07.05.2020

Donald Trump nie może żyć bez wroga. Potrzebuje go niczym człowiek i ryba tlenu. Obsadza w tej roli rozmaite instytucje, kraje i ludzi.
Zaczął od mediów, bo są „fake”, i go nie lubią. Potem były FBI i CIA, bo grzebią po śmietnikach, szukając na niego kwitów. Demokraci – bo wiadomo – swołocze, które Amerykę w łyżce wody by utopiły. Właśni generałowie, bo mu do pięt nie dorastają. Latynosi, bo kradną i gwałcą, muzułmanie, bo mordują hurtowo, NATO, bo pijawka co się na amerykańskim podatniku tuczy, Unia, bo nie wie, czego chce, i po co istnieje, Kanada, bo jej premier kłamie, Niemcy, bo Angela go nie lubi i za dużo Mercedesów USA wpycha, Francja, bo Macron niby się łasi, ale jednak knuje.
Na listę wrogów i zaprzańców nigdy nie trafiła Rosja i jej prezydent, bo Trump tak już ma, z częściowo tylko niewiadomych powodów.
Kłopot od początku był z Chinami. Jednego dnia byli cacy, innego dnia wręcz przeciwnie. W kampanii krzyczał „China, China, China” – jakby wymowa tego słowa smakowała mu, niczym hamburger z McDonalda. China nas kiwa na setki miliardów, ale uchodziło im to za Obamy. Nie ze mną te numery, krzyczał, i obiecywał, jak to rychło miliony miejsc pracy w przemyśle wrócą do Ameryki. Potem jednego dnia groził Pekinowi gigantycznymi cłami, giełda szła w dół, następnego pogróżki odwoływał, ku uciesze Wall Street, potem cła nakładał. Jego publiczność, skłonna do wiary w cuda, jest przekonana na 100%, że cła znaczą, że do kasy w Waszyngtonie płyną piękne miliardy dolarów od niecnych Chińczyków, a nie od Amerykanów. Wierzy, bo jak nie wierzyć Trumpowi, skoro słyszeli na własne uszy: „Make America First Again”!
Wirus wszystko to pokomplikował. Najpierw Trump uspokajał Amerykę, że wirus wprawdzie dał do wiwatu Chinom, ale nie ma strachu, bo serdeczny druh, prezydent Xi, jak na spowiedzi całą prawdę mu wyjawił, a że wiary Xi godny to będzie dobrze. A że dobrze nie jest, winę za dziesiątki tysięcy uśmierconych przez wirusa Amerykanów trudno zrzucić na Macrona, CIA i Demokratów, a on nie ma sobie nic, ale to nic do zarzucenia – ba, ratuje miliony ludzi, harując od świtu do nocy – to winni są Chińczycy. A że Xi ma to i owo za uszami, Chiny stały się ulubionym chłopcem do bicia. Więc wrócił straszak wojny celnej. Świat duma, kto z tej nawalanki wyjdzie bardziej pokiereszowany.
Kevin Rudd, były premier Australii, a obecnie prezydent Asia Society Policy Institute, uważa, że obaj adwersarze mocną ucierpią. I że świat, jaki się wyłoni ze zgliszcz COVID-19 nie będzie ani Pax Americana, ani Pax Sinica. Oba supermocarstwa będą słabsze niż przed zarazą i u siebie w domu i na arenie międzynarodowej. Rezultatem będzie powolne dryfowanie w kierunku anarchii. Z braku zawiadowcy ruchem, w miejsce porządku i współpracy pojawią się różnej maści nacjonalizmy. Chaos, jaki się dziś manifestuje w zmaganiach z pandemią, to sygnał alarmowy co nas czeka w nieodległej przyszłości.
Już wiadomo, że potężnie ucierpią gospodarki obu krajów. Amerykańskie PKB skurczy się najbardziej od czasu Depresji z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przewiduje spadek o 5.9% – myślę, że będzie gorzej – bliżej 7%. Faktyczna stagnacja w Chinach — bliskie zeru tempo wzrostu — to najgorszy wynik w Chinach od czasu rewolucji kulturalnej. Osłabnie także „miękka siła” obu krajów. Fakt, że wirus wyszedł z Chin i że skalę zagrożenia próbowano ukryć, w połączeniu z agresywną polityką wobec sąsiadów, i głośnym nacjonalizmem w chińskiej propagandzie nie zjedna Pekinowi sympatii. Groteskowe wyczyny Trumpa w roli aptekarza amatora i obrażanie się na Światową Organizację Zdrowia przypomni wszystkim, że na USA nie można liczyć, przynajmniej tak długo, jak w Biały Domu urzęduje jego obecny lokator.
I tak oto jeszcze bardziej utrwala się pogoda dla wariatów, populistów i zamordystów.

Andrzej Lubowski
Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.

Nie wygląda to dobrze, również u nas. Gorszący spektakl organizowania wyborów pocztowych przez dzielnego perukarza, który nie uważa za stosowne by wyjawić koszty tego wysoce ryzykownego przedsięwzięcia. Pewnie niskie nie były. A tymczasem brak elementarnej koordynacji walki z pandemią. Czy wyborcy zapamiętają? ich pamięć będzie osłabiona retorycznymi talentami rządzących i ponurym milczeniem szarego posła. Kto bardziej szkodliwy Trump czy Kaczyński. W tym trudnym konkursie dałbym pierwszeństo oby. Przede wszystkim za nieustanne zaskakiwanie postronnych obserwatorów piramidalnymi głupstwami. Obu należy sie miejsce w rekordach Guinnessa.
Panie profesorze …Mała uwaga plebiscyt pocztowy organizuje Sasin , a perukarzem był Suski… Na zdjęciu wypisz wymaluj Tow Malenkow udający się na Kreml na posiedzenie BP z Tow Stalinem… https://uploads.disquscdn.com/images/3e9466d943c9a22105b66139169b19e5d68f3870ee44373b3c4cc43541bc8fa9.jpg
dziekuję za sprostowanie przecież Sasin to poważny historyk i samorządowiec, choć obecność w polityce może nasuwać inne skojarzenia.
Jakbym nic nie wiedział to mógłbym pomysleć, że do Trump, a nie De Basio z Cuomo urządzili masakrę w stanie Nowy Jork, na zasadzie, że przecież nie będziemy sluchać tego idioty, histeryka i rasisty Trumpa. Nie żebym lubił Trumpa, ale tupanie czterolatka powinno zacząć porzechodzić w piątym lub szóstym roku życia, bo to czasem przeszkadza w chodnych ocenach rzeczywistości.
Moglby Pan rozwinac swe mysli? Naprawde tak to widac z perspektywy Golubia? Bo z mojej perspektywy Da Basio z Cuomo zrobili to samo, co Trump, czyli zignorowali poczatkowo niebzpieczenstwo. Roznica tylko taka, ze administracja Trumpa miala wszelkie dane od wywiadu juz od stycznia, aby cos przedsiewziac, podczas gdy dwa pozostali tej informacji nie mieli. Druga roznica taka, ze Cuomo sie pokajal, a Trump nie. I kto tu jest typiacym czterolatkiem?
Pomimo ostrzeżeń zarówno ze strony dr Anthonego Fauci (31 stycznia) jak i prezydenta Trumpa (w tym samym czasie) Oxiris Barbot komisarz zdrowia w NY mówiła, żeby nie zwracać uwagi na histerię i rasistowskie wypowiedzi o chińskim wirusie i masowo uczestniczyć w festiwalu Nowego Roku księżycowego w China Town (6 lutego) oboje z De Basiko pojawili się na tym festiwalu. (Kiedy prowadzi się politykę pod hasłem na złość mojej mamie odmrożę sobie uszy to takie są efekty.) Stan Nowy Jork gdyby go traktować jako osobny kraj byłby absolutnym rekordzistą świata pod względem liczby zakażeń i zgonów na milion mieszkańców. Nie tylko zignorowano pierwsze ostrzeżenia z Waszyngtonu, ale przyjęto kryminalną wręcz politykę w domach opieki, brak testowania personelu i pensjonariuszy, niedostateczne zabezpieczenia, odsyłanie chorych prosto ze szpitala ponownie do tych domów. Efekt – masakra staruszków. Trump robi dostatecznie dużo głupstw, żeby mu nie dokładać tego, czego nie zrobił.
Przeklejam fragment wywiadu Grzegorza Sroczyńskiego z prof.Bogdanem Góralczykiem z grudnia 2018 (tak, pewne okoliczności się zmieniły od tego czasu). Wydaję mi się, że ciekawe jeśli chodzi o działania Trumpa względem Chin:
.
„Amerykanie nie oddadzą roli światowego lidera bez walki. Oni wiedzą, że zostało im jeszcze pięć, może siedem lat, kiedy będą dysponować przewagą militarną i technologiczną. Mają mało czasu.
Gdy pan czyta o kolejnych cłach nakładanych przez Trumpa na chińskie towary, musi pan wiedzieć, że nie chodzi jedynie o wojnę handlową, która rozejdzie się po kościach. To jest przygrywka. Wystąpienie wiceprezydenta Mike Pencea z 4 października powinno zostać w złote ramki oprawione.
Co Pence powiedział?
Właściwie wypowiedział Chinom wojnę. Zimną na razie. W renomowanym Instytucie Hudson wygłosił przemówienie nowym agresywnym językiem. Do tej pory były tylko prztyczki Trumpa, który twittował, że Chiny to „nieuczciwy handlarz” albo „złodziej technologii”. A wiceprezydent Pence w swoim przemówieniu narysował obraz państwa będącego osią światowego zła i zagrożeniem dla wolności Zachodu. Amerykańscy politycy nie mówili dotąd o Chinach w taki sposób. Pence przypomniał, że PKB Chin w ciągu ostatnich 17 lat wzrósł dziewięciokrotnie, w dużej mierze przy wykorzystaniu amerykańskich inwestycji i technologii. Mówił, że Chiny stały się „asertywne i pewne swego”, a Pekin „używa swej mocy jak nigdy dotąd” oraz „prowadzi rozwiniętą i skoordynowaną kampanię na rzecz podważenia zaufania do najcenniejszych ideałów naszego narodu”. Dlatego obecna administracja USA zamierza „bronić interesów amerykańskich za pomocą odnowionej siły”. Tak militarnej, jak gospodarczej.
Amerykanie coraz bardziej uświadamiają sobie, że okienko się zamyka. I mogą uderzyć.
Trump wywoła wojnę z Chinami?
Tu nie chodzi o Trumpa i jego szaleństwa, tylko o logikę tej sytuacji. Każdy amerykański prezydent musiałby się z Chinami w końcu skonfrontować. Liberalne elity widzą w Trumpie wariata, ma niemiłosiernie rozbuchane ego, ale jeśli chodzi o geopolitykę to widzę w jego działaniach racjonalne jądro. Chińczycy chcieli go kupić, pomasować mu to wielkie ego. Stąd wizyta Xi Jinpinga na Florydzie, festiwal uśmiechów, a potem rewizyta, w trakcie której Pekin stworzył coś, co nie istnieje w protokole dyplomatycznym: wizytę państwową plus. To było cesarskie przyjęcie amerykańskiej pary prezydenckiej. Trump, owszem, ładnie podziękował, ale z kalkulacji mu wyszło, że interes się nie opłaca. I urwał się Chińczykom, nie dał się ugłaskać. Bo Ameryka nie może mieć rocznie 400 mld dolarów ujemnego salda w handlu z Chinami i nie może godzić się na kradzież technologii.”
I link:
https://next.gazeta.pl/next/7,151003,24224971,swiatu-zostalo-piec-lat-do-wojny-amerykanie-nie-oddadza-roli.html
Różnice w zarządzaniu kryzysem w wykonaniu gubernatorów demokratycznych i republikańskich podkreślają jeszcze bardziej fundamentalne różnice między priorytetami Demokratów i Republikanów (przynajmniej większością podporządkowaną Trumpowi). Demokraci starają się troszczyć o ludzi, Republikanie troszczą się przede wszystkim o biznes. W normalnych czasach ludzie dają się z reguły przekonać argumentami biznesowymi i jest to w Ameryce długa już tradycja. W czasach prosperity Amerykanie raczej mają gdzieś idee humanistyczne i internacjonalistyczne. Kryzys ujawnia z całą grozą, że człowiek traci podmiotowość w scenariuszu ratowania biznesu. Ludzie dopiero wtedy realizują zagrożenie i sympatie polityczne przesuwają się w stronę Demokratów. Tak było w czasach Wielkiego Kryzysu, kulminacji w 2008 serii kryzysów z lat 2001-8 i tak przypuszczalnie będzie teraz. Już dzisiaj największą popularnością i aprobatą cieszą się ci gubernatorzy, z którymi walczy Trump (nawet na twitterze otwarcie wzywa swoich zwolenników do „wyzwolenia” stanów od Demokratów), a są to, co oczywiste, gubernatorzy demokratyczni (najpopularniejsi to gubernator Kalifornii, Gavin Newsom i Nowego Yorku, Andrew Cuomo) ale też ci republikańscy, którzy byli najbardziej zdeterminowani we wprowadzaniu i egzekwowaniu rozporządzeń pozostania w domu i nierzadko otwarcie krytykowali Trumpa. Ci republikańscy gubernatorzy, którzy stosowali się do sugestii Trumpa i są przez przez niego nieustannie chwaleni, np. gubernator Florydy, DeSantis, tracą i tak niskie już poparcie.
Kiedy Przewodnicząca Kongresu darła State of the Union a Prezydent nazywał ją szaleńcem trzeciej klasy mi przypomina się inna Ameryka: brownie na, a jakże, kartonowym talerzu w amerykańską flagę i wyciągnięta z nim na powitanie ręka w sąsiedztwie, a potem ta inna żółta, na statkach Coast Guard’u.
Ameryka się zmienia i zmienia się Polska. Have a nice day and Don’t tread on me.