Szkoła Kieślowskiego (6)6 min czytania

()

11.11.2021

Miałem już się zabrać do następnej refleksji o moich zajęciach filmowych w Szkole Kieślowskiego, gdy przyszedł mail z Paryża od przyjaciela Kuby Wiśnickiego, który kiedyś, za moją namową, zaczął pisać w tej witrynie, ale przestał. Ostatni wpis był o jego matce, która w czasie wojny ratowała Żydom życie.

Zamieszczam jego zdjęcie i oddaję mu głos.

Siedzę cicho, kochany Marianku, bo od kiedy znalazłem się pod kloszem, nie bardzo umiem się spod niego wydostać. Skrzydełka mam nieco podcięte… Powoli odrastają, owszem, ale powoli. W gruncie rzeczy płacę cenę, znaną wszystkim znawcom problemu, za to, że mieszkam sam, siłą rzeczy odizolowany. Człowiek jest bydlęciem społecznym i lubi być w stadzie, nawet kiedy jest indywidualistą. Ponieważ ten klosz opadł na wszystkich, najlepiej wypadają na tym ci, którzy się jeszcze z kimś innym pod tym kloszem znaleźli. Jest wtedy do kogo gębę otworzyć, przytulić się na dobranoc lub na dzień dobry, a nawet zrobić karczemną awanturę, z biciem talerzy o posadzkę.

Zaczynam się uczyć żyć i patrzeć spod klosza. Obserwuje z bliska i na odległość. Po cichu, niepostrzeżenie. Samotnie. Bywanie u ludzi i „na zewnątrz” nabrało innego rytmu, gdyż trudno się jednak wydostać spod tego klosza. Zastawiłem się za to zielonymi roślinkami, które wprawdzie zawsze lubiłem, ale, dużo jeżdżąc, nie mogłem ich mieć za dużo z powodu niemożności regularnego ich podlewania. Teraz tak je podlewam, że kilka z nich się utopiło i wyzionęło ducha. Najbardziej mi żal roślinki brazylijskiej, bo miała wyjątkowo przepiękne liście, ale nie przeżyła moich czułości. Pozostałe przestawiam z miejsca na miejsce, eksperymentując. Jedne bardziej lubią światło i bezpośrednie słońce, inne mniej. Kapryśnice. Myślałem, że otaczająca mnie cisza będzie sprzyjać pisaniu. Stało się odwrotnie. I już nawet przestałem się zastanawiać dlaczego. Nie wychodzi. Przymusić się nie umiem. Trudno. Akceptuje i nazywam to patologicznym lenistwem, czyli brakiem wzwodu twórczego.

U Ciebie akurat odwrotnie, bo masz komu zostawić bezpośredni przekaz, tym bardziej że masz wiele do powiedzenia. Jest Grażyna, są dzieci i wnuki. Uczniowie. Młyn się kręci. To ważne, z ludzkiego i pedagogicznego punktu widzenia. Ważne, aby bliscy i mniej bliscy WIEDZIELI! Zostawiasz ślad w piśmie i w obrazie. Czytam wszystko z pasją i radością! Wsiadłeś na właściwego konia i galopujesz !

Byłem w Polsce w czerwcu, na 80 urodziny siostry Ewy. Upał był nieludzki i zabił bliską przyjaciółkę ze studiów, Lilkę Janowską, światłą, przemądrą i odważną prawniczkę, która ostro walczyła z polskimi obskurantyzmami. To jedna z tych, która pozwala utrzymać wiarę w człowieka i humanizm. Wstrząśnięty, skróciłem pobyt i zaraz po pogrzebie wróciłem do Paryża. Zabrałem ze sobą prasową dokumentację o antysemickich ekscesach, które akurat miały miejsce w Polsce. Napisałem udokumentowany protest do francuskiego Mémorial de la Shoah, aby ten ważny ośrodek rozpętał na tej podstawie burzę prasową (oni to umieją robić) i wywołał tym samym nacisk międzynarodowy na Polskę i jej potępienie. Zadałem sobie wiele trudu. I co? I nic! Mieli to w dupie! Nie ruszyli palcem. Zdegustowany, wrzuciłem wszystko do kosza !

W czasie mego krótkiego pobytu w Polsce miały miejsce dwa zdarzenia. Zniszczenie kilkudziesięciu macew na starym, z połowy XIX wieku, ważnym cmentarzu w Bielsku-Białej (już uprzednio doszło do podobnych zbezczeszczeń na cmentarzu w Pszczynie, niezniszczonym w czasie wojny. Jeden z najlepiej zachowanych cmentarzy żydowskich na całym Śląsku !) Drugie zdarzenie to decyzja kolei państwowych, aby zniszczyć starą rampę kolejową wraz z budynkiem w Rembertowie, z której wywożono na zagładę tysiące Żydów z Rembertowa i okolicznych gett. Budynek nie był pod ochroną konserwatora zabytków (czemu należałoby się dziwić) i był często obiektem tragicznych gryzmołów antysemickich. Ostatni z nich, wymazany ogromnymi czarnymi kulfonami głosił Żydzi Żydom zgotowali ten los. Powodem jego zburzenia są plany kolei przeprowadzenia nowej linii kolejowej (tymczasem jedno nie stoi w konflikcie z drugim). Ten rembertowski Umschlagplatz jest już ostatnim zachowanym w całości świadkiem prześladowania licznej wspólnoty żydowskiej na linii Warszawa – Otwock. W Polsce zaczęły się na ten temat protesty różnych osób i różnych NGO (kościół, oczywiście, nawet nie bąknął słowem). Nie wiem dzisiaj, czy coś wskórali.

