Eugeniusz Noworyta: Exegi monumentum

27.01.2020

Wielu oczekiwało, że zapowiadana od pewnego czasu książka Donalda Tuska będzie manifestem politycznym oraz wykładem strategii mającej prowadzić do odbicia władzy z rąk populistycznej prawicy i budowy nowego demokratycznego ładu, niebędącego kalką poprzedniego, kierowanego przez niego liberalnego państwa.

Opublikowany teraz dziennik byłego premiera o intrygującym tytule: „Szczerze” nie spełnia tych oczekiwań i jest raczej zapisem jego działalności w charakterze przewodniczącego Rady Europejskiej. Właśnie taką kroniką dokonań obudowaną solidnymi argumentami, ukazującą autora jako aktywnego i kreatywnego polityka o europejskim wymiarze. Rezygnacja z kandydowania na urząd prezydenta i wycofanie się z wyborczej rywalizacji współgra z taką interpretacją dziennika, która dostrzega w nim zamknięty rozdział, ku pamięci potomnych: zbudowałem sobie pomnik, trwalszy niż ze spiżu…

Nie znaczy to jednak, że książka pozbawiona jest waloru aktualności: zawiera celną krytykę obozu władzy i wskazuje na wynikające z jego polityki niebezpieczeństwa dla Polski, a zwłaszcza rejestruje i wyjaśnia, na czym polegają aktualne zagrożenia dla współczesnej Europy. Umieszcza więc polskie sprawy w szerszym kontekście, skłaniając potencjalnych czytelników do wynurzenia się z własnego zaścianka i szerszego spojrzenia na otaczający nas świat i jego rzeczywiste problemy. Zadaje zatem trudne pytanie o treść współczesnego patriotyzmu, aby nie przybrał postaci narodowego egoizmu, obskurantyzmu i nienawiści do obcych.

Na pierwszym miejscu zmartwień Tuska pojawia się niekontrolowana migracja. Nic dziwnego, w czasie jego prezydencji bowiem właśnie ten problem był źródłem ustawicznych kłopotów, a wymyślona w unijnych gabinetach procedura obowiązkowej relokacji uchodźców spowodowała poważne kontrowersje, a nawet rokosz części państw unijnych z obszaru tzw. nowej unii, w tym Polski. Straszenie uchodźcami w tej części Europy posłużyło za propagandowe paliwo rządzącej prawicy na tyle skutecznie, że w miejsce otwartości na emigrantów zaczęła tu przeważać obawa przed obcymi przybyszami i niechęć do ich przyjmowania. Jednakże Tusk wykazał się giętkością i w miejsce przymusu przyjmowania uchodźców zaproponował zasadę dobrowolności i ulepszenie kontroli zewnętrznych granic Unii. Jednak i ta złagodzona forma solidarnego radzenia sobie z napływem emigrantów nie zyskała – zwłaszcza w naszym regionie -wystarczającej akceptacji, co paraliżuje na dłuższy czas rozwiązanie tego dramatycznego problemu.

Eksponowane miejsce w agendzie Tuska zajmowało też zagrożenie klimatyczne. W tym przypadku, oprócz krajów wschodnioeuropejskich, szczególnie Polski, hamulcowymi były wielkie mocarstwa, zwłaszcza USA i Chiny, niechętne rezygnacji z węgla jako ważnego źródła energii, a równocześnie groźnego dla zdrowia zanieczyszczenia środowiska. Trudność w radzeniu sobie z tym zagrożeniem wynikała z jego globalnej skali w przeciwieństwie do problemu migracji ciążącego głównie Europie i USA.

Stałej uwagi od przewodniczącego Rady Europejskiej wymagało też zagrożenie terrorystyczne, którego realność nie tak rzadko potwierdzały krwawe zamachy w państwach europejskich, przekreślające złudne nadzieje na uwolnienie się Europy od tego koszmaru po osiągnięciu pokoju w Irlandii i rezygnacji ETY z walki zbrojnej. Przejrzystość sytuacji, bez zamącających obraz motywów walki narodowowyzwoleńczej, zwiększyła szanse Europy na skuteczną współpracę międzynarodową w zwalczaniu tego globalnego zagrożenia, jednak pozostała inna komplikacja w postaci terroryzmu państwowego, stosowanego w różnych regionach świata i przez różne państwa w imię racji stanu, stając się źródłem akcji odwetowych i nieustających kontrowersji.

