Jerzy Dzięciołowski: Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej

21.08.2021

Tak jakoś miałem, że nie używałem wulgaryzmów. Koledzy od piłki kopanej stukali się w czoło. Potem uznali, że jeden taki może być. To było dawno. Tak miałem. Ale mi przeszło. Duża zasługa Pinokia zatrudnionego w charakterze premiera. Niby wiem jakich treści mogę się od niego spodziewać, więc mógłbym zachować spokój, ale to za mało, żeby nie obdarzać go pieszczotami z poziomu krocza.

Ostatnio objeżdża kraj i nawija jak jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej, gdy nastanie „Polski Ład”. Fundamenty są świetne: budżet jest zrównoważony, a nawet są nadwyżki, inwestycje w infrastrukturze są gigantyczne, od lat nie było tak niskiego bezrobocia, średnie płace szybują, samorządność, sól ziemi, kwitnie… nie to, co za tych nikczemników z PO, tak panie Donaldzie, nie wystarczy mieć za złe, trzeba jeszcze umieć rządzić.

I nawija, powieka mu nie drgnie. Krajobraz jest trochę niepełny, to dodam kilka konkretów z tak zwanego życia, których premier w słowotoku nie pomieścił

Co czwartek gniazdko elektryczne w Polsce jest zasilane prądem ze spółki PGE Górnictwo i Energetyka SA, w skład której wchodzi m.in. kopalnia i elektrownia Turów. W maju oddano do użytku w Turowie siódmy blok wybudowany za 5 mld zł. Blok pracuje na 70% możliwości, bo pojawiły się usterki. W środku upalnego lata, kiedy ludzie włączają klimatyzację i inne pożeracze prądu i zużycie prądu jest maksymalne, każdy megawat się liczy. Usterki są też w zarządzaniu Turowem (o którym ostatnio ciszej, bo pojawiły się ważniejsze newsy, ale sprawa kar, których domagają się Czesi, nie została rozwiązana).

Od 2016 roku kompleksem Turów zarządzało pięciu prezesów. Co rok – prorok. Ostatnio dyrektorem elektrowni został kierownik działu rusztowań. W Bełchatowie też pojawiła się w tym roku awaria. Trzeba było wyłączyć 10 bloków. To skala nienotowana w historii kopalni odkrywkowych. Karuzela kadrowa w energetyce (z resztą nie tylko w tej branży) stała się normą. Karuzela kojarzy nam się z zabawą. Ale to zupełnie zabawne nie jest.

– Grozi nam utrata suwerenności energetycznej kraju – mówi były prezes PGE GiEK SA. Mieliśmy wstawać z kolan, a możemy dać ciała po całości. Prąd obok paliw zdrożał drakońsko w okresie dwóch lat. Odpowiednio 13 i 20%. Przekłada się to na wzrost cen w transporcie, budownictwie, produkcji przemysłowej, żywności.

Codziennie robię zakupy w swoim sklepie osiedlowym. Życie singla nie jest proste. Chleb najtańszy, po 2,40 znika pierwszy. Razowy, o złotówkę droższy ciągle jest do nabycia. Bo ta złotówka zaczyna się liczyć w wielu budżetach. Wyższe ceny nośników energii nakręcają inflację. Według ostatnich danych GUS-u mamy 5-procentową inflację – najwyższą w Unii Europejskiej, do spółki z Węgrami. Miał być Budapeszt i jest. Adam Glapiński, szef NBP, który z tego tytułu przewodniczy Radzie Polityki Pieniężnej, od początku urzędowania nie zgadza się na podniesienie stóp procentowych, by walczyć z inflacją. Bank centralny sam określił tzw. cel inflacyjny na 2,5% +/- 1% i go olewa. Ma być wzrost gospodarczy – koniec dyskusji.

Ponieważ kredyt hipoteczny jest tani jak barszcz, a inflacja zżera oszczędności, ludzie wycofują je z banków i ładują w nieruchomości. Doprowadziło to do skokowego wzrostu cen mieszkań i wynaturzeń. W Juracie, w części z widokiem na Zatokę sprzedano apartamenty po 60 tys. zł za metr kwadratowy. W znanych kurortach w całym pasie wybrzeża ceny za metr kwadratowy za apartamenty sięgają 20-23 tys. zł za metr kwadratowy.

Kiedy w czasach słusznie minionych po 9 latach czekania dostałem klucze do kawalerki w Warszawie (28 metrów kwadratowych z kuchnią z oknem, co było luksusem), koszt spłaty kredytu plus czynsz zżerały mi 40% średnich poborów. Fakt posiadania własnego mieszkania wynagradzał mi wszelkie niedostatki. Jaką szansę zdobycia mieszkania w dużym mieście ma dzisiaj dwudziestokilkulatek po studiach, skoro za metr kwadratowy trzeba zapłacić od 7 do 12 tysięcy zł?! Żadną. Może z wyjątkiem informatyków i programistów.

Ze służbą zdrowia opłacaną ze składek ubezpieczeniowych jest w Polsce cienko. Ale w budownictwie mieszkaniowym, dostosowanym do możliwości Kowalskiego mamy sytuację, którą trudno inaczej określić jak totalną katastrofę.

W końcu lipca tego roku pancerny Banaś, czyli szef Najwyższej Izby Kontroli, który stawia się władzy, poinformował w Sejmie, że deficyt budżetu państwa za 2020 rok wyniósł 95 mld zł, a deficyt całego sektora instytucji rządowych i samorządowych przekroczy 161 mld zł. Trzeba było powiększyć dług publiczny. Dług ten wzrósł w 202 roku o 290 mld zł, do 1336 mld zł. Aktualnie przekroczył półtora biliona zł i zbliżył się do 60% PKB, granicy wyznaczonej przez Konstytucję. Sytuacja, że może być przekroczona wymusza ograniczenie wydatków budżetu.

Marian Banaś przekazywał dane NIK w sali sejmowej bez posłów PiS-u i przedstawicieli rządu (z nielicznymi posłami opozycji), bo ugrupowanie sprawujące władzę zgadza się tylko z tym, co samo wymyśli. W czasie pandemii nie tylko Polska przyjęła zasadę, że żeby pokonać zarazę, należy wydać tyle kasy, ile potrzeba. Premier spotykając się z ludem nie musiał nawijać. Ludzie swoje wiedzą. A łgarstwa mają krótkie nogi, czego tylko to doświadczyła jej wysokość marszałkini.

Bogusław Linda w jednej ze scen filmu, w którym występuje, dlaczego jego kumple kłamią spokojnie wytłumaczył: „Bo to k… są”

Jerzy Dzięciołowski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com