Telewizja pokazała (612)

14.07.2020

Chciałoby się przytoczyć wypowiedź Michała Figurskiego w Antyradio z października 2005 r., wygłoszoną po wyborach, kiedy ogłoszono, że prezydentem został Lech Kaczyński:

Drodzy Państwo, obywatelki, obywatele, rodacy!

W zaistniałej sytuacji, czytając i czując brzemię współobywatelskiej odpowiedzialności za to co się stało, tego poranka jestem zmuszony ustosunkować się do faktów bieżących. Otóż zawiłość podjętych przez was decyzji i, co za tym idzie, trudny okres, jaki czeka nas wszystkich Polaków, skłania mnie, mili Państwo, do trudnej i bolesnej refleksji, którą chciałbym się w tej chwili z Państwem podzielić.

Drodzy Państwo: kurwa mać!

* * *

Wygląda na to, że będziemy musieli się przyzwyczaić do stałej obecności koronawirusa. Hiszpańscy epidemiolodzy przeprowadzili badania na temat możliwości wykształcenia odporności stadnej wśród całej populacji. Okazało się, że przeciwciała zapewniające odporność na ponowne zakażenia zachowują się tylko u około 5% chorych, a u reszty badanych znikają po kilku tygodniach.

Podobnie czeka nas współżycie z wirusami PiS-u, nawet kiedy ten utraci władzę.

* * *

Owoce, zanim trafią na rynek, badane są obowiązkowo w celu sprawdzenia, czy np. nie były nadmiernie pryskane. Wyniki badań producenci otrzymują… po 45 dniach. Oczywiście owoce są już dawno sprzedane. Nikt się przez lata nie zdziwił tej procedurze.

* * *

Jakikolwiek by był wynik wyborów (piszę to w sobotę) to Trzaskowski uratował Platformę. Sondaże wskazywały, że partia dołuje, co zresztą zrozumiałe, bo odznacza się pozytywnie głównie tylko na tle PiS-u. Działania PiS-u spowodowały, że Platforma nie rozliczyła się ze swoich grzechów z czasów, gdy rządziła i nie opracowała programu naprawy.

Nie jest to moja ulubiona partia, zresztą żadna nie jest. Kiedy o niej (i innych partiach) myślę, przypomina mi się wierszyk deklamowany kiedyś przez „Lopka” Krukowskiego:

To nie żadne są mecyje
To nie to, co ja bym pragł
Może dosyć co do ilość
Absolutnie co do smak.

Szczęśliwie nie doszło kiedyś do upragnionego POPiS-u, ale obie partie miały zawsze wiele wspólnego i zapoczątkowały groźny proces.

Prof. Bronisław Łagowski pisał:

Obie spierające się partie narzuciły społeczeństwu obłędną hierarchię wartości, w której patriotyczny morderca albo nikły konspirator stoi wyżej niż wytwórca dóbr o żywotnym znaczeniu.

– Fałszowanie polskiej historii w myśl ideologii nacjonalistycznej trwa od dawna, podobnie jak przerabianie Polski na państwo wyznaniowe na modłę może nie Kościoła toruńskiego, ale łagiewnickiego na pewno. Konstytucja nie była łamana w sposób tak bezczelny, jak robi to obecny prezydent, ale jak to się stało, że w czasie rządów PO na czele Trybunału Konstytucyjnego znalazł się współtwórca instytucji stanu wyjątkowego, jaką jest Instytut Pamięci Narodowej ze swoim uprawnieniem do masowego lustrowania ludzi? Zgodność z konstytucją tego organu represji nie była przez Trybunał badana, a gdyby była, to łatwo przewidzieć, jakie pod tym przewodnictwem byłoby orzeczenie.

Jeżeli rząd lub inne podmioty władzy są zobowiązane do egzekwowania prawa, a tego nie robią, to są współodpowiedzialne za bezprawie. Jak się zachował premier Donald Tusk razem z parlamentarną reprezentacją swojej partii wobec przekroczenia uprawnień i innych nadużyć władzy przez pierwszy rząd Kaczyńskiego? Powiedział, że nie będzie się mścił, jakby to o jego cnotę chodziło, i tak „kuglował” sejmową komisją śledczą, że jej pozorowane dochodzenie skończyło się na niczym.

