Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (5)34 min czytania

()

Dr Angelina Dworakowska napisała cenne studium Wydobywanie i obróbka kamienia, umieszczone w pierwszym rozdziale pierwszego tomu owej Kultury materialnej starożytnej Grecji. Wiemy od niej naprawdę wszystko o tym, gdzie jakiego w Grecji używano kamienia — marmuru, porfiru, wapienia, gnejsu czy granitu, gdzie go wycinano, wyłamywano, wyważano, jak obrabiano. Dr Dworakowska nie zajmowała się jednak historią techniki i nie wiemy, jak operowano tymi kamiennymi łomami, nawet obrobionymi już do sześcianów. O technice wykonawstwa nie mamy prawie nic. A budowniczowie mieli kilka rodzajów dłut, świdrów, różnych młotów i pił. Ciężkimi młotami z brązu najpierw obkuwano dowożone kamienne bloki, potem przycinano piłami z brązu…

Stary Childe próbował wyjaśnić w cytowanym tu szkicu, jak sobie radzili, jego zdaniem, ze swymi konstrukcjami budowniczowie Stonehenge i Avebury, także — piramid, oraz superbudynków Knossos i Myken. Zapewnić musieli sobie tysiące nosiłek albo koszy na grzbietach osłów i mułów, by przewieźć i przenieść miliony metrów sześciennych ziemi. Mieli ją według Childe’a ubijać w długie nasypy i wznosić je stopniowo do pożądanej wysokości, żeby te bloki skalne przesuwać w górę po takiej równi pochyłej. Przesuwać je mogli na rolkach, ciągu ułożonych poprzecznie palików, obracających się pod przesuwanym kamieniem – co już by oznaczało wynalazek, dowód inteligencji technicznej. Siły rąk ludzkich byłoby za mało, żeby te kilka ton dopchać na górę. Tylko woły mogły je uciągnąć, po kilka metrów do przodu, musiano za każdym razem przełożyć paliki, podjęte z tyłu, zza głazu, do przodu, na dystans, jaki musiał dzielić od kamienia nogi wołów – bo iść po tych palikach nie mogły…

Czy tak naprawdę było? Wydaje mi się, że Childe widzi starożytnych konstruktorów bardziej prymitywnymi technikami niż byli… Czy nie mogli sobie radzić inaczej? Łatwiej byłoby użyć daleko bardziej skomplikowanego urządzenia. Historia techniki mogłaby udzielić wykładu, ale i ona posługuje się uzwyczajnionymi stereotypami. We wszystkich encyklopediach jako wynalazca wielokrążka figuruje Archimedes w III w. p.n.e., a przecie podźwignąć ogromne, kamienne płyty, choćby na dach Partenonu dwa wieki wcześniej, mogło tylko to stosunkowo proste urządzenie, które zaraz przedstawimy. Dwudziestu ludzi może razem, owszem, podnieść rękami obrobiony do płaszczyzny kamień wagi około jednej tony, ale nie więcej, i to na wysokość podniesionych, silnych ramion, na niespełna dwa metry. Natomiast przy zastosowaniu wielokrążka prostym wielokrotnym, układem krążków, opasanych cięgnem, tj. linami nośnymi (lub łańcuchem), rozmieszczonych w zbloczach, w tym jednym nieruchomym, uzyskuje się takie przełożenie siły, że pozwala ono mniejszą siłą dźwignąć niewspółmiernie, trzy razy, większy ciężar niż by go linami uciągnęły woły, bo nawet kilka ton! Za Oktawiana Augusta, wielki fachowiec, Rzymianin, Marek Pollio Witruwiusz, w rozdziale drugim i trzecim księgi dziesiątej swojej pracy O architekturze ksiąg dziesięć (tłum. Kazimierz Kumaniecki, Wwa 1999, s. 229-238) podał i terminologię grecką dla tej machiny, jak powiedziałem — prostej, a tak inteligentnie pomyślanej, że użytkowanej do dzisiaj.

Bóg raczy wiedzieć, kto kiedy naprawdę zaczął. Lekceważymy zmysł techniczny tych starożytnych pra-Greków i pra-Kreteńczyków. A byli niezwykle inteligentni i pomysłowi! Krzysztof Kowalski, archeolog i znakomity popularyzator nauki, zwrócił uwagę, marginesową z pozoru, a bezcenną!, że w starożytności nikt nie chwalił się żadną innowacją, zachowywał jej tajemnicę dla siebie i wręcz pilnował się, by jej nie zdradzić. Naśladowanie jego dzieła nie przyniosłoby mu żadnych korzyści, nawet sławy, bo i tę pewnie ktoś sobie przywłaszczał, niechronioną i przez nikogo nieopłacaną. Mógł więc bystry budowniczy, którego myśl umarła razem z nim i jego cywilizacją, być wynalazcą i dwa tysiące lat przed Archimedesem, który też się nie reklamował z przyczyn jak powyżej. Dlatego nie wykluczyłbym, że przyjdzie nam wynalazek wielokrążka, jako potem zapomniany, przesunąć i o dwa tysiące lat wstecz… Jeśli znaleziono w wykopaliskach jakieś bliżej nieokreślone, niezidentyfikowane, kamienne, bądź później brązowe, grube krążki, mogły to być elementy wielokrążka. U Daumasa trafiłem na takie „krążki, prawdopodobnie do gry, sporządzane z różnych kamieni – łupku, steatytu, wapienia czy alabastru” (Daumas, s. 53), z otworem w środku. Ten wielki archeolog miał je za małe dzieła sztuki, z bogatą inkrustacją powierzchni. Gdyby to były elementy wielokrążka, datę wynalazku trzeba by cofnąć o dalsze kilkaset lat. Znając się trochę na budownictwie i mając wielu przyjaciół inżynierów budownictwa, upierałbym się po rozmowach z nimi przy takiej interpretacji.

