12.10.2021

Orzeczenie pseudo Trybunału Konstytucyjnego (TK) z dnia 7 października 2021 roku wywołało lawinę różnych negatywnych opinii i reakcji społecznych. Rozpoczęli dziennikarze, publicyści, eksperci jeszcze tego samego dnia wieczorem, aby kontynuować w kolejnych dniach. Najbardziej spektakularne były niedzielne demonstracje pro unijne na wezwanie Donalda Tuska. Polacy masowo powiedzieli – chcemy zostać we wspólnej Europie, bo to poza wszystkimi korzyściami doraźnymi wybór cywilizacyjny na wiele pokoleń.
Dla porządku trzeba napomknąć o chórze zachwytów tym „wyrokiem” w pisowskim środowisku polityków, posłów europejskich czy funkcjonariuszy medialnych. Tu uciesze (na razie) nie ma granic.
PiS od początku swojego panowania po wyborach 2015 roku (bo ta formacja nie rządzi, ale panuje) przekraczał wszelkie granice wyznaczane przez polską Konstytucję, a tym samym przez ograniczenia wynikające z uczestnictwa w Unii Europejskiej. (Tak, tak – łamanie Konstytucji było i nadal pozostaje łamaniem traktatu akcesyjnego!)
Głównym obszarem łamania, chociaż nie jedynym była „reforma sądownictwa” nazywana powszechnie i słusznie deformą. Zamiast naprawiać wady systemu sądowniczego, PiS rękami Ziobry próbował – z pewnym powodzeniem – zniszczyć niezależność sądów i niezawisłość sędziowską. Używał przy tym wielu narzędzi nie tylko bezprawnych, ale także w większości niegodnych w podporządkowaniu sądownictwa woli „imperatora” i jego zauszników.
Świadomi tego nieszczęścia prawnicy i światli obywatele w osłupieniu przyglądali się własnej bezradności wobec pisowskiego bezprawia. Nie pomogły nawet potężne demonstracje w 2017 roku w obronie sądów. PiS nie miał żadnych skrupułów. Równie bezradnie przyglądaliśmy się niemocy UE, która pozostawała dłuższy czas słaba jako ostatnia instancja. Podejmowała co prawda różne działania, począwszy od 2016 roku, ale nie przynosiły one poważnych rezultatów.
Wreszcie unijne państwa członkowskie wezwały główne organy – Radę Europejską (RE), Komisję Europejską (KE), oraz Parlament Europejski (PE) do działań skutecznych. W ich wyniku państwa członkowskie w RE uzgodniły zapisanie tzw. mechanizm praworządności (pieniądze za praworządność) w nowej perspektywie budżetowej 2021 – 2027 oraz (w domyśle) dla uchwalonego jednocześnie Funduszu Odbudowy dla państw członkowskich po pandemii COVID-19.
W 2021 roku zaczęły zapadać różne orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawach wnoszonych nie tylko przez KE, dotyczących naruszeń przez Polskę porządku prawnego obowiązującego we wspólnocie. Dotyczyły one głównie rażących naruszeń niezawisłości sędziowskiej. Począwszy od nieprawidłowego, bo politycznego mechanizmu wyłaniania sędziów przez neo–KRS, przez wadliwy system dyscyplinowania sędziów, ich przenoszenie, bezprawne orzeczenia Izby Dyscyplinarnej jako organu niebędącego sądem, czy wreszcie nielegalności Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Konsekwencją tego, o czym wspominali od początku polscy sędziowie i autorytety prawnicze wszystkie wyroki polskich sądów, w których zasiadają nominaci nowej KRS, mogą być z mocy prawa podważane jako nieprawidłowo podjęte.
Równolegle Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz), orzekając z powództwa prywatnego, uznał nielegalność wyroków TK na skutek orzekania dublerów, a więc obsadzonych nieprawidłowo pseudo sędziów. Te wszystkie orzeczenia zaczęły po kilku latach zapadać niemal lawinowo, począwszy od czerwca 2021 r.
PiS, przewidując, że UE kiedyś w końcu się obudzi i zacznie egzekwować konieczność przestrzegania jednolitego ładu prawnego, wpadł na równie szatański, co naiwny i nieprzemyślany: pomysł przeciwstawienia wyrokom TSUE i ETPCz orzeczeń polskiego sądu konstytucyjnego. Uzależniony politycznie od PiS trybunał (TK) jest w stanie uchwalić dowolną bzdurę prawną, zgodną z wolą „imperatora”. Tak właśnie stało się we czwartek 7 października, na wniosek złożony kilka miesięcy wcześniej przez pełniącego obowiązki premiera pana Morawieckiego.
Dlaczego uważam, nie tylko samo orzeczenie, ale pomysł jego wydania za naiwny i nieprzemyślany, a w konsekwencjach swoich otwarcie mówiąc – głupi?
Moim zdaniem, orzeczenie to dostarczyło urzędnikom i funkcjonariuszom organów UE narzędzia, którego im brakowało w działaniu. Do tej pory organy unijne oraz ich urzędnicy postępowali wobec władz pisowskich w sposób miękki i cywilizowany, bo w zakulisowych negocjacjach wysłannicy pisowscy obiecywali poprawę i zmiękczenie wadliwych przepisów prawa. Teraz wyrok polskiego pseudo TK postawił sprawę na ostrzu noża.
Wobec takiego dictum urzędnicy Komisji Europejskiej, kierownictwo Europarlamentu oraz państwa członkowskie Rady Europejskiej nie mają pola manewru. O ile jeszcze przed orzeczeniem polskiego pseudo TK wysłannicy pisowscy prawie załatwili warunkowe zatwierdzenie Krajowego Planu Odbudowy (KPO) i uruchomienie zaliczki przez zapisanie w nim zobowiązania rządu do likwidacji Izby Dyscyplinarnej, to teraz nie mają takiego ruchu. Orzeczenie TK czyni wszelkie zobowiązania rządu bezprzedmiotowymi i niewiarygodnymi wobec takiego wyroku. Morawiecki na własne życzenie (czytaj na życzenie Kaczyńskiego) związał sobie ręce takim werdyktem.
Nie, nie jestem naiwny. Tym bardziej nie mam za naiwnych polityków unijnych. Oni świetnie rozumieją tę grę Kaczyńskiego. Wiedzą, że pseudo TK nie ma nic do powiedzenia, a sam wnioskodawca Morawiecki jest wiernym wykonawcą woli JK. Mogliby to powiedzieć wprost, ostro i stanowczo, co sugerował zresztą jeden z komentatorów na SO. Ale tego nie powiedzą, bo są wytrawnymi politykami. Skoro niepoważne rządy pisowskie wplątały ich w taką grę pozorów, to tę grę należy kontynuować. A co podpowiada politykom unijnym ta gra? Jeżeli polski TK nie odwoła swojego „orzeczenia” lub w wyniku swoistej „reasumpcji” nie zmieni jego treści, nie ma mowy o żadnych funduszach. Teraz już KE ani PE nie mają ruchu w dogadywaniu się z pisowcami „pod stołem”.
Odtąd wszystko musi być na wierzchu. I nie wynika to ze słabości, naiwności czy braku kompetencji politycznych urzędników i polityków unijnych. Przeciwnie – funkcjonariusze unijni są wytrawnymi politykami, zaprawionymi w wieloletnich zmaganiach politycznych w ramach systemów demokratycznych.
Na ich tle pisowskie neandertale, odziane w źle wyprawione i cuchnące skóry, wymachujące maczugami własnego nieuctwa, chamstwa i arogancji jawią się jako szajka dzikusów wpuszczonych na salony, która na dzień dobry wypiła wodę z cytryną, w której uprzednio biesiadnicy umyli ręce. W Parlamencie Europejskim to codzienne doświadczenie europosłów z innych krajów, którzy dobrze poznali tych neandertali. Nie patrzą na nich ani ze wstrętem, ani z obrzydzeniem, ani z pogardą. W oczach wielu z nich europosłowie pisowscy są po prostu żałośni. Byliby nawet gotowi im współczuć i pomagać, gdyby ci pisowscy wysłannicy nie okazywali teatralnej wyższości kolegom z Europy. Nie można ani współczuć, ani pomóc komuś, kto spadł z choinki i wmawia wszystkim innym, że nic nie rozumieją.
