25.02.2022
Na naszych oczach rozsypuje się świat, który znamy. Brutalny atak Rosji na Ukrainę przywołuje podobne zdarzenia z przeszłości, ale to tylko pierwsze wrażenie, że kiedyś to już było.
Rzeczywiście, w tłumieniu węgierskiego antystalinowskiego powstania w 1956 roku i czechosłowackiej aksamitnej rewolucji z 1968 roku można dostrzec podobny scenariusz operacyjny: interwencja zbrojna, okrucieństwo działania, usunięcie legalnych władz i zainstalowanie marionetkowego rządu zwieńczone procesem tzw. normalizacji. Coś takiego uwidacznia się w przebiegu „specjalnej operacji wojskowej” zarządzonej przez Putina na Ukrainie, jednak zasadnicza różnica dotyczy międzynarodowego kontekstu wydarzeń. Wówczas świat był podzielony na dwa przeciwstawne bloki wojskowo–polityczne zdominowane przez USA i Związek Radziecki, a każde z tych supermocarstw kontrolowało swoje strefy wpływów. Próby ich naruszenia – o czym świadczy np. kryzys karaibski z 1962 roku, kiedy to Chruszczow umieścił na Kubie wyrzutnie rakietowe zdolne do rażenia nuklearnymi pociskami Nowego Jorku – groziły konfliktem światowym, a to zagrożenie mogło być zażegnane tylko na drodze ustępstw i powrotu do równowagi strategicznej między Wschodem i Zachodem.
Świadomość hekatomby w następstwie konfliktu na dużą skalę skłoniła zantagonizowane mocarstwa do rozpoczęcia procesu negocjacyjnego, który doprowadził do podpisania Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie w 1975 roku, w Helsinkach. W uzgodnionym dokumencie zdefiniowano 10 zasad pokojowych stosunków między państwami, z fundamentalnymi normami poszanowania suwerenności i niedopuszczalności zmiany granic przy użyciu siły. Ten kompromis negocjacyjny wzmacniał zasady zawarte w Karcie Narodów Zjednoczonych i miał tworzyć fundament współpracy między państwami, mimo ustrojowych różnic.
Załamanie się tego układu wskutek upadku bloku wschodniego, rozpadu Związku Radzieckiego i zmian ustrojowych w Europie Wschodniej na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku stworzyło nadzieję na demokratyczną zmianę porządku światowego i oparcie stosunków między państwami na normach prawa i regułach wynikających z procesów globalizacji, zwłaszcza wolnego handlu i upowszechnienia Internetu.
Napaść Rosji na Ukrainę – niepodległe nikomu niezagrażające państwo – burzy porządek oparty na prawie i architekturę bezpieczeństwa budowaną mozolnie w Europie na fundamencie umów międzynarodowych. Ukraina przeżywa gorycz rozczarowania na wspomnienie brutalnie podeptanego układu, w którym zrezygnowała z broni nuklearnej w zamian za gwarancję poszanowania jej suwerenności oraz integralności terytorialnej. Wolny handel obrasta ograniczeniami, a dostawy gazu, ropy naftowej, a także węgla stały się w rosyjskich rękach narzędziem szantażu. Z kolei konieczne dla powstrzymania agresji sankcje siłą rzeczy blokują wymianę handlową i międzynarodowe powiązania finansowe. Internet coraz mniej kojarzy się z edukacją, a coraz bardziej z cyberwojną i włamaniami hakerskimi. Świat ponownie ulega fragmentacji.
Miażdżenie Ukrainy przy otwartej kurtynie ukazuje niemoc demokratycznego świata i pogłębia poczucie bezradności. Odważne, chociaż niewielkie protesty rosyjskiej opozycji, demonstracje przed rosyjskimi ambasadami, sankcje – wszystko naznaczone jest znamieniem braku powstrzymującego efektu i bezradności w obliczu niszczącej, brutalnej siły.
Bezpośrednie sąsiedztwo Polski wobec rozgrywającego się dramatu zmusza do poważnej refleksji, tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę złowieszczy sens wysuwanego przez Rosję żądania wycofania obecności wojskowej NATO z Europy Wschodniej, co jako żywo przypomina obecny od dawna w rosyjskiej polityce bezpieczeństwa postulat przekształcenia tego regionu w rodzaj strefy buforowej.
Zajęcie Ukrainy przez Rosję otwiera etap chaosu i niepewności w stosunkach międzynarodowych. W miejsce demokratycznego ładu powstaje system hybrydowy, naznaczony rywalizacją demokratycznych państw i ich instytucji z dążeniem ekspansywnych, autorytarnych krajów do odbudowy podziału świata na strefy wpływów. W tym wstecznym procesie kluczową rolę odgrywa już sojusz dwóch rewizjonistycznie nastawionych mocarstw: Rosji i Chin. W nowych okolicznościach słabnie znaczenie umów, a decydującym czynnikiem utrzymania w ryzach potencjalnych agresorów stają się ponownie zbrojenia i odstraszanie.
To nie będzie klimat przychylny dla demokracji. Ani w relacjach międzynarodowych, ani w poszczególnych państwach.

