14.02
Dziś zacznę od dwóch – stosunkowo nowych (dla mnie) słów: ageizm i silwers.
Ageizm otóż, to dyskryminacja ludzi ze względu na wiek, co dotyczy głównie osób starszych. Które to osoby dzielą się mianowicie na seniorów (in. rupiecie) oraz silwersów właśnie, czyli takich, co to im dopiero łeb posiwiał.
Jak gdzieś wyczytałem w jakichś publikacjach biznesowych, seniorzy to inaczej kategoria 65+, silwersi zaś zaczynają się od 50. No i w Polsce (dane z roku 2018) spośród silwersów zatrudniony był tylko co trzeci. Przy czym większość z nich, to ludzie z wyższym wykształceniem, a więc – przynajmniej formalnie – fachowcy i eksperci.
Coraz więcej firm w Polsce dostrzega potencjał zawodowy silversów, chociaż jeszcze daleko nam do Islandii, Nowej Zelandii i Izraela – państw Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), które znalazły się na podium w rankingu PwC „Golden Age Index”, oceniającym poziom wykorzystania potencjału osób w wieku powyżej 55 lat na rynku pracy. Polska w tym samym zestawieniu zajęła 30 miejsce (prawie na szarym końcu, ponieważ ranking uwzględniał wyniki 35 państw).
Analiza ekspertów PwC dokonana na podstawie wyników tego badania wykazała, że gdyby wszystkim krajom OECD udało się zwiększyć stopę zatrudnienia osób po 50 roku życia do poziomu notowanego w Nowej Zelandii (76,1% w 2016 r.), to PKB tych państw w długiej perspektywie wzrosłoby nawet o 3,5 bln dolarów. Dla samej Polski oznaczałoby to wzrost PKB o 66 mld dol.
Czyli – mniej więcej wszystko jasne. A ja sobie oglądam seryjnie wręcz pojawiających się na małym ekranie wiceministrów z zakresu wiekowego „około trzydziestki”. I zawsze mnie to dziwi. Tak samo, jak dziwi mnie publicysta telewizyjny (bez względu na płeć) mniej niż 40-letni i z lekką nieufnością podchodzę (tu, prawdę mówiąc nie mam wyboru) lekarza mającego mniej niż 50 lat… Jak to nazwać?
Pewno notuję u siebie antyageizm. I zupełnie zdecydowane nastawienie prosilwerskie, gdy chodzi o prawo zarządzania… czymkolwiek, w gruncie rzeczy.
Skąd się ten ageizm bierze? Chyba w dużej mierze z postępu technicznego. Przed paroma jeszcze dziesiątkami lat stary człowiek bywał dla młodego autorytetem (dziadek dla wnuczka na przykład). Bo wiedział i umiał więcej. Dziś wiedzę ma młody człowiek w smartfonie pod palcem, dziadek zaś bardzo często patrzy na ten akurat przyrząd z zabobonną trwogą; i jak tu takiego nie potraktować jak łagodnego idiotę?
Refleksja końcowa: oznacza to wszystko razem tyle, że postęp naukowo-techniczny nie jest tożsamy z postępem kulturowym. Czy, jeszcze ogólnie – cywilizacyjnym…
A wszystko wzięło się stąd, że chętnie bym zobaczył jako prezenterkę wiadomości w telewizji panią niekoniecznie z nader foremnym biustem, ale właśnie (nieskrywaną!) silwerkę. I takiegoż w roli typowego wiceministra. Mogą być zresztą też seniorzy.
13.02
Można się załamać.
Obejrzałem w TVN24 sceny uliczne z Zakopanego po odblokowaniu. Dziki, prymitywny, wrzeszczący tłum młodych ludzi. Oczywiście – bez maseczek, ale mordy drą ile wlezie; od wirusów pewno na Krupówkach gęsto. Tańczą jakieś obłąkańcze pogo, czy jak to się tam nazywa. Przez ekran telewizora wręcz niemal czuję zapach alkoholu.
Z drugiej strony – wspaniałe nowoczesne inteligentne dziewczyny (chłopaki też, ale dziewczyn było chyba więcej) maszerujące w pochodach Strajku Kobiet.
Za tę drugą część warto nadstawiać karku. Ta pierwsza dokładnie zasługuje na to, co mamy. A można się załamać, bo chyba jednak typowi są ci pierwsi.
Nikła nadzieja, że na razie to oni są typowi.
12.02
Już przepiękna akcja milczenia mediów za nami. Popierałem ją bez zastrzeżeń i uważam, że była genialnie zorganizowana. Ale przy okazji ujawnił się po prostu brak wyobraźni Jarosława K., co skądinąd specjalnie nie zaskakuje, jako że określenia typu „genialny strateg” używane w odniesieniu do faceta z pałą w garści do mnie nie przemawiają.
A mógł osiągnąć dużo więcej przez prosty ruch. Też sięgając do cudzej kieszeni, ale inaczej – tak, by wielu dziennikarzy się dobrze zastanowiło, czy protestować.
Wystarczyło mianowicie zapowiedzieć ustawę o zawodzie dziennikarza, nakazującą właścicielom mediów zatrudniać wszystkich pracowników wyłącznie na podstawie umowy o pracę. I – powiedzmy – z dodatkowym zastrzeżeniem, że pensja stażysty musi być równa połowie średniej krajowej a każda czynność dziennikarska – oddzielnie wyceniona i opłacona, przy jednoczesnej całkowitej rezygnacji z obowiązku bywania codziennie w redakcji poza stałymi kolegiami. Umowy-zlecenia byłyby dopuszczalne wyłącznie w stosunku do osób, które już gdzieś mają w mediach etat.
Wszystkie prywatne media zbankrutowałyby natychmiast przy ogólnym aplauzie dziennikarzy.
Ten projekt miałby – z „ich” punktu widzenia – jedną tylko wadę, ale za to zasadniczą: musiałby objąć również „swoich”, co by bardzo utrudniło wywalanie nieposłusznych. Pewno dlatego o tym nie pomyślano.
No i chyba dlatego, że ten system już przerabialiśmy. W PRL mianowicie.
Orzesz… ku!…
11.02
Milczeliśmy wczoraj. „Studio Opinii” jako witryna całkowicie niekomercyjna nie jest finansowo zainteresowane projektowanym przez PiS podatkiem, pojedynczy ludzie ulewający żółć na FB – także – ale wyłamanie się z protestu mediów, „bo nas to nie dotyczy”, byłoby moim zdaniem skrajnie niemoralne.
Po prostu – uczciwi ludzie nie mogą być po innej stronie. A myślący dać się nabrać na rzekomy cel, na jaki ma być przeznaczony ten podatek. Argumentacja autorów projektu jest zresztą tak beznadziejnie idiotyczna, że zęby bolą. Cały ten ruch w najmniejszym stopniu nie ma na celu wzięcia żadnych pieniędzy od Google’a i FB (bo taki śmieszny kraik, jak dzisiejsza Polska, ma – jak to się niegdyś mówiło – za chude uszy, żeby im podskoczyć…), wyraźnie za to dąży do zadania ciosu mediom opozycyjnym. Ale to chyba dla czytelników tych słów oczywista oczywistość.
Ruch z wyłączeniem nadawania był kapitalny. Nie był oczywiście skierowany ani do opozycji, ani do zwolenników pisuaru, bo te dwie grupy zdania o rzeczywistości nie zmienią. W kraju był skierowany do tych „wewnętrznie niezaangażowanych”, którzy jakoś tam sobie umościli swoje foteliki, piwko popijają, księdza w rękę całują (albo nie) i jakoś żyją. Czarne ekrany i czarne strony tytułowe gazet może niektórym z nich otworzyły oczy na to, co będzie, jeśli pozwolimy kaczystom nadal iść tą samą drogą. Nagle nie obejrzeli swoich głupawych, ale ukochanych programów. Wściekli się.
Nie liczę na to, że wielu cos zrozumie; ale nawet jednostki są ważne.
Znacznie ważniejsze jest to, że poszedł w świat przekaz, którego nie da się zlekceważyć. Bardzo będzie teraz głupio różnym politykom nie zająć w sprawie Polski stanowiska; bo ich wyborcy nagle dowiedzieli się czegoś przykrego. Wszystkie światowe agencje, wszystkie media donosiły o naszych czarnych ekranach. To był przekaz dnia.A wewnętrznie… chyba ostania szansa dla ludzi typu Gowina na opowiedzenie się po jasnej stronie. Nawet Konfederaci zrozumieli. Wcale mnie nie zdziwi także, jeśli sami autorzy tej wrednej bredni nagle zaczną udawać, że przecież oni nigdy i nic, że to tylko macanki przedwstępne. Te mendy zawsze tak robią, jak się przestraszą; a zdaje się, że teraz niektórym gacie się zrobiły pełne.
Więc poczekajmy.
10.02.
Dzień milczenia mediów w proteście przeciw idiotycznemu podatkowi od reklam. My też milczeliśmy.
9.02
Drobiazgi, ale ze wspólnym mianownikiem.
1. W okresie listopad 2020 – styczeń 2021 udział Programu III Polskiego Radia w czasie słuchania spadł do 2,1 proc. Dotychczas najgorszy wynik Trójki to było 2,4 proc.
2. Gosiewska, Zdrojewska i Suski w nowej radzie programowej Polskiego Radia.
3. „Debaty Jedynki”, nadawanej w dni powszednie po 18 w PR, nie będzie już od przyszłego tygodnia. Zastąpi ją audycja muzyczna. Była to ostatnia codzienna audycja Programu I z regularnym udziałem polityków opozycji.
3. W związku z opadami śniegu w stolicy prawicowe media unisono śpiewają jedną piosenkę. O tym okropnym Trzaskowskim. Wina Tuska jakby skwaśniały.
Co te fakty łączy?
Łatwo zgadnąć: genialność kierowników oficjalnej propagandy. Swoją drogą – ciekaw jestem, czy to kolektyw ustala kierunki natarcia na tym froncie i mianuje dowódców liniowych (a oni szwagrów i kumpli), czy też mają jednego szefa, tylko tak piekielnie uzdolnionego? Naprawdę, spieprzyć coś takiego jak Trójka, to wyczyn zupełnie niebywały. Tow. Łukaszewicz się w grobie skręca z zazdrości.
8.02
Rozwija się sytuacja w partii pana Gowina. Tzn. komplikuje. Jak cholera.
Ale nie o to mi teraz chodzi, tylko o sposób rozmowy dziennikarzy z różnymi przedstawicielami tej partii. Wszystkie te rozmowy – bez względu na upodobania rozmówcy, to jest bez względu na to, czyją on jest „szablą”, Bielana czy Gowina – przebiegają wedle tego samego schematu. Dziennikarz zadaje pytanie, pytany zaczyna kręcić i ze wszystkich sił unika konkretnych odpowiedzi. Dziennikarz trochę w związku z tym protestuje, robi znaczące miny, śle publiczności czarowne uśmiechy…
Czemu nie powie: panie kochany, przestań pan nam nawijać na uszy ten makaron? Przecież każdy widzi, że ktoś tu z kogoś robi idiotę – z siebie, albo z widza. Ma pan co do tego jakieś wątpliwości? To jest pan znacznie mniej mądry niż ranga pańskiego stanowiska…
Wiem, wiem. Bo ten dziennikarz ma kredyt, bo kolega już dostał wymówienie, ponieważ nie spełnił życzenia wydawcy i nie walnął tyłkiem w podłogę schodząc z fotela, co by zapewniło tak pożądaną oglądalność… I tysiąc podobnych powodów. Sęk w tym, że żaden z nich nie ma związku z dziennikarstwem.
Pozwolą więc państwo, że – po pierwsze – będę od dziś używał słowa wiceminister wymiennie z innym (ale nie wymienię tego słowa, bo jak byłem mały, to się za jego używanie babcia na mnie gniewała). I zastanowię się – po drugie – co się dzieje z pięknym zawodem dziennikarskim. Zbyt dużo się nagromadziło w ostatnich dniach dziwnych wydarzeń, by się nad tym nie pochylić. Co zresztą proponuję głównie Szanownym Czytelnikom niniejszego, bo ja mam swoje zdanie na ten temat. I nawet wiem, kiedy się to wszystko zaczęło chrzanić. Ale teraz to już lawina.
Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.

Brawo, Bis!
Jest u nas zwyczaj, że jak ktoś przyłoży jakiejś partii to natychmiast staje się ulubieńcem strony przeciwnej i zapomina mu się wszystkie grzechy. Razi mnie, kiedy politycy którym coś nie wyszło w jednej partii zaraz potem przechodzą do konkurencji i tam wypowiadają się krytycznie o wczorajszych kolegach. Tak już było z paroma politykami PiS i akolitów, którzy przeszli do PO. Podobnie jest z innymi znanymi osobami.
Prof. Rzeplińskiemu pamiętam działania jeszcze z czasów gdy nie rządził PiS.
To pan Rzepliński współtworzył ustawę o IPN-ie. Także on, jako przewodniczący Trybunału Konstytucyjnego, zaklepał ustawę o odpowiedzialności zbiorowej osób, które kiedykolwiek były w służbach PRL. Również on w Trybunale Konstytucyjnym uznał, że lekarz może odmówić świadczenia medycznego i nie jest zobowiązany wskazać pacjentowi innego lekarza, który by takie świadczenie wykonał. I to on, przewodniczący TK, zaklepał ustawę Gowina „o bestiach”.
Nie jest to może takie zszarganie etosu prawnika jak pani prof. Pawłowicz, ale pan R. nie będzie moim bohaterem i nie zapłaczę z powodu dąsów na niego prawicy.
A propos sprzed pięćdziesięciu to nie wiem, ale sprzed trzydziestu warto, ja sobie policzyłem sprzed dwudziestu sześciu, i tak se siedzę i czekam, z packą na muchy, gdyż u mnie się nie przedawnia.
Nie mam fb więc dopiero teraz sobie przeczytałem. Bardzo dobrze się czyta. Co gorsza ze wszystkim sie zgadzam, więc na razie nie polemizuje tylko czekam na cd.
Nie wiem czy nie ma w tym czegoś więcej niż przypadek. Nie dalej jak dwa dni temu, moja młodzież aktywowała moje konto na facebooku, kiedyś je sobie założyłem ale leżało nieużywane. Aż to nagle na stronie SO mój Redaktor wiesza swoje notki, bardzo smaczne.
Jak tylko zostanę przeszkolony przez moją młodzież to może wezmę przykład z redaktora Misia.
Czekam na dalsze wpisy na stronie bo nadal nie wiem jak postępować z tym facebookiem
Autorowi życzę wytrwałości i konsekwencji w publikowaniu zapisków. Czyta się świetnie, także jako komentarz do wielu współczesnych absurdów. Na SO wyraźnie brakowało takiej refleksji o aktualnościach.
*
Wydawałoby się, że o teściowych opowiedziano już wszystko. Kilka dni temu na youtube odsłuchałem strarego dowcipu opowiadanego przez Aloszę Awdiejewa: Teściowa zwraca się do zięcia z prośbą-życzeniem, że miałaby ochotę zostać pochowana na Wawelu i prosi go aby ten jej to załatwił. Zięcia zatkało i próbuje tłumaczyć, że Wawel zarezerwowany jest dla krółów i wielkich Polaków i kudy takim szarakom do królewskiego pochówku. Teściowa jednak prosi go aby nie odpuszczał… Po paru dniach zięć wraca z pracy i mówi: „Mama załatwiłem ci miejsce na Wawelu – pogrzeb jutro!”
*
A propos sytuacji w partyjce Gowina & Bielana – sytuacja jest dobra, chociaż nie beznadziejna…
Pięknie dziękuje za miłe słowa. Ale PIRS ze swoim działem „Telewizja pokazała” robi mniej więcej to samo – i świetnie. Od lat.
Tak, to prawda – PIRS komentuje aktualności pokazywane w telewizji i to robi znakomicie. Pańskie zapiski przynoszą inny punkt widzenia. Właśnie dlatego są refleksją dotąd nieobecną.
Panie Bogdanie, znalazłem Pana profil na Facebooku i chętnie bym Pana poobserwował, ale:
1. Ostatni post publiczny jest z 20.12. Czy następne są poufne, tylko dla wybranych?
2. Zablokowana jest możliwość automatycznej obserwacji, a to bardzo ułatwia śledzenie. Czy są przeciwwskazania, aby taką funkcjonalność uruchomić?
https://www.facebook.com/bogmis1936
Tak. Publicznie wypowiadam się na FB rzadko i absolutnie nie do wszystkich. Wycofałem się i dostępny jestem tylko dla wybranych. Na przykład nie dyskutuję z takimi, co sobie umieszczają na obrazku wiodącym jakąś bozię, orzełka, sztandary itp.
Dziwię się niemocy polityków tzw. Koalicji Obywatelskiej. Przecież próby narzucenia haraczu medialnego przez PiS powinny być wodą na młyn dla skutecznych działań opozycji, tymczasem nic się nie dzieje, żadnych inicjatyw. Wypadałoby zasugerować na przykład zmianę prawa prasowego (skoro wg PiS Konstytucja jest przestarzała i należy ją zmienić to dlaczego nie robić tego z przepisem uchwalony za komuny?) w którym znalazłoby się zdanie, że media elektroniczne i prasa zobowiązana jest do publikowanie wyłącznie FAKTÓW. Za propagowanie kłamstw, fałszerstw i bredni obowiązywałyby konsekwencje karne.
Dwa: to samo dotyczyłoby telewizji państwowej oraz prywatnej. Polityk przyłapany na kłamstwie miałby szlaban na występy w telewizyjnym studio na miesiąc.
Trzy: idioci z Wiejskiej i ci w sutannach mieliby w ciągu tygodnia godzinę czasu na występy w mediach.
Tylko czym wtedy zajmowaliby się panowie dziennikarze? :)))
Pamiętasz telewizyjny „Klub prof. Tutki”? Wchodząc w Twoje notatki czuję się podobnie 🙂 Schodzi się regularnie paru znajomych, jest kilka tematów i fajna, luźna rozmowa. Szkoda, że nie ma tego w realu.
Bywało. Gdyby nie ten cholerny wirus…
Uwaga techniczna – czy byłoby mozliwe odwrócenie kolejności?
Tak, żeby najnowsze wpisy pojawiały sie na górze na pierwszych stronach.
.
Jeśli ktoś dopiero zaczyna czytanie „upustów” to pewnie czytanie od pierwszej strony – od najstarszego – jest wskazane.
Natomiast temat wisi juz dwa tygodnie więc stali czytelnicy zapewne sie już zapoznali z pierwsza częścią i łatwiej byłoby mieć najnowszy wpis na „dzień dobry” – zwłaszcza dla regularnych czytelników.
Dałoby się. To słuszna uwaga. Tak zrobiłem. Czy przywrócić podział na strony (tygodnie)?
@28.02 Mnie się nasila sam przymus, ale bez zespołu i bez syndromu, a może ja też mam zespół.. łojezu… Z tym, że u mnie taki przymus występuje jedynie kiedy patrzę przez balkon, gdyby ktoś mi ten przymus nagrywał.. . Ale leczyć tego nie trzeba. Ja mam taką, fachową oczywiście także, teorię wentylka: że wentylek jest zawsze potrzebny. Może niech Prezes kupi sobie balkon.
Wszystko można rozdrobnić, tyle, że co będzie dalej. Spółka publiczna z zakazem skupowania akcji powyżej dwóch procent, w zasadzie także można tyle, że drogo wyjdzie wynajem stadionu pod walne. I dlaczego dwa ?
To nie zespół Tourette’a, a kompulsywnego chamstwa, charakterystyczny dla członków pewnej partii.
Koprolalia… tak, ale członkowie „partii wewnętrznej” (1984- Orwell) cierpią jeszcze (albo i nie cierpią) na Koprofagię.
Czyje odchody konsumować muszą, nie muszę mówić, sapienti sat.