26.12.2021

Ledwo wylądowałem na Okęciu, jeszcze zanim zaczęła się afera z niespodziewanym testem kowidowym, otworzyłem emajl od Joanny z Nowego Jorku:
Szaleńcu, twoje miejsce jest na Florydzie. Wracaj zdrowo, Ameryka czeka na ciebie, Joanna.
Poprzedniego dnia na lotnisku w Miami, 15 minut przed moim odlotem polski minister zdrowia zarządził bez uprzedzenia LOT-u, że będzie test kowidowy na Okęciu. Po wylądowaniu kilkuset pasażerów rozbiegło się po lotnisku, w poszukiwaniu pana w czerwonym krawacie, który miał ich zawieźć na miejsce testów. „Obsługa lotniska to są idioci, a wie pan dlaczego? Bo nie piją”, powiedział mi żołnierz graniczny. „A my pijemy i dlatego wszystko wiemy”, dodał drugi. Podeszła przełożona – żołnierka: „Ale nie powiedziałeś panu, że my pijemy tylko po pracy”.
Po trzech godzinach bieganiny rozwścieczonych załóg samolotowych potraktowanych jak byle jacy pasażerowie, płaczu córek i wnuczek w telefonach do starych mam i babci, że na samoloty do Gdańska i Krakowa, nie zdążą, opuściłem lotnisko z testem negatywnym.
Przyleciałem, bo chciałem spędzić święta z poważnie chorymi przyjaciółmi, a głównie z Halinką, moją 90-letnią kuzynką, która opiekowała się mną w warszawskim getcie, a którą kiedyś uprzedziłem, że na jej pogrzeb nie przylecę, bo według mojej matki, a jej ukochanej ciotki, „pogrzeb to jest szwancparada, która umarłemu nic nie daje”.
Po tygodniu spotkań w Krakowie i Warszawie przyszedł czas na test wyjazdowy. W kolejce do rapid anti-gen test, który – jeżeli negatywny – miał mi dać wejście do samolotu do Miami, spotkałem bliską znajomą, Maritę, polsko-peruwiańską piosenkarkę i zrobiliśmy sobie „selfie”:

Pół godziny później wysłałem jej emajla:
Marita, mam kovid! Zawiadamiam cię, bo się spotkaliśmy na powietrzu, mam nadzieję, że nie doszło do zarażenia, może byś na wszelki wypadek zrobiła test po kilku dniach, daj znać czy coś się dzieje, Marian
Marianie, strasznie mi przykro. Ale musisz pamiętać, że jesteś nieśmiertelny. Jeśli się zaraziłam to tylko w czasie robienia tego zdjęcia. Co teraz z Tobą? Gdzie zostajesz? Marita.
Zostaję w hotelu CHOPIN, którego właścicielem jest Jarek, nasz wieloletni przyjaciel z Chicago, z czasów, gdy tam prowadziliśmy „BB”. Nazywam go Doktorem Judymem za jego wizje dla Polski, które kiedyś się częściej realizowały, niż dziś. Nigdy dotąd nie miał kowidowego gościa. Święta spędza w Chicago, skąd tak mi pisze:
Marianie, to zła wiadomość. Wiadomo czy omicron? Tak czy owak, kwarantanna potrwa chwilę. Wierzę, że będzie dobrze! Zresztą z twoim optymizmem inaczej nie można. Jarek.
Jarek, nie wiadomo jaki wirus, twój rząd mówi, że było dotąd tylko 7 zakażeń omicronem, ale czy wie, co mówi? Mam na razie tylko duży katar, dostaje z dołu jedzenie, miejmy nadzieję, że przy moich trzech szczepionkach, będzie do wytrzymania, zostaje na kwarantannie do 1 stycznia. Marian
W Krakowie miałem wzruszające spotkanie z 70-letnim przyjacielem, którego żona po operacji mózgu od pół roku jest w śpiączce. Rozmawialiśmy o małżeństwach; udanych lub nie, ale zawsze dających poczucie bezpieczeństwa, tajemnicy, szczerości. Mój przyjaciel leczy samotność rzuceniem się w wir pracy i tak mi mówi: „Najsmutniej jest, gdy po godzinach pracy w bibliotece, nie mam do kogo zadzwonić, powiedzieć co zrobiłem i kiedy będę w domu”.
Moja szlachcianka jest w Miami, ja w Warszawie. Porozumiewamy się przez komunikator What’s up, jak tylko coś nowego przyjdzie nam do głowy. Grażyna przysłuchuje się mojej chrypce; wyczuwa, jak mi ciurkiem leci z nosa, pozytywnie ocena mój stan na podstawie żartobliwości naszych rozmów. Dalsza rodzina, ta z którą „dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach”, utrzymuje ze mną żywy kontakt, próbując mnie z mojej choroby „rozliczać”:
Zadzwoń, proszę, do Sanepidu pod nr 22 250 0115 i zmień dane na swoje, bo teraz piszą do mnie i dzwonią i zaraz dostanę karę za wychodzenie z domu. Szukają tu ciebie. Podaj im telefon i adres. Przynieść Ci śledzia albo piernik?
Miałem dwujajeczkowe śniadanie i ani śledź, ani piernik mnie nie kręcą, ale na polecenie Grażyny potrzebny mi jest spacer, jak chcesz zrobić dobry uczynek, to podejdź do mnie w ciągu dnia, to razem pójdziemy do apteki, żeby kupić paczkę antymoczowych majtek, amerykański produkt DEPEND, 9 sztuk, które noszę od czasu usunięcia prostaty. Zorientuj się w Internecie, jaka apteka ma to w Warszawie.

