12.03.2019

Ledwie parę lat temu nie do pomyślenia było takie nagromadzenie dyletantów, tak wielkiego rogu obfitości z nimi w jednym, peryferyjnym państwie niewielkiego znaczenia. A tu proszę: jest ich od groma.
Owszem, drzewiej również zalatywało szwindlem, ale nie spotykało się aż tylu; chętnych do uczestniczenia w rozrzutności widziałeś z nieczęsta. Trzódka złożona z rabusi była skromniutka, nadzwyczaj niewidoczna i prawie dyskretna w porównaniu z dzisiejszą. Czyli, znajdowała się w powijakach. Dopiero się uczyła. Zdobywała generalskie szlify.
Teraz kradnie się transparentnie i bez niepotrzebnych parchów na sumieniu. Doświadczenia poprzedników zostały udoskonalone i skoro nowa trzódka zawitała w pogardzanej UE, pragnie (za jej pieniądze) rozwalić ją od środka; wpiera wyborcom w nadwątlone mózgi lada jakie kłamstwo, na przykład: im więcej tracisz, tym więcej zyskujesz.
Dzisiaj masz pełne przyzwolenie na machlojkę. Oczywiście, gdy należysz do ich ferajny. Jak skręcisz milion, toś swój chłop i cwana gapa. Jak zwędzisz batonika, jesteś element i patologia. Ale nie martw się: pójdziesz siedzieć: na krótko. Tam towarzycho zadba o twoje wykształcenie; poszerzysz horyzonty, poznasz odpowiednich kiboli. A gdy wyjdziesz z puszki niczym robal spod kamienia, nikt ci nie podskoczy.
Kiedy zaś dołączyłeś do partii rozdającej obiecanki, masz posadę przyspieszonej prędkości; nowi kamraci nie dadzą cię ukrzywdzić, bo wiedzą, że masz przed sobą karierę, w rezerwie trochę dętych truizmów i ze dwie chochle demagogii. No i fakt, że umiesz grać na fujarce, zapewnia ci krupierski stołek w lotniczej komisji.
PS
Polecam artykuł Andrzeja Koraszewskiego o partyjnej pazerności: Andrzej Koraszewski: Niewiara szukająca zrozumienia. Między innymi zajmuje się moim ulubionym ministrem Szyszko, specjalistą od ekologicznych wyrzynek drzew. Ten ci to jegomość zakupił przeszło półtora miliona hektarów ziemi.
*
Kiedyś kursowało powiedzenie: LITERACI DO PIÓR. Innymi słowy, oznaczało to: ZOSTAWCIE POLITYKĘ MĄDRZEJSZYM!
Literaci nie są na szczęście uniżonymi wykonawcami poleceń kogokolwiek. Mają własne zdanie i artykułują je bez względu na absurdalne apele o pozostawienie polityki — politykom. Jak orzekła Historia, owi mądrzejsi nie grzeszyli rozumem. Grzeszyli za to brakiem przesady w głoszeniu komunałów.
Pocieszamy się, że to kursowanie odbywało się kiedyś. W okresach regularnych przełomów i cyklicznych napraw błędów i wypaczeń. Trwałych prowizorek i nierealnych zobowiązań.
Teraz jednak znowu jesteśmy podtruwani jadem kiełbasianych obietnic i samobójczo dążymy do wyjścia z własnych osiągnięć. Po dawnemu nie umiemy być wolni od bzdurnych rozporządzeń.
Rośnie w nas tęsknota za niegdysiejszymi śniegami. A patrząc, jak ta nostalgia zaczyna tarmosić naszymi przekonaniami, zapominamy, że w imię powrotu do nieistniejących czasów młodości, przyszło nam plugawić to, o co walczyliśmy.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
