Archeologia też ma, jak wspomniałem, duże trudności z datowaniem tego świata. W przypisach dr Barbary Filarskiej, archeologa, do Wędrówki Pauzaniasza (Pauzaniasz, s. 206) czytamy, że władcy achajscy osiedlili się w Mykenach z początkiem II tysiąclecia p.n.e., czyli, że to jednak Achajowie mieliby wznosić tytaniczne mury twierdzy, tylko niczego nie zapamiętali, a nawet zapomnieli, jak się to robi. Niemożliwe. Mogli budować Mykeny, czy też odległy o 15 km Tiryns z jego prawie niedostępnymi murami (Struwe, s. 475), tylko Eolowie, może z jakimś ludem przed-greckim i jego „kuzynami” z Krety, ale o tym, kiedy Mykeńczycy wymarli, bądź wygubił ich jakiś inny kataklizm, niż trzęsienie ziemi, nikt nie wiedział. Dla Homera, w IX-VIII wieku p.n.e., Mykeny to było ciągle „złote miasto”. Achajów. O Eolach mógł nawet nie słyszeć.
Archeologia zna pierwotny świat Myken, zamożny i gospodarny. Z odkopanym, specjalnym składem zboża, z prywatnymi śpiżarniami pełnymi ziarna. W domu właściciela, określonego „handlarzem oliwą”, znaleziono 39 tabliczek, wypełnionych pismem linearnym B, z zapisem przychodów i rozchodów oliwy. Zachowały się dane o hodowli bydła, owiec i nierogacizny. W jednym z grobów znaleziono obraz już nie kucyka, lecz konia, zaprzęganego tylko do rydwanu, bo do transportu ciężkich towarów służyły osły i muły.
Ventris z Chadwickiem sądzili, że znajomość pisma linearnego B, pisma Greków, umiejętność czytania i pisania, musiała być w tej epoce, przez pierwszą połowę II tysiąclecia, 2000 – 1500 p.n.e., powszechna. Starsi uczeni cichcem ironizowali, uważali tę opinię za pochodną miłości młodych uczonych do swego dzieła. Tymczasem prosta dedukcja przemawia za Ventrisem i Chadwickiem. Poznaliśmy umiejętności techniczne tej cywilizacji. Sądząc po nich, musieli ci Eolowie, zapewne jeszcze pod rządami kobiet, nawet z kreteńską domieszką, być społeczeństwem ambitnych ludzi myślących. Punktem odniesienia dla nich w owej pierwszej połowie II tysiąclecia p.n.e. nie mogli być żadni greccy barbarzyńcy na północ od Argolidy czy od beockich Teb, lecz cywilizacja Krety z jej własnym, dość upowszechnionym pismem. Stąd pogłębiające się związki z nią, stąd stara greka, zapisywana pismem linearnym B. Sporządzane nim spisy inwentarza na Krecie informują o handlu osiadłych na Krecie Eolów. Gliniane tabliczki w Pylos, z pismem linearnym B, które wypaliły się w ogniu pożarowym pałacu, dostarczyły uczonym szczegółowych danych liczbowych o gospodarce… kreteńskiego królestwa. Takie tabliczki odkopano i w beockich Tebach. Kreta oznaczała wyższą cywilizację. Stąd minojskie, jak wiem z Parandowskiego, słowo asaminthos, oznaczające w Grecji łazienkę. Kulturę Myken łączył z Kretą nie tylko alfabet. A może kąpiel wiązać należy z przyzwoitością, więc i z poczuciem sprawiedliwości? Czystość sprzyja poczuciu porządku…
Na tle ignorancji Achajów wiadomość prof. Michałowskiego o klasie techniki Myken w XIV wieku p.n.e. brzmiałaby zagadkowo, gdyby montaż ich wodociągów pozostawić temu dopiero stuleciu. A dodajmy dwa zespoły 31 „królewskich” grobów szybowych w Mykenach. Datuje się je na lata 1650 – 1550 p.n.e. Oznaczać one mają szczytowy okres potęgi Myken. Kogoś chciano uczcić, nie tylko władców, różne tam leżą osoby i różnego wieku. U dr Filarskiej czytamy, że pod kurhanami ziemnymi odkryto grobowce o kształcie ula, z komnatami grobowymi wysokimi na około 13 m i równie długiej średnicy, okrągłe, na planie koła (tolos). Na podstawy ich kopuł działały siły rozporu, musieli budowniczowie równoważyć je zewnętrznymi przyporami — pomyśleć, jeszcze bez zapraw! Oznacza to w budownictwie wyższą szkołę jazdy i trudno sobie wyobrazić, by mogli się nauczyć tego dzicy Achajowie. Wiodły do tych pomieszczeń korytarze (dromos), długie na 22 do 36 metrów. Możemy je oglądać na zdjęciach.