Ten szatański dylemat, który PiS zafundował sobie na własne życzenie, dostrzegł także politolog Antoni Dudek. Nie przepadam za tym politologiem, który przez wiele lat oficjalnie a teraz już mniej entuzjastycznie nadal jest poplecznikiem PiS–u. Ale nawet on w tym wywiadzie dostrzegł, że to orzeczenie TK to był chyba błąd JK. Por.:
Treść tego „wyroku” pseudo TK musiała być pisowcom uprzednio znana, bo jeszcze przed jego wydaniem, zarówno Morawiecki, jak i szef banku centralnego Glapiński, niefrasobliwie oświadczali, że Polska poradzi sobie bez funduszy, a nawet ich w ogóle nie potrzebuje (sic!)…
Skoro już przy tym jesteśmy, warto krótko zastanowić się, czy Polska sobie bez tych funduszy poradzi ? Odpowiedź wprost brzmi – oczywiście, że sobie poradzi, ale nie w tym rzecz. Należałoby raczej zapytać: jak sobie poradzi bez finansowego wspomagania z UE. Otóż poradzi sobie dużo gorzej niż ze wspomaganiem unijnym.
Po pierwsze – niefrasobliwa polityka przekupywania kolejnych grup wyborców począwszy do 2017 roku do dzisiaj, spowodowała znaczny wzrost deficytu budżetowego. Dodatkowo do skokowego wzrostu tego deficytu przyczyniła się pandemia COVID w 2020 i 2021 roku. Ekonomiści szacują, że realny deficyt finansów publicznych przekroczył 1,5 biliona złotych (półtora tysiąca miliardów) i jest ukrywany przez rząd systemem kreatywnej księgowości w instytucjach pozabudżetowych.
Po drugie – tak radykalny wzrost deficytu budżetowego spowodował silną presję inflacyjną, która wraz ze wzrostem cen nośników energii na rynkach światowych, spowodowała najwyższą inflację w Polsce dochodzącą w skali rocznej do 6%.
Po trzecie – NBP w osobie jego szefa i zmajoryzowanej przez nominatów pisowskich Rady Polityki Pieniężnej (RPP) długo opierał się przed podnoszeniem stóp referencyjnych przeciwdziałających inflacji – czym mimowolnie dodatkowo ją wspomagał. Ostatnie podwyższenie stóp procentowych jest za słabe i zbyt późne, aby istotnie wpłynęło na zahamowanie inflacji.
Po czwarte wreszcie – rząd wraz z NBP wydają się zgodne co do korzyści budżetowych z tzw. podatku inflacyjnego. Morawiecki przechwala się faktem wzrostu wpływów podatkowych, argumentując, że pieniądze unijne nie są niezbędne. To bardzo groźna postawa. Inflacja zjada oszczędności gospodarstw domowych, destabilizuje gospodarkę i ma niestety tendencje do nakręcania się. Jeżeli nie obniżymy inflacji do poziomu 2% – 3%, to ryzyko przekroczenia 10% wzrostu cen radykalnie rośnie. Stąd już krok do hiperinflacji i powtórzenia scenariusza z lat 1988-1991. Warto pamiętać, że skutki tamtej inflacji w postaci wysokich stóp procentowych utrzymywały się kilkanaście lat aż do wejścia Polski do UE. Wątpię, czy Polacy wytrzymaliby dzisiaj podobny program stabilizacyjny.
Reasumując – bez funduszy unijnych ryzyko hiperinflacji, kryzysu ekonomicznego i destabilizacji społecznej w Polsce radykalnie wzrasta.