Kłamliwa paranoiczna wizja zamachu smoleńskiego jest czymś z koszmarnego snu. Kompromituje Polskę za granicą i dewastuje poczucie rzeczywistości w społeczeństwie. Ale trzeba zapytać, kto się do tego przyczynił i jak się w tej sprawie zachowywały autorytety, gdy jeszcze mogły mieć na to wpływ.

– Cywilizowane narody dopracowały się rozróżnienia na przestępstwa pospolite i winy polityczne. Dla obu partii obozu solidarnościowego to rozróżnienie nie ma treści. Politykę Polski Ludowej opisują w kategoriach kryminalnych, pojęcie zbrodni rozszerzyli na wszystko, co im się nie podoba („zbrodnia komunistyczna”). I wprowadzili retroaktywny immunitet dla opozycjonistów.

Platforma nie zmieniła się. Wystarczy przypomnieć, że w ostatnich wyborach na prezydenta Gdańska wystawiła Jarosława Wałęsę – człowieka, który nie miał żadnego doświadczenia w zarządzaniu. I wystawiła go przeciwko Pawłowi Adamowiczowi, popularnemu prezydentowi, który rządził Gdańskiem przez 20 lat.

* * *

Po zmianie ustroju zmieniły się też telewizje i zalały nas reklamy. Co chwila oglądaliśmy cudowne proszki do prania, pasty do zębów, podpaski, sprzęt AGD. Reklamy nie krępowały się i pokazywały cuda. W NIE zrobiono wtedy eksperyment. Zabrudzono jakieś koszule, następnie zawiązano je w węzeł i uprano w reklamowanym proszku – dokładnie tak jak pokazywano w reklamie. Ale zamiast wyjąć z pralki śnieżnobiałe koszule, wyjmowano szare i poplamione. To była praktyczna weryfikacja reklamy.

Coś podobnego dzieje się przy okazji wyborów prezydenckich, z tym że oprócz zachwalania własnego kandydata mieliśmy obrzydzanie jego przeciwnika. I jaka jest potęga reklamy – na naszym kandydacie nie widać żadnych plam, nawet tych, o których głośno krzyczą przeciwnicy, a kandydat przeciwników ma straszne plamy, choć ich jakoś nie widać.

* * *

Cezary Michalski:

Bez wspólnej listy demokratycznej opozycji nie da się dziś wygrać ani wyborów parlamentarnych, ani na poziomie sejmików wojewódzkich. Ordynacja jest nieubłagana.

Chciałoby się za postacią z „Rewizora” Gogola zawołać: – Panie Piotrusiu, to ja pierwszy powiedziałem „e”!

Trzy lata temu rzuciłem pomysł utworzenia przez opozycję na czas wyborów Koalicji „Europa”. W skrócie: wspólne ogólne postulaty, ale partie wchodzące w skład koalicji zachowują swoją odrębność, natomiast wszystkie głosy oddane przez zwolenników którejkolwiek partii idą na wspólne konto, co przy systemie d’Hondta daje wygraną.

Napisałem też, dlaczego taka koncepcja nie zostanie zrealizowana PIRS: Dlaczego opozycja nic nie może? oraz PIRS: W uzupełnieniu i to się także sprawdziło.

Ktoś z Państwa widzi może jakąś pozytywną zmianę albo chociaż poważną zapowiedź?

* * *

Ece Temelkuran, dziennikarka i pisarka turecka:

Nie sposób zrozumieć, na czym polega fenomen populizmu, zanim go nie doświadczysz. Populizm to akt upolitycznienia ignorancji, w wyniku czego moralne i polityczne szaleństwo staje się dominującą normą. Dojrzałość demokracji czy siła instytucji niewiele tu zdziała, populiści są znakomici w paraliżowaniu instytucji politycznych czy zawieszaniu zwykłej logiki. To ich specjalność.

I nie ma też żadnej nadziei, że populiści kiedyś się uspokoją. Ludzie, którzy myślą: „Teraz się rozliczą z przeciwnikami, ale potem będzie już w miarę dobrze”, niczego nie rozumieją. Oni muszą nieustannie wymyślać nowych nieprzyjaciół, aby zachować swoją władzę. Te reżimy są zależne od wymyślania wrogów.