Po tym wszystkim jadę do Polski na dwa tygodnie w pierwszej połowie grudnia, aby pomału, ale konsekwentnie zerwać instytucjonalne związki z tym „głęboko katolickim”, a płytkim chrześcijańskim, krajem, prymitywnym, upośledzonym i zakompleksiałym, gdzie korona podtrzymuje krzyż i na odwrót. Jadę, żeby dokonać APOSTAZJI, to znaczy wypisania się i porzucenia kościoła, do którego wszedłem bezwiednie przez chrzest. Daję sobie dwa lata na zlikwidowanie mieszkania, z którego byłem bardzo dumny i które było mi wygodną bazą. Robię się emigrantem po raz drugi. Poszedłem na Père Lachaise, gdzie mam od dawna wykupioną skrytkę na urnę w Columbarium, aby się upewnić, że jest i czeka…

Na wszelki wypadek zrobiłem wzmiankę w testamencie, że nie chcę być pochowany w ponad stuletnim grobowcu rodzinnym na Starych Powązkach i że nie życzę sobie żadnych obrządków religijnych. Niech ten polski kościół i całą tę religię pseudo chrześcijańską, kurwa mać, szlag trafi miedzy oczy. Wreszcie odczuwam ulgę i spokój. Dziarski czterdziestolatek Michał, syn kochanej Ani z ulicy Długiej, który ma moje warszawskie klucze i z którym się niezwykle lubimy, mówił do mnie kilka dni temu: — Panie Kubo, a kto mnie zawiadomi, gdyby pana zabrakło, bo chcemy być z Majką na pogrzebie ! A więc mówię mu, że moja kochana Laura, wnuczka Ewy, wszystko wie. Dodałem jednak, że wolę, aby zamiast zadać sobie trud podróży i ponieść wydatki, zamieścił nekrolog w Gazecie Wyborczej, pisząc, że w dniu takim a takim… po wypiciu lampki szampana, odszedł w Paryżu i tam spoczął w dobrym towarzystwie, sproszkowany, taki i taki , i że mu dobrze w tym innym wszechświecie bez czci i wiary…

Teraz jestem znowu w napięciu, gdyż ukochana Clara spod Bostonu miała niewielki stroke, który odebrał jej mowę. Uczy się na nowo mówić, w jakimś wyspecjalizowanym ośrodku. Jej żona Pamela, dzielnie jej towarzyszy. Pieskie życie ma od kilku lat ta wspaniała dziewczyna.

Dziękuje Marianku za Twe czułe zdanie. Jak widzisz, wywołało potok. Masz za karę. Przytulam Was Obojga do duszyczki mej. Kubuś.

Marian Marzyński

Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.  

Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ

Więcej w Wikipedii

Szkoła Kieślowskiego (10)

() 25.01.2022 25 lat po premierze telewizyjnej, dziś, we wtorek, 25 stycznia 2022, w przeddzień światowego dnia pamięci Holokaustu (w Polsce w środku nocy), mój film „Shtetl” będzie miał swoja re-premierę w kanale „Frontline” na YouTube. Z udziałem nowej generacji widzów, urodzonych w latach 1980-2000, „klasyczne” filmy „Frontline”, do których należy „Shtetl”,

Szkoła Kieślowskiego (9)

() 3.12.2021 Jedno ze spotkań poświęciłem patronowi szkoły, Krzysztofowi Kieślowskiemu, który jako student Szkoły Filmowej w Łodzi w roku 1966 nakręcił dokumentalny „Urząd”. Była to obserwacja z punktu widzenia urzędniczki biura ubezpieczeń, która uczyła interesantów jak wypełniać formularze, aby urząd dowiedział się o „całokształcie” ich życia. W epoce PRL

Szkoła Kieślowskiego (8)

() 21.11.2021 Moje elektroniczne wejście do klasy w szkole filmowej Kieślowskiego, Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach pozbawione było jakiejkolwiek emocji. Spojrzałem na lekko wystraszone twarze w kwadracikach. Tylko Ślązaczka Aga i Rosjanka z Kazania Maria miały uśmiechy na twarzy. Z liczby tych obrazków wynikało, że spośród 18 zgłoszonych studentów dwie trzecie zdezerterowało już

Szkoła Kieślowskiego (5)

() 03.11.2021 Przed pojawieniem się w klasie postanowiłem wykopiować i pokazać studentom klatki z „Gadających głów” Krzysztofa Kieślowskiego, filmu, który po raz pierwszy oglądany zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. 10 lat przed upadkiem komunizmu Polacy od lat 2 do 100 zachowali pod “reżymem”, trzeźwe spojrzenie na siebie i swój los. Pytanie do moich studentów:

Szkoła Kieślowskiego (4)

() 28.10.2021 Wśród studentów, którzy zapisali się na moje zajęcia z reżyserii filmu dokumentalnego w Szkole im. Kieślowskiego, znalazła się 25- letnia M., Rosjanka urodzona w Kazaniu, mieście, gdzie urodził się Grażyny ojciec, Alfred Jankowski, syn gajowego w carskich lasach. Nie są to moje jedyne związki z Rosją i Rosjanami. W sierocińcu księży w Łażniewie wyzwolili

Szkoła Kieślowskiego (3)

() 25.10.2021 Zanim rozpoczną się moje zdalne zajęcia z filmu dokumentalnego w Szkole Kieślowskiego, nawiedzają mnie wątpliwości. Jak zastąpić płaskimi obrazkami na ekranie komputera moją obecność wśród studentów, moją zachętę do ich twórczego wysiłku, moje odczytywanie reakcji ich twarzy, od czasu do czasu moje objęcie czyichś pleców? Widziałem trochę

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.