Wspaniała wiadomość
20.04.2021

Polska humanistyka znalazła się w zapaści. To skutek trwającego od 1989 roku podporządkowania jej polityce. Właściwie każda ekipa rządząca uzurpowała sobie prawo do wpływania mniej czy bardziej bezpośrednio na jej kształt. Nie będę wyliczaj długiej, bo już ponad 30 lat trwającej deformacji, którą szczytową fazę właśnie przeżywamy.
To zasługa nader dynamicznego ministra, który dał o sobie znać w kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy jako zdecydowany przeciwnik LGBT i tropiciel neomarksizmu właściwie wszędzie. Po objęciu teki ministerialnej jako działania przybrały charakter strukturalny. Niczego nie musiał wymyślać. Grunt przygotowali mu bezpośredni poprzednicy. Jarosław Gowin i efemeryczny Wojciech Murdzek. To ten minister zaproponował jedynie słuszną wykładnię wolności akademickiej, którą ma być myśl teologiczno-filozoficzna Jana Pawła II. I taki wniosek można było wyciągnąć z listu skierowanego przez niego do rektorów uczelni wyższych, w którym właśnie polskiego papieża stawia za wzór wolności naukowej.
Jego następca minister Przemysław Czarnek idzie konsekwentnie w tym samym kierunku. Jednak wyobraźnia i determinacja Czarnka jest zdecydowanie większa. Oto ministerialnym podpisem zadecydował o wartości czasopism naukowych, a ostatnio ogłosił na Jasnej Górze powstanie nowej dyscypliny naukowej: to biblistyka i to w polskim wydaniu. Mimo entuzjazmu, jaki ta decyzja wzbudzała u głównego polskiego biblisty ks. Witczyka, jakoś nie przypominam sobie światowych osiągnięć polskich biblistów. No, chyba że tak nowa dyscyplina zostanie zdefiniowana na nowo w duchu Nowych Aten ks. Piotra Chmielewskiego.
A przecież wystarczy przypomnieć do jak wielkich napięć dochodziło pomiędzy polskim papieżem, a uczonymi w dziedzinie regulacji ludzkiej rozrodczości, nie wspominając o innych dziedzinach teologicznych jak dialog międzyreligijny (cenzura i stygmatyzacja teologów kwestionujących jedyność zbawienia w Jezusie Chrystusie, czy teologów wyzwolenia), by się przekonać, że nie jest to dobry pomysł.
Dlatego z tym większym przekonaniem polecam propozycję brytyjskiego bioetyka Johna Harrisa Poprawianie ewolucji, którą właśnie opublikowało zasłużone w popularyzowaniu najważniejszych osiągnięć światowej humanistyki Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego. Czyni to w serii „W poszukiwaniu idei XXI wieku”. Jak piszą pomysłodawcy serii:
Seria prezentuje najnowsze publikacje z dziedziny filozofii, nauk społecznych, etyki i neurobiologii, które nie są znane polskiemu czytelnikowi. Stanowią one odbicie najaktualniejszych tendencji intelektualnych we współczesnej humanistyce, naukach przyrodniczych oraz studiach interdyscyplinarnych.
Tak w istocie się dzieje. Oto niektóre z tytułów, które się dotychczas w tej serii ukazały: Bóg. Błędna hipoteza. Jak nauka wykazuje, że Bóg nie istnieje, Nowe pogranicze religii i nauki. Doświadczenie religijne, neuronauka i Transcendentne, Religia ewolucyjna. Seria ma oczywiście swoją radę naukową, do której należą m.in. Katarzyna de Lazari-Radek, Marcin Kafar i Tomasz Sieczkowski. Ten ostatni jest też tłumaczem i redaktorem naukowym większości publikowanych w niej książek. To wyjątkowe osiągnięcia jak na aktualny stan polskiej humanistyki.
Wracajmy do najnowszej książki z tej serii. Autor już we wstępie zapowiada, że cel, jaki stawia przed swoją książką jest śmiały. Otóż deklaruje, że jednoznacznie i zdecydowanie: „broni ulepszeń człowieka i argumentuje nie tylko za tym, że ulepszenia są dopuszczalne, ale także za tym, że w niektórych przypadkach istnieje pozytywny moralny obowiązek ulepszania”. Tak, poprawianie ewolucji to śmiała propozycja i wyzwanie pod adresem dogmatycznych przyzwyczajeń związanych z tak bardzo bronioną przez katolicką doktrynę „naturą”. Dogmatyczna otoczka związana z tym pojęciem skutecznie paraliżuje wszelki namysł nad początkiem i końcem ludzkiego życia wszędzie wietrząc „majstrowanie przy Bożym zamyśle”. Otóż czegoś takiego nie ma i nie było, twierdzi John Harris. Jedyne, co mamy do dyspozycji to przenikliwość naszego umysłu, i nowe osiągnięcia naukowe to jedyna droga do szczęścia.
Proponuję rozpoczęcie lektury Poprawiania ewolucji od rozdziału poświęconego zarodkowi, który zdaje kłam dogmatycznym twierdzeniom „obrońców życia od poczęcia”. Czyni to nie poprzez polemikę z fundamentalistami religijnymi (choć o nich wspomina w przypisach), ale analizując procesy biologiczne i wskazując na dylematy, z jakimi muszą się oni uporać, jeśli chcą „tchnąć duszę” w każdą zygotę. Pisze Harris:
ci, którzy uważają, że do wejścia duszy w ciało dochodzi w chwili poczęcia, mają interesujący problem z wyjaśnieniem rozszczepienia jednej duszy na cztery i zniszczenia trzech dusz, gdy cztery zarodki ponownie łączą się w jeden, oraz wyjaśnieniem (i ustaleniem towarzyszącej temu etyki) zniszczenia trzech osobników, bez usuwania i bez zabijania ani jednej ludzkiej komórki.
Tak, to jest problem, ale ponieważ – jak wiadomo – polscy ministrowie już dawno słyszeli krzyk zamrażanych zarodków, to zapewne i z takimi dylematami się uporają przy użyciu niezawodnego systemu myślowego św. Jana Pawła II.
Oczywiście takich interesujących problemów w książce Poprawianie ewolucji jest więcej. Ich rozwiązywanie to nie tylko fascynująca przygoda intelektualna, ale moralny obowiązek nauki.
Obawiam się, że ich zgłębianie nie znajdzie się na liście priorytetów ministra Czarnka.


Czy nie chodziło o „Nowe Ateny” ks. Benedykta Chmielowskiego?
Ależ tak, ale przecież tytuły też się odmienia, Mianownik: „Nowe Ateny”, a Miejscownik: w „Nowych Atenach”, tak jak „Lalka”, ale coś znajduję w „Lalce”, a niezależnie od deklinacji obie książki to znakomite lektury.
Oczywiście, że się odmienia! Pozwoliłem sobie zasugerować wątpliwość co do podanego nazwiska autora…
Mea culpa, ma Pan oczywiście rację autor Nowych Aten to Benedykt a nie Piotr Chmielewski, przepraszam, za wymądrzanie się w sprawie odmiany tytułu!