08.06.2020

Przedwyborczy widoczek ilustrujący nasze malkontenckie rozdyskutowanie: rzecz dzieje się w cyrku. Widownię wypełnia mnóstwo zwyczajnych osób i trochę notabli w służbowych aureolach. Na estradzie stoi drabina z facetem trzymającym się mikrofonu. Obywatel balansuje ciałem; pragnie za wszelką cenę złapać równowagę. Przy czym, wyginając się na wszelkie możebne i niemożebne sposoby, żongluje trzema piłeczkami naraz i śpiewa koloraturowym głosem „brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki”.
Publiki wcale to nie rusza. Znudzona, wolałaby widzieć artystę spadającego mordą w piach (zawszeć to byłaby jakaś rozrywka, bo czy jest coś weselszego od cudzego nieszczęścia?).
Nagle, z ostatnich rzędów widowni, odzywa się żółciowy głos: OK, ALE KIEPURA Z NIEGO ŻADEN!
Ten stary dowcip o wyszukiwaniu nieistniejących dziur w moście, okazuje się ciągle aktualny, a im bliżej do wyborów, tym jego wymowa jest wyrazistsza. Możemy to stwierdzić po akademickich dyskusjach za lub przeciw kandydatom na Prezydenta.
Co artykuł i komentarz, to zdanie potwierdzające lub zaprzeczające głównym założeniom autora artykułu. Lecz nie byłoby zbyt wielkiego nieszczęścia, gdyby ograniczyło się do zgody, albo do jej zanegowania! Bynajmniej! Zwieńczone jest zastrzeżeniami. Obwarowaniami, koniecznościami, stekiem rozmaitych tak, ale.
A za wątpliwościami kroczą zbawcze recepty i jare sposoby na uratowanie z opresji. A za nimi dyrdają ozdrowieńcze maści na PiS-owskie szczury. Co wypowiedź, to rada, gotowy program, nieprzerwana licytacja przypuszczalnych, lecz konstruktywnych wersji zdarzeń.
*
Nie zapominajmy, że stale grozi nam unieważnienie wyborów. Łącznie z niemożliwością upragnionego powrotu do niedawnych osiągnięć. Niezależnie od spóźnionego postępowania przebudzonego społeczeństwa. Pamiętajmy, że złowieszczy PiS (razem z krewniakami po linii i na bazie) obsiadł wszelkie represyjne urzędy gwarantujące mu przeprowadzenie wyborów po swojej myśli. Że dysponuje instrumentami pozwalającymi zawyrokować cokolwiek.
A nasze żałosne alternatywy związane z obawami pójścia lub niepójścia do urn i zdalnego głosowania? Dwa te złe rozwiązania sprawią, że pod znakiem zapytania znajdzie się dokonanie rzeczywistej przebudowy kraju.
Sęk w tym jednak, że nie powinniśmy ekscytować się naszymi prowincjonalnymi problemami. Trzeba nam skupić się na wydarzeniach ogarniających cały glob: obojętnie kto zostanie Prezydentem, wkrótce do naszych drzwi zapuka rewolucja. Niebawem zmiecie nam owe zacne wyborcze dylematy na kolejną stertę śmieci.
Zmiatanie starych porządków (obyczajowych czy ekonomicznych) już się rozpoczęło, o czym trąbiłem był w poprzednim felietoniku. Zwracałem też uwagę na przyczyny wybuchu społecznych protestów. Tu dodam, że napisałem na ten temat zaledwie parę słów, natomiast Pan Arkadiusz Głuszek poświęcił temu zagadnieniu cały artykuł. Niniejszym polecam jego lekturę.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Pięknie dziękuję za rekomendację 🙂 Oczywiście czytałem poprzedni Pana felieton i przyznam, że był on dla mnie jedną z inspiracji, żeby odsunąć na bok inne sprawy, usiąść i naszkicować mój ogląd sytuacji w nadziej, że pozwoli on przybliżyć czytelnikom SO przyczyny wybuchu protestów w USA i pomoże wyrobić sobie własne zdanie. Bo w polskich mediach trwała posucha i oficjalne stanowisko amerykańskiej administracji.
Arkadiusz Głuszek
Dziękuję za komentarz. Polecam Pana wyśmienity artykuł, bo właśnie takich brakuje w mediach niekontrolowanych przez PiS, Zadziwiające milczenie rządowych publikatorów o tym, co się TERAZ dzieje, dotyczy nie tylko USA, lecz i krajów europejskich. Podejrzewam, że ciszę przed spodziewaną burzą powoduje zakłopotanie faktem, iż władze nie bardzo wiedzą, jakie obrać stanowisko. Do kogo się przytulić. Nie wiadomo, kogo w tej sytuacji popierać: protestujących czy ludzi w rodzaju Donalda Trampa. Kto zwycięży, a kto upadnie?
Udawanie, że nic takiego nam nie zagraża, to dziecięca metoda na likwidację niewygodnych kwestii i pokonywanie strachu: dziecko lub PiS-owiec wyobrażają sobie, że gdy zamkną oczy, to problemy i przerażenia też im znikną.
Pozdrawiam serdecznie
Nie mam wyborczych dylematów. Głosuję na tego, który do wyborów nazbiera najwięcej hejtów. Bo on pewnie będzie największym zagrożeniem dla dalszych rządów niewymownego (jak dawniej – gacie). A który monolit zacznie się pierwszy kruszyć i kogo te okruchy zasypią ? Bogactwo możliwości wyklucza wszelką, w miarę racjonalną ekstrapolację rozwoju tego „kryzysu kryzysów”. (termin ukuty w Klubie Rzymskim, kiedy mój świat był jeszcze młody).
@Andrzej Goryński, ja też nie mam większych dylematów. Wybieram kandydata, który ma szansę wygrać z Dudą, a nie tego, którego wybrał do atakowania PiS jako najwygodniejszego rywala…
I tu wracamy do treści felietonu – każdy będzie zachwalał swoją maść na szczury.
A może nawet na myszy (bo taka też była, choć ta zachwalana na szczury cieszyła sie wiekszą popularnością, choć kosztowała tyle samo)
Maść na myszy, maść na myszy
Smarujemy myszę w ciszy
Po tygodniu mysza zdycha
Maść kosztuje tylko dycha!