Stefan Bratkowski: Wstyd i sprawiedliwość (6)36 min czytania

()

Mircei Eliademu nie udało się zamknąć egejskiej epoki brązu wiarą w siłę sprawczą żelaznej broni i narzędzi z żelaza meteorytów. Było jednak tych meteorytów za mało i największy historyk starożytnej metalurgii, Robert Forbes, nie pozostawił żadnych nadziei zwolennikom tej wiary. Żelazo meteorytów ani żadne inne żelazo, nie mogło wywołać cywilizacyjnego przewrotu. Kulturę brązu, jak można rozumieć, usunął ostatecznie z greckiej, czyli naszej historii ludzkości — najazd owych kolejnych barbarzyńców, już właśnie z mieczami o stalowych ostrzach, około roku 1100 p.n.e. lub też później. Wedle starożytnych autorów w 80 lat po opisanym Iliadą upadku Troi, w który uwierzyli wszyscy słuchacze i czytelnicy poematu. Przekonali Dorowie Grecję do masowego już wykorzystania żelaza jako tworzywa tańszego i prostszego w obróbce — wynalazłszy sposób na produkcję stali, technologię nawęglania. Jako ostateczni greccy zdobywcy Krety, nie bardzo mieli już czego po upadłej Krecie przejąć. Historia starożytnej Krety z jej handlowym poczuciem sprawiedliwości skończyła się dawno. Nie nauczyli się też, ani Achajowie, ani Dorowie, pisma linearnego B, a nawet nie wiedzieli chyba o jego istnieniu.

Żelazo musiało potem zwyciężyć, raz, bo zerwały się wiodące z zachodu szlaki importu cyny do wytopu brązu, dwa, bo rudę żelaza wydobywało się łatwiej i więcej, a na dobrą sprawę — wszędzie. Dzisiejsze chronologie dziejów greckich zwą okres między rokiem 1000 a 750 p.n.e. Wiekami Ciemnymi; poskąpiły one historykom jakichkolwiek wykopaliskowych informacji o sobie, archeolodzy stwierdzali tylko zniszczenia i ogólne zubożenie… Racjonalniej byłoby chyba te Ciemne Wieki przenieść na lata 1110 – 900, czas najazdu Dorów z ich obusiecznymi, stalowymi mieczami. Mimo bowiem takich dopustów losu straszne wieki owe zakończy, może w proteście przeciw cywilizacyjnej degradacji, pierwszy niebywały rozkwit kultury achajsko-jońskiej. Była to zdumiewająca, a na swój sposób lekceważona Wielka Przemiana – czas życia paru pokoleń, kiedy przyjęto alfabet fonetyczny, kiedy żył i tworzył Homer, napisał i potem przepisywano Iliadę, żeglowano już wedle położenia gwiazd, zorganizowano pierwsze igrzyska olimpijskie, zapewniono im pokój w całej Grecji i uznano sprawiedliwość za zasadę ludzkiego współżycia.

W trojańskich wykopach archeologia rozróżnia ich warstwy, zależne od czasu pochodzenia. Na poziomie wykopów tzw. Troi VII A odkryto ruiny miasta, spalonego przez jakichś najeźdźców około roku 1200. Po uwzględnieniu następstwa czasu obliczono, że to „miasto Priama”, potwierdzając kalkulacje Eratostenesa. Niemniej wedle nowszych badań domniemana Troja Priama leżała w warstwie płytszej, warstwie VI, jak chciał odkrywca Troi, Heinrich Schliemann.

Nie czytano, wszakże kronik egipskich – i nie czytano wielkiego Daumasa. Daumas nie był specjalistą od historii Grecji i jak cała hellenistyka mylił Achajów z Mykenami, ale na pewno nie mylił się w niczym co do dziejów Egiptu faraonów. W jego wspaniałej historii Egiptu mamy wiadomości o wielkiej epopei rozmaitych „ludów morza” – z udziałem Achajów, akurat w terminie domniemanej „wojny trojańskiej”. Nie przypadkiem użyłem słowa „epopeja”. To nie było jakieś mało fachowe oblężenie słabo ufortyfikowanej twierdzy, takiej jak Troja w poemacie Homera. Za panowania Ramzesa III z początkiem XII wieku p.n.e. zorganizowały się tysięczne plemiona, gdzieś z północy, dla podboju Egiptu. Szło ich z Azji Mniejszej ku Egiptowi wiele tysięcy zbrojnych, płynęły setki w sumie okrętów z paroma tysiącami ludzi na pokładach. Dowiemy się, jak prymitywne technicznie były to siły, co wyjaśnia i nędzną technikę Greków, oblegających rzekomo Troję. Po drodze jednak zdruzgotali królestwo Hetytów, zapewne samą przewagą liczebną. Nie mieli trudności z innym królestwem, już bliższym Egiptowi. U Jacobiego „Egipt utracił kontakt z morzem po najeździe ludów morskich około roku 1200 p.n.e.” (Jacobi, s. 143) Czytajmy jednak Daumasa: „Fale inwazji docierały aż do Delty: Filistyni, Czekerowie, Szakalaszowie, Danaowie, Waszaszowie, zdobywszy kraj Hetytów, doszli do Karkemisz, opanowali Cylicję i Cypr, a następnie posuwali się lądem i morzem w stronę Egiptu. Król przygotował starannie dużą flotę, prawdziwy wał ochronny dla Delty, a na lądzie umieścił doświadczone oddziały bojowe. Zaskoczył tym najeźdźców i wziął ich w dwa ognie. Nie mogli wylądować i zostali przeważnie rozbici. […] Dzięki temu wielkiemu zwycięstwu na morzu Egipt uratował się od inwazji i niewoli” (François Daumas, Od Narmera do Kleopatry. Cywilizacja starożytnego Egiptu, Warszawa 1973, s.81). Nie wiemy, dokąd wrócili ci pokonani. Tylko Filistyni pozostali w Palestynie, która od nich ma swoje imię – Filistyni to europejska wersja ich imienia (poznamy zaraz prawdziwą).

Lionel Casson, znany już nam historyk starożytnej żeglugi, sam czytał znane Daumasowi egipskie źródła – wobec których data Eratostenesa nie dawała się utrzymać. Pisał Casson, cytując:

Oto ludy Północy, które znajdują się na swoich wyspach, odczuły niepokój w swych członkach i wprowadziły zamieszanie na drogach wiodących do portów. Tak pisał kronikarz Ramzesa III, przygotowując opowiadanie o wielkim zwycięstwie swego króla w 1190 roku p.n.e. […] W wielkiej bitwie morskiej, pierwszym w historii tego rodzaju opisanym i zilustrowanym starciu, Ramzes III zepchnął napastników do morza” (Lionel Casson, s. 33).

Na murach zbudowanej specjalnie świątyni koło egipskich Teb płaskorzeźby przedstawiły, jak wojska i flota Ramzesa gromiły rozbójników, na lądzie i morzu. Już zresztą wcześniej, w roku 1194, Egipcjanie zadali im ciężką klęskę. Daty nie budziły wątpliwości. Egipscy kronikarze niewyraźnie tylko zapisywali nazwy plemion tych napastników, ale oprócz Filistynów jako Pelesetów mamy wśród nich Dananów, więc — Danaów, jak określano Greków, którzy mieliby walczyć pod Troją, i Akaiwasza, czyli tych u Daumasa Waszaszów, w których odczytuje się Achajów, też znanych z Iliady.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.