Masza Potocka: Skuteczność prawicy

22.02.2020

Prawica to upór światopoglądowy uzbrojony w sfanatyzowane idee.

Każda prawica ustala własny zestaw idei. Polska postawiła na katolicyzm i historię oraz na walkę o wyższe wartości, takie jak polskość, rodzina i życie. Każdą z tych idei wspierają argumenty „boga i narodu”. Taki pakiet polityczny pozwala na zawładnięcie polskim umysłem. Jednak pod tą wzniosłością kryje się idea przewodnia, czyli nieposkromiona żądza władzy.

Z radością witamy na naszych łamach nową znakomitą Autorkę

Zaprzyjaźnienie się z Kościołem wspiera działania polityczne atmosferą świętości i zapewnia skuteczną współpracę ze strony kleru. Odniesienie do historii pozwala na manipulowanie poczuciem dumy i krzywdy.

Najtrudniejszymi ideami są rodzina i życie. Usztywnianie tych pojęć spotyka się z oporem społecznym, ponieważ narusza wolność obywatelską. Prawie nikt nie uważa dzisiaj małżeństwa za nienaruszalne, niewierności za zbrodnię, a kalekiej ciąży za wyrok ostateczny. Na tym terenie prawica ma najsłabsze przełożenie i najszybciej naraża się na opór społeczny. Chociaż ciągle argument „z natury”, czyli utrzymywanie, że homoseksualizm i aborcja są niezgodne z prawami boskimi, spotyka się z aprobatą.

Ideologia prawicowa dąży do uwstecznienia społecznego. Nie będzie aborcji i pigułek, kobiety przestaną fantazjować o karierach, zostaną w domu, żeby gotować i rodzić dzieci. Mężczyźni będą pracować bez stresu, że kobiety są bardziej ambitne i sprawne dzięki połączeniu wykształcenia z intuicją. Zwiększy się przyrost naturalny i przestaną nam zagrażać – przede wszystkim swoją ekonomiczną niezbędnością – imigranci. Tak z grubsza wygląda prawicowa wizja świata. Kobiety[1] są tu prowadzone na pasku religii albo straszone więzieniem. Światopogląd prawicowy to wizja męska. To ostatnia broń w walce mężczyzn z kobietami[2].

Walka z wolnością obywatelską, polegająca na uwstecznianiu modeli społecznych, wymaga solidnego uzbrojenia. Polska prawica wytacza następujące, odpowiednio spreparowane „armaty”: katolicyzm, polskość, historię, rodzinę i życie. Warto przeanalizować zabiegi i preparacje znaczeniowe, jakich dokonano na tych terminach, aby uzyskać ich odpowiednią skuteczność manipulacyjną.

Cudownej transformacji poddano religię katolicką, propagując ją jako religię narodową, zwieńczoną świętością Polaka i wynoszącą Chrystusa[3] do rangi króla Polski. Nikomu nie przeszkadza heretycki posmak tego zabiegu i zawarty w nim protekcjonalizm wobec Boga, którego nagradza się królestwem niedużego i nie najbardziej zasłużonego kraju świata. W tej operacji zawłaszczania religii i utożsamiania jej z polskością zapomina się o faktach.

Przez ponad tysiąc pięćset lat na terenach polskich mieliśmy wierzenia prasłowiańskie, charakterystyczne dla tego obszaru i wyrosłe „z tej ziemi”[4]. Zostały one wyparte – aczkolwiek nie do końca – przez przyjęcie chrztu w 966 roku. Ten „gwałt” na religii lokalnej dokonany przez religię globalną jest obecnie prawicową deklaracją polskości[5]. Traktuje się chrzest Polski jako manifestację tożsamości narodowej. Nikt już nie chce pamiętać, że przyjęcie chrztu było rezygnacją z religii narodowej na rzecz religii globalnej, że był to gest polityczny, kreujący prototyp zjednoczonej Europy, w której państwa członkowskie poddawały się nadrzędnej władzy Watykanu. Dzisiaj w Polsce ta polityczna religia przestaje być religią wspólną – łączącą, a staje się religią narodową – wykluczającą. Tysiąc lat pozwala na zapomnienie wielu detali, ale nie uzasadnia przeinaczania sensu.

Kolejną „armatą” prawicy jest historia. Tutaj adaptacja narzędzia polega przede wszystkim na manipulowaniu skalą i przemilczeniem. Niektóre fakty urastają do wymiarów pomnika, inne znikają. Poszczególne operacje wzmacnia egzaltacja. Prawicowy model historii to megalomańskie pomieszanie krzywdy z wielkością. Fakty nie są tu zbyt istotne; opłaca się nawet z bandytów[6] zrobić bohaterów albo z wypadku[7] zamach, aby odpowiednio pokierować emocjami. Najważniejsze jest przeniknięcie umysłów poczuciem krzywdy i wielkości; „jesteśmy wielcy, ale z każdej strony nas krzywdzą, nie pozwalając osiągnąć tego, na co zasługujemy”.

Historia to pole niewyczerpanej manipulacji, między innymi dlatego, że jest istotną podstawą tożsamości, wpajaną nam – w zgodzie z obowiązującą w danym czasie interpretacją polityczną – od samych początków edukacji. Prawicowy model historii – podobnie jak komunistyczny – jest wolny od „stresu prawdy”. Liczą się wartości „wyższe”, przede wszystkim takie, które gwarantują wrogie zaprogramowanie obywatela w kierunku wskazanym przez polityków.

Granie odpowiednio zmodyfikowaną historią prowadzi prostą drogą do poczucia wyjątkowości narodowej i w konsekwencji do kontrolowanego nacjonalizmu. W ten sposób powstał zespół nazwany „polskością”. Nie należy go mylić z pojęciem „patriotyzmu”, który łączy uczucia wynikające ze wspólnego języka, krajobrazu, historii i kultury z racjonalnie pojętym współczesnym i globalnym interesem kraju. Tymczasem „polskość” to uniesienie, to wyniesienie ponad innych, to separacja i deklaracja wyższej rasy, to manifest naszego narodowego posłannictwa. „Polskość” to bolesne niespełnienie ambicji z czasów wojen i komunizmu. Zawiera się w niej antysemityzm i ksenofobia, prawo do chuligaństwa w imię patetycznych idei, prawo do ograniczania cudzej wolności oraz zaproszenie do przemocy. To wszystko już było, to wszystko skompromitowało się na różne zbrodnicze sposoby, a mimo to nadal daje się wskrzeszać. „Polskość” to gwałt na polskim patriotyzmie, to heretycka deprawacja – nie tyle miłości – ile szacunku dla ojczyzny.

„Zespół zdeprawowanego patriotyzmu” jest w Polsce wspierany przez polityków prawicowych i Kościół. Postawa mająca takie zaplecze powinna się czuć mocna i bezpieczna. Tymczasem – i to jest naprawdę zaskakujące – na każdym prawicowym kroku pojawia się obawa o polskość, traktowanie jej jak delikatnej mgiełki, którą może rozwiać najmniejsza rzecz, obca naszej tradycji religijno-historycznej. Ta niewiara w polskość ujawnia się ostatnio szczególnie mocno w kontekście uchodźców. Wygląda na to, że już pojedynczy Syryjczyk jest dla polskości zagrożeniem. „Polskość” występuje więc jako wartość sprzeczna – jako siła i jako słabość. Siłę polskości zawłaszczyli sobie chwilowo kibice oraz prawicowi ekstremiści i używają jej jako usprawiedliwienia dla zachowań agresywnych. Słabość polskości jest natomiast wykorzystywana w mowach politycznych jako ostrzeżenie przed Obcym. Aby przeprowadzać tak zawiłe i wewnętrznie sprzeczne operacje intelektualne, konieczny jest sojusznik, umiejący lepiej zapanować nad umysłami narodu niż politycy.

W Polsce „husarią” prawicy jest Kościół. Dzięki niemu ta opcja polityczna może pozwolić sobie na postawę waleczną. Bez niego byłaby partią konserwatywną, kokietującą tradycyjnymi wartościami i liczącą na elektorat mentalnie wygodnicki, wyrosły na nastrojach ksenofobicznych, antysemickich i homofobicznych.

Prawicowe środowiska wyborcze są bezkrytyczne wobec funkcjonariuszy kościelnych. Słuchając kazań, nie włączają żadnej czujności. Z ambony można im przekazać dowolne „prawdy”, w dowolny sposób. Dla uzasadnienia takiej czy innej sprzeczności zawsze można włączyć „mgłę logiczną”. Jest to praktyka odwieczna, pozwalająca zakryć przed wiernymi zbyt trudne do wyjaśnienia i uzasadnienia przekazy biblijne[8]. Retoryka kościelna – ogromne pole do badań nad skutecznością przekazu słownego – ma zarówno swoje sposoby na zakrywanie rzeczy kłopotliwych, jak i mistyczne sposoby na przekazywanie nieprawdopodobnego. Tak skuteczny język – a właściwie system operacji językowych – jest entuzjastycznie podejmowany przez mówców prawicowych, ponieważ wspiera bezkrytyczność odbiorcy i symuluje prawdę objawioną. I chociaż ci politycy nie mają w tej dziedzinie wykształcenia czy doświadczenia – przez co zdarzają się zabawne wpadki – i tak bilans skuteczności jest korzystny. Retoryka kościelna pojawia się we wszystkich przekazach prawicy[9].

Po religii, historii i polskości kolejnym sztandarowym tematem prawicy jest życie. Na tym obszarze jeszcze wyraźniej można zaobserwować zawiłości i niekonsekwencje manipulacyjne. Problem zaczął się od definicji. Dla stłumienia wszelkich wątpliwości przyjęto wersję radykalną; życie powstaje w momencie spotkania się dwóch komórek. Ucina to wiele dyskusji, ale otwiera pewien problem religijny, którego nie podjęto lub wręcz nie zauważono. Wiadomo, że wiele ciąż jest ronionych w obrębie jednego cyklu, czyli praktycznie niezauważalnie. Tym samym człowiek zawarty w dzielących się komórkach umiera w grzechu, bez sakramentu chrztu. Rodzi się pytanie, czy w prawicowym modelu etycznym nie powinna pojawić się jakaś propozycja ceremonii chrzczenia brzucha po stosunku? Brak działania w tej sprawie wynika zapewne z obawy przed niemożnością egzekwowania takiego nakazu.

Ale to nie koniec problemów z życiem. Prawicowa walka w tej sprawie ma czytelną genezę, wynikającą z etosu polskości i lęku przed spadkiem prokreacji i tym samym zmniejszeniem się populacji Polaków. Tutaj pewną niekonsekwencją jest opór wobec polityki in vitro. Zapewne jest to efekt rozmydlenia intencji pierwotnej przez niepohamowaną radykalizację idei. „Natchnienie w stronę życia” – którego zaczęto już szukać w pojedynczej komórce – przesłoniło koncepcję prokreacyjności. Na początku był pragmatyzm – mamy się rozmnażać. Z tego wyniknął program antyaborcyjny, bo w ramach rozmnażania chodziło o zachowanie jak największej ilości ciąż. Żeby ten program był skuteczny, należało społeczeństwu uświadomić wartość życia. Pojawiły się napuszone słowa i krwawe obrazki[10]. I w pewnym momencie manipulacja społeczna zamieniła się w automanipulację. Środowiska prawicowe, propagując wzrost populacji, padły ofiarą własnych argumentów i sfanatyzowały same siebie. Teraz życie jest dla nich wartością najwyższą. Nieważne czy składa się tylko z dwóch komórek, czy ma mózg, albo nie ma kończyn, czy całe życie będzie obolałą rośliną albo wyjącą z bólu istotą skazaną na śmierć – w każdej z tych sytuacji fanatyk prawicowy wydaje wyrok dożywotniego istnienia. Walka o życie przybrała w tym środowisku absurdalne formy i całkowicie nie liczy się z ludzką wrażliwością i tragedią. Operacja antyantykoncepcyjna, antyaborcyjna i antyeutanazyjna to nieludzkie przedsięwzięcia Kościoła i prawicy.