To właśnie scenariusz najgroźniejszy dla Polski, ale przede wszystkim dla PiS–u. Kiedy sami sobie przypominamy na tym portalu wszystkie rewolucje, rewolty, powstania i zrywy ludowe – słusznie pamiętamy, że wybuchały na tle ekonomicznym właśnie. Co więcej, wybuchały, kiedy w gospodarce zaczynało się relatywnie poprawiać, a takie jest samopoczucie klasy ludowej w Polsce po okresie 2015 -2020. Drożyzna to jest coś, co dotyczy wszystkich i destabilizuje wszystko.
Bez chleba (kasy) z Unii zostaną nam igrzyska. Niekoniecznie jednak takie jakich spodziewałby się PiS.
Sławek

Bardzo odświeżajace skierowanie uwagi na finanse publiczne. Milcząco zakładamy, przynajmniej ja osobiście mam taką tendencję, że każdy rząd śmiertelnie poważnie traktuje swoją polityke gospodarczą bo to jest jego być albo nie być. No więc milcząco to zakładamy, a publicznie dajemy upust swoim wszystkim innym frustracjom, z naciskiem na „wszystkim innym”. Chwała Autorowi za sprowadzenie dyskursu na najważniejszy tor. To jest zresztą cecha dojrzałych demokracji – najważniejsza dyskusja dotyczy pieniędzy. Kiedy ludzie w tramwajach będą dyskutować przede wszystkim na temat stóp procentowych, rezerwy banku centralnego i podatków, to będzie to już Polska przyszłości. Ale żeby było to możliwe, wszelkie kwestie ideologiczne muszą zostać spwowadzone na powrót do sfery prywatnej.
Dziękuję za ciepłe słowa. Polityka gospodarcza jest rzeczywiście kluczowa w stabilizacji każdej władzy. PiS od początku awanturniczej polityki praworządności bardzo zniechęcił inwestorów, wobec czego inwestycje prywatne po 2015 roku były i są nadal bardzo niskie w skali makro. Warto pamiętać, że inwestycje są najbezpieczniejszym z punktu widzenia deficytu oraz inflacji mechanizmem stymulowania wzrostu. Wzrost gospodarczy zaczęto nakręcać polityką wzrostu konsumpcji przez beneficjentów świadczeń społecznych oraz polityką wzrostu wynagrodzeń.
Po okresie rządów PO/PSL 2007-2015 pozostała stabilna baza gospodarcza i niewielki deficyt budżetowy. Dzięki temu początkowo wzrost popytu nie wywoływał mocniejszych skutków inflacyjnych. W kolejnych latach, wraz z rosnącym poziomem wydatków socjalnych dodatkowo pogłębionych skutkami pandemii deficyt rozdęto do rozmiarów monstrualnych, a inflacja w znaczącym stopniu została zwolniona z uwięzi.
Podobnie działo się na Węgrzech z tym, że tam bank centralny dużo szybciej przeciwdziałał inflacji podnosząc stopy procentowe. Mimo tego także i tam inflacja na razie nie zwalnia.
Właśnie takiemu scenariuszowi – wzrostu deficytu oraz inflacji miał przeciwdziałać unijny Fundusz Odbudowy. Skoro jednak sami rządzący pozbawiają się środków tego funduszu na własne życzenie, ryzyko jego eskalacji jest coraz większe.
Odnoszę wrażenie, że decyzje władz pisowskich podejmowane przez JK ignorują wskazania ekonomistów. Kto bogatemu zabroni?
Socjalizm nie sprawdza się w praktyce. UE i USA bankrutują. Polska zamiast trzymać się kapitalizmu to ładuje się w socjalistyczne rozdawnictwo.
