Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (6)36 min czytania

()

Po z górą tysiącu lat peloponeskiej obecności Eolów Lakonię naszli nowi zdobywcy, Dorowie. Padły — wcześniej! – eolskie organizmy państwowe, a co więcej, zanikło w trudno wytłumaczalny sposób ich pismo — kreteńskie pismo linearne B, które odczytał Michael Ventris! Nie zrozumiałe, a ściślej – nieznane Achajom. Dorowie zepchnęli tamtejszych potomków Eolów i Achajów, zmieszanych z miejscowymi Pelazgami, do pozycji obywateli drugiej kategorii, gospodarnych i pracowitych periojków, lub niewolnych wręcz helotów.

To Achajowie byli jednak pierwszymi niszczycielami Grecji, nie Dorowie. Między czasami potęgi Krety, czasami rozkwitu eolskich Myken, a przybyciem Achajów musiało upłynąć kilka wieków – wbrew tezie, że już z początkiem II tysiąclecia p.n.e. Achajowie najechali Kretę, bo gdyby tak było, coś by z tego w ich pamięci zostało. Achajowie, pierwotnie osiadłszy w Tesalii, nie lenili się w mordowaniu przeciwników zajmujących ziemie, które oni chcieli zająć – czego już woleli nie pamiętać. Reprezentowali dziką cywilizację „męską”, chyba wrogą wobec matriarchatu. Ich bogowie zagarniali i niebo, i ziemię. Nawet – morze i podziemie, życie pośmiertne, bo nawet Persefona musiała ustąpić męskiemu sędziemu umarłych. Choć może – Dorowi? Kto to wie…

Wedle domysłu wielkiego Arnolda Toynbee’go (Studium historii, Warszawa 2000, s. 39-41), kolejny zdobywca, wódz achajskich barbarzyńców, został dzięki przebóstwieniu Zeusem. Wspierał się Toynbee największym autorytetem, odkrywcą Knossos i cywilizacji minojskiej, Arturem Evansem. Uzurpator Zeus – wyraźnie już pionier epoki „męskiej”, nie ulubieniec rządzących pań matriarchatu – wedle niektórych mitów, jak pamiętamy, zwłaszcza fenickich, pochodził z Krety! Aż po europejski X wiek naszej ery pogańskie plemiona dobierały sobie często wodzów dla wojny spoza swego plemienia, mogli Achajowie sprowadzić sobie jakiegoś sławnego wojownika. Ale — z Krety? Zeus wyparł z niedalekiego Olimpu poprzednika, być może właśnie pelazgijskiego jeszcze, Kronosa i podzielił wszystko, co istnieje, między siebie i braci, PosejdonaHadesa. Posejdon został panem mórz z władzą trzęsienia ziemią, ale to Zeusowi nadano przydomek majmaktes, burzliwy, jako bogowi burz, nawałnic i wiatrów, czyli Achajowie sprowadzili sobie takiego patrona, kiedy znowu zaczęli pływać, ale Krety już dawno nie było, to znaczy – była, ale dorycka. Są więc ci trzej boscy bracia bogami „młodszymi”, późnymi, już helleńskimi, greckimi – Zeus być może naprawdę z fenickiego nadania… Jeszcze w tragediach greckich V w. p.n.e. występował ze swą dawną siłą, samowolną i okrutną, iście dorycką (przynajmniej w rozumieniu Achajów). Nie zastanowiło Toynbee’go, jak i dlaczego u Hezjoda, poety bez wątpienia achajskiego, jońskiego pochodzenia, ów bezwzględny zwycięzca Kronosa awansował w VIII w. p.n.e., do roli statecznego, mądrego, najwyższego bóstwa, pilnującego sprawiedliwości. Stawał się nim chyba najpóźniej przed IX wiekiem, przed początkiem epoki, w której zapisano już nie pismem linearnym, lecz alfabetem literowym, Iliadę, w niecałe trzy wieki po domniemanej wojnie trojańskiej.