Ogromną nieufność wobec temperatury tego zapału budzi jego świeżość. Wprawdzie Kościół nigdy nie był propagatorem aborcji, niemniej zachowywał wobec niej sporą obojętność. W czasach komunistycznych, kiedy aborcja była powszechnym środkiem antykoncepcyjnym, ze strony Kościoła nie pojawiały się praktycznie żadne protesty. A byłoby to wtedy przedsięwzięcie łatwe, bo partia nie była radykalna wobec propozycji, które nie dotyczyły polityki i Związku Radzieckiego. Zgadzając się na ograniczenie aborcji, komuniści mogliby coś od Kościoła wytargować. Ale nie było takiej propozycji.

Kolejne podejrzenie budzi spora niekonsekwencja w podejściu do „ciała przed urodzeniem”. Obecnie takim ciałem jest zamrożona zygota, wobec której obowiązuje szacunek przynależny istocie ludzkiej. Ale kilkadziesiąt lat temu (lata 60., 70., 80.) nie było nią nawet poronione czy martwo urodzone dziecko. Wtedy księża na prośbę o pogrzeb dla takiej istotki potrafili odpowiedzieć – „a po co mi pani przynosi takie świństwo”. Życie było intuicyjnie utożsamiane z gotowością do chrztu.

Inny rodzaj niekonsekwencji – w stosunku do bezwarunkowego obowiązku ratowania życia – pojawia się w postawie Kościoła wobec kary śmierci. Nigdy nie było – i do dzisiaj nie ma – jednoznacznego potępienia tej formy zalegalizowanego zabójstwa. Taka postawa budzi ogromne podejrzenia co do autentyczności aktualnej histerii wobec „życia”. Można podejrzewać, że za tym świętym uniesieniem kryje się cyniczne narzędzie manipulacji społecznej.

Dziwi również brak zainteresowania Kościoła i etyków prawicowych zabójstwem pośrednim, czyli morderstwem ducha, którego skutki społeczne bywają dramatyczne. Taka zbrodnia pojawia się wtedy, kiedy wprawdzie nie zabija się ciała, ale zabija się lub kaleczy duszę. Tragiczne doświadczenia dotykają tu przede wszystkim ludzi nieuzbrojonych, czyli dzieci. Przestępcami są zdeprawowani rodzice, opiekunowie lub pedofile. I tutaj znowu na pierwszym planie pojawia się moralne zakłamanie Kościoła, który z zupełnie niezrozumiałych powodów nie prowadzi działań przeciwko przemocy w rodzinie i nawet przekazuje to przesłanie prawicowym politykom, zniechęcając ich do akceptowania odpowiedniej ustawy. Po zmuszaniu kobiet do rodzenia cierpiących kalek to kolejny wielki wspólny wstyd – prawicy i Kościoła.