Maryś, ty jednak jesteś zupełnie odklejony od rzeczywistości. Po pierwsze: jesteś na kwarantannie, co znaczy, że NIE WOLNO CI WYCHODZIĆ! Dotychczas sprawdzali to policjanci i wypisywali mandaty na 5,000 zł. Po drugie, mieszkasz w kraju katolickim, a dziś Boże Narodzenie! Nie wiem, czy jedna apteka jest czynna, a ta na 99% nie ma amerykańskich gaci! Obudź się!
Policję zawsze miałem gdzieś i dalej mam, nie jestem odklejony, to tylko ty jesteś ciężko przestraszona, wciąż zniewolony umysł, na spacer pójdę jutro, bez łaski ogród saski.
Trzeba obdzwonić czynne dziś apteki!
Chcesz obdzwonić?
Chyba mam ciekawsze sprawy w bożonarodzeniowy poranek.
Zgadzam się z tobą.
Mirek, mój kolega szkolny z Liceum Batorego, dziś habilitowany doktor medycyny, którego odwiedziłem dzień po ewentualnym zakażeniu (potrzeba podobno dwóch dni), przywiózł mi do hotelu lekarstwa, które zastąpią moje kończące się, amerykańskie.
Hydrochlorothiazid 25 mg wziąłem z własnego zapasu. Jest to dość duża dawka, ale nie maksymalna – możesz brać ½ tak jak zaznaczone na tabletce. Dołączyłem Acard 75, ponieważ w kovidzie jest tendencja do wykrzepiania. Jeśli nie masz skłonności do krwawień, radzę 1 tabletkę dziennie brać przynajmniej przez najbliższy tydzień. APAP (paracetamol) jest lekiem obniżającym gorączkę i przeciw bólowym, dwie tabletki na raz możesz śmiało brać, jeśli zajdzie potrzeba.
Do tego taki komentarz:
I jak tu nie wierzyć w horoskopy? Jola całkiem przypadkowo w jakimś tygodniku przeczytała: „twoje świąteczne plany zawisną na włosku… z powodu wiadomości o jednym z członków rodziny/przyjaciół. Trochę nerwów w najbliższym czasie, po lekkim falstarcie, wszystko będzie już dalej przebiegać po twojej myśli”.
Siedzę przy oknie na parterze, patrzę na spadające płatki śniegu i tak sobie myślę. Wysłałem 21 mejli do wszystkich, których spotkałem. Wszyscy zrobili testy i wszyscy są negatywni. A może mój katar to zwykła grypa? W dzieciństwie przeżyłem epidemię tyfusu w getcie warszawskim, przeżyję też kowidową epidemię.

Marian Marzyński
Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.
Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ
