Telewizja pokazała (602)

30.05.2020

W Polsce jest stosunkowo mało zachorowań spowodowanych koronawirusem i mało przypadków śmiertelnych. Ale, jak mówią fachowcy, jest to wynik małej liczby testów i tego, że wielu zmarłym, do których śmierci przyczynił się wirus, przypisano inne schorzenia jako przyczynę śmierci. Porównując zachorowalność w Polsce i w podobnych krajach w naszym obszarze, twierdzą oni, że zakażonych jest co najmniej pięciokrotnie więcej, niż podają komunikaty rządowe. Potwierdza to sytuacja na Śląsku – kiedy zachorowali górnicy, zaczęto robić więcej testów i one wykazały liczne zachorowania, często bezobjawowe. Andrzej Sośnierz, były szef NFZ, ocenia, że mamy w kraju około 150 tys. zakażonych (oficjalnie 21 tys.) i że powinno się przeprowadzać dziennie 80 tys. testów.

Doktor Paweł Grzesiowski, immunolog i specjalista w dziedzinie profilaktyki zakażeń, wyliczył, że możemy mieć nawet około miliona zachorowań, z których większość wciąż pozostaje niewykryta, a zmarłych z powodu COVID-19 jest w Polsce nawet trzy razy więcej, niż wynika to z oficjalnych danych.

* * *

Nie chce się komentować większości rzeczy, które przedstawia telewizja albo gazety. Są to zwykle kolejne warianty znanych spraw i postaw polityków. Czym mogą nas zaskoczyć politycy PiS? Czy na przykład ktoś się spodziewał, że prezydent wybierze kogoś innego na stanowisko prezesa Sądu Najwyższego? Nie chce się nawet przytaczać kolejnych komentarzy fachowców, którzy uzasadniają bezprawność takich decyzji. Ale narodowi wystarczy, kiedy pan prezydent powie, że pandemia u nas wygasa albo że to od niego emeryci mają 13. Ciągłe opisywanie takich spraw przypomina czasy, kiedy Chiny stosowały wobec Związku Radzieckiego kolejne z tysięcy poważnych ostrzeżeń.

Ciągle jeszcze mogą nas zaskoczyć informacje o koronawirusie, ale tu mamy zalew różnych opinii, zapowiedzi leków i szczepionek. Nie podoba mi się, że kolejne decyzje władz dotyczące restrykcji bądź ich zluzowania nie są uzasadniane. Polityka ma wpływ zarówno na decyzje władz jak też na ich wyjaśnianie. Wydaje się, że są one wydawane pod wpływem przeczytanych czy zasłyszanych informacji o działaniach służby zdrowia w innych krajach, często sprzecznych. Ma też na nie zapewne wpływ braków w dostawach sprzętu medycznego. Stąd raz zapewnienia, że maseczki nie są potrzebne, a za jakiś czas, że są konieczne. Stąd też zapewne sprzeciw władz wobec propozycji cotygodniowego badania personelu medycznego na obecność koronawirusa, choć to powinna być najważniejsza sprawa. Wiele decyzji od razu kłóciło się ze zdrowym rozsądkiem jak na przykład zakaz wstępu do parków i lasów. To wszystko nie budzi zaufania do władz i nie jest pocieszeniem, że w niektórych krajach jest pod tym względem gorzej.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\602 a.jpg

* * *

Wielki szum mieliśmy z okazji interwencji kierownictwa Trójki w działalność dziennikarzy stacji i ich protestu. Jakoś nie słychać było głosu związków zawodowych.

Cztery lata temu opisałem pewne zdarzenie:

Z radia wyrzucono dziennikarzy, którzy nie odpowiadali nowej ekipie, w tym członków NSZZ „Solidarność”. W takich przypadkach w mediach pojawia się zaraz przewodniczący związku, miesza władze z błotem i zapowiada marsz protestacyjny i blokadę Sejmu oraz siedziby premiera. Wspomina też o komunie, która ma iść precz i uczciwych ludziach ciężkiej pracy (w Polsce wszyscy ciężko pracują, nawet posłowie i rządy).

Tak by było za rządów PO, PSL, SLD (niepotrzebne skreślić). Teraz pan Piotr Duda, przewodniczący NSZZ „Solidarność”, zdobył się na artykuł na łamach Tygodnika Solidarność, gdzie napisał: zwolnienie za działalność związkową jest niedopuszczalne i zasługuje na zdecydowaną reakcję. Chodziło o zwolnienie dziennikarza ekonomicznego Pawła Sołtysa, szefa Związku Zawodowego Dziennikarzy Trójki i Dwójki.

Ach wy niedobrzy rządzący – opamiętajcie się!

* * *

Kiedy następuje zmiana władzy, wtedy zwykle jednych fachowców zastępują fachowcy innej politycznej opcji. Od pewnego czasu takie rozumowanie się nie sprawdza. Już za rządów Platformy mieliśmy spektakularne przypadki, kiedy ministrem zostawał niefachowiec, który otrzymywał to stanowisko, bo stała za nim jakaś frakcja w partii i trzeba było im coś dać. Ta tendencja się rozwinęła i za rządów PiS mamy plejadę nieudaczników, którzy w dodatku jakby chwalili się swoim prymitywizmem.

Kiedyś, gdy jakiś polityk skompromitował się w taki sposób, wykazał się indolencją, to partia go usuwała. Tu takich jest multum i nie ma ich kim zastąpić, a nie można ich ruszyć.

Już od dawna wiemy, że aby być politykiem nie trzeba niczego umieć. Kiedyś prof. Bachman wyjaśniał, jak się zostaje politykiem w Niemczech. Kandydat kończy prawo lub nauki polityczne (często oba fakultety), pożądane też są studia ekonomiczne. Następnie taki człowiek zaczyna karierę na niskim szczeblu lokalnym. Kiedy okaże się, że jest zdolny i umie rozwiązywać problemy, wtedy awansuje na wyższy szczebel, stawia mu się trudniejsze zadania, człowiek poznaje więcej zagadnień itd.

U nas wystarczy znać jakiegoś działacza, który umieści cię na liście na dobrym miejscu i od razu zostajesz posłem.

Polityk z dnia na dzień może zostać ministrem i często wystarczy do tego jego pozytywna szajba (co by to miało znaczyć) i nie musi się znać na powierzonej mu branży.

A teraz po prostu rozdaje się stanowiska w urzędach i spółkach państwa jak w średniowieczu lenna.

* * *

PiS pospiesznie i otwarcie poszukuje haków na Rafała Trzaskowskiego. Widać nie przygotowali się wcześniej i teraz zapewne wymyślą jakąś bzdurę, którą ich elektorat kupi. Już wymyślają jakieś obłędne zarzuty.

Przypomniała mi się moja historia. Dwa tygodnie przed maturą mój wychowawca wezwał moich rodziców do szkoły „w sprawie zachowania syna”. Była też mowa o zagrożeniu dopuszczenia do matury. Mama podejrzewała najgorsze. Wychowawca jednak nie miał zastrzeżeń do mojej nauki, tu nic mi nie groziło. Jakiś wybryk? Też nie. Więc w czym problem? „Proszę pani, on ma takie niezależne spojrzenie!”.

* * *

Mamy niczym nieuzasadnione przekonanie o postępie ludzkości. Zgorszeni jakąś sytuacją mówimy „to nie do pomyślenia w XXI wieku!”. Podobnie dziwiono się w zeszłym wieku, że zdarzają się pewne sprawy niepasujące do obrazu postępu ludzkości. Ale to wszystko złudzenie. Jeżeli nie mamy teraz światowych wojen to nie dlatego że ludzkość się poprawiła, ale dlatego, że nastąpiła równowaga strachu, bo przeciwnicy mogą się wzajemnie unicestwić. Ale dalej prowadzone są wojny zastępcze, przy których okazji można wypróbować nową broń i w zamęcie zrobić trochę brudnych interesów. Dalej też mamy do czynienia z naiwnością mas, podatnością na prymitywną propagandę, co w połączeniu z nieodpowiedzialnymi rządami stwarza stale nowe zagrożenia. Mamy też zagrożenia globalne związane z ociepleniem, zanieczyszczeniem środowiska, niszczeniem przyrody itp. Tu bezwład przeciwdziałania tym zagrożeniom przypomina często czasy dzikiego kapitalizmu, gdzie przede wszystkim liczy się zysk, a resztą niech się inni martwią. Ciemnota i populizm mają coraz więcej do powiedzenia.

Postęp techniczny mnoży zagrożenia, ułatwiając dostęp do środków zniszczenia. Kiedyś anarchiści mogli co najwyżej zabić króla czy cara, współcześni „anarchiści” mają dostęp do groźnych broni. Ale groźniejsi od nich są przywódcy polityczni, dla których zniszczenie wroga wciąż jest dopuszczalną opcją.

Jednak to postęp techniczny i technologiczny ma szansę wprowadzić nas w lepszy świat. To postęp techniczny zmienił układy na świecie. Na przykład rozwój telekomunikacji spowodował, że reżymy autorytarne nie mogły już szczelnie odgrodzić swoich obywateli od informacji.

Co pewien czas przewiduje się różnego rodzaju klęski, które skłonią ludzkość do zasiedlenia innych planet. Warto uświadomić sobie, że te klęski są spowodowane przez błędy ludzi. Jeśli się tego nie zmieni, to nic nie da zasiedlanie innych światów.

* * *

Kiedy tylko zbliżają się jakieś wybory, kandydaci zgłaszają szereg słusznych pomysłów. Za każdym razem dziwi mnie to, że tych pomysłów nie lansowali wcześniej.

Rafał Trzaskowski, kandydat na prezydenta zgłosił kilka ze wszech miar słusznych pomysłów, dostosowanych do obecnej sytuacji. Zaproponował, aby pieniądze przeznaczone na Centralny Port Komunikacyjny (75 mld zł) przeznaczyć na pomoc ludziom, którzy tracą pracę w związku z epidemią koronawirusa. Zaproponował też, aby pieniądze Polskiej Fundacji Narodowej (100 mln zł) przekazać na szpitale, a pieniądze przeznaczone na przekop Mierzei Wiślanej (2 mld zł) przekazać na premie dla lekarzy i pielęgniarek.

Zbudowanie w środku Polski dużego portu lotniczego, który będzie punktem przesiadkowym dla milionów pasażerów z całego świata, którzy przylatują do Europy, bądź stąd odlatują, to był pomysł Platformy. PiS to podchwyciło. Jest to piękny pomysł, ale wątpliwy. Nie wiadomo dlaczego liczni pasażerowie mieliby akurat tu się przesiadać. Niemcy parę lat temu zbudowali port lotniczy z podobnym zamiarem i okazało się to nietrafioną inwestycją. To jest projekt na długoletnie wydawanie wielkich sum, jako że oprócz lotniska ma być wybudowana szybka kolej łącząca ten port z Warszawą i Łodzią. Miejmy nadzieję, że ta zapowiedź będzie miała skutek taki, jak obietnica premiera Morawieckiego zasadzenia w zeszłym roku 500 mln drzew. Jest tu jednak wielka pokusa dużych pieniędzy, które da się zagarnąć, a potem niech się martwią inni, jak w przypadku 30 mln kart wyborczych, które wydrukował minister Sasin.

* * *

Miałem znajomego, który w młodości chętnie zgadzał się na różne propozycje. Ktoś w towarzystwie pytał: – Kto jest za tym, żeby pójść do kina? (czy na piwo albo inne propozycje). Znajomy od razu wołał: – Ja, ja, ale pod jednym warunkiem. – Jakim?, pytano – Żeby mnie nikt do tego nie zmuszał.

Tę zasadę wprowadziłbym jako naczelną, porządkującą stosunki w Polsce. Kościół narzuca różne restrykcje, a usłużni politycy przekuwają je na ustawy. Polski Kościół stara się sprawić, aby to, co on uważa za grzech, było przestępstwem karanym przez prawo. To jest na przykład zamykanie sklepów w niedziele, bo zakupy odciągają ludzi od pójścia do kościoła. To także ograniczenia w dokonywaniu aborcji, sprzeciw wobec prawnego usankcjonowania związków partnerskich, utrudnienia w nabyciu środków antykoncepcyjnych i wiele innych spraw.

Jeżeli ktoś nie chce chodzić w niedzielę na zakupy, to przecież nikt go do tego nie zmusza. Podobnie jak do używania prezerwatyw, stosowania in vitro czy życia w związku partnerskim. Wierni mogą trzymać się wskazań swojego Kościoła, ale to nie powinno mieć wpływu na innych obywateli. Religia to przekonywanie do własnych poglądów, a nie wymuszanie i narzucanie swoich poglądów wszystkim ludziom. Posłowie „konserwatywni” (proszę o wybaczenie prawdziwych konserwatystów) nie chcą pamiętać, że państwo jest odrębną organizacją obywateli, a nie związkiem wyznaniowym.

* * *

Coraz bardziej akceptujemy zdarzenia, które nie powinny w ogóle być akceptowane. Politycy PiS zachowują się skandalicznie, zaprzeczają faktom, kłamią, obrażają ludzi itd. i to już się stało normą. Przechodzi się nad wieloma sprawami do porządku i dalej rozmawia się z tymi ludźmi jak z normalnymi politykami. Powoli te wszystkie wypaczenia zaczynamy traktować jak normalność – no Kaczyński zachował się jak cham, Morawiecki znowu skłamał, ale co robić.

Mam od dawna sprawdzony pomysł, jak przywrócić właściwą ocenę spraw i ludzi. Trzeba sobie po prostu wyobrazić, że to, co wyczyniają politycy prawicy, zrobili politycy lewicy. Że tak jak zachowuje się prezydent Duda, zachowuje się na przykład Kwaśniewski. Że to, co obiecuje premier Morawiecki, co wygaduje o swoich osiągnięciach, powiedział Leszek Miller. Od razu zobaczymy, że to jest niedopuszczalne i na takie rzeczy nie możemy się zgodzić.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Na 1 kwietnia\sejm.jpg

* * *

Pomysły, żeby jakieś pieniądze przeznaczone na wątpliwą inwestycję, propagandę czy kupno broni, przeznaczyć na coś korzystnego społecznie – służbę zdrowia, ochronę klimatu itd., pojawiają się tylko w czasie walk politycznych i nie mają dalszego ciągu.

Wraz ze zmianą ustroju nastąpił zanik myślenia społecznikowskiego, którego źródła tkwiły jeszcze w okresie przedwojennym. Ideologia socjalistyczna zachęcała i umożliwiała działanie dla dobra ogólnego, choć w praktyce często mieliśmy do czynienia także z działaniami pozorowanymi lub zbytnio zideologizowanymi. Ludzie przyzwyczaili się do zalet poprzedniego ustroju, takich jak powszechna edukacja, bezpłatna służba zdrowia itp. i wyobrażali sobie, że wszystko, co było dobre w socjalizmie, zostanie zachowane, a dojdą jeszcze pozytywy kapitalizmu. Niestety, potem dali sobie wmówić, że wszystko w poprzednim ustroju było złe i zbrodnicze, a określenie „socjalistyczny” stało się określeniem pejoratywnym.

Po zmianie ustroju przyjęto, że wszystkie problemy załatwi wolny rynek i ogólna poprawa dobrobytu. Nie ma myślenia o dobru wspólnym, choć wydawałoby się, że w kraju, gdzie 90% ludności deklaruje wiarę katolicką, dobro bliźniego powinno być na pierwszym miejscu.

Jeszcze w okresie tuż po 1989 r., gdy w Sejmie było wielu posłów, którzy myśleli w kategoriach dobra wspólnego, dyskutowano takie sprawy. Potem idealiści odeszli lub zostali odsunięci, a w polityce i w mediach zastąpili ich ludzie, którzy bardziej rozumują w kategoriach walki o miejsce pracy, rachunku ekonomicznego krótkookresowego.

Kto zdecyduje o tym, żeby zamiast na igrzyska typu Euro 2012 przeznaczyć pieniądze na biblioteki, żłobki, przedszkola, telewizję publiczną, edukację? Kto ma w tym interes? Kto jest z tego rozliczany?

Ale także: kto występujący z takimi postulatami uzyska znaczące poparcie ludności?

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com