16.10.2018

ECHA WYDARZEŃ: Znów o piłce. Znów bez radości. Znów z przewagą krytycznych ocen i mocnych słów.
Liga Narodów UEFA. Debiut kolejnej wielkiej imprezy i już wpadka. W przyszłych rozgrywkach będziemy szczebel niżej: jako spadkowicze. Na chorzowskim stadionie – pełne trybuny wraz z nastrojem nadziei; z czasem nadzieja uchodziła, jak powietrze z przekłutego balonika. 2:3 z Portugalią. 0:1 z Włochami. Punkty zabrali goście, a choć wyniki „przyzwoite” – jak na takich rywali, to mówmy szczerze, najniższy „wymiar kary”.
Mogło być gorzej, bo taki był obraz na boisku. TAM – inny styl, inna klasa, wyraźnie odmienny stan umiejętności. W technice władania piłką, celności podań, trafności w podejmowaniu decyzji, fantazji i wyobraźni itd. ’
Ducha walki nie zakwestionuję – bo był, ale jeśli „ciało wątłe”, to i duch łatwo ulatuje. Nie raduje mnie nawet przepiękny gol strzelony Portugalczykom przez Pana Kubę, bo wprawdzie wykonanie było wielkiej urody, ale podanie nadeszło chyba zza linii autowej…
Nie przekonuje mnie także męska, pomeczowa decyzja bramkarza F., który przypisał sobie udział w tym, że drużyna bez Ronaldo poradziła sobie jakby on grał – i poprosił o przerwę na wypoczynek. Ładnie, po sportowemu, ale nadal bądźmy szczerzy – nalali nas, bo byli lepsi. Dużo lepsi…
Lepsi też byli Włosi. Niby ich reprezentacja w kryzysie – wyleciała z mistrzostw świata, a sprawozdawca słusznie wykrzyczał pytanie: „Jeśli tak grają przeżywając kryzys, to jak będzie, gdy wrócą do pełni sił?”
Klasę drużyny widziałem w tym, jak odrobili lekcję z marnego (remisowego) meczu z naszymi w Bolonii. Tam było niemrawo i szablonowo – w Chorzowie bojowo i z pomysłem. Czasem bardzo prostym, ale skutecznym. Żadnych dośrodkowań na pole karne z rzutu rożnego, tylko za każdym razem „krótki róg”, do kolegi, któremu będzie wygodniej. A kiedy już wszyscy przyzwyczaili się do takich zagrań, jedno według klasycznego szablonu i… gol. Na uśpieniu, osłabieniu czujności czasem też polega chytrość…
Były porażki – jest dyskurs. Jak zawsze, od radości – do smutku i krytyk w sporcie droga krótka. Z tym, że co mocne, to równocześnie jakieś naskórkowe. Że trener wybrał fatalny klucz taktyczny oraz popełnił błędy personalne. Klucz może rzeczywiście nie taki, ale dobra drużyna przecież program może w biegu zmieniać, jeśli jeden schemat nie wychodzi. Jak właśnie Włosi – między Bolonią a Chorzowem, a i w tym meczu kilka razy! A kogo pan Brzęczek wybrał i kogo pominął? Jak z krawcem i suknem, tak kraje jak materiału staje…
Boniek broni Brzęczka, podtrzymując prezesowskie zaufanie. Ja pana Zbyszka rozumiem, bo przecież… Ale i ja nie daję zgody by się tak chóralnie na panu Brzęczku wyżywać… Zresztą, w ogóle, nie w waleniu w selekcjonera widzę klucz do zmian na lepsze.
Bo co TAKI może? Może wybrać, dobrać, zachęcić przez parę wspólnych godzin lub dni, ale czy może nauczyć? Swobodę operowania piłką, fantazję i radość w panowaniu „tym czymś” podobno zdobywa się w wieku chłopięcych zabaw, w szkoleniu na poziomie młodzików, juniorów. Potem można doskonalić, podtrzymywać, ale co minęło – to jednak minęło. Nie pana Brzęczka – na poziomie reprezentacji będę za wady w opanowaniu piłki obciążał, lecz trenerów w klubach, tendencję klubowej drogi na skróty – zamiast szeroko zakrojonej pracy z dziećmi i młodzieżą, importowanie średniaków…
Szybkość, wytrzymałość itp. – to trening, taktyka – wybór, ale technika przyjęć, podań, kiwek, fantazja – to ma być niejako „przyniesione z domu” … To nie czas, kiedy Pan Kazimierz, w asyście Gmocha i Strejlaua mógł długo budować i kształtować drużynę, dziś selekcjoner ogłasza zbiórkę – jest najwyżej krótkie zgrupowanie – rodzinne – dla relaksu, z treningami i koncertem „ jak za Nawałki”, a potem oceniamy go za tzw. całokształt…
Wiem, trochę się zapędziłem w tej dyskusji, ale… Ale, gdy słyszę i czytam…
Pisze oto komentator: „ Jerzy Brzęczek traci zaufanie szatni”. Toż to awizo głębszego kryzysu! Gdy w zespole ktoś kogoś nie znosi – najprostszą demonstrację niechęci jest na boisku omijanie podaniami albo obdarowanie takimi – jak mówią – na zapalenie płuc… Pobiega, będzie miał za swoje… A w układzie drużyna – szatnia, co to zapowiada?