Mój przesadny może domysł usprawiedliwiają kwalifikacje mykeńskich budowniczych. Byli i ci z Myken, i ci kreteńscy, technikami najwyższej klasy. Zaświadcza to nie kto inny, a prof. Kazimierz Michałowski, choć i on brał Eolów za Achajów (Technika grecka, Warszawa 1959, s. 65): „Już w epoce achajskiej w XIV wieku p.n.e. stosowano zabezpieczone urządzenia wodociągowe. W starożytnych Mykenach spotykamy podziemny wodociąg. Wodę doprowadzano kanałem z miejsca, położonego wyżej, do podnóża zamku, gdzie zbudowano ukryty zbiornik. Z zamku do zbiornika można było dostać się podziemnym chodnikiem”. Na pewno nie zmajstrowali tego zacofani technicznie Achajowie, którzy dalsze kilkaset lat nie zrobili żadnego postępu. Pierwszy achajski wodociąg uruchomiły Ateny dopiero w VI wieku p.n.e. Ten budowali ci przemilczani Eolowie cywilizacji mykeńskiej, którzy — moim zdaniem, co spróbuję uzasadnić argumentami — zginęli razem z nią (lub ona umarła razem z nimi). Budowę pałacu w Knossos, z glinianymi rurami wodociągów datuje się na ok. 1700 r. p.n.e. – chyba jednak też nieco za późno.

Mykenai to nazwa przedgrecka. Nie wiem, jak można było przypuścić, że stawiali te mykeńskie twierdze Achajowie. Nie wiedzieli potem, jak Mykeny powstały! Nie zapomina się takich osiągnięć, otacza się je raczej legendą, niekiedy sztuczną i wyolbrzymioną, z fantastycznymi bohaterami o równie legendarnych zdolnościach. Przede wszystkim pamięta się takich bohaterów. Tymczasem tak ceniona przeze mnie Mała Encyklopedia przypisuje okresowi 1600-1200 lat p.n.e. największy rozwój Achajów, którzy w tym czasie pozostawali w rzeczywistości tak prymitywni, jak późniejsi zdobywcy Troi z Iliady. Rozwój Myken nie miał z nimi nic wspólnego. I wcale nie musiała zdziałać Myken jakaś „potęga wielkich dynastów”, dzięki „ciężkiej pracy niewolników”. Znamy z prac Ludwika Krzywickiego opis pewnej wielkiej budowy — ludu o ileż prymitywniejszego, w Azji Środkowej. Starszyzna plemienna kierowała budową skomplikowanego systemu, który nawadniał pólka ryżowe na wielu poziomach swoistych schodów w zboczu góry. Systemem dyrygowali kok-baszowie, doświadczeni, starzy „baszowie od wody”, nadzorujący jej przepływ i rozdział. Nie potrzebowali do tego żadnego władcy.

W świecie Eolów kierowały prawdopodobnie takimi pracami – rządzące kobiety. To był świat matriarchatu – na ukazanym w tekście Struwego malowidle z pałacu w Tirynsie oglądamy na rydwanie bojowym, i to bardzo chędogim, nie wojowników mężczyzn, a kobiety, „wojownice”, jeśli można utrzymać tutaj tak sfeminizowany męski termin wojenny! Mężczyźni na znalezionych mykeńskich złotych maskach ich twarzy nie mają bród, noszą wąsy – najwyraźniej zarost bardziej rozległy nie podobał się rządzącym paniom, albo też panowie chcieli upodobnić się do nich… Schliemann znalazł brzytwę w „swojej” Troi, czyli w epoce ponad 1000 lat p.n.e., w paręset lat po rozkwicie Myken. Męskiej elicie Myken służyć mogły do golenia po prostu noże, dobrze naostrzone. Tym panom o gładkich twarzach spływały na ramiona długie włosy, często zawiązywane lub związywane jak włosy kobiece. Może idę zbyt daleko w swoich interpretacyjnych domysłach, ale jest faktem, że zwycięska „męskość” potem zlikwidowała nawet i brody. Aleksander Wielki sam golił się skrupulatnie i usunął brody z twarzy swych żołnierzy. Przeszkadzały w operowaniu mieczem i sztyletem, a i tarczą, zwłaszcza w zasłonie… Ta moda będzie obowiązywała w całym śródziemnomorskim świecie grecko-rzymskim. Brodami będą się wyróżniali filozofowie wzorem cyników, odrzucających wszelkie konwenanse.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.