Waldemar Sadowski: Faszyzm polski

W trybie utopijnym

Demokracja panowała więc w Polsce od 1990 roku do 2015 lub 2016 roku. Być może przyszłe śledztwo lub historycy ustalą dokładną datę końcową. Partia PiS przejęła władzę w wyniku demokratycznych wyborów, ale demokratyczną legitymację do jej sprawowania utraciła wkrótce po wyborach. Czy za datę graniczną uznać nielegalne przejęcie TVP, czy wejście sędziego-dublera przebierańca w towarzystwie uzbrojonego żołnierza BOR do Trybunału Konstytucyjnego? Czy może jakieś inne zdarzenie?

Ale nasuwa się ważniejsze pytanie: czy można coś z tym zrobić, czy jest już za późno? Erich Kästner, w 1953 roku, tak określił podobny moment krytyczny w przejściu od demokratycznej Republiki Weimarskiej do III Rzeszy: „Zdarzeniom z lat 1933 – 1945 można było zapobiec najpóźniej do roku 1928. Potem było za późno. Nie wolno czekać, aż walka o wolność zostanie nazwana zdradą państwa. Nie wolno czekać aż kula śniegu zamieni się w lawinę. […] Lawiny nikt już nie zatrzyma. Ustaje ona, dopiero gdy wszystko pod sobą pogrzebie.” 

Czy nie jest za późno na urządzanie państwa polskiego na zupełnie innych zasadach niż to, co wylęgło się w pokrętnym umyśle człowieka ogarniętego obsesją panowanie nad otoczeniem. W dłuższej perspektywie budowa w łonie Unii Europejskiej autorytarnego tworka państwowego, mając na głowie demokratyczno-liberalne zobowiązania zapisane w Traktatach Unijnych, jest projektem nie tylko sprzecznym z polską racją stanu, ale też karkołomnym i niewykonalnym. Chyba że uda się w jakiś sposób przekonać wyborców, że powinniśmy opuścić Europę i budować faszystowskie państwo według standardów wschodnich.

Większość współczesnych europejskich ruchów politycznych traktuje państwo pragmatycznie – jako organizację, która służy obywatelom. Mieszczą się w  tym nurcie chrześcijańska demokracja, lewica, liberalizm, zieloni, republikanizm. Nie mieści się w tej tożsamości Orban z Kaczyńskim, Putin, Erdogan i jeszcze kilku wschodzących czcicieli państwa. Wizję tego typu kultury tak opisywał Benito Mussolini w książce „Doktryna faszyzmu” (Lwów, 1935) – „Dlatego dla faszysty wszystko mieści się w państwie, i poza państwem nie istnieje nic ludzkiego, ani duchowego, ani tembardziej nie posiada jakiejkolwiek wartości. W takiem pojęciu faszyzm jest totalitarny, a państwo faszystowskie, jako synteza i zjednoczenie wszelkich wartości, daje sens właściwy całemu życiu narodu, rozwija je i potęguje”.

Dobrze urządzone państwo jest jednak racjonalną architekturą, opartą na godności człowieka, która organizuje funkcje. I nie chodzi tu o godność pojmowanego etnicznie obywatela, lecz o godność każdej istoty ludzkiej, a nawet jak zaznacza Kant „każdej istoty rozumnej”. Nacjonalizm prowadzący do ubóstwienia państwa i narodu, a więc rozumiany po faszystowsku, jest więc sprzeczny z tożsamością europejską. Antyfaszyzm (podobnie zresztą jak antykomunizm) będący jednym z filarów tożsamości Europejczyków, to postulat odczarowania państwa. Faszystowskiej wizji państwa jako Lewiatana, którego wszyscy się boją, możemy przeciwstawić zupełnie inny ideał dobrze urządzonego świata życia. Wynika on z idei pomocniczości bytów ponadjednostkowych. 

Punktem wyjścia zasady pomocniczości jest suwerenna jednostka, która sama sobie organizuje życie i jest za swoje działania odpowiedzialna. Założenie to jest podstawą jej autonomii i godności. Są jednak zadania i sprawy, których jednostka nie jest w stanie wykonać samodzielnie. I dopiero w tym momencie może wkroczyć z pomocą organizacja ponadjednostkowa. Najpierw rodzina, potem samorząd – terytorialny, zawodowy i organizacje pozarządowe. Państwo nie może się mieszać w sprawy, które obywatele mogą sobie załatwić sami w formie samoorganizacji. Organy państwa zatrudniamy do załatwienia spraw, z którymi jednostki i samorządy sobie nie poradzą.   