Kościół lubi się przedstawiać jako ofiara nagonek pedofilskich. Niestety nie są to nagonki, tylko oskarżenia oparte na faktach. Większa częstotliwość zboczeń pedofilskich na terenie Kościoła jest stosunkowo łatwa do wytłumaczenia. W miejscach izolowanych regularnie odwiedzanych przez ufne dzieci łatwo można połączyć skłonność z okazją i warunkami. Poza tym parafie, kurie i klasztory przyciągają ludzi, których skłonności seksualne są tłumione lub społecznie nieakceptowane. Kapłaństwo staje się dla nich kamuflażem i schronieniem. Być może pierwszym odruchem jest ucieczka w ascetyczną świętość i dopiero nudna codzienność posługi kapłańskiej wyzwala tłumione marzenia. Ksiądz o skłonnościach pedofilskich jest bez przerwy wystawiony na pokusy, tym łatwiejsze, że otacza go zaufanie oraz pewna aura boskości. Dziecko trzy razy prędzej oskarży siebie, niż potępi tę „świętą istotę, pełną miłości”. Ksiądz-pedofil jest narzędziem straszliwej zbrodni; z jednej strony upokarza, a z drugiej zabija w dziecku poczucie wartości. Kościół powinien zdecydowanie i bezwzględnie walczyć z tą straszną formą władzy dorosłego nad dzieckiem. Niestety nie jest łatwo w tej sprawie znaleźć sojusznika w hierarchach. Kościół poddaje się ostatni. A do winy nie przyznaje się nigdy[11].

Zarzut wysunięty wobec księdza jest najczęściej aktem desperacji, poprzedzonym dłuższym czasem przemilczania zjawiska. Dzieje się tak, ponieważ w odbiorze społecznym kapłan jest intuicyjnie utożsamiany z Bogiem[12]. Atak na księdza jest tym samym aktem nielojalności wobec Boga. Obecnie – aby uzdrowić relacje z Kościołem – niezwykle istotne jest oddzielenie Boga od człowieka[13]. Kapłan nie jest bogiem. Bycie awatarem – wcieleniem Boga – to wielka wygoda, ale również bluźniercza uzurpacja. Kościół z tym nie walczy, ponieważ hierarchom to pomieszanie pojęć jest na rękę. „Udawanie głosu boga” zamienia „prawdy” wymyślone – również te polityczne – w objawienia. Dopóki ksiądz nie przestanie być utożsamiany z bogiem, nie będzie można przeciwstawić się złu tkwiącemu w Kościele. Na dodatek utrzymując obecny stan rzeczy, Kościół deprawuje swoich funkcjonariuszy.

Prawica podgląda Kościół i dużo się od niego uczy – nie w sensie moralnym, tylko w sensie operacyjnym. W efekcie jej siła perswazyjna zawiera się w fenomenalnym pomieszaniu pragmatyki politycznej z objawieniem, natchnieniem, wizją i nakazem wiary. Tak synkretyczna mieszanka musi ignorować logikę i zdrowy rozsądek. Dlatego w miejsce uzasadnienia etycznego najczęściej pojawia się etyczny upór. Operowanie tak elastycznym narzędziem – zarówno od strony etyki, jak i prawdy – pozwala na przeforsowanie dowolnych konstruktów ideologicznych. Chyba najwyższym osiągnięciem w tej „kombinacji logicznej” jest postawienie krzywdy zamrożonej zygoty ponad krzywdą bitej kobiety i gwałconego dziecka.

Dużym atutem dla prawicy okazała się elitarność polskiej kultury. Działalność instytucji kulturalnych koncentruje się w wielkich miastach, ale nawet tam kręgi odbiorców są wąskie. Aktywność polegająca na zachęcaniu i edukowaniu jest ciągle niewystarczająca. Tym samym kultura zostawia odłogiem miliony umysłów. Człowiek z natury jest głodny idei. Niektórzy potrafią je stworzyć sami. Innym, czyli zdecydowanej większości, trzeba je dostarczyć. Dotychczas dobrym źródłem idei był Kościół, ale – o ile wierni chcą być zbawieni – o tyle nie przejmują się już ideologią kościelną. Te uwolnione umysły – zabawne, że przy wsparciu Kościoła – zostały ideowo zagospodarowane przez prawicę. Aby ta operacja była skuteczniejsza, prawica ogranicza intelektualny rozwój prowincji, likwidując biblioteki oraz domy kultury. Panowanie nad umysłem wyborcy jest najlepszą gwarancją sukcesów politycznych.