Sen z powiek przewodniczącego spędzały ruchy odśrodkowe wewnątrz Unii Europejskiej, zwłaszcza odejście Wielkiej Brytanii i obstrukcja w różnych sprawach ze strony części państw Europy Środkowo-Wschodniej. Niewiele udało się zrobić, aby powstrzymać te osłabiające Wspólnotę procesy, a Brexit na naszych oczach staje się faktem.

Podobne trudności nasiliły się w stosunkach transatlantyckich, szczególnie w relacjach Unii ze Stanami Zjednoczonymi po przejęciu władzy przez Donalda Trumpa. Przeniesienie uwagi na kontynent azjatycki i transakcyjne podejście amerykańskiego prezydenta do politycznych zobowiązań wystawiły Sojusz Atlantycki na poważną próbę. Gwarancje bezpieczeństwa Europy uległy osłabieniu, zważywszy niemrawe wysiłki na rzecz zbudowania jej wspólnego potencjału obronnego oraz agresywną politykę Rosji. Próby radzenia sobie z tymi zagrożeniami, zwłaszcza widoczna aktywność Tuska na rzecz przestrzegania porozumień mińskich i wzmocnienia solidarności z Ukrainą zmagającą się z rosyjskim ekspansjonizmem terytorialnym. Te, godne uznania wysiłki przyniosły jednak ograniczone rezultaty — także wskutek oportunizmu europejskich mocarstw, niechcących narazić na szwank swoich interesów z Rosją.

W agendzie Tuska rzadko pojawia się problem rozbrojenia, mimo że na naszych oczach dokonywany jest, głównie za sprawą Rosji, ale także Chin i Stanów Zjednoczonych demontaż układów, które, jak w przypadku traktatu eliminującego broń atomową średniego zasięgu, zapewniały także bezpieczeństwo Europy.

W książce Tuska brakuje też szerszej refleksji na temat biedy gnębiącej znaczne obszary Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej — co o tyle jest też istotne, że oprócz lokalnych konfliktów właśnie skrajne ubóstwo jest podstawową przyczyną masowej niekontrolowanej migracji do bogatszych krajów Europy i Ameryki Północnej.

Zwalczanie biedy oraz troska o utrzymanie i rozbudowę sieci układów rozbrojeniowych (w istocie pokoju) należy do priorytetów ONZ, ta bowiem najbardziej uniwersalna organizacja zachowuje optykę globalną, natomiast Tusk postrzega sprawy raczej z europejskiej perspektywy, ocierając się o grzech europocentryzmu.

Nie pomniejsza to znaczenia podjętych przez niego problemów — chociaż największe zaangażowanie, a nawet emocje widoczne są wtedy, gdy były premier pisze o polskich sprawach, broni swojej polityki i z pasją atakuje autorytarne zapędy obecnej władzy. Przestrogi przed wyprowadzeniem Polski z Unii trafią jednak do przekonania szerszego grona wyborców tylko wtedy, gdy dotkną ich dotkliwe skutki potencjalnego polexitu w postaci zaniku dotacji, ograniczenia swobody podróżowania i zatrudnienia zagranicą, mniejszych inwestycji czy utrudnień eksportowych. Teoretyzowanie i propagandowa retoryka nie są efektywne, tym bardziej że obóz rządzący skutecznie manipuluje opinią publiczną, posługując się wszelkimi instrumentami, będącymi w zasięgu zdominowanego przez siebie państwa.

Czy w tych warunkach jest możliwe, że w polskiej debacie wyborczej zaistnieją jakieś problemy europejskie czy globalne i pojawi się jakaś szersza refleksja na temat ich rozwiązania?

Niestety, jest to mało prawdopodobne, dramatyzm bowiem demontażu polskiej demokracji i współczesne egzystencjalne zagrożenia, od których żaden kraj nie jest wolny, zapewne przesłonią oskarżenia o afery i ataki personalne doprawione obietnicami bez pokrycia.


Eugeniusz Noworyta

Polski dyplomata i polityk


Ur. 25 grudnia 1935 w Krakowie. Ambasador w Chile (1971–1973), Hiszpanii (1977–1981) i Argentynie (1996–2001). 
Stały przedstawiciel PRL przy ONZ (1985–1989). 
Wykładowca stosunków międzynarodowych na uczelniach w Warszawie i Łodzi.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com