Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (6)36 min czytania

()

Jak informują nas wykopaliska, była w Troadzie jakaś wojna, którą obronić się daje chronologią Schliemanna. Toczyła się znacznie później niż wyliczył Eratostenes i wygląda na wojnę pocieszającą po klęsce ataku na Egipt, ale też nieprzełomową. Jedno możemy przyjąć jako pewne: Achajowie nie uczyli się wtedy ani prawa, ani sprawiedliwości w kraju faraonów. Szukać w tych przygodach poczucia sprawiedliwości dość trudno. Tym samym i przygoda moich poszukiwań okazuje się trudniejsza niż można by sądzić.

To geniusz Homera stworzył wojnę trojańską. Co więcej, nadał jej swym poematem niemal przełomowe znaczenie. Tymczasem, co już wiemy, późniejsza autentyczna wojna, która spaliła Troję, nie była nawet ważną wojną. I wiemy o tebańskich w Egipcie rzeźbach, na których z początkiem XII wieku p.n.e. uwieczniono zwycięstwa Ramzesa III. Zwycięskie oddziały faraona „przedzierały się do ciężkich dwukołowych wozów, zaprzężonych w woły, które wiozły żony, dzieci i zaopatrzenie” (Casson, s. 34). Tak wyglądały owe „rydwany” Achajów. Jak widać, kusiło ich zdobyć razem z innymi napastnikami jakieś bogate połacie państwa faraonów, a przynajmniej uszczknąć dla siebie kawałek żyznej ziemi, kawałek królestwa cywilizacji, by się tam przypuszczalnie nawet i osiedlić! Można te „rydwany” obejrzeć u Daumasa, jak też obcięte zwyczajowo ręce martwych już przeciwników, składane przed Ramzesem III. Dopiero po tym nieudanym zaborze mogli zdecydować się Achajowie podbić Troadę.

Achajowie, ci spod Troi Homera, nie znali elementarnych technik oblężniczych! Homer nie znał się na tym, a nie chciał, żeby go łapano jakimiś szczegółami na fałszowaniu tworzonej rzeczywistości. U niego Achajowie nie posługiwali się nawet prostymi taranami: dla wybicia otworu waliło się wtedy w bramy lub w mury zawieszonymi balami, rozhuśtanymi poziomo. O czymś takim u Homera nie ma nic… Nie budowano u niego ruchomych, drewnianych wież oblężniczych, nie sypano coraz wyższych wałów pod murami, by z nich zaatakować obrońców, jak to opisywał kilkaset lat później Tukidydes. Talentów technicznych nie będzie Grekom brakowało: machina miotająca, katapulta niewiarygodnej mocy, tzw. onager, strzelała półtorakilogramowym kamiennym pociskiem i na 350 m! W połowie IV wieku. p.n.e. stały takie w arsenale ateńskim. W końcu tegoż IV w. Demetriusz Poliorketes, „zdobywca miast”, oblegając Rodos, dysponował machiną tak potężną, że jej wielokilogramowy pocisk wybił dziurę w murze obronnym. Nieco późniejsza machina Archimedesa wyrzucała pocisk kamienny wagi 80 kilogramów na odległość stu kilkudziesięciu metrów! W arsenale zniszczonej Kartaginy archeolodzy odkopali 2000 kul z szarego wapienia, o średnicy od 10 do 30 cm i 20.000 glinianych kul do proc! To wszystko półtora tysiąca lat przed wynalezieniem prochu…

Niemniej epoce samego Homera w IX i VIII wieku p.n.e. daleko było do tej klasy techniki. Tym bardziej – wcześniejszym wojakom z końcowych dekad wieku XII p.n.e., które poemat miał odwzorować. Prof. Ludwika Press przytoczyła sarkastyczną opinię jednego z historyków Grecji klasycznej, Jeana Zafiropulo, wierzącego w historyczność treści poematu: „obleganie przez dziesięć lat przeciętnie ufortyfikowanego grodu trojańskiego nie świadczy najlepiej o sztuce wojennej homerowych bohaterów” (Ludwika Press, Życie codzienne na Krecie w państwie króla Minosa, Wwa 1972, s. 101). Ale taka ich sztuka nie była poecie potrzebna.

