Bogdan Miś: Upusty żółci (luty)41 min czytania

()

21.02

Nie będę się dzisiaj na nic i na nikogo wyzłośliwiał. Zginął Janek Lityński. Ratując psa, utonął w Narwi.

Powiedziałbym, że to dla niego symboliczne: nie byłoby takiego dobra, którego nie warto byłoby bronić za wszelką cenę. Znałem go od połowy lat 60, kiedy studiował matematykę, a ja na tym wydziale pracowałem. Ale nie miałem z nim zajęć, choć jakoś byliśmy po imieniu; już nie pamiętam, gdzie się poznaliśmy, ale ten wydział był wtedy dość towarzyski. Potem zetknęliśmy się dopiero gdy był już doradcą prezydenta.

Dobry człowiek to był.

20.02

Nie mogę przestać myśleć o pewnym panu. Wywarł na mnie kolosalne wrażenie.

Nie, nie zmieniają mi się na starość upodobania. Wrażenia mogą wszak być rozmaite…

Więc może opowiem, choć gdzieś w czeluściach Internetu powinien być stosowny filmik; nie chce mi się jednak szukać ani sprawdzać praw autorskich. Więc opiszę, choć może szczegóły będą różne od fizycznej rzeczywistości. Tak go zapamiętałem po prostu; to mówi oczywiście coś o mnie, ale sądzę, że i obiekcie.

Pan jest tedy mocno łysawy. Chyba z wąsikiem. Odziany z pewną charakterystyczną (nie doprecyzuję…) elegancją, z pewnością niewarszawską. Nadpobudliwy: wymachuje rencyma jak wiatrak.

To stuknie się w wysokie czoło, to palcem komuś pogrozi, to wskaże karzącym gestem wyimaginowanego oponenta. Mówi głośno, dobitnie. Toczy groźnym wzrokiem wokół. Zdawało mi się wręcz, że iskrzy.

Ale nie jest ważne jak wygląda ani jak mówi; w końcu, to nie prezenter telewizyjny. Ważne jest co mówi i kim jest.

A z jego ust leje się potok walki z chrystianofobią oraz brakiem wolności słowa dla katolickich przedstawicieli świata nauki (co już samo w sobie jest dla mnie oksymoronem, czyli wypowiedzią wewnętrznie logicznie sprzeczną).

I nie, nie jest to prowincjonalny klecha po cywilnemu. To by mną nie wstrząsnęło, to by była norma.

Ten pan – to najważniejsza podobno po ministrze postać w edukacji. To jegomość, który ma sprawdzić i „naprawić” wszystkie podręczniki szkolne, zaczynając od polskiego, historii i wiedzy o społeczeństwie.

I tu powinniście odczuć wyraźny powiew grozy. Nie rozwinę tematu.

Powiem tylko, że za moich czasów szkolnych też wiele podręczników naprawiono i „usłuszniono”. I to nie było miłe ani mądre, wierzcie. Tyle że ja miałem nauczycieli, którzy większość oficjalnych podręczników zignorowali. Moje pokolenie ogólnie rzecz biorąc – wyszło na ludzi dzięki temu właśnie. Czy dzisiejsi nauczyciele będą też tacy odważni, żeby mieć własne zdanie?

Pewno będą tacy. Ale boję się, że nie większość.

W pokoju nauczycielskim na ścianie krzyżyk, ksiądz prefekt uczestniczy w radzie pedagogicznej, matura z religii tuż-tuż… Może bezpieczniej się nie wychylać?

A to znaczy, że łysawi panowie mogą nam spieprzyć całe pokolenie skuteczniej niż covid. Chyba że dostaną razem ze swoją obawą przed chrystianofobią potężnego kopa. Który im się serdecznie należy.

Amen.

