15.12.2021
Zamiast wielkiej syntezy
W 2021 roku 13 grudnia to poniedziałek. W 1981 to była niedziela. Nie było Teleranka, w telewizji był tylko jeden program – to generał Jaruzelski w generalskim mundurze zwracał się do rodaków z dramatycznym przesłaniem, że powstała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, WRON i aby Polskę uratować, należało wprowadzić stan wojenny na terytorium całego kraju. Zaczęła się wojna polsko-jaruzelska, weszliśmy w ponure lata stanu wojennego i postępującego marazmu we wszystkim aż do 89 roku.
Gdy tylko dowiedziałem się o tym, co się stało, a było to rano już o 8 30, pojechałem do stoczni. Stocznia przygotowywała się do odparcia szturmu ZOMO i wojska. Było trochę ludzi, to była przecież niedziela. Gotowość załogi nie wystarczyła w konfrontacji z siłami państwa. Stocznię zdobyto w nocy, weszły oddziały ZOMO i Wojska Polskiego, ewakuowano załogę. Pamiętam, jak stoję z Klemensem, dyrektorem stoczni, przy moście pontonowym i wołam coś do wyprowadzanych robotników, jakieś słowa otuchy. To z Zakładu C wyprowadzano załogę jako ostatnią. Zakład C był po drugiej stronie kanału i dlatego zaatakowano go jako ostatni.
Stocznia pusta, wszędzie wojsko, stocznią rządzi pułkownik, wszędzie ZOMO, czyści lokale zakładowej Solidarności, zajęło stoczniową rozgłośnię.
Cisza i bezruch.
W stoczni zostało tylko kierownictwo i służby konieczne do utrzymania bezpieczeństwa w sieci energetycznej, tlenowni i wytwórni gazów technicznych oraz zabezpieczenia pochylni i statków w budowie. Moje życie zredukowało się do słuchania komunikatów o walkach w mieście i do udziału w naradach kierownictwa stoczni. Gabinet dyrektora stoczni był jak siedziba sztabu, pracował sekretariat z panią Krysią, dostawaliśmy jakieś jedzenie, spaliśmy na krzesłach zsuniętych siedziskami (trzeba uważać, bo można wylądować na podłodze)
Mijają kolejne dni, każdego wieczoru w gabinecie dyrektora gromadziło się kilku wojskowych wyższej rangi. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy o sytuacji w mieście; a ta nie była spokojna, Mieszkańcy Gdańska protestowali na ulicach, trwały starcia z milicją, miasto spowite było gazami łzawiącymi i pełne huku petard. Wojskowi przedstawiali swoją ocenę sytuacji i mówili, co ich zdaniem trzeba zrobić, aby „przywrócić porządek”. Nie słuchałem biernie tego, co pułkownicy Wojska Polskiego mieli w głowach, jak ich zdaniem, należy postępować ze zbuntowanym miastem.
Zapamiętałem zwłaszcza jedną scenę. Wtedy, gdy sytuacja w Gdańsku naprawdę się zaostrzyła, gdy milicja i wojsko nie dawały sobie rady z protestującymi, gdy oni, wyparci z miasta uciekali na Orunię, dzielnicę małych domków gdzie trudno było operować ciężkim sprzętem, jeden z pułkowników wygarnął – „Ja wiem, co trzeba zrobić, trzeba puścić kilka czołgów, lufy w tył i pełen gaz przez tą Orunię”. Pamiętam, że gdy usłyszałem takie słowa, siląc się na spokój, powiedziałem do tego oficera – „Tak jest, ma Pan rację, trzeba rozjechać tę dzielnicę, a to, że przy okazji i dzieci i matki kładące je spać, to mała sprawa. Zwycięstwo jest najważniejsze”. Pamiętam, że tylko inni oficerowie wykazywali zrozumienie dla mojego szyderstwa, autor tych słów nie.
Ta mała scenka pokazuje, jaki był poziom konfliktu odczuwanego przez dowódców wojska, które ponosiło straty w rannych żołnierzach. Warto to zapamiętać, oceniając stan wojenny i jego autorów.
Mój pobyt w stoczni zakończył się, gdy Klemens, dyrektor stoczni, po powrocie z narady w Komitecie Wojewódzkim, gdzie ustalano harmonogram podjęcia pracy stoczni po nowym roku, został poproszony, by został. Gdy został sam z generałem Użyckim, członkiem WRON, ten ostatni miał tylko jedno pytanie – czy Szczypiński pracuje nadal w stoczni. Gdy Klemens powiedział, że tak, że jest bardzo potrzebny – padła krótka komenda – „wypierdolić natychmiast”.
Powiedziałem Klemensowi, że rozumiem, że tak musi się stać. Powiedziałem też, że mam kilka miesięcy zaległego urlopu i Klemens zgodził się na to. Rano, gdy przyszła pani Krysia, wypełniłem wniosek i poszedłem na urlop. Pamiętam też, że gdy byłem w swoich kadrach, pracujące tam panie powiedziały mi, że szuka mnie milicja i żebym uważał. Podziękowałem i wyjechałem ze stoczni, by już nigdy do niej nie wrócić.
Klemensa odwołano z funkcji dyrektora dwa dni później…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
