08.01.2021
Mamy za sobą obrazki ze stolicy Stanów Zjednoczonych AP, z Waszyngtonu. Słyszeliśmy i widzieliśmy wszystko, co mówił Donald Trump i widzieliśmy jak spory — ale nie ogromny — tłum (mob: motłoch, tłuszcza, hałastra) wdziera się do Kapitolu. Wszystkim, którzy są zniesmaczeni tym, jak zachowywali się ci ludzie w wytwornych wnętrzach świątyni amerykańskiej demokracji przypomnę, że tak jest zawsze, gdy tłum podnieconych i „podkręcanych” ludzi mających poczucie krzywdy wyrządzonej im przez system, przez państwo, wdziera się na salony władzy.

Ameryka sobie poradzi z tym motłochem, już sobie poradziła. Czy poradzi sobie z powodami frustracji milionów, którym taki prostak i kretyn jak Trump (to nie jest moje określenie, tak mówił o Trumpie wysoki urzędnik jego administracji) zbudował w głowach wizję ukradzionych wyborów? Wyborów, to słowa Trumpa: które wygraliśmy z miażdżącą przewagą. Złodziejami tego zwycięstwa są lewackie siły zgromadzone w partii demokratycznej i fake-news-owych mediach.
Wszystkie lata prezydentury Donalda Trumpa, jego zachowania i słowa składały się na to, co widzieliśmy w tych dniach w stolicy Stanów Zjednoczonych AP. Partia Republikańska to ta partia, która zgodziła się, aby to Donald Trump był jej kandydatem w prawyborach. Liczono pewnie, że jego udział ożywi kampanię, że taki ktoś, postawny, z pieniędzmi i doświadczeniem medialnym dobrze zrobi kampanii. Stało się — jak się stało i Trump został prezydentem najpotężniejszego kraju na świecie, dysponującego arsenałem atomowej broni i armią kontrolującą cały świat.
To, że Donald Trump nie nadaje się na stanowisko prezydenta, według mnie na żadne stanowisko w administracji publicznej, widać było od samego początku. Sprawność prezydenta objawiała się przede wszystkim w załatwianiu własnych interesów, w nominowaniu członków swojej rodziny na wysokie i często kluczowe stanowiska państwowe, w prowadzeniu swoich interesów deweloperskich i co tam jeszcze chcecie…
W polityce międzynarodowej Donald Trump konsekwentnie wprowadzał sojusze oparte o kontrakty handlowe, o tworzenie relacji sprzedawca-klient. Dobrym przykładem są tu stosunki na linii Stany Zjednoczone – Polska. Prezydent Duda to był zawsze i tylko klient. I nikt więcej.
Donald Trump doprowadził do takiej sytuacji, że to on musi wygrać te wybory. Miał bowiem prostą alternatywę albo druga kadencja (a potem trzecia, kto wie — skoro może Putin, to może i Trump), albo procesy i wieloletnie więzienie. To, co widzieliśmy w Waszyngtonie, to była próba zapewnienia sobie zwycięstwa mimo wszystko. Dlatego żądał on od swego wiceprezydenta, aby tak poprowadził obrady w Kongresie, by dało to Trumpowi zwycięstwo, wbrew wszystkim faktom i prawu. Ci ludzie wezwani do Waszyngtonu to była jego armia, jego wojsko. Taka armia jaki wódz, widać to było w bezpośredniej relacji z wydarzeń w Kongresie…
Zostawmy Stany Zjednoczone, one sobie poradzą.
Sądzę, że Trump nie powiedział ostatniego słowa mimo zapowiedzi o przekazaniu władzy w uporządkowany sposób. Uporządkowany według Trumpa… Zobaczymy co to znaczy…
Czego możemy w Polsce nauczyć się obserwując te wydarzenia, jakie wyciągnąć wnioski z amerykańskiej lekcji?
Musimy widzieć, jakie podjąć kroki, aby nie powtórzyły się amerykańskie sceny w naszym kraju, gdyby zdarzyło się — a zdarzy, prędzej czy później — że PiS przegra wybory. Przegra mimo tego, że nasz „wódz” zadbał o przejęcie praktycznie wszystkich najważniejszych ośrodków, od których zależy decyzja o podaniu do wiadomości, kto zwyciężył w wyborach. Jarosław Kaczyński musi zapamiętać, że w decydujących momentach „jego ludzie”, ludzie Donalda Trumpa zawodzili i zamiast lojalności wobec niego wybierali wierność konstytucji.
