Achajowie dotrzeć mogliby do Myken siecią centralnie rozplanowanych mykeńskich dróg, po których uchowały się do naszych czasów resztki mostów i nasypów z kamienia polnego… Gdyby rozleniwiony parusetletnim dobrobytem świat Myken w ogóle nie zdobył się na solidną obronę, jak szlachta polska XVIII wieku, spotkalibyśmy jakieś tego ślady w mitologii. Ale nie ma żadnego achajskiego eposu o zdobyciu Myken ani o ich upadku, w epoce brązu. Czy Achajowie te Mykeny wzięli jakimś podstępem, może „koniem trojańskim”? Ale tak dałoby się opanować jedną twierdzę, nie trzy. Więc atak z zaskoczenia, czy może — głodem? O niczym takim nie wiemy. Dla śmierci mykeńskiej Grecji — bo to była śmierć w dosłownej treści tego słowa – znajduję tylko jedną, dość prostą interpretację. Mogła zniszczyć Mykeny wedle mojego domysłu zawleczona tu w handlu ze Wschodem jakaś zaraza. Dokładnie jak „czarna śmierć”, która w połowie XIV wieku naszej ery wymordowała pół Europy. Ta starożytna, omijając Korynt i Attykę, nawiedziła być może i związane z Mykenami Teby, które padły w tym samym czasie. Innego wariantu katastrofy nie umiem zaproponować…
W XVIII wieku p.n.e., jak wykryli archeolodzy, dotknął Mykeny pożar. Nie wiem, czy samą zabudowę wnętrza twierdzy — jej gigantyczne mury obwodziły teren rozległy wszystkiego na 4,8 ha, snadź jako schronienie w razie wojny. Spaliły się więc pewnie domostwa poza murami… Kto je spalił i zburzył? Wedle chronologii Childe’a – Achajowie. Ale chyba ich jeszcze w ogóle w Grecji nie było! Na te same czasy datuje się znaleziony na Krecie, brązowy sztylet, który wydłużył się już do swoistej szpady, 60 do 90 cm. I też to nie Achajowie wtedy podbili Kretę, przeciwnie, Kreta, żyjąca w symbiozie z Mykenami, długo będzie nad Grecją przyszłych Achajów panowała. Nie bez okrucieństwa wobec ofiar, których wymagała dla swych bogów — choćby wobec ateńskich dziewcząt i chłopców. W latach średniego i późnego państwa „minojskiego”, 1700 – 1500 p.n.e., Kreta była potęgą.
O katastrofie Myken mówi coś mit, którego nie można przypisać tylko fantazji mitotwórczej Greków. Otóż bogowie olimpijscy, ci już achajscy, musieli stoczyć, jak wiadomo, bój śmiertelny z tytanami. Późniejszym Achajom, ich aojdom, wyśpiewującym swe pieśni o bohaterskich czynach i niezwykłych wydarzeniach, olbrzymie, kamienne mury twierdz tytanów – wydawały się, i słusznie, nie do zdobycia. Ukazywały miarę potęgi tytanów, przeciwników nie do pokonania. Po kilkuset latach od upadku Myken Achajom epoki mitów trudno było wyobrazić sobie zwycięstwo nad budowniczymi takich murów. Musieli wymyślić dla swych zwycięskich przodków jakąś nadludzką pomoc… Nie mogli więc nawet bogowie olimpijscy, liczyć w tej rozprawie na własne siły, musiały ich wspomóc siły nadludzkie, a raczej nawet — nadboskie, stąd po ich stronie stanęły — sturękie olbrzymy, po grecku hekatoncheires, o pięćdziesięciu głowach każdy, których Zeus oswobodził z Tartaru. W rzeczywistości taką twierdzę można było wziąć jedynie podstępem lub głodem. Pauzaniasz wykluczał szansę szturmu. Filip macedoński, ojciec Aleksandra Wielkiego, powie kiedyś, że nie ma tak potężnej twierdzy, do której by nie wkroczył osioł, obładowany złotem, ale wtedy Achajowie nie dysponowali tak obładowanymi osłami.