Co i jak było przedtem, trudno rozstrzygać. Wydawało się, że przynajmniej wiemy, kiedy powinna paść Troja, którą poemat Homera uczynił rzeczywistą. W III wieku p.n.e. aleksandryjski polihistor, szef słynnej tamtejszej Biblioteki, Eratostenes z Cyreny, posłużywszy się listą królów Sparty, wyliczył datę upadku Troi na lata 1184/83 p.n.e. Nie oparł się na sprawdzalnej, zdaniem uczonych nowożytnych, chronologii Olimpiad i innych pewnych datach. „Nowożytna nauka – pisała prof. Świderkówna w największej ze swych książek – potępiała go za to wielokrotnie i oskarżała, że w tym jednym przypadku odstąpił od własnych żelaznych zasad, usiłując wtłoczyć w ramy historii coś, co jest tylko legendą i poetycką fikcją” (Anna Świderkówna, Hellenika. Wizerunek epoki od Aleksandra do Augusta, Warszawa 2009, s.217-218). Aliści odezwały się tu źródła hetyckie tej epoki – z ówczesnego państwa Hetytów w centrum Azji Mniejszej. Do języka tego plemienia, warto wiedzieć, że indoeuropejskiego, jest naszym językom najbliżej. Z ich zapisów, już odczytanych, wychynęły na światło dzienne, w transkrypcji naturalnie hetyckiej, słowa takie jak Achajowie, Danaowie, czy nawet Troja, datowane na czas mniej więcej zbieżny z obliczeniami Eratostenesa! Pojawił się także jako postać historyczna Atreusz, z którym tu się zetkniemy jako postacią mitologiczną. Można by się zgodzić na wszystkie te inteligentnie skalkulowane daty – przyjąwszy jednak, że Iliada opowiada o jakimś rzeczywistym oblężeniu, a nie jest dziełem geniusza poezji, opowiadającym o wyimaginowanych przez poetę wydarzeniach. Tak, podważam autentyzm narracji Iliady. Nikt nie szuka w Panu Tadeuszu opowieści o realnych faktach.

Co do realiów epoki, nie ma jeszcze wtedy wśród ludów greckich – Dorów. Choć nie dla wszystkich. Bo i też co uczony, albo raczej — co autor, to różne chronologie. I duże materii pomieszanie. By nie powiedzieć — chaos. Nie mogę jednak pominąć wiadomości od mego dobrego znajomego, wielkiego erudyty, który przywołał „teorię” Josepha Wrighta Alsopa IV, mnie znanego jako wybitny publicysta i felietonista amerykański, zmarły w 1989 r. Delikatnie mówiąc, nawet nie wiedziałem, że interesował się historią starożytnej Grecji… I to za Alsopem podał Władysław Kopaliński (Koty w worku, czyli z dziejów pojęć i rzeczy, Wwa 2007, s.387), że w tym właśnie czasie, około XII wieku p.n.e., najechała cywilizację mykeńską (!) inwazja „licznego plemienia Dorów”, zbrojnych w prymitywne miecze żelazne. Mieli pokonać łamliwymi żelazami solidną, brązową cywilizację, choć temu czasowi Homer przypisuje, i to niemylnie! broń z brązu pod Troją, a nie ma ani w Iliadzie, ani w Odysei żelaznych mieczy. Nie ma zresztą ich także w trojańskich wykopaliskach. Czym się Alsop nie przejmował. Cywilizacji mykeńskiej te dwieście, trzysta lat wcześniej Achajowie nie rozbili – a jeśli Mykeny wymarły od jakiejś nie do powstrzymania zarazy, nie miał po prostu kto przejąć ich wspaniałej cywilizacji z jej luksusami i jej pismem, więc też nie przejął nikt… Dorowie zaś przybędą później i nie z prymitywnym żelastwem w rękach, lecz ze stalowymi mieczami. Broń to była tak groźna, że być może dlatego Achajowie ich wciągną… w inicjatywę sportową, w rywalizację, wymagającą pokoju – przy równowadze strachu jak w naszych czasach, toutes proportions gardees, z bronią atomową. Ateny dumne będą, że nigdy nie zdołali ich Dorowie zdobyć. Trzymajmy się więc tego, co wiemy jako mniej więcej pewne. Całą tę wiedzę skupił Pierre Leveque w swoim Świecie Greckim, o którym powiedzieć, że to erudyta, byłoby tylko skąpym napomknieniem.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.