W ogóle słowa miewają to, że wróbelkiem czasem wylatują, a wracają…
Pan wiceminister „od sportu” też zrecenzował. Publicznie. Oddając należną cześć „lekkiej”, jako królowej sportów o piłkarzach głośno powiedział: „Nawet parobkami wczoraj nie byli” … Że to niby tak daleko od dworu, dalej niż paziowie, stangreci. Sieć upowszechniła. Podejrzewam, że przez pewien czas będzie pan wice persona non grata w lożach vipowskich imprez piłkarskich. Za ową błyskotliwość. Osobiście jednak wolę słyszeć ze szczebla, któremu wypada zawsze dzielić odpowiedzialność za stan sportu, recenzję z samokrytyką niż tylko coś takiego… Pan Parobek, z królewską pensją…

Nie do końca zgodzę się, że trener reprezentacji niewiele może.
„Bo co TAKI może? Może wybrać, dobrać, zachęcić przez parę wspólnych godzin lub dni, ale czy może nauczyć? Swobodę operowania piłką, fantazję i radość w panowaniu „tym czymś” podobno zdobywa się w wieku chłopięcych zabaw, w szkoleniu na poziomie młodzików, juniorów. Potem można doskonalić, podtrzymywać, ale co minęło – to jednak minęło. ”
Przere wszystkim może wybrać i dobrać taktyke do swoich wyborów.
Przykład z meczu z Portugalią: Rafał Kurzawa swobodę w operowaniu piłką ma, potrafi dograć „na nos”, potrafi piłke przyjąć i ładnie odgerać. Natomiast nie potrafi szybko biegać. (To jest pewnie główny powód, dla którego wielkiej kariery w ekstraklasie nie zrobił).
W każdym razie można spróbowac Kurzawę zmieścić w składzie tak, żeby wyeksponować jego atuty i ukryć jego wady.
Pozwolić mu grać na jednym skrzydle z szybkim wybieganym obrońcą (takim jak Bereszyński, albo Reca, który zagrał z Włochami) i jeszcze asekurować środkowym pomocnikiem.
Tymczasem trener wymyslił ustawienie w którym Kurzawa znalazł się na pozycji, na której powinien biegać od jednej do drugiej linii końcowej. Zawodnik, którego główną wadą jest słabe bieganie został ustawiony na pozycji, na której trzeba najwięcej biegać…
Wiadomo, że matriał ludzki, z jakim pracuje selekcjoner jest ograniczony. Ale na tym właśnie polega rola trenera kadry, żeby tak ustawić zespół by wyeksponowac atuty i zamaskować wady. Brzęczek zrobił z Kurzawą dokładnie na odwrót – wyeksponował jego największą wadę – tę, o której wiedział każdy choc trochę oglądający ekstraklasę w poprzednim sezonie.
Wydaje się, że Liga Narodów została przez trenera Brzęczka i PZPN potraktowana jako poligon doświadczalny. Sprawdzenie nowych zawodników i może nowej taktyki przed ME 2020 nie w meczach towarzyskich, ale w spotkaniach o stawkę, w prawdziwej rywalizacji. I nawet zaakceptowałbym te porażki i kupił potraktowanie LN jako eksperymentu, gdyby była nadzieja, że ten eksperyment coś da. A mam wrażenie, że niestety tak nie będzie, że ten czas został zmarnowany.
Oczywiście – nie jest tak, że selekcjoner to tylko listonosz i ten, kto wymyśla jakąś taktykę. Zgoda, że to też praca twórcza, którą można wykonać lepiej, gorzej, bądź źle. Ostatnio kiepsko, fakt. Mnie natomiast chodzi o szerzej pojmowaną manierę odbioru oraz formułowania aspiracji. Źe od trenera reprezentacji zalezy ” co detalicznie potrafią, a czego nie potrafią”. A to inna bajka- klubowa. jakości pracy nad sobą, kwalifikacji opiekunów treningowego dnia powszedniego itp. Żeby się piłka kleiła do nogi, a głowa była pełna własnych pomysłów. Jak to było z ostatnimi rywalami. Żeby ten pogląd uwypuklić, trochę sztucznie- przyznam- lecz świadomie nie walnąłem słowem w pomysły i decyzje Pana B. Za rozwinięcie- serdeczne dzięk!