04.11.2018
Muszę przyznać, że zajmowanie się sprawami religii i polityki w Polsce przypomina mi lektury z lat szkolnych.Te pierwsze nieodparcie kojarzą mi się z opowiadaniami i powieściami Franza Kafki, przenikniętymi nieubłaganym fatum.
Niezależnie od tego, co bohaterowie Kafki robią lub czego nie robią, życie kończy się dla nich fatalnie. Z kolei polskie życie polityczne, a zwłaszcza nasi politycy jako żywo przywołują mi na pamięć opowiadania i dramaty Sławomira Mrożka. Spiętrzenie absurdów, jakie na co dzień obserwuje w tzw. życiu politycznym, nieskończenie przekracza inwencję twórczą tego najbardziej przenikliwego komentatora idiotyzmów życia w czasach PRL.
Na szczęście nie samą religią i nie samą polityką człowiek żyje. Od czasu do czasu trafiają się autorzy, których książki prowokują do myślenia.

Jednym z nich młody izraelski historyk Yuval Noah Harari. Od kiedy zaczął medytować, jego życie stał się pasmem sukcesów. A każda z trzech książek stała się globalnym bestsellerem, on sam zaś globalnym celebrytą. Jak twierdzi, od spotkania w 2000 roku z medytacją vipassana, a zwłaszcza z jej nauczycielem A.N. Goenka – jego życie uległo przemianie. Odtąd medytuje każdego dnia po dwie godziny, a raz w roku oddaje się intensywnym ćwiczeniom medytacyjnym, trwającym 30 dni. Przyznam, że przypomina mi to moje życie w zakonie jezuitów, gdzie oddawałem się podobnym praktykom. Choć nie jestem pewien, czy moje życie uległo przemianie, to wspominam je jak najlepiej.
Wcześniejsze trzy książki tego w ogóle nie zapowiadały. Owszem, były błyskotliwe, syntetyczne, oparte na solidnych badaniach. Co ciekawe wszystkie trzy były poświęcone konfliktom militarnym. No, ale takich książek pisze się każdego roku tysiące i żadna nie staje się globalnym bestsellerem, a ich autorzy są znani tylko wąskiemu gronu specjalistów, którzy zwykle i tak wynajdują w nich masę nieścisłości i nieuprawnionych uogólnień.
Jaki więc sekret skrywają książki Yuvala Noaha Harariego, poczynając od Sapiens. Od zwierząt do bogów, wydanych w 2017 przez PWN po polsku, czy Homo deus. Krótka historia jutra, wydane w tym roku przez WL i przez to samo wydawnictwo opublikowane na początku listopada 21 lekcji na 21 wiek, że są tłumaczone na wszystkie możliwe języki i sprzedawane w milionowych nakładach?
Pewnie najlepiej samemu przeczytać i się dowiedzieć z pierwszej ręki, by nie padać ofiarą przemądrzałych recenzentów czy fanatyków religijnych, ostrzegających przed nową herezją ubraną tylko w uwodzące nowe szaty.
Mnie Yuval Noah Harari przypomina odwagę pisarstwa Stanisław Lema, który eksperymentował z tym, co wiedział. A wiedział dużo. Jego eksperymenty myślowe polegały przede wszystkim na stawianiu niewygodnych pytań. Podobnie robi Harare. Różnica może jest taka, że izraelski historyk nie obawia się również udzielania odpowiedzi. Nie wszystkie są przekonujące, ale każda z nich prowokuje do myślenia. I właśnie dlatego warto go czytać.
Ja w każdym razie nie tylko te książki czytam, ale polecam też studentom i znajomym. Pozwalają przemyśleć na nowo pytania podstawowe, zachęcają też do sporu.
Owszem, są tacy, dla których na przykład Homo deus to książka odstręczająca. Jeden z oburzonych recenzentów w konserwatywnym czasopiśmie katolickim w Polsce napisał, że „to obrzydliwa mikstura gnozy i pogaństwa w ładnym opakowaniu”. Dla mnie natomiast to inny wariant podstawowego dogmatu chrześcijańskiego „Deus homo factus est”. Przecież przekonanie, że Bóg stał się człowiekiem – to też eksperyment myślowy, którego konsekwencje są odczuwane do dzisiaj.
Czy droga odwrotna (człowiek staje się bogiem) nie jest warta namysłu? Yuval Noah Harari na nią wszedł – i, jak widać, interesuje ona coraz więcej ludzi. Mnie też.
Pozostaje naturalnie otwarte pytanie: czy od razu wiarę w możliwości człowieka należy kojarzyć z jego ubóstwieniem, a przywiązywanie znaczenia do informacji od razu należy nazywać religią danych (dataism) to inna sprawa.
Jednak z zaciekawieniem śledzę oficjalną stronę twórcy nowej religii. Jak widać, ma on się całkiem dobrze i nic nie zapowiada prześladowań. No może… niebawem ruszą do boju różnej maści fanatycy religijni, ale podobnie jak już nieraz w historii bywało, przyczynią zapewne Harariemu nowych wyznawców.

Porównanie YNH do Lema bardzo trafne! Reakcje podobnie bezmyślne, na szczęście nie wszystkich…
Jeśli dobrze zrozumiałem – on traktuje religię jako narzędzie służące ludziom, nie na odwrót!