Więc nie ta wojna, a poezja o niej była na swój sposób przełomem, który zapoczątkuje przyszły zalew Jonii twórczością poetycką. Homer wpisał swoją wojnę w czasy wcześniejsze od swoich o dwieście, trzysta lat. Natomiast jeszcze wcześniej, na parę wieków przed domniemaną wojną trojańską, nie dopiero koło 1200 r. p.n.e., została kompletnie zerwana, jak odnotowaliśmy, pewna ciągłość cywilizacyjna. Której to przerwy historycznej ciągle się nie zauważa. Gdyby naprawdę koło 1200 r. p.n.e., w czasach wojny trojańskiej Homera, Achajowie zdobyli i spalili Mykeny lub inne mykeńskie miasto, gdyby wtedy podbili Lakonię i Messenię, a nie wzięli w skórę, razem z innymi „ludami morza”, od Ramzesa III, powstałyby jakieś eposy, a przynajmniej mity, opowiadające o zwycięskiej wojnie. Niczego takiego nie znamy.

Ci „nowi” Hellenowie, czyli Achajowie, przez paręset lat, aż po literacką wojnę trojańską i długo potem, technikami pozostali wręcz prymitywnymi. W pojęciu autorów starożytnych Iliada ze swym realizmem była poetycką wersją historii, podzieliła jako przełom historię Grecji na „przed” i „po wojnie trojańskiej”, taka była siła poezji. Pod koniec XII w. p.n.e., czyli, jak obliczano, już w 80 lat po „wojnie”, pojawią się Dorowie z ich stalowymi mieczami. Wpuszczą ich podobno Achajowie do upadłych Myken lub się im poddadzą. Ci pogardzani w historii Dorowie jako technicy nie byli wcale tak prymitywni. Inteligentni hutnicy, umieli wytapiać żelazo i — co ważniejsze — opanować sztukę nawęglania, by wykuwać te stalowe miecze. Zdawałoby się — nie tak znowu skomplikowana technologia, a jednak musiała ona czekać, aż ją odkryją ci Dorowie. Być może Achajowie, kiedy się umocnili w nowych pieleszach, kiedy się zakorzenili w Helladzie i już wymordowali kogo warto (bo nie wszystkich), odkryliby ją także, ale — nie odkryli.

Jest pewne, że pierwsi nauczyli się kąpać Mykeńczycy. Achajscy barbarzyńcy — kilkaset lat później, podobno około roku 1000 p.n.e., co najlepiej potwierdza zerwanie ciągłości cywilizacyjnej. Myli się ci Achajowie cali nago w dużych miednicach. Z czasem, po dopiero paru wiekach, uruchomiono kąpiele, także — publiczne. Natryski mocowano w rzędzie jeden obok drugiego, wazy greckie utrwaliły obraz kobiet myjących się pod nimi. Najstarsza w Olimpii łaźnia publiczna, jedna z kilku, z V wieku p.n.e., dosyć była jeszcze prymitywna, ale w kilkadziesiąt lat później, z początkiem IV wieku, korzystano już z basenu kąpielowego, jedenastu wanien i połączonej z ich pomieszczeniem łaźni parowej.

Postęp techniczny nie poprzestał na tym. Nie sądzę, by ktoś wiedział, z czym kojarzył się termin hypokauston – symbol tego postępu. W hypokauston, cienką pustą przestrzeń pod podłogami i w ścianach, wpuszczano płynące od pieca ciepłe powietrze, tak ogrzewano łaźnie i łazienki, a po dalszych wiekach – całe mieszkania. Czystość stała się potem wyznaniem wiary Rzymian, w termach Rzymu kąpać się mogło jednocześnie kilka tysięcy ludzi. I jak tanio!

Przeskoczywszy dla kąpieli dystans tysiąca kilkuset lat, wróćmy do czasów, gdy w Mykenach nie bardzo już kto miał się kąpać. Bo gdyby nawet zapanowali Achajowie nad Mykenami w szczytowej fazie rozwoju ich cywilizacji, to by się okazali za głupi, żeby cokolwiek z niej przejąć (może poza kąpielą), i skazaliby ją, chcąc nie chcąc, na zapomnienie.

Nie przemawia do mnie teza, że pismo linearne B utrzymało się do końca epoki brązu i że to natura pożarła zapisane, nietrwałe papirusy, czego ma dowodzić to, że nic po nich nie zostało. Gdyby Achajowie stąd potem rozwijali dalszą ekspansję, to mogłoby „nic nie zostać” znacznie wcześniej. Owymi czasy (i długo później), zdobywszy miasto czy zająwszy cudze ziemie, zwycięzcy mordowali mieszkańców, czasem do nogi, na wszelki wypadek, by nie sprawili ci podbici kłopotu jakimś buntem czy próbą zemsty. Tak Ateńczycy rozprawią się z mieszkańcami Melos (Milo), a potem z ateńskimi osadnikami na Melos – Spartanie.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.