01.05.2026

Nie wierzyłem w to, co widziałem. Przed Donaldem Tuskiem, w podlaskim miasteczku, stała pewna siebie jejmość, ubrana w plecak na zakupy i rozliczała go z działalności: – Co pan zrobił, żeby zatrzymać Niemcy? Czy pan jest Polakiem? A może pan jest Niemcem…?
Nie wiem, ile kotłowało się w Tusku wściekłości. Stał spokojnie. Już się nauczył słuchać nienawistnych racji.
Nie cierpimy na nadmiar liderów klasy Tuska, toteż robienie wrogów ludu z ludzi myślących, z doświadczeniem w publicznej działalności, obytych w świecie jest szkodą trudną do opisania, a jej naprawianie trwać będzie przez dekady. Zwłaszcza wobec wydarzeń, z którymi przyjdzie się mierzyć.
Pozornie w kraju nad Wisłą jakoś się kręci. Ale jak się wychylić poza krajobraz propagandy, to mamy: zapaść w służbie zdrowia, inflację blisko dwucyfrową, wszechobecną drożyznę, szalejące ceny gazu i energii, wahania kursu złotówki, rosnące gwałtownie odsetki od kredytów. Władza nie lubi Unii Europejskiej, chociaż 60% naszych obrotów trafia i pochodzi z tego rynku. Nie po drodze nam z najbliższymi sąsiadami. Jakby tego było mało, rząd zafundował nam reformę podatków zwaną Polskim Ładem. Mało kto, łącznie z twórcami, jest w stanie rzecz ogarnąć, ale już wiadomo, że część obywateli, która miała zyskać i być wdzięczna władzy (czytaj: głosować na jedynie słuszną partię) może stracić. Zawiesić Polskiego Ładu się nie da, bo to sztandarowy projekt rządzącej ekipy i byłaby, jak mawia młodzież, wtopa. Premier ogłosił więc, że jeśli zarabiający do 12 800 zł stracą po opodatkowaniu choćby złotówkę, to mogą rozliczyć się z fiskusem według dotychczasowych zasad.
W ten sposób osiągniemy mistrzostwo świata. Będziemy mieli dwa systemy podatkowe, z których obywatele będą sobie wybierali ten bardziej im pasujący. Ciekawe, jak się będzie spinał przyszły budżet?
Reasumując: jest się nad czym pochylać. A mniej delikatnie: będzie co sprzątać po „państwie w ruinie”. Z którym to hasłem partia Dobrej Zmiany szła po władzę.
Tegoroczny budżet zaklepany przez Sejm to kwestia sama w sobie. Zbudowany na założeniu, że inflacja spadnie w 2022 roku do 3,3%, jest zwykłą fikcją. Deficyt na poziomie 3% jest manipulacją na potrzeby PR-u dzięki wyprowadzeniu różnych wydatków poza budżet. W ten sposób poza budżetem znalazło się np. 2 mld dotacji dla TVP, 6 mld dla Funduszu Reprywatyzacji, kilkaset milionów dla Centralnego Portu Lotniczego, gdzie nie wbito jeszcze łopaty.
W 2021 roku poza oficjalnym budżetem wydano 22,5 mld złotych. Powstał też nieformalny drugi budżet o wielkości zbliżonej do ustawy budżetowej. Poza społeczną kontrolą wydano w ubiegłym roku prawie 300 mld złotych w ramach tak zwanego Funduszu Covidowego. Wszystko to razem powiększyło dług publiczny do półtora biliona złotych, co nie wpływa na nieprzespane noce obywateli, bo suma jest trudna do wyobrażenia, ale większe odsetki za pokrywane obligacjami pożyczki trzeba będzie spłacić…
Ogólnie rzecz ujmując: gospodarka jest w stanie, który ekonomiści określają, że zmierza ku stagflacji, czyli inflacji połączonej ze słabnącym wzrostem gospodarczym. Cud gospodarczy głoszony przez prezesa NBP Adama Glapińskiego (łącznie z zachwytami premiera, ale to już stan chorobowy) właśnie się skończył. Nie mówiąc o tym, że w dużej mierze stał się cudem na kredyt.
Szczęście w nieszczęściu, jakim stała się sasinada, czyli „co by tu jeszcze schrzanić”, jest fakt, że od Gdańska po Wrocław ze stolicą gdzieś pośrodku, ale też w mniejszych miastach i gminach jeszcze ostali się ludzie światli, nieprzekupni i z powodzeniem zarządzający samorządową własnością. Sekowani przez centralny aparat państwa, w trudnych warunkach robią swoje.
To jest baza, z którą będzie można zacząć sprzątać po zadymie „wiedzących lepiej”. Źródłem środków „od zaraz” mogłyby być te z Funduszu Odbudowy. Porozumienie z Komisją Europejską blokuje jednak Ziobro i jego akolici.
Płacimy za to wynaturzenie wszyscy.
Nie da się odzyskać czasu, który straciliśmy w Polsce na utopijny projekt PRL-bis z obywatelami zarządzanymi przekazami dnia z Nowogrodzkiej. Włosi dźwignęli w tym czasie gospodarkę. Słowacy właśnie kończą elektrownię jądrową. Bułgarzy są rok, dwa od spełnienia kryteriów wejścia do strefy euro.
Marek Borowski pytany przez Joannę Solską z „Polityki”, co zrobią z budżetem na ten rok, który właśnie trafił do Senatu, powiedział: „Poprawimy złe założenia, wiedząc, że i tak większość rządząca je w Sejmie odrzuci”.
Załóżmy optymistycznie, że sytuacja na politycznym ringu jest tak dynamiczna, że jednak będziemy mieli nie fikcyjną ustawę budżetową na 2022 rok.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM
