Odmładzanie „Studia Opinii”5 min czytania

()

23.07.2020

Postanowiłem odmłodzić „Studio Opinii”, proponując grupce polskich i amerykańskich przyjaciół, żeby zaczęli umieszczać tu swoje blogi. Nie o wiek chodzi, a o młodą/nową energię.

Taka rekrutacja udała mi się kiedyś z Natanem Gurfinklem, wciąż młodo- starym pogromcą Dużej Litery, znakomitym w przebraniu dziennikarza, nowo-Mrożkiem.

Wśród nowych rekrutów jest — o młodości nieprzemijającej — Krystyna Mazurówna, znana tancerka i choreografka z lat 60., od ponad pół wieku w Paryżu. Tańczyła w kilku moich polskich programach telewizyjnych: „Dzień Dobry Mister Batory” (pierwszy rock’n’roll na żywo), „Soczi po polsku” („zachodnia” polska rozrywka dla ludzi radzieckich), potem po mojej emigracji, w telewizji duńskiej: „Miłości do dwóch fortepianów”; w olbrzymim pustym studiu Marek i Wacek grali na dwóch ścigających się ze sobą fortepianach (w środku były elektryczne silniki), a Krysia miała być ich tańczącą zdobyczą.

Recenzja w prasie duńskiej pod tytułem
Taniec, muzyka i miłość po polsku”. 1971.

Przyjechała jeszcze raz do Kopenhagi na choreografię innego programu – o śpiewających włoskich gangsterach.

W Paryżu była pierwszą z 24 tancerek w „Gaumont Palace”, przez sześć lat solistką w „Casino de Paris” i w ostatnich spektaklach Josephine Baker. Po pięćdziesiątce założyła bar dla artystów w „Casino de Paris”. Z zaoszczędzonych franków kupowała tanie mieszkanka w złych dzielnicach, remontowała je i wynajmowała, żeby móc kupić następne, a potem rozdała wszystkie dzieciom i wnukom. Jednym z nich jest Kasper, syn mojego kolegi z warszawskiego Liceum Batorego, niezapomnianego felietonisty Krzysztofa Teodora Toeplitza.

Zupełnie niedawno, w Warszawie, tańczyła nokturn Chopina w moim amerykańskim dokumencie „Do You Speak Chopin?”

Zawsze imponowała mi jej życiowa mądrość, francuska postępowość i międzynarodowe poczucie humoru. Te cechy kwalifikują ją na autorkę w „inteligenckiej” witrynie jak ją nazwał Stefan Bratkowski.

Opowiadała mi w Kopenhadze, że dygnitarze partyjni w latach 60, uważali, że nie powinna mieszkać w Polsce, bo układa tańce do muzyki kapitalistycznej, czyli jazzu. Pewnego dnia wszystkich jej tancerzy wcielono do służby wojskowej. Dano jej do zrozumienia, że jeśli wyjedzie, to zostaną zwolnieni. Paryż był najbliżej, dostała darmowy bilet w jedną stronę.

To było w czasie, gdy polskie czołgi wjechały do czeskiej Pragi. Pomyślała, że wyjechała za późno o 5 albo 10 lat. Szukała taniego hotelu, chodziła od teatru do teatru, stawała w kolejce do kasy i łamanym francuskim mówiła: „tancerka, praca, szukać”, potem zorientowała się, że są castingi. Kiedy wygrała pierwszy casting, jej sytuacja zaczęła się poprawiać, ale trzeba było ciągle przedłużać wizę i trudno było o zatrudnienie.

Jak się przyjeżdża do innego kraju, mówiłaś, trzeba zmienić mentalność, sposób odżywiania się, sposób picia i, co najtrudniejsze, sposób myślenia, nie można być całe życie Polakiem we Francji, trzeba się wtopić w społeczeństwo.

Po 30 latach we Francji pisałaś, że nigdy nie będziesz Francuzką, ale już od dawna nie jesteś Polką i że znasz emigrantów, którzy na emeryturze wrócili do Polski i wszyscy tego żałują. A jednak ciągnie cię do Polski, bo „we Francji jestem emerytką i babcią, a w Polsce ciągle myślą, że jestem młoda i zdolna, zdobyłam tu nowy zawód: jestem modelką. Najpierw na wybieg wychodzą młode, chude, wysokie, a później mała, stara, pękata, czyli ja. Pokazuję te stroje, w które mogę wejść. Dostaję większe brawa niż te młode modelki, bo przecież baby na ulicach wyglądają raczej tak, jak ja, a nie jak one”.

Kryśka, pamiętasz jak kiedyś szukałem twoich dawnych zdjęć? Napisałaś mi:

WSrk9ktTURBXy8yZDliY2U1YS1hNWYyLTQ0MDctOTViNi0xOTQ2NGJlZWMxMTgucG5nkZMFzQMUzQG8gaEwAQ.jpeg

Kręciłam jakieś filmy, tańczyłam u Barei w jednym czy dwóch, no i byłam tancerką w filmach telewizyjnych – u Lasoty – Konrad Drzewiecki robił choreografię, a ja tańczyłam z Przemysławem Śliwą i z zespołem poznańskiej Opery. Był też półgodzinny zgrabny film w telewizji warszawskiej «Fantomy» do muzyki Komedy, Trzaskowskiego i Kurylewicza, ja robiłam choreografię i tańczyliśmy — z Wilkiem i innymi z mojego zespołu. Ale — było, przeszło, mnie tam z tych lat nie zostało nic, oprócz goryczy i przykrych wspomnień, uczucia zakłamania, obłudy i strasznej hipokryzji, którą i dziś czuję. Trafiłeś mi najbardziej, z tym że nic się nie zmieniło — jak wtedy, w latach sześćdziesiątych, gdy prawda była podawana w półsłówkach, aluzjach i niedomówieniach, ze sceny i szeptem, tak teraz też — gdy idę do teatru, słyszę jak ludziska wychwytują jakieś rzeczywiste lub naciągane aluzje, cieszą się, biją brawo i jakby spiskują. Tyle że wtedy był to cały naród jak jeden mąż (przeciwko!) – a dziś są dwa wrogie obozy.

Udzieliłaś mi zgody na wszystko, co w piśmie zapragnę z tobą zrobić. Ten gościnny wstęp ma cię pobudzić do samodzielnego, blogowego lotu. Twoje zadanie: odmłodzić Studio Opinii!

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Więcej w Wikipedii

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. Bogdan Miś 30.07.2020