Taka jest prawda: zawsze najsłabszym ogniwem złożonego układu organizacyjnego jest człowiek.
Czy możemy wierzyć w to, że wydarzenia w Stanach, w kraju o takich tradycjach demokracji, zostały wywołane przez jednego szaleńca?
Czy wpłynie to na naszych polityków i czy pojawi się u nich refleksja, że u nas może być podobnie?
Mam pewność, że to nie nastąpi. Zbyt wiele złego już się stało, za dużo popełniono deliktów konstytucyjnych i zbyt wiele razy złamano obowiązujące prawo, aby liczyć na to, że rządzący wyhamują, że zmienią swoje postępowanie. Oni się nie zmienią — a co z resztą obywateli?
Co z opozycją parlamentarną i budującymi się partiami i ruchami społecznymi pozostającymi poza parlamentem?
Czy zostaną wyciągnięte wnioski z amerykańskiej lekcji, czy będzie jak zawsze – tydzień ożywienia i koniec?
Bezpośrednio po lekturze tekstu Ernest Skalski: Gadki Trzech Króli nie jestem optymistą. Możemy liczyć na przypadek, taki splot niespodziewanych zdarzeń, które nie powinny się zdarzyć, a zdarzyły się…
Ale gdy już coś takiego się stanie (a stanie), to byłoby dobrze abyśmy mieli za sobą „pracę umysłową”, przegadane i przemyślane rożne warianty decyzji i zachowań.
Tyle możemy zrobić już, teraz…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Poleciłbym Panu wczorajszy wywiad Piotra Kraśki z Anne Applebaum, w tym jej charakterystykę sytuacji w Kongresie oraz towarzystwa które postanowiło, że przedwczoraj nawiedzi budynek, przez niedomknięte drzwi i przez okno pod kamerą. Ma oczywiście rację, że wycieczka nie była reprezentatywna dla wyborców Trumpa i precyzyjnie zwraca uwagę na brak celu poza zrobieniem selfie. A sam Donald Trump, cóż, teraz obawia się już Nancy Pelosi i 25 poprawki tym bardziej, że rzecz właśnie dotyczy jej obaw o jego dalsze ewentualne zabiegi o reelekcję oraz ich miłych stosunków. Przy czym jest dość cyniczny – chciał demonstracji pod Kongresem w trakcie głosowania i tu okazało się, że inni także taką sytuację potrafią dość cynicznie wykorzystywać. Dzisiaj, także cynicznie, on robi U-turn , jak to określa dzisiejszy The Guardian, podczas gdy Pani Pelosi rozciąga już sieć.
A propos Prezydenta Dudy, i jego forma gratulacji wobec Bidena i obecna powściągliwość były słuszne a dla nas pozostaje wiążąca wypowiedź pani ambasador o kontynuacji dobrych stosunków. Także chwilowo polscy spadochroniarze nie muszą lądować z pomocą w Waszyngtonie, wystarczy Park Police.
Znana autorka książek o Europie Wsschodniej powiedziała w wymienionym wywiadzie, że „Trump wprowadził swych zwolenników do nierzeczywistości”. A w jakiej amerykańskiej rzeczywistości ona sama przebywa w dworku pod Bydgoszczą od wielu lat? Tych zwolenników jest 75 mln, którzy wg. Niej nie wiedzą co robią.
Ale ja wywiad odebrałem inaczej: z tezą o rozróżnieniu pomiędzy telewizyjnie agresywnym tłumem a większością wyborców Trumpa.
Kwestię mediów społecznościowych wytwarzających alternatywną, im własną rzeczywistość traktowałbym dla przypadku jako wtórną, gdyż zdaje się, że uniwersalną we współczesnym świecie. Jeżeli zaś dotyczy społeczności o niewystarczającej dywersyfikacji źródeł z których ona korzysta kształtując swoje poglądy oraz relacje, wtedy taki wpływ podlega wzmocnieniu – dodatnie sprzężenia zwrotne, a być może także i różnym aberracjom.
W konsekwencji broni się teza, że w społeczeństwie istniała potrzeba reprezentacji, którą miał spełnić Trump, i chyba tylko tyle.