19.02

Różne rzeczy ważne się dzieją, ale dziś tylko o wczorajszym lądowaniu Amerykanów na Marsie. Nie jest to pierwszy sukces w badaniu tej planety, ale dość wyjątkowy: mnóstwo tam nowości, że wymienię tylko niebywały dron – smigłowiec czy całkowicie zautomatyzowany proces lądowania, w którym użyto technik sztucznej inteligencji. No i wszystko funkcjonowało jak w zegareczku, bez najmniejszej usterki. A – zachowując skalę – było to trafienie komara w oko strzałem karabinowym z odległości stu kilometrów… Niemożliwe stało się możliwe.

W dodatku tuż-tuż do lądowania Chińczyków i Arabów (!).

No i w związku z tym pewna osobista refleksja. Otóż z żalem przyznam, że nie mógłbym w żaden sposób być sprawozdawcą z tego wydarzenia – telewizyjnym ani radiowym, choć dziennikarstwo naukowe było przez wiele lat moim zawodem; a to dlatego, że nie potrafiłbym nijak ukryć zaangażowania emocjonalnego. Mówiąc po ludzku, gdy oglądałem genialnie zrobioną transmisję NASA (idealnie zgrana symulacja komputerowa lotu z czasem rzeczywistym przebiegu misji), to się po prostu usmarkałem z emocji. Słowa bym nie mógł powiedzieć, gardło się zamurowało.

I jeśli kiedyś widziałem rzeczywiste szczęście na ludzkich twarzach, to były twarze inżynierów i programistów z centrum sterowania lotem i twarz głównego administratora przedsięwzięcia o dziwnie swojskim nazwisku, Steve’a Jurczyka. Tych twarzy nie zapomnę. Wiem, że wiele osób powie: co mnie to wszystko obchodzi? Kowboje wyrzucili 10 mld dolarów i co ja, moim bliscy i mój kraj z tego mamy? Czym ty się człowieku podniecasz?

Rzeczywiście: nic. Dokładnie takie samo nic, jakie mieliśmy jako ludzkość gdy Einstein ogłaszał teorię względności, albo gdy Andrew Wiley kończył swój sławny wykład słowami „…i w ten sposób udowodniliśmy Wielkie Twierdzenie Fermata”.

A jednak to jest ważniejsze dla mnie i piękniejsze od wszystkiego, co nas otacza. Absolutnie od wszystkiego.

Dlatego najbardziej odrażającym skutkiem działań naszej władzy są jej przestępstwa, związane ze zrujnowaniem systemu edukacji.

18.02

Dziś – także w TVN24 – transmisja z lądowania łazika „Perseverance” na Marsie.

Trzeba oglądać, choć zapowiadany prowadzący budzi moje żywe wątpliwości: jest nadpobudliwy, mowę ma nadmiernie kwiecistą i wątpię, czy jest fachowcem w tej dziedzinie.

No ale zobaczymy; i tak najważniejszy jest obraz (a także oryginalna ścieżka dźwiękowa, bo ta sonda jest wyposażona w czułe mikrofony!). Poza tym można oglądać na witrynie NASA, więc spoko.

Co do celów misji… Ja już wiem, co oni odkryją. Otóż przed milionami lat na Marsie była bardzo rozwinięta cywilizacja. Ta cywilizacja postanowiła pozbyć się wszystkich bandziorów i degeneratów oraz skończonych głupców, więc wsadziła ich w rakietę i wysłała w kierunku najbliższej możliwej do zamieszkania planety. Odniosła pełny sukces: ta planeta nazywa się Ziemia. Niestety, gdy już rakieta była w drodze, cywilizację marsjańską dopadł koronawirus.

17.02

Dziś uwaga o współrodakach. W sumie nic nowego; ale nigdy dość powtarzania pewnych prawd. Zwłaszcza tych, które wielu starannie od siebie odpycha.

Otóż wyraźnie żyjemy wśród warchołów, dla których najważniejsze jest „tu i teraz”, i to tylko rozważane z punktu widzenia, uwzględniającego jedynie własną doraźną fizyczna przyjemność. Schlać się i wsiąść za kółko – to zatem norma, bo lubimy tego miłego szmera i „przecież ja mam łeb”. Pojechać na narty i stać w kolejce do wyciągu bez maseczki i bez zachowywania dystansu – a co mi tam, ja ułan…

Niemiłą wiedzę – odrzucamy.