EUROPA
Do oszczędzania nie jest już przekonana Komisja Europejska. Jej szefowa Ursula von der Leyen w Orędziu o stanie UE w Parlamencie Europejskim, nawiązując do kryzysu finansowego, mówiła, że UE wyciągnęła lekcję z przeszłości. Podczas gdy w 2019 r. francuski dług publiczny wynosił 97,6 proc. PKB, w 2020 r. wzrósł do 115,7. Obecnie zadłużenie w kraju nad Sekwaną ma stanowić 122,4 proc. PKB. Jeśli dług wynosi powyżej 60 proc. w relacji do PKB, pakt stabilności i wzrostu nakłada na zadłużone państwa obowiązek redukowania długu każdego roku o jedną dwudziestą ponad przepisowe 60 proc. W obecnej sytuacji Francja musiałaby więc co roku zmniejszać swój dług o 3,1 proc. Rekordzistami w UE pod względem zadłużenia pozostają Grecja (209,3 proc.) i Włochy (160 proc.).
USA
We wtorkowym głosowaniu Izba Reprezentantów opowiedziała się za okresowym podniesieniem limitu zadłużenia państwa o 480 mld dolarów USA do wysokości 28,5 bln, co oddala perspektywę technicznej niewypłacalności. Wcześniej podwyższenie limitu zaaprobował Senat. Czasowe odejście od ustalonego w 2019 r. limitu zadłużenia w wysokości 22 bilionów pozwoli na jego dalsze obsługiwanie do 3 grudnia br. Media w USA podkreślają, że po głosowaniu w Izbie Reprezentantów, które przebiegało w zgodzie z podziałami partyjnymi – „za” głosowało 219 przedstawicieli demokratycznej większości w izbie niżej, „przeciw” było 206 Republikanów – należy się spodziewać szybkiego podpisania ustawy przez prezydenta USA Joe Bidena.
„UE i USA bankrutują. Polska zamiast trzymać się kapitalizmu to ładuje się w socjalistyczne rozdawnictwo.”
*
Ani UE ani USA nie bakrutują. Obydwa obszary gospodarcze ulegają presji swoich obywateli i zwiększają deficyt budżetowy finansując różne wydatki socjalne. Potężne wzrosty deficytu budżetowego są wprost rezultatem lockdownów spowodowanych pandemią COVID-19. Te wzrosty albo będą przejściowe, albo wywołają potężną inflację.
*
W Polsce po okresie względnej dyscypliny budżetowej okresu 2007-2015, wyborcy zafundowali sobie rozdawnictwo pisowskie, które w połączeniu ze skutkami pandemii wywindowało deficyt budżetowy do rozmiarów monstrualnych. Ponieważ jest on skrzętnie ukrywany, opinia publiczna nawet nie ma możliwości poznania jego rzeczywistej wielkości, ponieważ prawdopodobnie przekroczono limit wyznaczony przez Konstytucję.
*
Liberalny kapitalizm jest coraz częściej radykalnie krytykowany i czeka na swoich reformatorów. Bez takich zasadniczych, głębokich reform może się okazać, że społeczeństwa wybiorą nogami. Na dzisiaj wybierają populizm, czyli nazywając rzeczy po imieniu – różne formy faszyzmu.
prawnicy i światli obywatele w osłupieniu przyglądali się własnej bezradności wobec pisowskiego bezprawia.
Bardzo trafnie ujęta myśl, która gnębi mnie od lat. To zachowanie, obrazowo porównywalne do stuporu zająca pod spojrzeniem kobry, dowodzi niedojrzałości naszych demokratycznych instytucji, Żadna nie zechciała użyć prawa do swojej obrony. Nie słyszalem o zaskarżaniu łamiących konstytucję ustaw także w rocznym okresie działania prawdziwego TK. Bezskuteczne działania tego grona dopiero wobec ustawy bezpośrednio jemu zagrażajacej stają się tego smutnym dowodem. Brak pomysłu na inteligentne wykorzystanie prawa doprowadziły demokratów do zapadnięcia się w celowo generowaną anomię. Wygrzebanie się z niej staje się z dnia na dzień coraz trudniejsze.
To zjawisko podobne do paraliżu ze strachu, które znane jest także ze świata zwierząt.