09.01.2022
07. Miłość, władza i sprawiedliwość

Homer wie, że wielkie miasta Hellady upadły, gdy bogowie odwrócili się od nich. Nie wymienia ich, a padły Mykeny, Tiryns, owa cytadela koło Dendry, padło Pylos, upadły Teby. Nie dowiadujemy się, jak to się stało. Ale w Iliadzie boginie są wszechobecne i sama logika wskazuje, że nie bogowie zaprzestali opieki nad tymi miastami, lecz one właśnie. Nad bramą mykeńską wspinały się lwice, nie lwy. Czy to był przypadek? Jakąś niezwykłą kobietę uczczono pod Tebami pomnikiem lwicy, i to skrzydlatej… Światem Eolów rządził chyba ciągle jeszcze matriarchat – albo w różnych formach instytucje odziedziczone po matriarchacie, którego nie dostrzegał wielki Frazer, tak to było daleko od Oxfordu. Nauka od dawna i właściwie do dziś obcina role kobiet w matriarchacie do rodziny i rodu. Jeśliby rządziły, to jedynie rodem i rodziną. Ale gdyby za intelektualistami starożytnymi, Euhemerem i innymi, przyjąć, że męscy bogowie greccy to awansowani do boskości władcy, wodzowie i herosi, to dlaczego miałoby inaczej być w przypadku bogiń, jeśli rządziły i walczyły?
Może nie wszystkim, ale niemal każdej bogini przypisać można władzę powyżej rodziny, powyżej zamienionych w symbole abstrakcyjnych pojęć i uczuć. Decydowały w skali państwa, państewka, dowodziły w wojnach. Same, osobiście, z bronią w ręku, walczyły z rydwanów, wojowały na czele swych wojsk, wzorem Pallas Atene, sprawnie machającej włócznią (pallein, machać włócznią). Pallas Atene, o imieniu (Athene) z czasów jeszcze przed greckich, kultury „egejskiej”, z języka Pelazgów, dopiero po wiekach uosobi mądrość, z sową jako swym ateńskim symbolem. Pierwotnie to bogini wojny, ba, stawała do boju w pierwszym szeregu, zwano ją Promachos, „walczącą na czele” – więc jako dowódca! Zanim Tatarzy w późnym średniowieczu udzielą Europie lekcji nowej szkoły wojny, przez wieki dowódcy wiedli swych ludzi do boju na czele swych szyków. Dopiero Jagiełło pod Grunwaldem spożytkował znane sobie tatarskie doświadczenie wojenne i kierował swymi siłami ze stanowiska dowodzenia (w starożytności też taki nowator się znalazł, ale jego pomysł się nie przyjął). Późniejsza moneta koryncka ukazuje Atenę, wspartą na tej włóczni. Zapewne jeszcze Pelazgowie przypisywali Atenie naukę jazdy konnej, prawdopodobnie na tych kucykach. Miała też wynaleźć rydwan i jeszcze u Homera była opiekunką wojowników. Dla mnie ta walcząca bogini ilustruje więcej niż tylko wojenne predylekcje matek rodów. Trudno sobie wyobrazić, by walecznym kobietom, rządzącym rodami, paniom ambitnym, a twardego charakteru, obca była żądza władzy – szerszej, bardziej władczej. Ich państwa, a raczej – państewka, z tymi władczyniami, tymi wojownicami na czele, prowadziły wojny, one zaś – jak w wojennej rodzinie – rozstawiały szyki, pilnowały porządku, wydawały rozkazy i polecenia, wymagały dyscypliny. Nic w tym fantazji: walczyły tak i rządziły jeszcze w czasach „historycznych”, w V wieku p.n.e., jak Artemizja, królowa Halikarnasu. Nie w mitach, a w historii zapisywanej. Dowodziły posłusznymi sobie mężczyznami wojownikami – równie sprawne w posługiwaniu się bronią…
Na marginesie mitologii pozostawia się jedną z takich kobiet – Sfinksa. To nie żaden mityczny gryf, czyli skrzydlaty lew z orlim dziobem, charakterystyczny dla świata Myken. I nie żadna kopia egipskiego Sfinksa, ewidentnego samca – leżącego lwa, tego największego, o twarzy faraona Chefrena z IV dynastii, czyli z lat około dwóch i pół tysiąca p.n.e. Pod beockimi Tebami spoczywa – kobieta, z twarzą kobiety i nagą kobiecą piersią jak u „minojskich” kapłanek, których figurki znaleźli archeolodzy. Z tułowiem skrzydlatej lwicy. Trudno o bardziej czołobitne wyniesienie. Jak mocnej osobowości musiała to być kobieta (kobiety), jakiego rozmachu! Wedle mitu, być może już męskiego, pożerała ofiary, które nie potrafiły rozwiązać jej zagadek – tylko mężczyzn oczywiście. Z ateńskiej pieśni, cytowanej przez prof. Świderkównę (Anna Świderkówna, Bogowie zeszli z Olimpu, Warszawa 2008, s. 19), wynikałoby, że strącała ich raczej do przepaści, do której i sama skoczyła, przegrawszy z inteligencją Edypa. Mit każe nam wierzyć w śmiertelny los mniej inteligentnych kochanków, których być może składano jej w ofierze i wspólnie z nią zjadano. Ale skutki jej zagadek wykluczają poczucie sprawiedliwości. Mit świadczy, że była samowolna i okrutna jak bogowie. Wieki upłyną, zanim pojawi się choć postulat, by w rządzeniu państwem kierować się poczuciem sprawiedliwości i zdrowym rozsądkiem, a nie prawem siły. I bez ludożerstwa.
Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.