* * *

Po wyborach komentatorzy zastanawiają się, gdzie popełnił błąd Trzaskowski, co jeszcze można było zrobić, żeby wygrać, co powinni zrobić przed drugą turą kandydaci, którzy odpadli w wyścigu w pierwszej turze, jaki wpływ miała propaganda mediów publicznych i Kościoła, jak rozumowali wyborcy Dudy itd. To poszukiwanie winnych zdaje się pomijać jeden słaby czynnik: elektorat. Jak to jest, że tyle ludzi łyka oczywiste kłamstwa, nie zastanawia się nad tym co im wciskają i tak łatwo dają sobą manipulować? Nie mają wbudowanego moralnego wzorca i łatwo dają sobie narzucić dowolne kryteria dobra i zła. Dają się pobudzić do nienawiści i zapominają (jeżeli w ogóle wiedzieli) o tym, co mówił Jezus – jak się odnosić do bliźnich, a przecież większość wyborców uważa się za chrześcijan.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\612 a.jpg

Nikt nie pracuje nad tym, żeby to zmienić. Partie dostosowują się do poziomu elektoratu i starają się wpłynąć na jego emocje. Ale łatwiej jest zagrać na negatywnych emocjach, co robi od dawna PiS, choć nie on jeden. Elektorat jest ciemny, nie wie, jakie są prerogatywy prezydenta, jak działają sejm i senat, nie orientuje się często w zasadach wiary katolickiej i nie potrafi ocenić tego co często cynicznie wciskają kapłani, a nawet jak się coś nie podoba to nie buntuje się. Przydałaby się praca u podstaw – wielkie zadanie dla prawdziwej telewizji publicznej.

Nadzieję komentatorzy pokładają w młodzieży, która podobno przestała być obojętna i włączyła się do wyborów. Oni nie dadzą się omotać propagandzie i wywalczą nam jasną przyszłość.

* * *

Andrzej Duda po zwycięstwie w wyborach pojechał na Jasną Górę, gdzie wziął udział w wieczornej modlitwie podczas Apelu Jasnogórskiego. 

Żeby Matka Najświętsza miała zawsze naszą Ojczyznę w swojej opiece. Staję tu jako pielgrzym, to dla mnie miejsce święte i ważne, tu czuję duchowe wsparcie. Chcę tu podziękować i prosić o dalszą opiekę dla Polski i dla mnie.

Andrzej Duda po wyborach modlił się na Jasnej Górze.

Jemu i innym politykom zadedykowałbym słowa Jezusa (z Ewangelii św. Mateusza):

A gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy, gdyż oni lubią modlić się, stojąc w synagogach i na rogach ulic, aby pokazać się ludziom; zaprawdę powiadam wam: Otrzymali zapłatę swoją.

Ale ty, gdy się modlisz, wejdź do komory swojej, a zamknąwszy drzwi za sobą, módl się do Ojca swego, który jest w ukryciu, a Ojciec twój, który jest w ukryciu, odpłaci tobie.

A modląc się, nie bądźcie wielomówni jak poganie; albowiem oni mniemają, że dla swej wielomówności będą wysłuchani.

Nie bądźcie do nich podobni, gdyż wie Bóg, Ojciec wasz, czego potrzebujecie, przedtem, zanim go poprosicie.

* * *

Dr hab. Marek Migalski:

ŻEGNAM WAS…

12 lipca ponad 10 milionów wyborców Andrzeja Dudy zdecydowało o tym, kto będzie przez następne pięć lat prezydentem mojego państwa. To ludzie, którym nie przeszkadzało szczucie przez kandydata i pisolubne media na osoby LGBT, Niemców, Żydów (za ich roszczenia majątkowe), wolne media; którzy nie widzieli niczego nagannego w pięcioletnim łamaniu demokracji i wolności przez głowę państwa, w nocnych jego rozmowach z Ruchadełkiem Leśnym czy podporządkowaniu Jarosławowi Kaczyńskiemu. To grupa, w której nadreprezentowany jest elektorat z wykształceniem zasadniczym i zawodowym, mieszkańcy na wsi, starsi wiekiem, zamieszkujący Polskę Wschodnią (to nie ocena, tylko stwierdzenie oczywistych faktów — do sprawdzenia na stronach PKW). Tak, ta masa wybrała mi prezydenta. Ale nie może wybrać mi sposobu życia i tego, jak będzie ono wyglądać.

