01.12.2019

Główna teza. Partie ideologiczne przypominają na początku zakony, kiedy zaś zdobędą władzę, przekształcają się w mafie.
Partie ideologiczne to partie, którą walczą o jakąś „Wielką Ideę” (do wyboru: dobro, prawda, Bóg, naród, ludzkość, sprawiedliwość, walka z demonami, walka z układem) i zarazem partie radykalne i „manichejskie”. Owa wzniosła idea ma zatriumfować w pełni i szybko, pokonując wrogów, którzy reprezentują zło i tylko zło; z którymi na kompromisy iść nie wolno. I wobec których „wszelkie chwyty” są dozwolone.
Taka partia przypomina zakon fanatyków o niezwykle silnej więzi wewnętrznej (podszytej zarazem podejrzliwością: czy aby nie przeniknęli do niej agenci z wrogiego świata).
Zazwyczaj takie partie są przez organizm społeczny – niczym groźne zarazki – marginalizowane i odrzucane. Bywa jednak tak, że – szczęśliwym dla tych partii i nieszczęśliwym dla społecznego organizmu – zbiegiem okoliczności, przebijają się przez barierę immunobiologiczną (osłabioną zazwyczaj jakąś chorobą – wielką „aferą”, kryzysem gospodarczym, przegraną wojną itp.) i zaczynają rosnąć. Bywa też tak, i to już wielkie nieszczęście, że zdobywają władzę. Im większą, tym gorzej.
W punkcie wyjściowym hierarchia wartości, środków i celów wygląda następująco: pieniądze są potrzebne, aby zdobyć i utrzymać władzę, władza jest potrzebna, aby wprowadzić w życie „Wielką Ideę”. Kiedy taka partia zdobywa władzę, zaczyna ją zarazem centralizować i rozszerzać. Mechanizm jest prosty: skoro nie udaje się „Wielkiej Idei” niejako „z marszu” zrealizować – albowiem napotyka to na opór niezwykle skomplikowanej „materii społecznej” – uznaje się, że przyczyną jest niedostatek władzy. W ten sposób mechanizm zaczyna działać: niezrealizowana Idea skłania do zwiększania władzy; zwiększona władza nie wystarcza, należy zatem ją jeszcze zwiększyć; i tak dalej (stąd owo – rzec można – „spontaniczne” centralizowanie i poszerzanie, zagarnianie coraz to nowych obszarów, „totalizowanie”).
Co więcej, kiedy taka partia zdobywa władzę (a nawet na etapie, gdy urosła i ma szansę zdobyć władzę), przyklejają się do niej różni karierowicze, polujący na posady, ale też coraz większe grono niezbyt rozgarniętych egzaltowanych ideowców. Stopniowo, powolutku – im więcej szumowin przenika w jej szeregi i im bardziej rozrasta się jej struktura – owa hierarchia wartości ulega odwróceniu. „Wielka Idea” staje się środkiem (wielkim blefem), aby osiągnąć i utrzymać władzę, władza zaś staje się środkiem, aby zdobyć pieniądze (bogactwo). Ostatni być może wierzy w „Wielką Ideę” – i jej wieńczące miejsce – główny ideolog, wielki przywódca: w końcu to sens jego życia i działania, nie chce przed sobą przyznać się do klęski, musi się samooszukiwać, aby żyć w złudzeniu i dostarczać kolejnych ideologicznych uzasadnień dla swoich zwolenników, w których kręgu zdecydowanie – przesiewani przez negatywne sito (dobór negatywny) – zaczynają dominować owi cyniczni karierowicze oraz „mierni, ale wierni”, niepotrafiący myśleć krytycznie, egzaltowani entuzjaści.
Zdobycie władzy przez taką partię można porównać, do „wrogiego przejęcia”. Nie idzie bowiem o to, aby państwa użyć do jego celów normalnych (bezpieczeństwo zewnętrze i dostatek wewnętrzny), ale do celów nadzwyczajnych; potraktować je jak „młot na zło”. Nie doskonalić jego struktur, w imię jakiegoś przyziemnego dobra publicznego; ale przekształcić je w narzędzie do wprowadzenia „Wielkiej Idei”. Kiedy zaś taka Partia scentralizowała i rozszerzyła władzę do możliwych granic, czyli trzyma niejako „państwo w garści”, rozrastając się niezmiernie, i zarazem „Wielka Idea” okazuje się iluzją, następuje zmiana biegunów aksjologicznych.
W ten sposób zakon stopniowo przekształca się w mafię. Taka partia – niczym gigantyczny pasożyt – opanowuje państwo i wyciska zeń soki. „Wielka Idea” – która zaczyna przypominać „wydmuszkę” – służy, powtórzmy, propagandzie i legitymizacji władzy, władza zaś służy do zdobywania pieniędzy (choć samo rządzenie jest również bonusem). Taka partia zaczyna przypominać mafię również pod względem struktury (ścisła hierarchia, niejawne powiązanie, ukryta – nierzadko brutalna i krwawa – walka frakcji) oraz mentalności (więzy krwi, stosowanie odmiennej miary dla „swoich” i „obcych”).
Mamy rozliczne historyczne przykłady: biurokratyzacja partii za czasów późnego Lenina; nomenklatura w Rosji Stalinowskiej i postalinowskiej; historia licznych partii faszystowskich.
*
Ściągnięto ostatnio do Polski 100 ton złota zdeponowanego w Londynie. Jedni mówią gest pijarowy, inni, że dywersyfikacja. Zgodziłbym się z tymi pierwszymi, ale z dodatkiem. Oto przejaw i dowód mentalności mafijnej.
Jeśli państwo-firma przejęta przez mafię posiada złoto, ale za granicą, gdzie władza mafii nie sięga, to naturalnym wydaje się pragnienie, aby – skoro na razie to możliwe i legalne – sprowadzić je do siebie, gdzie nasza władza sięga i można bezpośrednio „położyć na nim rękę”. Mafia chce jednak nie tylko złota dotykać – jak Goering kosztowności – ale powiększyć pole manewru. Błyskawicznie – w kryzysowej sytuacji – je spieniężyć i utrzymać się przy władzy. Albowiem aksjomatem mafii przejmującej państwo jest: „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Nie możemy się cofnąć. Bolszewicy wiedzieli, że gdyby przegrali, zostaliby rozstrzelani bez sądu.
Bolszewicy obrabowali wszystkie banki ze złota tuż po zdobyciu władzy i włożyli je do swojego sejfu, następnie wykorzystali, aby utrzymać się przy władzy (kupili broń i jedzenie dla swoich czerwonych gangsterów).
Bolszewicy byli niewątpliwie mafiosami, ale niezwykle groźnymi, bo dążenie do władzy, pieniędzy i luksusu było owinięte wzniosłą i ascetyczną ideą (komunizm, tysiąc lat braterskiej ludzkości żyjącej w pokoju i dostatku na Ziemi). Pociągała zatem cwaniaków, którzy dążyli do społecznego awansu; do władzy, bogactwa i luksusu, ale też ascetów, którzy chcieli „poświęcić życie” czemuś wielkiemu, wzniosłemu. Obecnie – na szczęście – na rynku idei, nie ma – jak sądzę – tak „Wielkiej Idei”.
Poszukiwacze „Wielkiej Idei” są więc skazani na robienie różnych patchworków, mieszanek: trochę narodu, trochę równości i sprawiedliwości, trochę jedynie słusznej religii, poza którą są tylko bezdroża nihilizmu. Grają zatem na kilku strunach. Czasem zresztą z wielką wprawą. Ale trzeba przyznać, że nie brzmi to już tak monumentalnie, jak trąby „Międzynarodówki”.
Jacek Breczko

Słowo ideologia ma różne znaczenia, pomocą może być słownik PWNu.
Niestety jest.
„Obrona Chrześcijańskiej Europy” i obrona „zwykłych ludzi przed elitami” .
Na niektórych to niestety działa..