Dzisiaj wiadomo, że szpica w Kapitolu to płatni „kibole” Antify, którzy destabilizują już kilka miast. Reszta to kontr-rewolucja w wykonaniu paru tysiecy, którzy zjechali sie do Waszyngtonu. Przegrali a „zwyciezca” pisze historię. Pytanie jest gdzie było 2,500 członków ochrony Kapitolu, którzy wiedzieli o zbliżającej się demonstracji i powinni zabezpieczyć tę „świątynię” demokracji? A może po cichu wspierali kontr-rewolucję?
Jakiekolwiek reinterpretacje nie zmieniają jednak tego, że wybory zostały przegrane przez kandydata partii Republikańskiej i obecnego prezydenta a to jest jedyny mechanizm demokracji.
Cóż więc z tego, że być może ktoś cynicznie ułatwiał popełnianie przestępstwa a ktoś inny być może z dziwnej sympatii lub strachu odwracał głowę. Trump wykorzystał legalne metody kwestionowania wyników wyborczych a przecież funkcja prezydenta to po prostu świetnie płatne stanowisko pracy opierające się na kryterium wyborczym. Po prostu skończył mu się kontrakt. Kiedy mnie zwalniali z pracy brałem pudełko i grzecznie żegnałem się z pracodawcą, raz jedynie napisałem list z wyjaśnieniem.
Nie pobierał pensji.
W opisie sytuacji muszę się pojawić media społecznościowe. Bez nich nie byłoby Trumpa. To, że w końcu operatorzy zablokowali mu konta to był najwyższy dzwonek, że właśnie tu jest zródło. Podobnie rola tzw. tradycyjnych mediów, które żerują na klikalności też musi być przeanalizowana, bo to w dużym stopniu właśnie media zarówno te dawne jak i te najnowsze wykreowały „Donalda Trumpa”. Bez nich on przestanie istnieć. To samo jest z PiS-em, z tym, ze tutaj jest sytuacja odwrotna, to Jacek Kurski tworzy mit Kaczyńskiego nie odwrotnie.
Takie media jak CNN, ABC, CBS, MSNBC czyli główne kanały przez 24 godziny i 4 lata nie zostawialy suchej nitki na NIM. Jedynie kanal niszowy FOX NEWS wspierał JEGO. Stąd ON nazwał te kanaly fake news. W ten sposób owe media spowodowały u NIEGO bardzo agresywną postawę ranionego i zagonionego do rogu zwierzęcia. Ale dopieły swego, ponieważ nie wytrzymał napiecia i poległ śmiercią samobójczą. Że wytrzymał aż 4 lata dziw bierze.
Wielu z jego wyborców wcale zdaje się, że nie było zadowolonych z tej polityki ćwierkaniem, zresztą już modnej chyba nawet i w gminie. I tak ćwierka już każdy jak może, jeden lepiej a drugi gorzej.
O historii kariery Donalda Trumpa, w tym o początkach kariery politycznej oglądnąłem sobie film na Netflixie, który wiele mi wyjaśnia, i wyjaśnia jak to ze ćwierkaniem było: najpierw nie wierzył potem ćwierknął i.. poszło. A problemy społeczne wobec których tak wielu wyborców uwierzyło jego kandydaturze.. pozostały z nimi.
Z tego wynika, że również operatorzy telefonii też powinni odebrać numery telefonów od tych, którzy mają odmienne zdanie. W tym 121 kongresmenów i kilku senatorów, którzy głosowali przeciw uznaniu wyników wyborów. I chcieli powołania komisji do zbadania wyborów w stanach, gdzie w ich trakcie gubernatorzy wbrew prawu zmienili zasady liczenia głosów. Ponieważ w tych paru stanach były przeprowadzone metodą Sasina.
Jak nie można wprowadzić pasty do zębów spowrotem do tubki tak nie można przejść do stanu how used to be. Nie można nazywać 75 mln którzy głosowali na NIEGo za chołotę. W USA nie było demokracji, tylko pozorna raz na pare lat podczas wyborów. Trump odbudował klasę średnią i zamknął otwartą granicę na południu. Od pierwszego dnia urzędowania chciano go usunąć a potem każdego dnia przez 4 lata, ponieważ zastopował eksportowanie prac do Chin. W. kapitał i lewicowy Hollywóod oraz Big Tech zainwestowały miliony w Demokratów aby go usunąć i usunęli. Głównie dzięki JEGO zatrzetrzewieniu. Pierwszą decyzją Demokratów jest zabronienie w Kongresie używania slowa AMEN (po proceduralnej modlitwie) teraz trzeba mówić „a men and a women.” Demokraci pracują nad zlikwidowaniem stacji FOX NEWS (vide Orlen) oraz cenzurą Fb i Twittera a także zamknieciem konkurencyjnych platform, które powstają. Powstaje lista ludzi, którzy z NIM współpacowali aby byli podciągnięci do odpowiedzialności (zbiorowej) za terroryzm. Szykuje sie ustawa odszkodowań za niewolnictwo, pomimi sprzeciwu od lat murzyńskich intelektualistów. W szeregu miejscowościach prioritet szczepień mają nie biali, ponieważ maja „w genach rasizm”. Mój termin=marzec. Wkrótce studia i slużba zdrowia będzie bezplatna (na co państwa zadłużonego nie stać) i poludniowa granica ma być otwarta. Budżety policji mają być radykalnie zmniejszone ponieważ jest rasistowska (większość jej stanowią Murzyni włacznie z szefami). Pilotowe rozwiązania wprowadza Kalifornia ale Gubernatora czeka odwolanie ponieważ normalni wyborcy mają go dość, zebrano już z 1 mln podpisów pod odwolaniem. Jesteśmy optymistami, że bedzie lepiej. Lenin tak samo myślał?
Z Władimirem Uljanowem historia o tyle tragiczna, że był po ojcu szlachcicem i całkiem nieźle był wykształcony. Radykalne pomysły zaczęły mu wprawdzie przychodzić do głowy już po straceniu jego brata Aleksandra, gdy ten studiując w Petersburgu konstruował sobie bombę na Aleksandra III, jednak o praktyce rewolucji naczytał się znacznie później w świetnie zaopatrzonej bibliotece w Bernie.
Pomimo wszystko, wojnę i dwóch dogmatycznych następców Aleksandra II włączywszy, w 1917 jednak powstał parlament, który właśnie Władimirowi Uljanowowi udało się rozwalić.
Trudno wyczuć czy czegoś już wtedy chciał oprócz władzy. Frekwencja wyborcza wyniosła około
pięćdziesięciu procent, całkiem nieźle. Zwyciężyli wprawdzie eserowcy ale to jeszcze nie byli bolszewicy.
Zaczęło się jednak nieco wcześniej, sto czterdzieści lat temu od innej bomby, która razem z Aleksandrem II rozerwała rosyjskie reformy i pewnie potem historię Europy. Wcelował ją dwudziesto-sześcio letni polski szlachcic herbu Przeginia, studiując matematykę w Petersburgu.
Brat Lenina chyba współpracował z bratem Piłsudskiego. A ów polski szlachcic to Dzierżyński, który chyba nie myślał jak bedzie lepiej, tylko praktykował ludobójstwo.
Rzeczywiście, i Bronisław trafił na Sachalin. Potem powstało Towarzystwo Polsko-Japońskie. Dzierżyński miał jednak dopiero cztery lata kiedy Hryniewiecki trafił w ojca na którego syna przymierzali się później młody Bronisław z Uljanowem. Firma ta sama. Wymyśliła powstanie chłopskie przy czym to właśnie Aleksander II dwadzieścia lat wcześniej uwolnił chłopów przyznając im prawa, w tym wykupu ziemi. Spłaty się ciągnęły, państwo zarabiało procenty.
Z zainteresowaniem przeczytałem Pańskie komentarze pod tym artykułem. Pośród ludzi zainteresowanych polityką na SO dominuje przekonanie o szkodliwości całokształtu działalności Donalda Trumpa. Pan wyraża inne poglądy. Chętnie przeczytałbym Pański artykuł o całokształcie działalnści D. Trumpa w okresie 2016-2020.
Ciekawie to, co sie stało komentuje wnuczka Nikity Chruszczowa Nina Chruszczowa (https://www.project-syndicate.org/commentary/ten-hours-that-shook-america-2021-01). Pokazuje proces, który doprowadził do wielkiego kłamstwa o sfałszowanych wyborach. To lektura obowiązkowa dla 75 milionów entuzjastów prezydenta, któremu tak trudno akceptować reguły dzięki którym został prezydentem. Przypomnieć się godzi, że na Hitlera glosowało 10 milionów juz w 33′ potem zwolenników tylko przybywało. Na Stalina nikt nie musiał glosować, on po prostu jednych zastraszył innych wymordował. Trump używ podobnych metod, choć USA to nie faszystowskie Niemcy ani bolszewicka Rosja. Przynajmniej jak do tej pory. Więc jest nadzieja, że demokracja przetrwa nawet jego największe szaleństwa.