zła i kłamstwa.
Diabeł, demon, belzebub, szatan, Lucyfer, bies, czart, mefistofeles; ile określeń i imion, tyle postaci przybiera by człowiekowi szkodzić, wzbudzać w nim lęk, odciągać go od Boga, wydobywać z człowieka to wszystko co w nim słabe i przekuwać w niszczącą siłę, to co złe nazywać przewrotnie cnotą, to co podłe nazywać szlachetnością, zohydzić to co piękne, z miernoty uczynić wzorzec, z tchórza bohatera, a na prawdziwego bohatera sprowadzić odium zdrajcy.
Swoją przewrotną naturę pokazał kusząc samego Chrystusa na pustyni Judzkiej w czasie 40 dniowego postu.
Swych zabiegów nie zaniechał. Dziś hojnie wspiera imperium pewnego związanego z KK biznesmena zwanego „Ojcem”, dziś klęka w świątyniach przed świętym obrazem, dziś w przyjacielskim geście klepie hierarchów po plecach.
Nie zmienił się, dostosował do czasów. Gdy trzeba wyśle tweeta, założy sutannę, popłynie flisacką łodzią, wejdzie na wysoką górę, napisze książkę, sypnie groszem przed żebrakiem. On ma dziś imię i nazwisko, numer pesel, konto w banku (choć nie zawsze), prawo jazdy (też niekoniecznie), może zasiadać w parlamencie na najwyższym miejscu, jeździć opancerzona limuzyną, latać wojskowym samolotem. To niezwykle inteligentny i perfidny duch. Książe ciemności, upadły anioł. Nie przypomina tego sympatycznego Rokity.
Roman Mrozek

rozglądając się wokół istotnie byłaby to praca ciężka, także samochód służbowy, komórka, laptop a czasem i niezłe wakacje od firmy wydają się być całkiem na miejscu. Nie przesadzałbym jednak z tą inteligencją, robota i tak taka ciężka, że i w duszach się nie opłaca, także szanowny autorze: hulaj dusza, diabła nie ma..