Społeczna atrakcyjność programu prawicowego opiera się na jego historycznym patetyzmie oraz na złudzeniu, że stając po tej stronie, opowiadamy się za czymś ważnym i naszym. Prawica – dysponując takim manipulatorem politycznym i wykorzystując go wobec ludzi nieodpornych na ideologiczne omamy – osiągnęła wiele. Przyszło jej to tym łatwiej, że „delikatność” lewicy nie wypracowała ani narzędzia perswazji, ani narzędzia sprzeciwu. Dopiero od niedawna można obserwować zaczepne – i trzeba przyznać – inteligentne ruchy centro-lewicy demaskujące to, co w podejściu prawicowym jest fałszowaniem historii, tuszowaniem niejasnych interesów oraz deprawowaniem demokracji.

Dr Maria Anna Potocka

Przypisy

  1. Obrona pozycji kobiety w świecie współczesnym nie jest już walką feministyczną. Absolutna równoprawność kobiety we wszystkich dziedzinach – naukowej, zawodowej, seksualnej, ekonomicznej, kapłańskiej itd. – jest obecnie warunkiem cywilizacyjnym.
  2. Oraz z wszystkimi, którym nie przyznaje się „męskości”.
  3. Matka Boska była już Królową Polski, więc zapewne uznano, że Chrystus powinien dziedziczyć po niej tytuł.
  4. Fraza użyta przez papieża Jana Pawła II w czasie jego pierwszej podróży do Polski w 1979 roku.
  5. MSZ zaleciło placówkom zagranicznym obchodzenie tysiąc pięćdziesiątej rocznicy chrztu.
  6. Chodzi o tak zwanych „żołnierzy wyklętych”, wywodzących się z grup partyzanckich, którzy w latach 1945-46 – pod pretekstem walki z władzą komunistyczną – przeprowadzali porachunki z sąsiadami, mordując ich i zagarniając ich własność.
  7. Chodzi o wypadek samolotu z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, który rozbił się w 2010 roku pod Smoleńskiem.
  8. Chodzi między innymi o ukrycie nieaktualności niektórych prawd biblijnych opartych albo na przestarzałych wartościach (takich chociażby jak dziewictwo), albo na niezgodnych z wiedzą „prawdach” (takich chociażby jak pochodzenie świata).
  9. Sprzyja temu również fakt, że prawicowe pole walki jest praktycznie tożsame z tym, o co obecnie walczy Kościół. Dla obu stron ważna jest: rodzina, prokreacja, brak antykoncepcji, zamknięcie w polskości, obowiązek religijności, odrzucenie Obcego, separacja narodowościowo-kulturowa.
  10. W Polsce, w wielu kościołach organizowano wystawy fotograficzne pokazujące zmasakrowane aborcją płody. Badania tych fotografii ujawniły, że w większości przypadków były to dokumentacje zabiegów usuwania martwych ciąż.
  11. Chociaż Kościół amerykański przyznał się – przynajmniej finansowo – do plagi pedofilstwa.
  12. Dobrze pamiętam, że mój wuj – prawdziwie chrześcijański ksiądz – w trosce o bezpieczeństwo wiary dbał o to rozróżnienie i wielokrotnie mnie napominał – „pamiętaj dziecko, nie sądź Pana Boga według sług jego”.
  13. Nie przeprowadzi jej zapewne ani Kościół, ani wierni. Propozycja takiej „uchwały” – chroniącej Boga przed byciem wspólnikiem ludzkiego zła – paradoksalnie musi wyjść ze strony środowisk ateistycznych.
Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. Yac Min 2020-02-22
  2. Obirek 2020-02-22
    • Yac Min 2020-02-23
  3. slawek 2020-02-23
    • narciarz2 2020-02-25
      • slawek 2020-02-25
  4. Arkadiusz Głuszek 2020-02-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com