Jakiej uległa katastrofie kreteńska cywilizacja epoki brązu, już wiemy. Mykeńskiej nie zrujnowało trzęsienie ziemi, bo archeologia bez trudu rozpoznałaby jego następstwa, w tym więc przypadku natura nie interweniowała wstrząsami ziemi. Wygubiła doszczętnie, inaczej i tylko trochę później, wszystkich mieszkańców tych okolic, i chyba nie tylko od granic Istmu korynckiego po granice Lakonii, bo właśnie załamały się i Teby, tak związane z Mykenami swą kulturą. W tych związkach łatwo przyszło epidemii tam się przesiedlić. To nie pierwszy, ale i nie ostatni przypadek, że powszechna katastrofa zmienia historię cywilizacji. W naszych czasach, czasach już pewnej zdolności cywilizacji do samoobrony, nie zdajemy sobie sprawy ze skali i skutków takiego dopustu losu jak wszechobejmujący mór. Żeby to nam uświadomić, żebyśmy to sobie mogli wyobrazić, posłużę się dla ilustracji przejmującymi fragmentami z Historii świata Herberta George’a Wellsa; dotyczą wprawdzie całkiem innej epoki, jednak też starożytnej, ale i o takich samych, wręcz fatalnych dla cywilizacji skutkach:
„W drugim wieku po Chr. zarówno Rzym, jak i Chiny, spotkała wielka klęska, co zdaje się osłabiło ich siłę odporną wobec nacisku barbarzyńców. Była to zaraza bezprzykładnie jadowita. Srożyła się ona w Chinach przez jedenaście lat i zdezorganizowała głęboko całą twórczość społeczną. […] Zaraza przeszła z Azji do Europy i szalała po całym Imperium Rzymskim od 164 r. do 180. […] Od tego czasu słyszymy o wyludnieniu prowincji rzymskich i widzimy upadek sił i energii rządów. Granice przestają być niezwyciężone i łamią się raz w tym, raz w innym miejscu” (Herbert George Wells, Historia świata, Wrocław 1979, tłum. Jan Parandowski, s. 163-164).
Rozkład Imperium Romanum przypisuje się na ogół wewnętrznemu rozkładowi społecznemu i politycznemu rzymskiego świata. Ten świat podobno nie chciał się bić i bronić. Barbarzyńcy przychodzili jak do swego po swoje. Im przypisuje się koniec starożytnej cywilizacji. Im, którzy w wielu wypadkach angażowali się w obronę tej cywilizacji! Wandal odradzał cesarstwo zachodnie! Zaraza przetrzebiła także tych przybyszów. I nie musimy niczego wymyślać, odgadywać. Zaatakowała świat starożytny najpewniej dżuma, „czarna śmierć”, która potem w późnym średniowieczu wykończyła jedną trzecią, może nawet i połowę Europy, roznoszona przez… pchły. Nie widzę dla śmierci Myken innego wariantu. Epidemie cholery ani ospy nie były morami aż tak groźnymi i zabójczymi. Państwa Myken czy Teb nie miały zaś „niezwyciężonych granic”. Gdyby je Achajowie przełamali i podbili Mykeny, coś by z tego zapamiętali. Współcześni katastrofie Grecy, świadomi niebezpieczeństwa, unikali pewnie wszelkiego z tą katastrofą bezpośredniego kontaktu. Zaraza musiała uśmiercić całą ludność tych paru niewielkich krajów, które objęła, skoro niczego pamięć potomnych Achajów nie utrwaliła. Niedobitki prawdopodobnie uciekały za morza… Późniejszy mit zwycięstwa Zeusa nad tytanami, tymi nadludźmi, zdolnymi budować potężne, kamienne twierdze, potwierdza nasze domysły — innej klęski tytanów, niż zadanej im dzięki pomocy sturękich olbrzymów, nie umieli sobie Achajowie wymyślić. Kiedy po jakimś czasie weszli na teren panowania wygasłej już zarazy, mogli zobaczyć najwidoczniej tylko ostatnie, już niepochowane zwłoki, tyle, co zostało po sługach tytanów. Gdyby wszyscy Mykeńczycy wsiedli na statki i odpłynęli, archeologia gdzieś by ich znalazła. Albo i nie…
Pismo linearne B związało greckie Mykeny i Teby z Kretą w jedną cywilizację.
