Zbigniew Szczypiński: Państwo PiS – państwo strachu

22.05.2021

Photo by ambermb on Pixabay

Tym, co spaja aparat władzy państwowej i decyduje o zachowaniach ludzi zajmujących nawet mniej ważne stanowiska w instytucjach państwa – poczynając od prezydenta, premiera, ministrów, wiceministrów, dyrektorów departamentu, kierowników wydziałów po szeregowych urzędników –jest/winna być, misja służenia państwu jako instytucji nastawionej na realizację dobra wspólnego.

Od czasów Maksa Webera posługujemy się pojęciem biurokracji. W koncepcji Webera biurokracja była typem idealnym. Jej funkcjonowanie miało być oparte na przepisach, wyraźnym podziale obowiązków i przypisanym im kompetencjach urzędników, tworzących hierarchię ważności i odpowiedzialności, dająca jej pracownikom – urzędnikom wysoki status i prestiż. Pamięć organizacji stanowić miał zbiór dokumentów a jej funkcjonariusze to pracownicy najemni bez możliwości posiadania praw własności do żadnej części zasobów organizacji.

Tak było i jest – w teorii. Praktyka funkcjonowania państw różni się bardzo od modelu, od typu idealnego biurokracji w ujęciu Webera.

W mojej pamięci państwo znane jako PRL funkcjonowało tak, że biurokracja – to był przede wszystkim termin negatywny. Biurokrata to był ten, kto stał po drugiej stronie biurka i był programowo nieprzyjazny wobec obywatela, który chciał lub musiał załatwić jakąś sprawę w urzędzie. Władze PRL na biurokratów zwalały wszystkie niedociągnięcia i błędy funkcjonowania państwa. To była skuteczna strategia. Wszyscy obywatele tamtego państwa źle myśleli o biurokratach, o urzędnikach. To działało.

Zmieniło się państwo. Zmieniło się podejście do urzędników. Zaczęto mówić o potrzebie państwa silnego, sprawnego. Zaczęto budować służbę cywilną – taki aparat urzędniczy, który miał składać się z profesjonalnych dobrze wykształconych urzędników, służących każdemu rządowi, jaki powstawał w wyniku wyborów powszechnych – święta demokracji. Powstały szkoły kształcące takich profesjonalnych urzędników – takie jak Krajowa Szkoła Administracji Publicznej. Wprowadzone zostały konkursy na stanowiska kierownicze.

Ale trwało to tylko chwilę. Rząd Zjednoczonej Prawicy za czasów premier Beaty Szydło (czy ktoś jeszcze to pamięta) zlikwidował konkursy, osłabił pozycję KSAP, wprowadził ustawą możliwość awansowania na stanowiska ludzi bez podstawowych kompetencji, na przykład znajomości języków obcych i zaraz awansował na stanowiska w rządzie – na przykład na stanowiska wiceministrów, którzy zawsze powinni prezentować najwyższe kompetencje, fachowość i doświadczenie – ludzi bez doświadczenia o niskich kompetencjach. To minister jest bowiem stanowiskiem politycznym, wiceminister zawsze merytorycznym. Od kilku lat nie u nas.

Jak jest teraz, w 2021 roku, szóstym roku rządów Zjednoczonej (słabo) Prawicy i prezesa Kaczyńskiego?

Wystarczy chwila namysłu, aby dojść do wniosku, że podstawowym, prawie jedynym spoiwem aparatu obecnej władzy jest strach. Obawa przed utratą władzy, będącej źródłem wszystkich dóbr – prestiżu, pieniędzy, poczucia mocy.

Po sześciu latach rządów PiS widać to już gołym okiem. Ze strachu przed gniewem naczelnika państwa prezydent zachowuje się tak, jak się zachowuje; premier łamie prawo i zarządza wybory kopertowe; ministrowie podejmują kuriozalne decyzje, ministerstwa wydają dokumenty jawnie sprzeczne z prawem, ale zgodne z wolą polityczną uosabianą przez opinie prezesa; większość sejmowa godzi się na sprowadzenie siebie do roli maszynki do głosowania; z marszałkiem sejmu dającym minutę na wystąpienie posła z trybuny sejmowej…

Strach potęgowany jest również tym, że wraz z nastaniem obecnej władzy nasiliły się obecne również wcześniej tendencje do obsadzania ważnych stanowisk państwowych ludźmi bez kompetencji, których jedynym zasobem jest lojalność i wierność. Patrząc na przykład na wiceministrów w resorcie ministra i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry wiemy jedno – tacy ludzie nigdzie poza tym rządem nie mieliby szans na takie stanowiska, taką władzę, takie pieniądze.

Strach jest spoiwem uniwersalnym. Można go potęgować lub osłabiać. Wystarczy grymas na twarzy władcy – a już podwładni reagują tak, jak on chce. Po latach treningu podporządkowani starają się nawet wyprzedzić życzenia, zrobić wszystko, aby wykazać się lojalnością i ślepym posłuszeństwem. Takie zachowania są w systemie spajanym strachem najlepszą gwarancją pozostawania na stanowisku, a więc czerpania zysków dla siebie a często i rodziny, przyjaciół. To samo umacniający się system.

Czy człowiek, od którego to wszystko się zaczyna, prezes rządzącej partii, jest od strachu wolny?

Paradoksalnie – ten, który myśli, że wszystko może, najwyraźniej boi się najbardziej. O sile strachu prezesa świadczy liczba funkcjonariuszy ochrony miejsca jego zamieszkania, stała obecność ochroniarzy wszędzie gdzie się prezes udaje, nawet do kościoła, konfiguracja w ławach poselskich, gdzie najbliższe miejsca zajmują posłowie-ochroniarze…

Patrząc na te obrazki, na ten szpaler radiowozów policyjnych przed domem prezesa, wczuwając się w jego życie, budowane na strachu przed ludźmi, ale i na metafizycznym lęku typowym dla starości biologicznej z jej dysfunkcjami – odczuwam litość. Szkoda mi go jako człowieka – ale nie jako polityka. Tu ocena może być tylko jedna – konieczne będzie pociągnięcie go do odpowiedzialności politycznej a w wielu przypadkach karnej. Zresztą dotyczy to wielu, od samej góry poczynając …

Wiem, że to może być i jest czynnikiem wzmacniającym tę władzę. Strach przed jej utratą wzmacniany jest strachem przed odpowiedzialnością, ale tu nie ma innego wyjścia

Każdy system oparty na strachu musi się skończyć. Pytanie tylko: kiedy?

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com