Zalążki myśli o pomocniczości władzy państwowej pojawiły się w starożytności, ale jej współczesna wersja sformułowana została w ramach społecznej nauki Kościoła i rozwinięta następnie przez nurty liberalne. Niemiecki biskup Ketteler, poseł do Zgromadzenia Narodowego we Frankfurcie, zajmując się rolą gmin i państwa w szkolnictwie i pomocy socjalnej zaproponował podział ról, wyznaczając władzy centralnej tylko rolę pomocniczą. W liście do wyborców z 1848 roku stwierdza, że zbyt daleko idąca ingerencja państwa oznaczałaby „nieznośny absolutyzm, prawdziwe zniewolenie umysłów i dusz”. Pomysły frankfurckiego biskupa o pomocniczej roli państwa pojawiają się potem w Rerum Novarum papieża Leona XIII w 1891 roku i Quadragessimo Anno Piusa XI w 1931 roku.

Można zapytać, czy ta wywodząca się z nauki kościoła zasada jest w ogóle jeszcze aktualna? Otfried Höffe, niemiecki filozof z Uniwersytetu w Tybindze, liberał, przez wiele lat Przewodniczący Rady Etyki Szwajcarii: „Antropologia kulturowa udziela na to pytanie pozytywnej odpowiedzi i zaprzecza obawom, że pomocniczość nie przystaje do rzeczywistości”. Dzisiaj idea ta wykorzystywana jest jako zasada organizacyjna w Unii Europejskiej.

Höffe w obszernym studium o reorganizacji świata w obliczu globalnych zagrożeń „Democracy in an Age of Globalisation (Studies in Global Justice)”, proponuje taką współczesną definicję tej starej papieskiej zasady: „Kompetencje państwa tylko tam i tylko o tyle są uprawnione, o ile jednostki i organizacje społeczne danej pomocy potrzebują. I w ramach stopniowalnej państwowości kompetencje te powinny być lokowane tam, gdzie to najlepiej służy dobru jednostki”.

Warto dodać, że kompetencje te — według nowoczesnego rozumienia tej zasady przez Höffego — nie kończą się na państwie narodowym, ale powinny być (i są) rozdysponowane na organizacje ponadnarodowe, aż do instancji globalnych, którym przysługiwałyby zadania utrzymania pokoju, przeciwdziałania katastrofie ekologicznej czy zwalczania terroryzmu i epidemii.

Zasada pomocniczości określa relacje jednostka-państwo, wyznaczając władzy centralnej całkowicie służebną rolę wobec jednostki. A więc dokładnie odwrotnie niż w doktrynach faszystowskich, gdzie jednostka jest całkowicie podporządkowana państwu. Tak jak w Konstytucji kwietniowej z 1935 r., która do dzisiaj jest wzorem dla wielu polskich ugrupowań, uprawiających kult państwa. Chantal Millon-Delsol w książce „Zasada pomocniczości” tak ujmuje pozycję władzy państwowej: „władza ma na celu usunięcie pewnych niedostatków, z którymi borykają się w dążeniu do pełni rozwoju wspólnoty i wolne osoby, odpowiedzialne za swój los, lecz nie całkiem samowystarczalne”.  

Zasada pomocniczości dobrze rozwiązuje wiele problemów zarówno jednostki, jak i ludzkości. Życie w harmonii z rodziną, przyjaciółmi, małą ojczyzną reprezentowaną przez samorządy, większą ojczyzną Polską, jeszcze większą ojczyzną – Europą i największą ojczyzną, którą tworzy planeta Ziemia wraz z wszystkimi żywymi istotami. Jako żywa Gaja w koncepcji Jamesa Lovelocka. Ten antyfaszystowski świat, w którym szanujemy nie tylko państwo, i nie tylko przedstawicieli gatunku homo sapiens, ale także zwierzęta i rośliny, z całą pewnością ma większy sens, a więc także większe szanse na przetrwanie inteligentnego życia.

Koncentracja i przekazanie pełni władzy tylko na jeden poziom organizacji naszego życia, jak proponują to nacjonaliści, czy faszyści, jest aberracją i receptą na globalną katastrofę. Jako obywatele powinniśmy przekazywać pełnomocnictwo do sprawowania władzy w naszym imieniu na te różne poziomy organizacji. Państwo jest tylko jednym z nich i nie dajemy mu prawa do absolutnej, wyłącznej suwerenności. Tym bardziej że żadne państwo europejskie nie jest w stanie wypełnić podstawowej funkcji: zagwarantować obywatelom bezpieczeństwa przed agresją zewnętrzną (oczywiście mam na myśli Rosję). Dlatego część tej suwerenności przekazaliśmy do NATO i Unii Europejskiej. Absolutna suwerenność potrzebna jest tylko panującej oligarchii partyjnej do realizacji swoich ciemnych interesów materialnych i psychicznych. Ideologie nacjonalistyczne niszczą dzisiaj tę misterną strukturę współpracy ludzi, która wydaje się niezbędna do przetrwania inteligentnego życia.

Państwo i partie należy więc „odczarować” i traktować jako zwyczajne organizacje pomocnicze służące obywatelom, a nie jako samoistne byty, panujące nad nami i realizujące własne cele lub interesy oligarchii.

Na zakończenie powtórzę więc za Tomkiem Grabowskim: precz z polskim faszyzmem.

Waldemar Sadowski

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com