Przez następne 2-3 lata politykę zastąpi wojna gangów. Kaczyński będzie wojował z Gowinem, Gowin z Ziobrą, a Ziobro z Kaczyńskim. Gdzieś w tym wszystkim będzie pałętał się usamodzielniający się Duda. Tak, będzie bardziej niezależny, niż był przez ostatnie pięć lat, bo uwolnił się z łańcucha, na którym trzymał go prezes PiS strasząc, że nie wystawi go w kolejnych wyborach. I ta pocieszna postać będzie teraz starała się być „prezydentem wszystkich Polaków” (a może nawet Polek), bo liczy, że zapisze się w historii nie tylko jako popychadło Kaczyńskiego. Poza tym po skończeniu drugiej kadencji Duda będzie miał dopiero 53 lata i pewnie liczy na jakąś zagraniczną posadkę, ale by ją zdobyć, musi jednak być kimś więcej niż marionetką starego prezesa jednej z partii. Więc tak, będzie wykonywał jakieś pojednawcze gesty, a PSL czy Konfederacja będą kuszone przez PiS wejściem do koalicji, po ewentualnej rozprawie z Gowinem. Ktoś z kimś będzie toczył gangsterskie wojny – jak kiedyś „puławianie” z „natolińczykami” w łonie PZPR.

Najbliższe lata będą straszne i obrzydliwe, choć nie będzie tak źle, jak myślą wszyscy ci, którzy głosowali na R. Trzaskowskiego (nie będzie też tak dobrze, jak sądzą wyborcy Dudy). Pamiętajcie, tu jest Polska, a to znaczy, że tu nic nie jest na poważnie i do końca. Tu nic się w polityce nie udaje – nie udał się Polakom faszyzm przed wojną, nie udał się im komunizm po niej. I nie udała się też demokracja po 1989 roku. Ten miękki autorytaryzm też się nie uda, bo budują go nie groźni perfekcjoniści, lecz Gang Olsena, chytre na „pieniążki” gapy, nieudacznicy, którzy przegrywali przez całe życie z lepszymi od siebie. Dlatego tak nienawidzą III RP – bo w niej byli tylko aspirantami do władzy, do stanowisk na uczelniach, w mediach, w biznesie. W sumie to nieszczęśliwi popaprańcy. Tyle że zrozumieli, iż takich, jak oni, są miliony i że mogą razem rozwalić państwo, w którym im do tej pory nie wychodziło.

Prawdziwa polityka skończyła się na jakieś dwa, dwa i pół roku – zastąpiona przez wojnę gangów i potyczki natolińczyków z puławianami w ramach PZPR. Dlatego nie ma tu roboty dla politologa. Może dla byłych kremlinologów, którzy z odległości od Breżniewa na trybunie pierwszomajowej wnioskowali o spadaniu lub pięciu się górę poszczególnych aparatczyków, znajdzie się tu jakieś zajęcie, ale dla mnie raczej nie będzie niczego ciekawego do komentowania. Pewnie nie robiłbym tego gorzej, niż ci, którzy stawią się ochoczo do tej pracy, ale mam w planach ciekawsze zajęcia na najbliższe kilkadziesiąt miesięcy. Nie chce mi się patrzeć na te gęby usatysfakcjonowane triumfem, utuczone na państwowych posadkach, butne w swej pysze i pełne nacjonalistycznych pohukiwań oraz szczucia na słabszych. Mam na siebie nieco inny pomysł. Już teraz ich widok psuł mi nastrój. Obecnie, gdy mają pełnię władzy i trzyletnią perspektywę czerpania łychami w państwowej michy, oglądanie ich za dużo kosztowałoby mnie psychicznie. To nie na moje skołatane, stare nerwy.

Dochodzi do tego także irytacja na polityków (oraz po części wyborców) opozycji. Oni w sumie też nikogo nie chcą słuchać. Mogłem w czasie kampanii pisać co tylko mi do głowy przyszło i mówić o tym wszem wobec, ale nikogo to nie obchodziło. Gdyby choć jeden strasznie zajęty sztabowiec R. Trzaskowskiego skorzystał z moich sugestii, być może dziś Duda nie mościłby się w pałacu prezydenckim na następną kadencję. Bo te wybory były dla demokratów do wygrania, ale oni nikogo nie chcieli słuchać, pewni swoich racji i już rozdzielający między siebie stanowiska w kancelarii prezydenta. Miałem od dłuższego czasu poczucie mówienia w pustkę. Lub tylko do siebie. Co na jedno zresztą wychodzi. I już mi się nie chce.

Żeby rzetelnie wykonywać obowiązki komentatora politycznego, trzeba być na bieżąco. Trzeba śledzić, co kto o kim powiedział, czytać prasę codzienną, śledzić portale internetowe. Słowem – należy poświęcać wiele czasu na obserwowanie bieżącej polityki. Robiłem to przez lata i chyba nawet nieźle mi to wychodziło. Ale polityka właśnie się skończyła – zastąpiona wojną gangów, frakcji, koterii wewnątrz obozu władzy. Nie mam ochoty i czasu na śledzenie tego, zatem muszę zrezygnować z obowiązków komentowania bieżącej polityki. O czym, niniejszym, zawiadamiam. A o tym, że nie mam „obowiązków polskich” wie każdy, kto czytał mój „Naród urojony” czy „Budowanie narodu”. Zatem zostawiam na pewien czas tę populację, zamieszkującą między Bugiem a Odrą, bez moich komentarzy. Poradzi sobie beze mnie. A ja bez niej.

Oczywiście, jeśli jakieś medium będzie chciało ze mną przeprowadzić poważną rozmowę na poważne tematy, to jestem do dyspozycji. Zwłaszcza gdyby można było wykorzystać moją wiedzę o neuropolityce, która w warunkach polskich chyba jest unikatowa. Jeśli znajdą się czytelnicy, widzowie, słuchacze zainteresowani tym, co sądzę o ogólnoświatowych trendach, o sytuacji Polski w tym, co dzieje się w globalnej polityce, o wpływie nauk biologicznych na rozumienie i uprawianie polityki, wówczas będę więcej niż szczęśliwy, mogąc podzielić się swoimi przemyśleniami na te tematy. Ale nie liczcie już na mnie w dziele komentowania tego, co jeden aparatczyk powiedział o drugim oraz co sądzę o wczorajszym skandalicznym zachowaniu tego czy owego ministra, czy posła.

Moi Drodzy, właśnie kończę pisać bardzo ważną dla mnie książkę o tym, jak neurobiologia, kognitywistyka i prymatologia tłumaczą kryzys liberalnej demokracji oraz…podpowiadają jak ją ratować (to rozwinięcie mojego ostatniego dzieła, napisanego we współpracy z wybitnym memetykiem z mojego uniwersytetu, „Homo Politicus Sapiens. Biologiczne aspekty politycznej gry”) oraz dokonuję finalnych poprawek w mojej najnowszej powieści. Jutro lecę do Toskanii. Opiekuję się także moimi starzejącymi się już kotkami. I cieszę się na powrót października, kiedy znów będę mógł prowadzić wykłady dla moich studentów. To są ważne sprawy (oczywiście kontakty interpersonalne także!). Temu będę się poświęcał w najbliższej przyszłości. Oczywiście, że od czasu do czasu coś sobie z polskiego bagienka politycznego skomentuję tu i ówdzie, ale nie liczcie na to, że na moich mediach społecznościowych będzie tego dużo. Udaję się na zasłużoną wewnętrzną emigrację.

Dlaczego? Bo nic tu po mnie; bo mam 51 lat i nie wiem, kiedy umrę; bo jest tyle krajów do zwiedzenia i ludzi do poznania; tyle książek do przeczytania i napisania; bo i tak nikt nie słucha politologów; trzeba dać tej władzy zadławić się państwowymi fruktami; bo trzeba dać demosowi czas, by zobaczył, kogo wybrał i by zawył w poszukiwaniu nowego władcy; bo zawsze warto usiąść na brzegu rzeki i czekać aż trup naszego wroga spokojnie nadpłynie.

Bo życie jest piękne i nie można go tracić na rzeczy, które nam to piękno przesłaniają.

Do zobaczenia. Albo i nie.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com