Bardzo się cieszę że to właśnie Pan napisał recenzje do polskich wydań, dziękuję.
Serdeczne pozdrowienia.
Dziękuję, znałem Stanisława Lema dość dobrze i myślę, że do religii miał stosunek dokładnie taki jak YNH czyli podejrzliwy.
serdeczności
Warto posłuchać: https://www.youtube.com/watch?time_continue=336&v=xHHb7R3kx40
Tak YNH jest znakomitym mówcą, najlepszym streszczeniem Homo Deus jest ten godzinny wykład (niestety bez polskich napisów): https://www.youtube.com/watch?v=4ChHc5jhZxs ale są też inne, ten wskazany przez WS na temat przepoczwarzeń faszyzmu, który przybiera zawsze atrakcyjne kształty na swoich zwolenników jest nader trafny i pasujący do tego, co się dzieje w USA (Trump) i w Polsce (nie tylko narodowcy ale i pisowcy)
Tak nawiązując do Stanisława Lema, proszę nie porównywać intelektualnych czyścicieli
butów do człowieka znajdującego się na szczycie piramidy gdzie zasiadają najwybitniejsi
intelektualiści.
Swoją drogą nic mi nie wiadomo aby Stanisław Lem zajmował sie medytacją aby coś napisać.
Faktem jest moda na medytację.
Dr Jan Kwaśniewski na pytanie czy przy stosowaniu diety optymalnej można medytować, odpowiedział;
„można ale po co? W mojej opinii lepiej ten czas poświęcić myśleniu… ”
ps. Osobiście nie mam zaufania do ludzi „medytujących” zawsze coś ćpali, od wieków.
Myślę, że Stanisław Lem nie miałby nic przeciw temu porównaniu bo cenił chłodne myślenie i nie ulegał emocjom (owszem denerwowało go kołtuństwo i fanatyzm różnych maści). YNH jest chłodnym obserwatorem. O medytacji wyrażają się kąśliwie ludzie, którzy jej nie praktykowali, albo ci którzy zetknęli się z szarlatanami (tych niestety nie brakuje). Dla mnie medytacja jest myśleniem bezprzedmiotowym i można ją porównać do kąpieli. Jest dokładnie tym samym dla umysły czym woda dla ciała, odświeża.
Paaanie profesorze…
>O medytacji wyrażają się kąśliwie ludzie, którzy jej nie praktykowali, albo ci którzy zetknęli się z szarlatanami … Dla mnie medytacja jest myśleniem bezprzedmiotowym i .. odświeża.<
Chyba nie jestem "kąśliwy"..
Wiem wystarczająco dużo w tym temacie i jeden z elementów manipulacji umysłem człowieka jest dźwięk jak i jego brak, czyli cisza. Ta doskonała, w warunkach domowych nie do uzyskania obecnie. Cisza jest dostępna w starych kościołach w odpowiednim czasie dnia i na odludziu najlepiej na pustyni, gdzie słyszy się bicie serca i krew płynącą w ciele. Jak do tego dołożymy zapachy (kadzidełka) i wyłączymy wzrok to mamy pierwszy krok do bliskich spotkań czwartego stopnia czyli z bóstwem, które siedzi pod czerepem w którym kryje się pc oprogramowany w odpowiedni sposób od momentu powiedzmy narodzin.
To oprogramowanie ma wpływ na każdego(!) człowieka w każdym momencie jego życia.
Tylko krowi pc jest constans, choć nie jestem do tego przekonany całkowicie.
Jak ktoś mi mówi, że żołądki mamy jednakowe to ja odpowiadam, że to prawda, różnimy się tylko tym co mamy pod czerepem, a co tam mamy? to inne zagadnienie.
ps.
Dźwięki słyszalne od wieków służyły do manipulacji ludzkim umysłem.
Dziś fizyka jest na takim poziomie, że zajmuje się intensywnie tymi częstotliwościami których nie słyszy człowiek.. a tu jest pole do popisu … już nie dla muzyków którzy …
No właśnie, którzy mają do dyspozycji to o czym zawsze marzyli właściciele niewolników.
Pozdrawiam
Wysłuchałem krótkiego wykładu z linka podanego przez @WS. Rozważania Yuvala Noaha Harariego na początku wykładu o nacjonalizmie przypominają mi jako żywo elukubracje czarnego kabana (wiem, że to niegrzecznie o kapłanie rzymskokatolickim, ale nie mogę się powstrzymać) Kneblewskiego z Bydgoszczy. Ten sam zachwyt nad zaletami nacjonalizmu. No cóż, inaczej rozumiem nacjonalizm niż Kneblewski i YNH. A to, że rządy i elity zarządzają/będą zarządzać emocjami tłumu, do którego i ja się zaliczam, za pomocą gromadzonych zbiorów danych, to tylko kolejny etap. Zarządzano bez internetu i bez sztucznej inteligencji. Wystrój kościołów barokowych, kazania, prasa, radio – to tylko zmieniająca się technika. A ta rada na końcu wykładu – zbij lustro – zachwyca swą prostotą i skutecznością.