Nie chcemy na przykład przyjąć do wiadomości prawdy o tym, że zapewne z uwagi na pandemię już jedno co najmniej pokolenie jest do spisania na straty, dosłownie; będzie skrajnie niedouczone, co zaskutkuje nie tylko brakiem kwalifikacji i ogromnymi trudnościami na rynku pracy dla nich, ale także zagraża wszystkim pozostałym: kto dobrowolnie pójdzie do lekarza, który zdalnie zaliczył dyplom nie robiąc własnoręcznie żadnego zabiegu? Kto uwierzy, że most zaprojektowany przez inżyniera, który w życiu nie widział budowy – nie zawali się?

„Jakoś to będzie…”.

Nie, nie będzie. Może dla wielu nic nie będzie, choć „to tylko rodzaj grypy”.
Spadek zaufania społecznego jest murowany, jeśli nawet jeden z drugim nic takiego nie czuje. A to bardzo poważna sprawa sama w sobie.

Wystarczy popatrzeć na obrazki ze Szczyrku czy Zakopanego. Widać na nich potencjalnych bezmyślnych samobójców (o co mniejsza) i zabójców. I ci ludzie znajdują poparcie. Bo „muszą się wyszumieć”. Bo „młodość tak ma”.

Kto warchołów i egoistów popiera lub usiłuje usprawiedliwić – jest współwinny temu, co się nieuchronnie stanie. Musimy przyjąć do wiadomości, że niezależnie od powodzenia akcji szczepień (w które niespecjalnie wierzę, także z uwagi na specjalność narodową w dziedzinie porządnej roboty, ale głównie z powodu kompletnego braku zaufania do organizatorów) czekają nas jeszcze długie miesiące ograniczeń i powracania do normalności. W której m.in. wielu ludzi także przywykłych do luksusu obudzi się ze zdziwieniem, że są nędzarzami. Był apartament 200 m kw? Będziesz zadowolony, jak cię będzie stać na dwa pokoje z kuchnią, jeśli masz pecha.

Musimy być na to jako społeczeństwo gotowi.

Reagujcie zatem, proszę. Jest cień szansy, że jeszcze nie jest za późno. Najlepiej kpiną i ośmieszaniem durniów. Ale jak nie pomoże – rozdarciem mordy. I głośnym domaganiem się nudnego pruskiego przestrzegania przepisów.

16.02

Przemknęło mi przez ekran zdanie, którego nie mogę teraz odnaleźć, by wymienić autora. Ale zdanie jest tak trafne, że warto je przytoczyć. Brzmi mniej więcej tak: Kościoła się nie da wyleczyć z jego choroby. To on sam jest tą chorobą.

Dzisiaj – ach, jakże dziwnie w porę – „odszedł do domu Ojca” niejaki ksiądz Dymer, ten kolejny pedofil-nie-do-ukarania.

Zaraz będzie, że o umarłych albo nic, albo dobrze. Prośba o modły za duszę grzesznika. Czyli czekanie, że przyschnie. Jak jeszcze nas opuszczą tą samą drogą Głódź, Hoser, Dzięga i Jędraszewski, to już przecież cała reszta, to anioły.

Już nie przyschnie.

A tak na marginesie każda taka sprawa to paradoksalnie cios w tego miłego pana Frania, tego z Watykanu. Bo on taki liberalny i tak wraca do korzeni… A tu mu robią wbrew, a nawet pode drzwi.

Jakby wracał, to powinien zrobić z episkopatem Polski to, co zrobił gdzieś tam w swojej Ameryce Południowej: rozwiązać i wezwać do dymisji wszystkich biskupów, co do jednego. Oczywiście, nie zrobi tego. Nie zarżnie przecież „najwierniejszej córy”.