Z tekstu Struwego (s. 475) wiemy, że „wbrew rozpowszechnionemu przez długi czas przekonaniu Grecja mykeńska znała także żelazo, którego używano jednak tylko do wyrobu przedmiotów zbytku. W ówczesnych warstwach znaleziono kilka żelaznych pierścieni, wisiorków, guzików; w Tirynsie odkryto żelazną harfę”. W końcowej fazie historii Myken wytapiano żelazo jak miedź, przy dość niskich temperaturach, znajdowany żużel z tego wytopu zawierał niemały procent żelaza. Brąz twardością i odpornością na korozję górował nadal zdecydowanie nad żelazem, wbrew Mircei Eliademu na pewno nie mógł nikt żelaza przebóstwić. Dopiero odkrycie procesu nawęglania przyniosło materiał na wszelkie narzędzia, włącznie z bronią. I dopiero stal Dorów wywoła przewrót w działalności technicznej ludzi, czyli w cywilizacji. Bardziej niż kąpiel.
Czy Kreta podbijała Grecję? Nie prowadziła wojen z Mykenami, świadczą o tym tabliczki z pismem linearnym B. Achajska pamięć ludowa, o wieki późniejsza, coś o jakiejś wojnie uchowała. Pauzaniasz odnotował, że przylądek Skyllajon ma nazwę od imienia Skylli — dziewczyna, zakochana w kreteńskim Minosie, zdradziła dlań swego ojca, Nisosa, króla Megary na przesmyku istmijskim, i pomogła Minosowi opanować swój kraj, z jego portem Nisają; Minos potem nie tylko nie ożenił się z nią, ale kazał ją wyrzucić na pełnym morzu za burtę (Pauzaniasz, s. 259). Czy zrobił to któryś z Minosów, rządzących Kretą potęgi? Chyba nie. Bo dlaczego by nie przetrwały inne takie ślady z epoki już achajskiej, kiedy Kreteńczycy, uciekając ze swojej miażdżonej przez naturę cywilizacji, kryli się w kreteńskich komyszach górskich? Więc to może raczej ten, którego uczciła Grecja achajska funkcją osądu zmarłych? Natomiast, podkreślmy, obecność „minojskiej” Krety w Grecji „mykeńskiej” nie ulega wątpliwości – choćby w postaci towarów, które od niej kupowano i które spotykali archeolodzy. Nie mówiąc już o tych tabliczkach z pismem linearnym B… Późniejszych takich znalezisk w Grecji nie ma.
Achajowie, owszem, najechali kwitnące wedle ich wiedzy Mykeny, gdzieś z początkiem drugiej połowy II tysiąclecia p.n.e. lub nieco później, w tym XIV wieku. Kusiły ich Mykeny swoimi dobrobytem, kiedy akurat przyroda zniszczyła Kretę. Czytamy u Cassona, największego historyka starożytnej żeglugi, który jednocześnie zajmował się obyczajami swoich bohaterów: „Mykeńczycy walczyli we wspaniale zdobionych zbrojach, powozili pięknymi rydwanami, nosili bogate stroje i modnie ubierali swoje żony. Jadali na przepysznych zastawach i pijali ze zdobnych złotem pucharów” (Lionel Casson, Starożytni żeglarze, tłum. Leonid Teliga, Warszawa 1965, s. 27-28). Znaleziona w pałacu Tirynsu wspaniała owa łazienka z basenem do kąpieli świadczy o luksusie czystości. Wszystko to wie archeologia, a wiedziała najwcześniej, bo Mykeny odkopał Schliemann zaraz po Troi i dlatego, jak wspominałem, nauka zwała pierwotnie Greków „Mykeńczykami”. Ventris z Chadwickiem także.
Egipski reformator religijny, faraon Echnaton, zbudował około 1370 r. p.n.e. nową dla siebie stolicę w dzisiejszym Tell el-Amarna, w jej ruinach archeolodzy znaleźli 19 waz mykeńskich i tyle różnych przedmiotów z Myken, że domyślali się tam kolonii ichnich rzemieślników… W 1887 r. dzięki wieśniaczce, która szukała ziemi dla użyźnienia swego ogrodu, znaleziono ponad trzy tysiące tabliczek z dokumentami polityki zagranicznej Echnatona – wiemy z nich, że w tym XIV wieku zdominowali Morze Śródziemne piraci. Napadali nawet Cypr i Egipt, metodą „szybko uderzyć i szybko uciec”. Nie było wśród nich Achajów. Jeżeli, to okręty mykeńskie i fenickie. Lionel Casson mógł opisać statki fenickie — na podstawie rysunków ze ścian egipskich grobowców, pieczęci i glinianego modelu, odkopanego w Byblos. Są te obrazki w polskim przekładzie jego książki. Nie przetrwał natomiast, jak już wiemy, żaden wizerunek jakiegokolwiek greckiego statku czy okrętu wojennego z owych czasów. To chyba nie sam tylko zbieg niekorzystnych okoliczności.
