Andrzej Lubowski: Po pandemii chaos

07.05.2020

Donald Trump nie może żyć bez wroga. Potrzebuje go niczym człowiek i ryba tlenu. Obsadza w tej roli rozmaite instytucje, kraje i ludzi.

Zaczął od mediów, bo są „fake”, i go nie lubią.  Potem były FBI CIA, bo grzebią po śmietnikach, szukając na niego kwitów. Demokraci – bo wiadomo – swołocze, które Amerykę w łyżce wody by utopiły. Właśni generałowie, bo mu do pięt nie dorastają. Latynosi, bo kradną i gwałcą, muzułmanie, bo mordują hurtowo, NATO, bo pijawka co się na amerykańskim podatniku tuczy, Unia, bo nie wie, czego chce, i po co istnieje, Kanada, bo jej premier kłamie, Niemcy, bo Angela go nie lubi i za dużo Mercedesów USA wpycha, Francja, bo Macron niby się łasi, ale jednak knuje.

Na listę wrogów i zaprzańców nigdy nie trafiła Rosja i jej prezydent, bo Trump tak już ma, z częściowo tylko niewiadomych powodów.

Kłopot od początku był z Chinami. Jednego dnia byli cacy, innego dnia wręcz przeciwnie. W kampanii krzyczał „China, China, China” – jakby wymowa tego słowa smakowała mu, niczym hamburger z McDonalda.  China nas kiwa na setki miliardów, ale uchodziło im to za Obamy. Nie ze mną te numery, krzyczał, i obiecywał, jak to rychło miliony miejsc pracy w przemyśle wrócą do Ameryki. Potem jednego dnia groził Pekinowi gigantycznymi cłami, giełda szła w dół, następnego pogróżki odwoływał, ku uciesze Wall Street, potem cła nakładał. Jego publiczność, skłonna do wiary w cuda, jest przekonana na 100%, że cła znaczą, że do kasy w Waszyngtonie płyną piękne miliardy dolarów od niecnych Chińczyków, a nie od Amerykanów. Wierzy, bo jak nie wierzyć Trumpowi, skoro słyszeli na własne uszy: „Make America First Again”!

Wirus wszystko to pokomplikował. Najpierw Trump uspokajał Amerykę, że wirus wprawdzie dał do wiwatu Chinom, ale nie ma strachu, bo serdeczny druh, prezydent Xi, jak na spowiedzi całą prawdę mu wyjawił, a że wiary Xi godny to będzie dobrze. A że dobrze nie jest, winę za dziesiątki tysięcy uśmierconych przez wirusa Amerykanów trudno zrzucić na Macrona, CIA i Demokratów, a on nie ma sobie nic, ale to nic do zarzucenia – ba, ratuje miliony ludzi, harując od świtu do nocy – to winni są Chińczycy. A że Xi ma to i owo za uszami, Chiny stały się ulubionym chłopcem do bicia. Więc wrócił straszak wojny celnej. Świat duma, kto z tej nawalanki wyjdzie bardziej pokiereszowany. 

Kevin Rudd, były premier Australii, a obecnie prezydent Asia Society Policy Institute, uważa, że obaj adwersarze mocną ucierpią. I że świat, jaki się wyłoni ze zgliszcz COVID-19 nie będzie ani Pax Americana, ani Pax Sinica. Oba supermocarstwa będą słabsze niż przed zarazą i u siebie w domu i na arenie międzynarodowej. Rezultatem będzie powolne dryfowanie w kierunku anarchii. Z braku zawiadowcy ruchem, w miejsce porządku i współpracy pojawią się różnej maści nacjonalizmy. Chaos, jaki się dziś manifestuje w zmaganiach z pandemią, to sygnał alarmowy co nas czeka w nieodległej przyszłości.  

Już wiadomo, że potężnie ucierpią gospodarki obu krajów. Amerykańskie PKB skurczy się najbardziej od czasu Depresji z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje spadek o 5.9% – myślę, że będzie gorzej – bliżej 7%. Faktyczna stagnacja w Chinach — bliskie zeru tempo wzrostu — to najgorszy wynik w Chinach od czasu rewolucji kulturalnej. Osłabnie także „miękka siła” obu krajów. Fakt, że wirus wyszedł z Chin i że skalę zagrożenia próbowano ukryć, w połączeniu z agresywną polityką wobec sąsiadów, i głośnym nacjonalizmem w chińskiej propagandzie nie zjedna Pekinowi sympatii. Groteskowe wyczyny Trumpa w roli aptekarza amatora i obrażanie się na Światową Organizację Zdrowia przypomni wszystkim, że na USA nie można liczyć, przynajmniej tak długo, jak w Biały Domu urzęduje jego obecny lokator. 

I tak oto jeszcze bardziej utrwala się pogoda dla wariatów, populistów i zamordystów.

avatar

Andrzej Lubowski

Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com