Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (3)

03. Ludożerstwo jako początek cywilizacji

Za „naszą” starożytną Grecję mamy tę „klasyczną”. Zaczyna ją VII wiek pierwszych prawodawców, kończy IV wiek, wiek Arystotelesa i Aleksandra Wielkiego. Potem przychodzi świat hellenistyczny, po nim – rzymski, w Grecji równie grecki jak był, aż po rozpad Cesarstwa bizantyjskiego i najazdy Słowian. Razem ciągłość dwunastu wieków. Wstecz tę epokę wydłużyć trudniej. Można śmiało do IX wieku, wieku Homera. Bo już nie za bardzo do XII wieku p.n.e., do wojny trojańskiej – niszcząca inwazja Dorów zerwała ciągłość wcześniejszą. A cóż dopiero mówić o Krecie. Kreta pierwotna, prawdopodobnie matriarchalna, pozostawała od „naszej” Grecji tak odległa czasowo, jak dzisiaj od nas wczesno-średniowieczne wędrówki ludów. W dodatku samej Krecie przyznaje się początki historii gdzieś w IV tysiącleciu p.n.e.! Miały wtedy skolonizować Kretę jakieś plemiona z „Libii”, czyli Afryki. Prawdopodobnie z terenów przyszłej Cyrenajki przybyli jacyś Berberowie ze swym berberyjskim językiem, afroazjatyckiego pochodzenia – tylko dlaczego nie stworzyli żadnej cywilizacji tam, u siebie, w Afryce? A może tylko nie umiemy jej odkopać?

Przedstarożytna Kreta wróciła do historii w roku 1900 – niebywałą sensacją naukową. Sprawił ją pewien archeolog z Oksfordu, nazwiskiem Arthur Evans. Tytułuje się go, nawet w encyklopediach – sir, tytułem szlacheckim, co widocznie dodaje prestiżu jego odkryciu. Jakby nie wystarczyło, że odkrył on prastolicę Krety, Knossos, a w niej rewelację może jeszcze większą – tajemnicze tabliczki z nieznanym pismem. Sławę zyskało tylko jego nazwisko z jego tytułem – choć w tym wydarzeniu kryło się szlachectwo zgoła innego rodzaju, dziedzictwo dawne, żywe od przeszło półtora wieku! W roku 1733 grono zamożnych Anglików nie do końca znudzonych życiem skupiło się w towarzystwie z osobliwą, autoironiczną nazwą Towarzystwa Dyletantów, Society of Dilettanti. Z nudów nie z nudów, zaczęło wydawać znakomite prace poświęcone… archeologii. Po latach starszy Evans, naturalnie – sir John Evans, zasłynął w kolejnej, XIX-wiecznej generacji Towarzystwa studiami nad monetami starożytnych Brytonów oraz nad kamiennymi i brązowymi zabytkami Wielkiej Brytanii i Irlandii (dożyje ten pierwszy sir Evans odkrycia Knossos). Następny sir Evans, onże Arthur, trzydziestoparoletni archeolog, był w Oksfordzie kustoszem Ashmolean Museum. Nazwy muzeum nie rozumieli i sami Anglicy. Wzięła się stąd, że XVII-wieczny zbieracz starożytności, Elias Ashmole, obdarował uniwersytet swoją cenną kolekcją. Evans pieczołowicie strzegł swego muzeum, zdołał nawet przenieść je ze starego, XVII-wiecznego budynku do nowego. Ale marzył o wykopaliskach.

Trzeba zrozumieć epokę i wyobraźnię Evansów. Rozpoczęły tę epokę wprawdzie wojny napoleońskie (dla nas – rozbiory), zakończyła po z górą stu latach pierwsza wojna światowa (dla nas – odzyskanie państwa), ale od dawna, wcześniej, od XVIII wieku, pasjonował te czasy – postęp nauki. Największych w niej namiętności nie budziła jednak technika ani przełomowe maszyny parowe Jamesa Watta, lecz – archeologia. Czy dla romantyzmu poszukiwań, czy może prehistoria uwalniała od realiów teraźniejszości, nie docieczemy. Ponoć i Napoleon, zająwszy Egipt, wolałby był wykopaliska zamiast wojny. Sprzyjał więc im, odkrycie zaś goniło odkrycie. Zarówno rządy mocarstw europejskich, jak małej Danii, wręcz je finansowały.

Już w XVIII wieku poruszały fantazję intelektualnej Europy dziwne znaki, spotykane w Mezopotamii. Duński król, pomijany w encyklopediach Fryderyk V, pasjonat badań naukowych, wysłał w 1761 r. swoją „Ekspedycję Arabską” pod wodzą 28-letniego Carstena Niebuhra, by spróbował odnaleźć Babilon i zdobyć sławne już teksty klinowe. Niebuhr wrócił sam, przez kilkanaście miesięcy wymarła mu cała ekspedycja… Nie poddał się. Przywiózł niemal idealnie skopiowane klinowe znaki. Nie zdołał ich odczytać, ale sklasyfikował trzy ich rodzaje, jak sądził, trafnie – w trzech językach, wszystkie czytane od lewej do prawej strony, jak nasze współczesne, inaczej niż pismo semickie.


Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.

Print Friendly, PDF & Email