I za ćwierć wieku będziecie mieli sporo fajnych budynków na galerie sztuki i sale koncertowe. Nie obejrzę tego, ale tak będzie. Samo się zrobi. Żaden Franek nie jest potrzebny.

15.02

Patrzę sobie z mojego fotela na telewizor, czytam gazety, słucham radia TOK.FM, przerzucam witryny internetowe.

Po realu się specjalnie nie szwendam, bo zimno i kręgosłup protestuje, a poza tym wszędzie można się natknąć – nawet o północy – na młodych idiotów bez masek, ale za to drących ile wlezie mordy; oni już nie potrafią mówić normalnie… I widzę – gdy chodzi o sprawy krajowe – głównie falę pesymizmu. Nie mówię oczywiście o sympatykach partii rządzącej, dla której wszystko „byczo jest”, jak za sanacji.

Uzasadnionego pesymizmu: dawno nie było nad Wisłą takiego nagromadzenia głupoty i niekompetencji na szczytach władzy i w konsekwencji takiego bajzlu. Wystarczy pomyśleć o organizacji szczepień. Albo o takim drobiazgu: dziś triumfalnie ogłoszono pierwszy dzień możliwości sprawdzania zeznań podatkowych przez Sieć. Spróbowałem – i zgodnie z moimi przewidywaniami, wszystko leży. Nie rabotajet, znaczy. Nie przewidziano ruchu.

Doprawdy, kiedyś tam, w dawnych czasach, nabijaliśmy się z pewnego wicepremiera, który zarządzał swoją działką przemysłu metodą „pojedziem, opierdolem i wróciem”. To był w porównaniu z dzisiejszymi dygnitarzami (w szczególności: wiceministrami) tytan intelektu. Nobel w ciemno.

A tu pan premier przesłodzonym głosikiem kastrata pieprzy jak potłuczony o samych sukcesach… Na poczcie zaś przy odbiorze przesyłki (nieco speszona tym, co robi) panienka proponuje klientom „przy okazji” nabycie książek niejakiego Żaryna… Kazali, proszę państwa. Tak sobie myślę: w końcu pies to trącał, coraz więcej ludzi widzi po prostu, że wepchnęło się w świat jakiejś prostackiej iluzji, więc runięcie tej przedziwnej wiązanej sznurkiem konstrukcji, zwanej czasem trafnie okupacją wewnętrzną „dobrej zmiany”, jest coraz pewniejsze. Tylko – co potem? Tego burdelu się ot tak, pstryknięciem palcami – nie zamieni w fabrykę zegarków Patka. Czeka nas wszystkich kolejny cholernie trudny okres; dla mnie – porównywalny pod wieloma względami z powojenną odbudową. Krew, pot i łzy – jak mówił Winston.

A obawiam się, że nasza PT. Opozycja, zamiast siedzieć na dupie i planować co robić już, a co potem właśnie – podkupuje sobie posłów i myśli niemal wyłącznie o stołkach. Maskując to wielkimi słowami i ideałami; najczęściej – tfu! – chrześcijańskimi. Bo wszyscy się boją narazić tym ponurym bucom w kieckach. Nie przyjmując do wiadomości, że ich czas się naprawdę skończył. Na całym świecie. W sumie marnie jest.


Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

18 komentarzy

  1. Musz 08.02.2021
  2. PIRS 08.02.2021
  3. PK 08.02.2021
  4. Obirek 08.02.2021
  5. z.szczypinski@chello.pl 09.02.2021
  6. slawek 09.02.2021
    • Bogdan Miś 09.02.2021
      • slawek 09.02.2021
  7. Jarosław Morawski 09.02.2021
    • Bogdan Miś 10.02.2021
  8. Lewy_Prosty 12.02.2021
  9. Jerzy Łukaszewski 20.02.2021
    • Bogdan Miś 21.02.2021
  10. Mr E 22.02.2021
    • Bogdan Miś 22.02.2021
  11. PK 01.03.2021
  12. Andrew Ivy 01.03.2021
  13. Andrzej Goryński 04.03.2021